pamirowa
Konto zarejstrowane: 18 czerwca 2012
Ostatnio online: 03 czerwca 2026 o 07:14
Najnowsze posty użytkownika:
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 29 kwietnia 2026 o 14:46
donkeyboy, ale ja nie przyrównuje wypadku ze skutkiem śmiertelnym do morderstwa. Mnie jedynie chodzi o to, że jeżeli nie zasłabł, a np. patrzył w telefon czy za szybko sobie leciał i kogoś zabił, no to już jednak jest grubszy kaliber. I jednak wina już jest, bo jakby nie patrzeć, jadę samochodem, to patrzę na drogę i uważam, by komuś krzywdy nie zrobić. Gdyby faktycznie zasłabł, no to inna sprawa, faktycznie tragiczny wypadek, zły timing i ofiarą jest zarówno ten, który zginął, jak i ten który wypadek spowodował. Ja się tylko do tego odniosłam, w teorie spiskowe nie chcę wchodzić, mimo że gdzieś tam początkowo przez głowę przeszła mi taka myśl.
Facella dla mnie akurat to nie ma znaczenia czy to był znany człowiek czy nie. Dla przykładu, ten, który zabił rodzinę na A1, lecąc grubo ponad 200 km/h i jeszcze spierdzielił później z Polski, to dla mnie morderca i tyle. Bo mimo, że z założenia nie zrobił tego celowo, to konsekwencją jego działania, w tym przypadku zapierdzielania, była śmierć całej rodziny. (Z tym, że tu akurat sytuacja zgoła inna, nie do porównania.) I dla mnie nie ważne, że nie znałam ofiar, że byli to obcy, a nie znani ludzie. Za każdym razem kiedy przez głupotę kierowcy giną niewinni ludzie, niezmiernie mnie to wkurza i zasmuca.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 29 kwietnia 2026 o 13:20
donkeyboy problem w tym, że sprawca, który potrącił posła Litewkę, najprawdopodobniej nie zasłabł. I zaczął ostatecznie coś faktycznie mataczyć i gubić się w zeznaniach. Co jednak może sugerować, że jest sprawcą wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ma winę. Bo może patrzył w telefon, bo może za szybko jechał i stracił panowanie nad samochodem. Ale tu już wina by była, bo nie jest to zasłabnięcie, na które nie zawsze mamy wpływ. Nie mówię, że zrobił to z premedytacją, celowo, bo jak dla mnie to za daleko idące wnioski. Ale jeżeli nie zasłabł, a wjechał w człowieka, to winny jest, niestety.
R.I.P
autor: pamirowa dnia 24 kwietnia 2026 o 07:52
Ja wiem, że nikomu nie powinno się źle życzyć, ale wkurza mnie taka niesprawiedliwość życiowa. Dlaczego giną ludzie, którzy robią wiele dobrego i których brak będzie odczuwalny, a menty i pasożyty społeczne, mają się od lat dobrze?
Jak usłyszałam, że zginął, to jakoś tak gdzieś tam pierwsze co sobie pomyślałam, to czy to faktycznie był wypadek. A daleka jestem od teorii spiskowych.
szemrana poseł Litewka mógł być dla wielu niewygodny politycznie, bo robił wiele dobrego dla innych, działał charytatywnie, walczył o prawa zwierząt. Był bardziej społecznikiem, a nie takim "typowym politykiem" jak większość. A to już dla wielu tych co od lat nie chcą odejść od koryta, mogło budzić jakiś niepokój, bo Litewka przez swoją działalność zyskiwał poparcie, podczas gdy niektórzy je tracili. Ale to faktycznie daleko posunięta teoria spiskowa. Raczej na zasadzie, głośno myślę.
W każdym razie niesamowicie szkoda człowieka, szczególnie, że naprawdę odwalał kawał dobrej roboty i mógł mieć realny wpływ na polepszenie sytuacji wielu ludzi i zwierząt 🙁
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 15 kwietnia 2026 o 11:21
Nagonka na Tor Poznań trwała od lat. Ludzie, którzy kupili w atrakcyjnej, o wiele tańszej cenie działki w jego bliskiej okolicy zaczęli narzekać na hałas już dawno temu. I jakoś nic się przez długie lata z tym nie działo. I cyk, nagle tor zamknęli po latach. Mieszkańcy-narzekacze w końcu wygrali? Nie sądzę. Tak to już u nas działa, że na moje mindgame i Facella mają słuszne przeczucia. Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze...
Swoją drogą, jakim to trzeba być hipokrytą, żeby kupić działkę taniej z powodu uciążliwości, a później na tą uciążliwość narzekać.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 03 kwietnia 2026 o 11:30
Ja tam leję zawsze do pełna, bo nie chce mi się co dwa dni na stacje jechać 😉 Ja robię tygodniowo 400 km, jak zatankuję do pełna, to i tak mi to na tydzień starczy tylko 😅 Do połowy od czasu do czasu to ja wlewam benzynę 😉
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 03 kwietnia 2026 o 07:27
Dworcika ja przejeżdżając obok stacji paliw, staram się nie patrzeć, bo oczy bolą, a za chwilę będę musiała zatankować, bo mi już ostatnia kropka gazu się świeci. I fakt, to gaz, więc jest tańszy niż benzyna czy ropa, ale jego cena w niektórych miejscach dobija już prawie pod 4 zł, więc to jest spora podwyżka. Trzaskam kilometry w ciągu tygodnia i ta oszczędność na LPG była zbawieniem, a zaraz może się okazać, że trochę za mało zarabiam 😉
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: pamirowa dnia 31 marca 2026 o 11:50
karolina_, ale mnie właśnie o to chodzi. Kluczowe jest tutaj wyczucie. To też nie dobrze, jak te nierówności, (które siłą rzeczy będą zawsze i raczej każdy etatowy pracownik jest ich świadomy) tworzą dużą przepaść. To się niestety zawsze odbije na motywacji pracowników, a zdemotywowany pracownik, to przecież strata dla firmy. Dlatego na moje czasem lepiej nie mówić, że słabo w tym miesiącu, co to będzie, straszyć tych pracowników, jak w efekcie i tak się okazuje, że no nie jest tak źle, po prostu chciało by się jeszcze więcej. I od razu odczucie było by jednak zgoła inne. Tak jak pisałam, najważniejsza tu jest narracja, to jak się mówi i co za tym idzie. Ale mnie tu prawie zarzucono, że hejtuje pracodawców, wyrażając jedynie swoje odczucia jako pracownika.
