karolina_, inwestowanie w co?
Najważniejsze to określić tolerowany poziom ryzyka, horyzont czasowy, cel inwestycji (np. zabezpieczenie emerytalne, zainwestowanie nadwyżek gotówki, zbieranie środków na wkład w nieruchomość itp.) i ilość czasu do poświęcenia na ogarnianie inwestycji (zarówno mieszkanie na wynajem, jak i zakup obligacji to są przecież inwestycje). Ja bym była ostrożna w używaniu chata do takich celów.
Poncioch, myslalam o ETFach i obligacjach prawdę mówiąc. Ma to byc kasa na zakup kolejnej nieruchomości za 10-15 lat (wklad własny). Nie jakies miliony, kilkanascie tysięcy na start i stała kwota dokladana co miesiąc.
Okej, w takim razie obligacje brzmią sensownie na początek. Praktycznie zerowe ryzyko, a oprocentowanie niektórych jest uzależnione od poziomu inflacji, powiększonej o kilka procent, dzięki czemu może i nie zarobi się kokosów, ale i nie straci na inflacji. To taki bezpieczny basic. Przy ETF już trochę bardziej trzeba ruszyć głową, w jaki fundusz zainwestować, a to wymaga więcej researchu i wiedzy, niż zakup obligacji.
Poczytaj też o IKE i IKZE: warto inwestować za ich pośrednictwem, bo można zyskać na zwolnieniu z podatku Belki (IKE) czy obniżeniu podatku (IKZE odliczasz od podstawy opodatkowania). Można mieć tylko jedno IKE i jedno IKZE, są roczne limity wpłat i warto je w całości wykorzystać.
Ja akurat mam IKE założone poprzez bank (można inwestować tylko w obligacje). Do ETFów potrzebne jest założenie konta w domu maklerskim.
Poncioch, mBank w ktorym mam konto ma ETF przez IKE. Tylko no właśnie - jaki fundusz wybrac? Obligacje moge zawsze kupic przez 800+, sa lepiej oprocentowanie niz zwykle. Ale od nich jest z kolei podatek Belli, wiec moze lepiej zwykle przez IKE?
Jakiego ladnego zielonego kwiatka dla osoby, która już uśmierciła x kaktusów i aloes? Chce znowu spróbować coś mieć.😅 Raczej coś małego, chce postawić na szafce.
flygirl, - trzykrotkę. Przelałam, ukisiłam, ususzyłam, a ta dalej rośnie 🤣 Mam quadricolor, kolorowe listki, efektowna. Rozmnaża się to tak, że ucinasz kawałek, wsadzasz do wody i jak puści korzenie to do ziemi, w taki sposób ją się też odnawia. Wiszące w dół pędy, na szafce u góry będzie super.
Peperomia też jest fajna, odmiana rosso ma liście czerwone od spodu.
Fitonia jest moim zdaniem też spoko, ale ponoć wrażliwa - nie wiem, mi się trzyma, padła mi jedna po trzech latach, ale to chyba przez to, że miałam ją przesadzić, ale zbierałam się tak długo, aż umarła 😅
Peperomia mi się podoba.😁 Ja chcę całe zielone, żadnych kolorów i raczej stojące niż wiszące, bo to na szafkę na telewizor. Jak mi zacznie coś w końcu żyć i rosnąć, to się może pokuszę o coś więcej.😅
flygirl, - jeszcze grudnik fajna i prosta rzecz do posiadania w domu. Kwitnie tylko w zimie, a tak to zielone. Imo istotne jest też gdzie kupisz kwiatka - jak próbowałam z marketów czy jakiś targów niby roślinkowych, ale jednak masówka - to padało. Zaraz jakieś grzyby, jakieś choroby, problemy. Jak dokładam przysłowiową dychę i biorę z mniejszego sklepu ogrodniczego, takiego "z duszą" to nagle rośliny żyją i nie jestem seryjnym mordercą.
Potwierdzam, zamiokulkas to prawie nie do zabicia jest, a przy okazji ładnie wygląda. Tylko uwaga, on się dosyć mocno rozrasta i wysoko rośnie, nie jest to mały kwiatek 😉
Zamiokulkas nie do zabicia powiadacie... 😎 Pokazałabym Wam swojego, ale umarł.
Ja bym jeszcze podrzuciła do składu prostych w obsłudze skrzydłokwiaty i fikusy benjaminy.
No i sansevieria. To faktycznie niczego do życia nie potrzebuje.
U mnie też roślinki biorą udział w Igrzyskach Śmierci :/
+1 do morderców zamiokulkasa 😀 U mnie jedynym co nie zdycha jest epipremnum. Tylko to wiszące jest (choć jak teraz patrzę w internety to są opcje wspinające się po paliku kokosowym). Kocham bardzo, mam 3, jeden w sierpniu będzie miał trzecie urodziny (tfu tfu). I wszystkie z auchana 😀
Dworcika, skrzydłokwiat u mnie próbuje umrzeć od 3 lat - mógłby się już zdecydować bo nie mam jak wywalić... Było mu już za ciemno, za jasno, za mokro, za sucho a teraz to nie wiem chyba stresuje się czerwcem.