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: pamirowa dnia 31 marca 2026 o 10:14
EMS, widzisz, Ty piszesz typowo z punktu widzenia pracodawcy. Ale wiesz, że to wszystko co napisałaś, można odwrócić i odnieść również do pracownika? Nie tylko pracodawca ma wydatki, ma je też pracownik. A z kolei z tego co Ty piszesz, to wychodzi na to, że pracodawca ma takie ciężkie życie, a pracownik to jak pączek w maśle i powinien być wdzięczny, że go w ogóle zatrudniono. I właśnie o tą przepaść na linii pracodawca-pracownik mi chodzi. Jest w tej kwestii coraz lepiej, to prawda. Nierówności na tej linii będą zawsze i to jest oczywiste, a dodatkowo są zrozumiałe i ja tego nie neguje. Tylko wiesz, żeby ten pracownik był lojalny i chciał się starać, to musi czuć się doceniony i zmotywowany. A jeżeli słyszy, że jest ciężka sytuacja, a w ostatecznym rozrachunku, wychodzi na to, że ta ciężka sytuacja, to obejmie jego, bo to on będzie musiał sobie czegoś odmówić, to naprawdę ciężko tej motywacji nie stracić. I ja jedynie to miałam na myśli, tym bardziej, że wiele zmienia też narracja i to jak coś zostało przekazane i co z tego wynika. Bycie dobrym i sprawiedliwym pracodawcą, to też sztuka.
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: pamirowa dnia 31 marca 2026 o 09:17
Ollala, ale chwila, gdzie ja napisałam, że ma być po równo? Ja tylko odnoszę się do sytuacji, gdzie daje się ludziom do zrozumienia, że nadeszły ciężkie czasy, a później się okazuje, że tylko dla pracowników. No tak psychologicznie podchodząc, to nie jest to sytuacja wpływająca na motywację pracowników. Tym bardziej, że jak pisałam, gdyby nie Ci pracownicy, żaden właściciel firmy nie miał by tych pieniędzy. Jeden zależny od drugiego i naprawdę fajnie, jak szef to rozumie. A tak obserwując, to ja mam czasem wrażenie, że są przedsiębiorcy, którzy w dalszym ciągu pracowników uważają za roszczeniowych wrogów ich zysków 😉
Ja nigdzie nie pisałam o rezygnacji z wakacji, czy tym, że każdemu po równo.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 31 marca 2026 o 09:06
Dziewczyny, ale nie musicie mi tego tłumaczyć, ja to dobrze rozumiem. Temat nosi tytuł "Kto, co mnie wkurza na co dzień" i dzisiaj właśnie wkurza mnie wysoka cena LPG. Bo jednak wydam więcej, pensja mi od tego nie wzrośnie, więc znowu będę się musiała gimnastykować, na czym innym tu oszczędzić.
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: pamirowa dnia 31 marca 2026 o 09:03
Perlica, nie, wystarczy nie gadać, że słabo, słabo, oj co to będzie. Wiesz, to tak z psychologicznego punktu widzenia jest sprzeczne. Najpierw jest informacja, że słaby wynik finansowy, mniejsze premie, kiepska sytuacja i tak dalej, pracownik musi z pewnych rzeczy rezygnować, a ostatecznie ma lekkie odczucie, że to odbija się na nim, mimo zaangażowania i starań. I tylko i wyłącznie o ten fakt mi chodzi.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 31 marca 2026 o 08:57
Jak zbankrutuje na gazie i tak nic nie kupię 😉
Mnie to strasznie boli, bo jednak trzaskam kilometry do pracy. W skali miesiąca to będzie obecnie 200 zł więcej. Zaraz się okaże, że jednak za mało zarabiam. Dodatkowo, regulacje tylko na benzynę i ropę mogą skutkować tym, że teraz stacje będą sobie podbijały ceny LPG, właśnie żeby odbić sobie wymuszoną obniżkę cen oleju napędowego.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 31 marca 2026 o 08:26
Wkurza mnie, że rząd obniżając ceny paliwa, pomaga tym, którzy mają benzynę i diesel, ale LPG ma głęboko w d... A ceny za LPG dochodzą już w niektórych miejscach do 3,70 zł. Dla mnie to w dalszym ciągu będzie o 50-60 zł więcej na tankowaniu i najbardziej wkurza to, że nie wiadomo jak długo. Bo po co regulować ceny LPG, skoro i tak sporo tańszy niż benzyna czy ropa... A, że Ci co mają gaz zapłacą więcej, hajsik się musi zgadzać, tym bogatym oczywiście.
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: pamirowa dnia 31 marca 2026 o 07:02
EMS napisałam skrótowo i delikatnie. Oczywiście, że nie ma nic złego w tym, że właściciel firmy ma więcej tych pieniędzy, po coś tą firmę założył, a to wcale nie takie łatwe. I zarówno jej prowadzenie, jak i utrzymanie nie jest ani proste, ani tanie. Bardziej miałam na myśli dla przykładu sytuacje, gdzie jest mowa o słabym wyniku finansowym, czego efektem są niższe premie dla pracowników (pracownicy pracują z takim samym zaangażowaniem, niższy wynik jest spowodowany np. sytuacją na świecie), a za chwilę są drogie, zagraniczne wakacje. I to w częstotliwości zaprzeczającej informacji o nieciekawej sytuacji firmy. Ale pracownik tą gorszą sytuację finansową odczuwa, w swojej kieszeni i o wakacjach czy remoncie musi zapomnieć. Niestety, w dalszym ciągu zdarzają się jeszcze tacy przedsiębiorcy.
No i z całym szacunkiem, ale kim byłby szef, gdyby nie jego pracownicy? Gdyby nie pracownicy, to firma by nie istniała i nie przynosiła pieniążków, a mam wrażenie, że u nas jeszcze wielu przedsiębiorców o tym niuansie zapomina.
Zresztą, przepraszam, ale to co pracownik do pracy nie dojeżdża samochodem? Jemu się samochód nie sypie? Pracownik samochodu nie musi naprawiać? Ja co oddaje samochód do mechanika (a właśnie moje auto siedzi sobie u mechanika, znowu), to jak dzwoni, że auto do odbioru, boję się zapytać, jaki koszt. A jak mi się to auto rozsypie, to jestem w czarnej d..., bo zostaje bez samochodu, zanim sobie odłożę na kolejne, to długo nie będę miała czym do pracy dojechać. No, ale na taki nowy, nowy, co mi dłużej posłuży, to mnie nie stać, więc pozostaje się modlić, że mojego długo nie zajeżdżę 😉
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: pamirowa dnia 30 marca 2026 o 12:45
No z tym "januszostwem" to jest u nas faktycznie coraz lepiej, coraz mniej tego, ale niestety się zdarza. Już na mniejszą skalę, ale dalej niestety da się jeszcze trafić. Wydaje mi się, że najgorzej jest niestety w mniejszym miastach, bo siłą rzeczy jest tych miejsc pracy mniej. No i jak to w życiu często bywa, z pracą też jest nieraz coś za coś 😉
R.I.P
autor: pamirowa dnia 30 marca 2026 o 07:16
espana, nie wiedziałam, że Jacek Świgoń jest aż tak znany w świecie jeździeckim i się tu pojawi... Mój ukochany dziadek, dzięki któremu zaczęłam jeździć konno i zwiedziłam kawał Polski... 😭
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: pamirowa dnia 30 marca 2026 o 07:13
Do tego co powyżej dziewczyny napisały o pracy w PL, to ja bym jeszcze dodała, że u nas to trzeba brać też pod uwagę "januszostwo". Mam wrażenie, że u nas to się nigdy nie skończy i zawsze będzie tak, że szef będzie oszczędzał tak, żeby jednak jak najwięcej jemu w kieszeni zostało. Za długo u nas było źle, więc przez te lata, jeszcze sobie nie odbiliśmy i nie nasyciliśmy się. A apetyt zawsze rośnie w miarę jedzenia.
Więc w Polsce to chyba najlepiej celować w firmy międzynarodowe, bo wydaje mi się, że tam szansa na takie januszowanie nieco mniejsza.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 26 marca 2026 o 09:53
Ja w zasadzie nie jestem "zapierdzielaczem", bo najszybciej na autostradzie jechałam 150. No i jednak w moim aucie brakuje 6 biegu, bo przy prędkości 130-140 na godzinę mam już powyżej 3000 obrotów, więc to już słychać i czuć😉 Zdarza się, że miewam ciężką nogę. I też bardzo lubię jeździć samochodem, zanim kupiliśmy kampera, to jak gdzieś jechaliśmy najczęściej ja brałam wszystkie trasy. Podejrzewam, że mnie ta spokojniejsza jazda męczy właśnie dlatego, bo dużo jeżdżę. Tygodniowo robię koło 400 km, więc zanudzić się można by było jakbym miała cały czas jechać przepisowo i ani trochę więcej. No i jednak za takim tirem ciężko się jedzie, bo ani nic nie widać co dzieje się przed, światła stopu są takie, że też można przegapić moment kiedy zacznie hamować, no i hamuje dużo wcześniej i dużo wolniej się rozpędza ze względu na masę.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 26 marca 2026 o 06:53
Meise jak mężu wsiada ze mną do auta jako pasażer, to zawsze na mnie mówi "wściekła i wku*wiona"😂 Ale to też nie dlatego, że ja jakoś mocno zapierdzielam. Ja po prostu jeżdżę wg niego za dynamicznie😉 Hamuje później niż on by to zrobił, czasem przy skręcaniu jego zdaniem wjeżdżam z za dużą prędkością. I spod świateł ruszam bardzo szybko się rozpędzając i zostawiając samochody w tyle. Ekonomiczne to niestety nie jest. Ale ja już chyba nie umiem jeździć ekonomicznie. Jak codziennie do pracy robię 40 km w jedną, to oszalała bym jeżdżąc ekonomicznie, to faktycznie męczy. No i wydłuża czas dojazdu jakby nie patrząc. Zaoszczędzę na paliwie, to będę później w pracy, później wyjdę i tym samym będę później w domu. Albo oszczędność na paliwie, albo na czasie, no nie ma złotego środka 😉
madmaddie podziwiam za cierpliwość 🙂 Ja jak mam na esce jechać za TIRem, to zasypiam. Ale jadąc do pracy krajową 11 czesto za tirami jadę. Tam jest zazwyczaj taki ruch, że ciężko wyprzedzić. Zresztą, jak tych tirów w tym samym kierunku co ja na trasie jedzie z 5, a pomiędzy nimi kilka osobówek, to często nie chce mi się kombinować, bo wyprzedzę jednego, to za chwilę i tak będę jechała za następnym. No ale tam jest 90 na godzinę i te tiry też z taką prędkością jadą. A na esce jednak można depnąć nieco więcej. No i nie trzeba czekać aż z naprzeciwka będzie wolne.
Mnie wkurzają światła w mieście do którego dojeżdżam do pracy. Wszędzie są te z pomiarem prędkości i jak jedziesz za szybko, to robi się czerwone. Ale wkurzają mnie jedne, bo mam wrażenie, że na tym przejściu to czerwone zapala się losowo. Przed remontem ulicy był przed światłami znak ograniczający prędkość do 40km. Ale po remoncie już go nie ma, więc zgodnie z przepisami powinna być 50tka. Ale jak się jedzie 50 to się czerwone zapali. A czasem to się nawet potrafi zapalić jak jedziecie 40 na godzinę. No i te światła łapią dużo wcześniej, jeszcze przed znakiem o radarowym pomiarze prędkości. Bardzo fajnie ktoś je wyregulował...
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 24 marca 2026 o 07:05
Ollala ja też mam do pracy 40 km w jedną stronę i nie wyobrażam sobie jeździć dieslem obecnie. Cieszę się, że mam auto w gazie, w miarę ekonomiczne, ale jak wczoraj zatankowałam pełny bak i zapłaciłam 150 zł, gdzie do tej pory to była kwota 90-100 zł, no to ciężko było iść do kasy. I na tym baku pojeżdżę sobie tydzień. To jest aż 50 zł więcej, szkoda tylko, że moja pasja nie rośnie proporcjonalnie do cen.