Sensewirie mam te małe - też nie wyglądają za dobrze ale jakoś udają życie.
Dracena za to żyje pomimo, że warunki ma takie se. Ja serio boję się te kwiaty do domu przynosić bo szkoda dręczyć...
Moj zamiokulkas przeżył nawet szorowanie rozpuszczalnikiem jak go niechcący mocno farbą pochlapałam podczas remontu
Zdechł dopiero kilka lat pozniej z nieznanych przyczyn wiec moze on po prostu ma wolny metabolizm 😂
Dla mnie nie dozamrodowania są storczyki, mam 13 lat. Ogryzaly je koty od zawsze, koty się zmieniły w międzyczasie a storczyki te same. Przeprowadzałam sie z nimi 3 razy i nadal żyją.
Skrzydłokwiat to najbardziej niewdzięczna roślina na świecie, nie polecam jej dla zabójców 😀 ja wychodzę z założenia, że jak jakis kwiatek nie przetrwa u mnie w domu to był słaby i sam sobie zasłużył xD sansewierie są super, grubosz też jest absolutnie samoobslugowy i żyje nawet jak go obcięłam do rozmnażania, wsadziłam do szklanki z wodą, ktora wyschła i nie miał jej przez dwa miesiące :P
Jak już się nauczyłam je podlewać, to u mnie fajnie funkcjonowały monstery, dopóki nie przyniosłam kolejnej, jak się okazało z grzybem. Zdechły wszystkie co do jednej i uznałam, że więcej zielska w domu nie chcę, tak mi było przykro po ich stracie. Miałam też piękną szeflere parasolowatą, też ją grzyb wykończył. A dostałam ją w prezencie urodzinowym, miała prawie 5 lat, przeżyła przeprowadzkę… tylko szeflery są bardzo toksyczne dla kotów, więc jak ktoś ma to nie polecam.
A teraz masz, szukam gdzie kupić zamiokulkasa 🙃
Grubosz może i wytrzymuje brak wody, ale bardzo szybko ginie od jej nadmiaru - z doświadczenia 🙃 mam tendencję do przelewania kwiatów, u mnie to chyba tylko lilie wodne naprawdę przetrwają 🤣
Zamio są dosc czesto w marketach typu lidl i biedra, czesto sa tez te ciemne odmiany, raven. Cenowo spoko. W kazdym markecie typu obi tez beda, zawsze. U nich jedyne co, to byle nie zalac i bedzie git.
Monstery dosc podatne na grzyba wg mnie :P Ale poza tym tez sa spoko i latwe do trzymania. Tak samo jak zamio - byle nie przelac xD
Google mi mówi sprzeczne rzeczy odnośnie przesadzenia ze sklepowej ziemi. Jedna wersja jest, żeby robić to od razu a druga, żeby przeczekać 7-14 dni. Jak wy robiłyście?
To mój pierwszy świadomie kupiony kwiat, chyba naprawdę po 30 się włączają różne dziwne hobby.😂
Jak jest w produkcyjnej to przesadź od razu. Ludzie piszą by dać jakiś czas by nie było szoku ale to bzdura totalna. Teraz jest ciepło, to jaki to szok po transporcie? Bo ze sztucznego światła trafił do naturalnego bardziej? Tylko te wszelkie gotowe podłoża w marketach to syf, więc ja bym poszukała co zamiokulkas lubi (i ile wody!) i albo kup składniki na podłoże w markecie i sobie wymieszaj albo kup np z allegro coś odpowiedniego.
Ubijanie roślin bardzo zależy od tego jak się podlewa i jakie podłoże ma roślinka. Grubosze np powinny mieć podłoże które szybko schnie a większość ludzi ma je w ziemi uniwersalnej która wodę trzyma długo i grubcie gniją, gałązki opadają...
Jak się chwalimy roślinkami to pojechałam po ziemię na balkon i wróciłam z zielistką 😅 ale taka ładna była! Od razu przesadzam, bo korzenie ma już za produkcyjną doniczką...
Dobra, zamówiłam mieszankę, perlit i nawóz. Dzisiaj podjadę odebrać, ale dopiero jutro będę miała czas przesadzić. Mam nadzieję, że wytrzyma te dwa dni extra.🙈 Też już mu przebijają korzenie przez tą sklepową doniczkę.
U mnie najlepiej trzymają się kaktusy i języki teściowej/szczupaki (sanseweria). Grubosz zgnił od środka, a przy storczyku walczę z wełnowcem (mimo przesadzenia po oczyszczeniu liści znów został zaatakowany). Mam jeszcze jakiś niby bluszcz, ale po dosypaniu nowej ziemi zaczęły liście czernieć... No i z ziemiórkami walczę.
Ale tym niby bluszczem, szczupakami i kaktusami poobdzielałam wszystkich w pracy i każdego chętnego 😂
😱 Mam trochę różnych kwiatków, niektóre po kilka lat (najbardziej nieśmiertelne- storczyki, które przeżyły już wszystko) i żadnego kwiatka nie przesadziłam nigdy z doniczki i ziemii sklepowej 🙊🙊🙈 Chyba można mnie nazwać roślinną sadystką 😅😅