donkeyboy to tak już jest, że na takich kryzysowych sytuacjach, jak pandemia, czy wojna, zawsze znajdzie się sektor, który zarobi. Niektórym wojna się po prostu opłaca i to jest straszne. Wąska grupa się bogaci, a zdecydowana większość cierpi. Coraz mniej mi się podoba dzisiejszy świat, a uciec od tego systemu tak naprawdę się nie da, choćby nie wiem jakby się próbowało.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 23 marca 2026 o 14:03
Ollala, my z mężem kupiliśmy w październiku ubiegłego roku starego kampera, oczywiście że w dieslu i ta bestia pali 11-13l na 100, także fajnie jest. Jak tak dalej pójdzie to będzie sobie pięknie stał na ogródku 😉 I oczywiście, że kamper kupiony na kredyt, stary kamper z 1993 roku 😉
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 23 marca 2026 o 10:09
keirashara, a o tym to ja już nawet nie wspomnę, bo mnie nie tyle powody tych podwyżek wkurzają, ile przerażają i dobijają. Jak widzę i słyszę tego siwego, pomarańczowego dziada z przerostem ego, to mnie trzęsie. Człowiek, który próbuje bawić się w Boga i chce żeby za Boga go uznawano, bo on przecież jest odpowiedzialny za cały świat, powinien siedzieć w zakładzie psychiatrycznym, a nie rządzić krajem. Krajem, który niestety ma realny wpływ na resztę świata, bo nie jest malutki. I przez takiego starego dziada, cierpią inni ludzie. Nie, mnie to nie wkurza, mnie to zasmuca i dobija. I nieco przeraża, bo kto wie co on jeszcze wymyśli.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 23 marca 2026 o 07:31
No widzicie dziewczyny, tylko że ja mam auto w gazie, więc dla mnie zejście poniżej 7l to jest niemalże nierealne 😉 Natomiast jestem skłonna uwierzyć, że w dieslach, nawet w silnikach 2.0 jest to możliwe. Po części teraz może i rozumiem czemu Dementek wyklucza auto w gazie, bo faktycznie to nie będzie paliło 5-6l na 100. Ale gaz zawsze był tańszy od benzyny i diesla, więc mimo że mi samochód pali około 7-8l, to i tak wyjdzie pewnie taniej, albo tak samo jak samochód, który spali 4-5l, ale w dieslu, tak plus minus.
A tak, żeby było w temacie, to wkurzają mnie rosnące ceny paliw. Szczególnie diesel, który w niektórych miejscach zaczyna podchodzić pod 9 zł😒 Wczoraj wracając z Kotliny Kłodzkiej najwyższa wartość na stacji to było 8.79. A podejrzewam, że są miejsca, gdzie znajdzie się wyższa... Wiosna się zaczyna, człowiek chciałby powyjeżdżać, a jak tu jechać jak zatankowanie baku do pełna to już będzie koszt w okolicy 600 zł. Chyba za biedna jestem na dzisiejsze czasy 😂
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 20 marca 2026 o 08:41
Eh dziewczyny, zazdraszczam w takim razie tego spalania 5-6l 😉 u mnie to już nieosiągalny wynik. No ale ja mam silnik 2.0 i ekonomicznie to ja jeździłam, pół roku od zdania prawka. Wtedy to zdarzało się pewnie 6-7l, obecnie to już jest pewnie 8l średnio.
Dużo jeżdżę, więc ekonomiczna jazda mnie męczy i nudzi😉 A, że mam samochód, który fajnie się zbiera i ma przyspieszenie, to z tego korzystam, co jest przeciwieństwem ekonomicznej jazdy.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 19 marca 2026 o 13:59
Ja pamiętam jak kiedyś jechałam do pracy i w połowie drogi coś się odwaliło na trasie. Korki na kilometry i minimum godzinę stania. Nic się w zasadzie nie ruszało. Coraz więcej samochodów zaczęło zawracać lub skręcać w boczną ulicę żeby to jakoś objechać. Stwierdziłam, jak wszyscy to i ja. Ale żeby się nie zgubić i nie wyjechać w polu, to sobie wbiłam w nawigację. No i mnie nawigacja pięknie puściła... właśnie w pole 😂 nie tylko mnie bo wszyscy tak jechali. Jak nawigacja kazała mi skręcić i zobaczyłam, że to wąska, polna droga, to już było za późno, bo za mną ładował się kolejny samochód. Ja już miałam wizję, jak się tam zawieszam i blokuję cały przejazd, bo ślad na opony był niżej, a po środku miałam pas ziemi porośnięty trawą. Jedyne co mi przyszło do głowy, to nie wjeżdżać w ślady opon, tylko jechać po tym pasie z trawą, a po drugiej stronie poboczem, modląc się żeby tam dziur pod tą trawą nie było. Jak wyjechałam już na normalną drogę, to byłam mokra 🤣 Także tego, mój samochód za nic nie chce być choćby półterenowym 😉
Właśnie mnie bardzo ciekawi czemu nie gaz, bo jak mam być szczera, no to jednak to zawsze będzie najtańsza opcja. A teraz, patrząc na ceny paliw na stacjach, to cenię ten gaz w moim autku. Dziennie robię 80 km, więc gdybym miała lać benzynę albo diesla, to bym płakała za każdym razem na stacji.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 19 marca 2026 o 12:03
madmaddie moja 407mka zdecydowanie nie jest terenowa😂 a wcale nie jest przy tym żadnym sportowym autem. Ale, trafił mi się wyjątkowo niski egzemplarz. Spotykam często te autka na drodze i większość to ma jednak normalny prześwit. A moją to wjazd na jakąkolwiek drogę bez asfaltu przyprawia mnie o palpitacje serca niemal 😉 Na dziurach to ja jadę nieraz 2km/h, bo inaczej się nie da. Za to na trasie uwielbiam to auto, wygodnie się prowadzi, szybko się zbiera.
Sankaritarina bo my to jesteśmy z tych co to wakacji nie spędzają w hotelach 😉 Nad morze jeździliśmy do domku holenderskiego, więc musiałam zabrać pół kuchni prawie😅 Plus dwie duże walizy, młody brał zawsze jakieś zabawki, jakieś pierdółki kempingowe, jakieś żarcie, lodówka turystyczna i przed każdym wyjazdem zaczynał się tetris😝
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 19 marca 2026 o 07:02
Dementek ja się może aż tak nie znam na samochodach, więc niech mnie ktoś poprawi jeżeli się mylę, ale samochód w benzynie palący do 6l, który nie będzie typowym, małym autem miejskim, to chyba średnio realne. Chyba, że mówimy o RAVce, ale w hybrydzie, z tym że to chyba znacznie większy budżet. A tak z ciekawości, czemu nie w gazie? Patrząc realnie, takie auto zawsze będzie najtańsze pod względem spalania.
Przy peugeotach partnerach trzeba mieć na uwadze, że w tych starszych modelach lubi sobie pęknąć tylna belka, co powoduje, że samochód pięknie osiada i robi się niskopodłogowy 😉 Mąż ma właśnie Partnera, z tym że nasz to raczej właśnie 20letnie autko i już raz belka była na renowacji. Co ciekawe, poprzedni właściciel już raz ją też wymieniał. No i to auto to raczej jest na krótkie trasy, kiedyś pojechaliśmy nad morze i to była masakra. Ani to się nie zbiera, ani to się nie rozpędza jakoś, silnik się grzał. I mimo, tego że to fajne i ładowne auto, to na wakacje (zanim kupiliśmy kampera) jeździliśmy moim Peugeotem 407, w którego ledwo się mieściliśmy. Może te młodsze Partnery poprawili, my zapewne mamy tą pierwszą generację.
Mam wrażenie, że ostatnimi czasy u nas naprawdę trudno kupuje się samochody, mając ograniczony budżet. Wiele z oferowanych to są faktycznie zajechane trupki, tylko w wysokich, nieadekwatnych cenach. Kolega męża kupił teraz samochód (nie pamiętam dokładnie rocznika, ale raczej maks. 10 letni) za 30 koła. I włożył w niego kolejne 15 tysięcy, bo się jednak okazało, że taki super stan to to nie był. My kupowaliśmy w październiku kampera i kwiatki, które u nas powychodziły, to jest temat niemal na książkę😂 Od października do marca męczyliśmy się z różnymi rzeczami i dopiero teraz możemy powiedzieć, że kamper względnie działa. A wg sprzedającego, Panie wszystko działa, wsiadać i jechać. O próbie oszukania z kwotą na fakturze już nie wspomnę. Na handlarzy to jednak trzeba bardzo, ale to bardzo uważać, nawet jak wydają się uczciwi.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 12 lutego 2026 o 14:03
Światła przeciwmgielne wg przepisów powinny być włączone gdy przejrzystość jest mniejsza niż 50 metrów. Z tym, że ja piszę o światłach przeciwmgielnych tylnych, bo teraz widzę, że nie doprecyzowałam tego w pierwszym poście 😉 bo te tylne oślepiają mnie boleśnie czerwonym, jarzącym światłem i to jest nagminne, jak jest ponuro, pada i jest średnia mgła, a za takim samochodem jedzie sznurek aut, które go widzą już, wiec można by światło wyłączyć.
Te przeciwmgielne przednie mnie nie oślepiają jakoś mocno, zresztą, to jest chwila kiedy samochód mnie minie. No i na takich przeciwmgielnych przednich sama jeżdżę, jak jadę rano lasem czy wioską, gdzie ruch jest bardzo mały. Jazdę na takich na trasie jak pada deszcz i jest ponuro też rozumiem, jak najbardziej.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 12 lutego 2026 o 12:36
Facella, ale zasada jest taka, że przeciwmgielne włącza się jak nikt za nami nie jedzie, właśnie po to, aby ten dojeżdżający nas widział. Natomiast, jak już jest bezpośrednio za nami, to się je wyłącza, bo to bardzo nieprzyjemnie oślepia. Chyba, że mgła jest taka, że nie widać nic na odległość 1-2 metrów, to wtedy jak najbardziej zrozumiałe. Natomiast na taką trafiłam może raz i to jeszcze kierowcą nie byłam. Tak jak jeżdżę, zdarzały się mgły, gdzie światła samochodu bez przeciwmgielnych, widać było już z odległości kilkudziesięciu metrów. Wtedy to przeciwmgielne naprawdę nie jest potrzebne, jak jadę już niemal bezpośrednio za kimś, a nie gdzieś tam w oddali.
ogorek ja na szczęście mam ten komfort, że u mnie po odpaleniu samochodu automatycznie włączają się światła mijania. Dziennych to ja chyba nawet nie mam 😉 Ale i tak zawsze przekręcam sama na światła mijania, bo bez tego nie podświetlą mi się zegary, a to jak jest ciemne jest jednak przydatne 😉
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 12 lutego 2026 o 08:14
Wkurza mnie nieumiejętność używania świateł przeciwmgielnych przez kierowców. Jedzie taki przed Tobą i oślepia Cię tym czerwonym przeciwmgielnym, że aż oczy bolą. A wystarczyło by je wyłączyć, jak za nami jedzie drugi pojazd. Ja nie wiem, czy ludzie wychodzą z założenia, że jest mgła, to z automatu trzeba włączyć przeciwmgielne i na nim jechać już do końca? O jeżdżeniu z włączonym takim światłem, kiedy nie ma mgły, a jedynie pada i jest ponuro, to ja już nie wspomnę. I przerażające jest to, że to nie są jakieś rzadkie przypadki, to jest nagminne i dosyć często spotykane.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 04 lutego 2026 o 09:49
Wszyscy hejtują wszystkich o wszystko. Nie umiemy żyć w społeczeństwie.
Facella, o to, to właśnie. W punkt. Ja ma wrażenie, że obecnemu społeczeństwu, to przeszkadza absolutnie wszystko. Każdy powód do narzekania jest dobry i zawsze się znajdzie. Zamiast coś pochwalić, to my często wolimy narzekać. Ktoś coś zrobił? Źle. Nie zrobił? Też źle. I nie ma co się dziwić, że w świecie, w którym jest tak dużo hejtu, coraz więcej kobiet nie decyduje się na dzieci. Ja sama długo nie chciałam, później możliwości nie było (bo finanse, mieszkanie kątem u kogoś), a teraz może bym i nawet chciała, ale nie wiem czy na tak nieprzyjemny świat, chcę sprowadzać kolejne istnienie.
Perlica, ja też nie lubię uczłowieczania psów czy innych zwierząt, bo to zawsze jest ze szkodą dla nich. Ale ja już spotkałam się ze stwierdzeniem, że jak ktoś decyduje się na psa, a nie ma dziecka, to znaczy, że dziecko jest zamiennikiem i pełni rolę dziecka. A to już tak dalece idąca nadinterpretacja, że wkurza. Bo są ludzie lubiący oceniać życie innych, nic o nim nie wiedząc.
madmaddie dziecka też się przecież można pozbyć, inaczej domy dziecka były by nie potrzebne i adopcje by nie istniały. Fakt, pies to jednak inny level i mniejsza odpowiedzialność oraz uwiązanie niż dziecko, to wiadomo. Ale jednak jest to odpowiedzialność i w pewnym sensie uwiązanie. Ja mojego psa nie oddała bym do hoteliku, bo go tam nie widzę. Pies ze schroniska, nie wiadomo po jakich przejściach, lękliwy z mocnym lękiem separacyjnym. Rodzinie też go nie podrzucę, bo to była moja decyzja, nie będę nią obarczała innych 😉 Więc na wakacyjne kierunki nie wybieramy tych miejsc, gdzie w grę wchodzi jedynie przelot samolotem 😉
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 04 lutego 2026 o 09:04
Wiecie co, ale z tego co tak obserwuje, to właśnie często najbardziej psioczą na coraz mniejszą ilość urodzeń te osoby, które urodziły się w latach 70-80tych. I to są właśnie te osoby, które miały po kilkoro rodzeństwa i pamiętają życie w biedzie. I dla mnie to taki trochę "mind fuck" jest, bo skoro ktoś wywodzi się z wielodzietnej rodziny, pamięta, że buty i ciuchy nosił po starszym rodzeństwie, nie wyjeżdżał na wakacje i pomagał już jako dziecko np. w gospodarstwie, czyli imo dzieciństwa nie miał, to chyba powinien rozumieć, że nikt obecnie nie chce do tego wracać. A tu jest na odwrót. Tamte pokolenia wychodzą z założenia, że było źle, ale dało się żyć, bo oni tak żyli, więc w czym problem.
Mnie to najbardziej wkurza takie wchodzenie z butami w czyjeś życie. Na przykład, stwierdzenia, że jak to tak można, zamiast dziecka mieć psa. I nie masz dziecka, bo masz psiecko. I, że to egoistyczne, chore, że ludzie mają psy, bo są leniwi i nie chce im się wychowywać dzieci. Że ten pies ważniejszy od ludzi jest. Bo przecież posiadanie psa, to nie jest żadna odpowiedzialność i uwiązanie... Raczej ludzie, którzy cenią sobie komfort nie zdecydują się na posiadania ani dziecka, ani psa. I nawet gdyby, kurczę, przecież to ich życie i mają prawo zrobić z nim co chcą, dopóki bezpośrednio nie krzywdzą tym innych. I takim nie przemówisz, bo mają manię zbawienia świata po swojemu, tak żeby wszyscy żyli, wg ich zasad.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 24 listopada 2025 o 08:31
Ja mam również super ludzi w pracy. Wszyscy są życzliwi wobec siebie, pomocni, z fajnym poczuciem humoru. Mamy naprawdę świetną atmosferę, bo to mała firma, więc jest kameralnie. A mimo to, ciężko mi wykrzesać chęci na pojawienie się na wigilii. Tylko to ten mój introwertyzm już 😉 w piątek w zimowy wieczór to ja zdecydowanie wolę siedzieć sobie w ciepłym domku i odpoczywać, a nie wracać samochodem po ciemku 40 km. No ale, teraz już mi nie przepuszczą, nie było mnie dwa lata z rzędu, bo bez prawka był problem z powrotem. Teraz mobilna jestem, głupio już się wykręcać z każdej imprezy firmowej, więc swoje muszę odsiedzieć 😅
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 21 listopada 2025 o 09:51
patkahm Oj, ja to bym się cieszyła gdybym była w grupie tych niezaproszonych, serio 😅 ale ja to raz, że introwertyk, wiec takie imprezy mnie nie kręcą, a dwa, mam do pracy 40 km w jedną stronę. I zwyczajnie, nie lubię jeździć po ciemku. Rano to tam jeszcze spoko, ale wieczorem, zmęczona po pracy, bo wcześnie wstaję, to tak no znikoma przyjemność dla mnie.
esperer naprawdę? Ale to słabe... I ktokolwiek w ogóle decyduje się na taką opcję?
A mnie tak na codzień wkurza krajowa 11, którą jeżdżę codziennie do pracy😉 tam nie ma tygodnia żeby coś się nie odwaliło. A to awaria ciężarówki, a to jakaś kolizja. Tam jest w tygodniu taki ruch, że z jednej I drugie strony jedzie sznur aut. I wczoraj trafiłam na traktor z przyczepą. Jadący 40 km na godzinę na 90tce. I sznur aut z naprzeciwka, więc zanim samochody przede mną go wyprzedziły, to dobre 15 minut się za nim wlekłam 😉
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: pamirowa dnia 19 listopada 2025 o 09:04
LSW owszem, wypadki się zdarzają i konie potrafią uciec nie raz mimo zabezpieczeń, ale... niektórych właścicieli stajni ponosi czasem ułańska fantazja. Jak jeszcze kiedyś miałam konia, to w pewnej stajni konie uciekły w nocy z łąki. Łąki oddalonej od stajni o jakieś 20-30 minut pieszo. Ogrodzonej sznurkiem od snopowiązałki... rano sznurek był przecięty, najpewniej przez wędkarzy, bo to nad rzeką było. Koni już nie było. Znalazły się po jakichś 20 minutach, idące sobie po ruchliwej ulicy przed tirem... Dodam, że tylko ja miałam obiekcje, że to ogrodzenie nie jest zbyt bezpieczne. Ja już mojego konia widziałam rozjechanego gdzieś na drodze i zastanawiałam się już powoli z czego opłacę szkody. Także, różnie bywa.
... ślub :) ...
autor: pamirowa dnia 18 listopada 2025 o 09:12
livkaolivqa, a ja ze swojej strony powiem, że to też trochę zależy od tego na co kogo stać 😉 mnie tam się zawsze od dziecka marzyło wesele. Wiadomo , nie z jakimiś zabawami, oczepinami, czy muzyka w stylu "u cioci na imieninach" 😉 ale takie wesele na sali, z dobrą muzyką, która lubimy, dobrym jedzeniem i impreza do nocy. Ale no, sytuacja finansowa podjęła decyzję za nas. Kupiliśmy dom na kredyt, wymagający remontu. I zdecydowanie bardziej woleliśmy pieniądze wydać na rozpoczęcie remontu, niż na jednonocną imprezę 😉 mieliśmy obiad i słodkie z kawą w restauracji w gronie najbliższych. Sukienkę, taką typową ślubną, długą, zamówiłam na Sheinie za 250 zł. Fotografów miałam dwóch, brat dostał lustrzankę w dłoń i przed ślubem zrobił nam sesje w parku. I Kuzynka męża lubiąca fotografować. Zrobiła nam później przepiękna i przegenialną sesje końską, o której marzyłam, całkowicie za darmo. Nasz ślub wyniósł nie więcej niż 3 tysiące 😉 I szczerze? Był najpiękniejszym i najwspanialszym dniem w moim życiu. Bo ostatecznie, nie ważne dla mnie było jak, tylko z kim. A, że w końcu miałam to szczęście trafić na naprawdę niesamowitego mężczyznę, to piękny byłby dla mnie ślub tylko cywilny i pierwszy taniec we dwoje, sami, już w domowym zaciszu. I w sumie taki był pierwotny plan 😆
Wszystko zatem zależy od funduszy i tego co nas tak naprawdę zadowoli 😀
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 17 listopada 2025 o 08:21
kotbury serio? Nielegalnych imigrantów deportujmy, piratom drogowym dajmy żyć? Bo przecież to nic złego zapieprzać autostradom ponad limit i stwarzać zagrożenie dla innych, bo przecież każdy kto przekracza prędkość jest dobrym kierowcą w swoim przekonaniu...
matrix to Ty nie widziałaś ulicy, na której ja mieszkam 😉 brak chodnika i pobocza, tylko wąska ulica, która powinna być jednokierunkowa, ale ktoś nie pomyślał i jest dwukierunkowa. I jak spotkają się dwa samochody jadące w przeciwnych kierunkach robi się problem, bo któryś musi się cofać, bo dwa się nijak nie miną. Od krzyżówki do krzyżówki jest może z 20 domów łącznie po obu stronach, a ruch u nas duży, bo sobie cwaniaki nasza ulicą drogę skracają i robi się problem. I to mnie czasem wkurza na codzień 😉
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 30 października 2025 o 08:30
ogorek off top, bo piesi to mnie nie wkurzają, ja tam się ich boję jak są w okolicach przejścia dla pieszych. I rowerzystów. I tych co na hulajnogach jeżdżą. Ja im najzwyczajniej w świecie nie ufam. Wielu pieszym i rowerzystom brakuje wyobraźni. Wychodzą z założenia, że na pasach mają bezwzględne pierwszeństwo i samochód musi się zatrzymać i koniec. I włażą czasem bez obejrzenia się, wjeżdżają rowerami nagle skręcając ze ścieżki bez zwolnienia, bez pokazania ręki. Brak wyobraźni, że jednak samochód ma swoją masę, że w zależności od warunków droga hamowania się zmienia, bo co ich to obchodzi. I męczące jest to posiadanie oczu wokoło głowy w pobliżu przejścia i obserwowanie czy aby gdzieś nie pojawia nagle pieszy czy rowerzysta, który zechce przejść. A najbardziej wkurzają mnie przejazdy rowerowe. Ja rozumiem, że jak jest ścieżka to się czasem nie chce schodzić z roweru, bo łatwiej przejechać, ale czasem jak ktoś nagle wjedzie na taką ścieżkę zza krzaków czy drzew, gdzieś gdzie ta widoczność jest ograniczona, to ciężko go zauważyć.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 30 października 2025 o 07:29
Mnie sie nasunął jeszcze jeden wnisoek, po przeczytaniu sytuacji opisanej przez donkeyboy. To jest tak jak z motocyklistami. Często gęsto nie jadą przepisowo, tylko ponad limit, a że rozpędzają się dużo szybciej z racji specyfiki pojazdu od osobówki, to pojawiają się nagle I znikąd. I sytuacja wygląda podobnie w przypadku tych zapierdalaczy na autostradach. Wcześniej padł tu zarzut, że jeżeli ktoś mi po chwili siedzi na zderzaku, to trzeba było dłużej patrzeć w lusterko, poczekać aż ktoś łamiący przepisy przejedzie, bo pewnie mu się wtryniłam. Tylko w to lusterko można spojrzeć, nie widzieć zbliżającego się samochodu, bo go jeszcze nie widać. Przy dużej prędkości to są przecież sekundy aż rozpędzony samochód zbliży się do kogoś kto wyprzedza np. 110-120, a dodam, że to jest dozwolona prędkość z jaką można na autostradzie jechać, więc jak najbardziej ten co na lewym jedzie 120 ma do tego prawo. Ten co zapierdala 160-170 nie ma już do tego prawa. Nigdy nie zrozumiem takiego wybielania łamania przepisów, bo ktoś chce je sobie nagiąć do własnego widzimisię. A żeby było na temat, to podsumowując, wkurza mnie egoizm i brak kultury wśród kierowców. Z racji, że jeżdżę dużo samochodem, to się już dużo takich sytuacji naogladałam niestety.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 21 października 2025 o 13:43
Zamiast edytować, przypadkiem usunęło mi posta, więc to juz na mnie czas żeby wycofać się z tej dyskusji 😉
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 20 października 2025 o 18:11
Facella napisze jeszcze raz, ani razu w tej dyskusji nie napisałam, że jadę lewym pasem, jak prawy jest wolny, żeby zablokować tych co zapierdalają. Wyprzedzam dozwoloną prędkością, wyprzedzę i zjeżdżam na prawy pas. Ale jak ktoś pojawia się na lewym po mnie, i siedzi mi na zderzaku bo chce zapierdalać, to ja nie będę mu zjeżdżała za samochód, który jedzie np. 100, a ja jadę 140. A były tu takie sugestie już między wierszami.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 20 października 2025 o 14:10
Facella ponownie, odsyłam do mojego posta i proszę o czytanie ze zrozumieniem. Odezwałam się właśnie dlatego, że ktoś próbuje oceniać jak jeżdżę samochodem i wmówić mi, że nie umiem jeździc, nic nie wiedząc o tym jak jeżdżę. Gdzie wyraźnie napisałam, że nie wpierdalam się komuś przed maskę (a od razu był taki zarzut) i nikt nie wyprzedzał mnie prawym pasem, a jedynie dojechał do mnie będąc najpierw na prawym, jak ja już byłam na lewym wyprzedzając, i byłam tam IMO pierwsza. Ale no 140 to jednak za wolno.
Odezwałam się, bo czym innym jest irytowanie się na zawalidrogi podróżujące lewym pasem 100 na godzinę gdy prawy jest wolny, a czym innym jest wmawianie nam tutaj, że jadąc 140, czyli maks u nas na autostradzie to jest również wolna jazda wg niektórych tutaj i należy zjeżdżać tym co zapierdalają powyżej 150.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 20 października 2025 o 12:39
Facella, a weź cofnij się kilka stron wcześniej i poczytaj wypowiedzi przytoczonych w swoim poście użytkowniczek. Obydwie odniosły się niejako do moich postów, odnosząc się do mojej jazdy samochodem, że to ja się wpierdalam i dlatego ktoś mi siedzi na zderzaku, albo że nie umiem jeździć, skoro ktoś mnie prawym wyprzedza. Dyskusja poszła w kierunku tłumaczenia i usprawiedliwiania nadmiernej prędkości i próby wmówienia, że Ci co jadą przepisowo to jeździć nie potrafią. No dla mnie to takie wybielanie łamania przepisów.
I miganie światłami jak ktoś zapierdala powyżej 150 na godzinę, żeby ktoś mu zjechał, zawsze będzie zwykłym chamstwem.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 20 października 2025 o 11:02
EMS amen! Bardzo dobrze napisane.
Wiecie, ja naprawdę bardzo lubię jeździć, jeżdżę dużo, bo sama droga do pracy i z powrotem, to dziennie 80 km. Jak jedziemy na wakacje to najczęściej ja obstawiam trasy do I z powrotem, bo lubię prowadzić. Mimo, że jestem młodym kierowca jeszcze, nie jeżdżę niepewnie, nie wpierdalam się nikomu i staram się myśleć nie tylko za siebie, ale i za innych. I no, nie zawsze jadę przepisowo. Czasem zdarza mi się na autostradzie pojechać te 150. Ale jak ktoś jedzie wolniej podczas wyprzedzania to łaskawie zwalniam i grzecznie czekam, aż dokonczy manewr bezpiecznie i zjedzie na prawy pas. Nie migam światłami, nie siedzę na zderzaku, bo zwyczajnie nie lubię chamstwa. I mimo, że zawalidrogą nie jestem, nie jestem niepewnym kierowcą, to autostrad nie lubię, właśnie przez popierdalaczy święcie przekonanych o swojej zajebistosci jazdy i wyższości nad innymi kierowcami.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 20 października 2025 o 10:16
Jasne, bo jeździć potrafią tylko Ci co łamią prawo i zapierdalają powyżej 170. Ten, co popierdalał kolo 200, a przez, którego zginęła w płonącym aucie rodzina, też zapewne umiał jeździć. A oni nie umieli, bo za wolno jechali. Czyli ci co jadą z głową i nie łamią przepisów grubo ponad normę, to jeździć nie umieją. Z taką logiką, faktycznie żadna dyskusja nie będzie merytoryczna.
Niestety, to co najczęściej gubi kierowców, szczególnie wieloletnich, to jest rutyna. Bo mają przekonanie, że jeżdżą od lat, jeżdżą dobrze i jeździć umieją. Z tum, że to często jest ich subiektywne przekonanie.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 20 października 2025 o 08:32
xxagaxx ja tu widzę brak czytania ze zrozumieniem. Po pierwsze, no faktycznie 130-140 to jest jechanie wolno, biorąc pod uwagę, że na autostradzie maksymalnie te 140 TYLKO można jechać, reszta to łamanie przepisów.
Po drugie, jeżeli wyprzedzam tiry albo osobówki, które jadą 90-110, to zjadę dopiero jak je wyprzedze, a nie dlatego, że komuś za mną się spieszy i chce sobie łamać prawo. Nie będę przy 140 na liczniku zjeżdżała za osobówke, która jedzie 110 na godzinę i hamowała ostro. Wycieczek lewym pasem nie robię, bo nie widzę w tym sensu, ani potrzeby. Wyprzedze, to zjeżdżam.
Po trzecie, a gdzie ja napisałam, że ktoś mnie wyprzedza prawym pasem? Napisałam, że jeżeli ja już jestem na lewym i wyprzedzam, a ktoś jechał wcześniej też prawym, dojechal do samochodu, który dla niego jechał też za wolno, a który ja już zaczęłam wyprzedzać zjeżdżając na lewy pas pierwsza, to z jakiej racji ja mam zjeżdżać, nie mając jeszcze wolnego pasa prawego, komuś kto do mnie dojechał szybko, bo zapierdala 170 i te 140 mu za wolno? To nie jest umiejętność jazdy, tylko brak kultury jazdy.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 20 października 2025 o 07:34
Z całym szacunkiem kotbury i xxagaxx ale osoby z takim podejściem nie powinny mieć prawa jazdy. To jest wasze subiektywne zdanie, że jeździcie bardzo dobrze i nie zapierdalacie. W Polsce nigdzie zgodnie z prawem nie można jechać 160-170, więc sorry, jest to zapierdalanie. I stwarzanie zagrożenia. Ja nie mam zamiaru wpierdalać się komuś na prawy pas tuż przed maskę, żeby zrobić miejsce komuś kto łamie prawo. Nie wyprzedzam na autostradzie czy ekspresowce 90, 100 czy 110 na godzinę, tylko często 130-140 i mam do tego prawo. A jak ktoś jechał sobie prawym pasem i na lewym znalazł się po mnie, to z całym szacunkiem, pierwszeństwo mam ją I nie widzę powodu żeby takiemu zapierdalaczowi zjeżdżać i np. Wciskać się przy 140 na godzinę za samochód, który jedzie np. 100-110, bo jaśnie kierowca chce zapierdalać powyżej limitu. Jeżdżę sporo i niestety z tego co widzę, to najwięcej niebezpiecznych sytuacji stwarzają nie Ci niepewni kierowcy, tylko Ci zapierdalcze, którym się wydaje, że jeżdżą bardzo dobrze i wszystkich innych maja gdzieś. Taka smutna prawda, u nas kultury jazdy nie ma i tyle.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: pamirowa dnia 17 października 2025 o 12:34
kotbury ale przeczytałaś co napisałam? W większości przypadków, które miałam spieszyło się komuś za mną bardzo, kto na lewym pasie znalazł się jako drugi, ja byłam pierwsza. I jak wyprzedzam nie jadę 100-110 na godzinę, conajmnien jadę 130-140, czasem nawet 150.
Dwa, jak widzę światła w lusterku gdzieś w oddali, to sprawdzam jak szybko samochód się zbliża. I nie wpieprzam się tuż przed maskę. Do tej pory nikt nie musiał przeze mnie hamować na drodze szybkiego ruchu, bo nikomu nagle nie wyjechałam. A to, że ktoś mnie dogonił i chce sobie zapierdalać 160-180, no sory, ale przepisy są po to żeby je łamać?
Sprawy sercowe...
autor: pamirowa dnia 13 października 2025 o 13:26
mindgame, a ja znowu napiszę trochę w opozycji do tego co napisałaś,bo w życiu naprawdę różnie bywa.
Obecnego męża poznałam przez neta. Zamieszkałam z nim po miesiącu znajomości. Razem jesteśmy 7 lat, a po ślubie 3. Po tylu latach już by wyszło, gdyby coś było nie tak. Tymbardziej, że przerobiłam już toksyczne sytuacje i zachowania w poprzednim związku, więc jestem na nie wyczulona.
I co do dziecka. Mój mąż też początkowo nie chciał kolejnego dziecka, po traumie którą przeżył on i jego syn podczas rozstania. Ja wtedy jeszcze też nie chciałam. Ale widząc jakim jest człowiekiem i przede wszystkim ojcem, jakoś tak mi się zmieniło. Mimo, że lata deklarowałam się, że nie chce. Ale nagle się okazało, że ja nie chciałam, bo nie trafiłam dotychczas na odpowiedniego faceta. Był mały impas przez chwilę, ale z czasem mężowi też się odmieniło w miarę jak się poznawaliśmy. Z tym, że w moim przypadku to już może być trochę za późno i ja jednak boję się zdecydować, mimo że to już na pewno ostatni gwizdek. Ale jak widać, to nie zawsze musi być tak, że facet z dzieckiem absolutnie i niezmiennie nie będzie chciał kolejnego dziecka. W życiu naprawdę różnie bywa.