O, dzięki dziewczyny za polecajki 🙂 Muszę poczynić jakieś zakupy. anetakajper, Wazelina odpada, bo będę miała ręce tłuste, to musi być coś co się szybko wchłania i nie zostawia tłustego filmu. Do bieżącego użytku w ciągu dnia.
siwaaa, takie wysokie stężenie mocznika rozpulchnia skórę, nie powinno się go stosować regularnie w szczególności na dłoniach. Można sobie narobić więcej krzywdy niż pożytku. Mocznik „zmiękcza” ale też powoduje rozpad wiązań keratyny i zwiększa przenikanie innych składników, niekoniecznie korzystnych
Odnośnie przeniesienia się do pensjonatu. Ja mam przydomówkę, życie mnie zmusiło do przenosin do hotelu. O ludzie, jaka wygoda. Nie chcę - nie jadę. Po spędzeniu pierwszego dnia w domu bez wychodzenia z niego było mi dziwnie. Teraz jadę do stajni i nie bardzo wiem co ze sobą zrobić, gnoju nie muszę wynosić, poidła działają więc wiader nie targam. Chwałę sobie zmianę. Co prawda nie ma to jak u siebie, ale to jest komfort zupełnie na innych płaszczyznach. Na pewno będę chciała aby konie wróciły do domu ale teraz - cieszę się brakiem „garba” 😜
czyszczeniepaki, nie to samo, ale przez kilka lat miałam pod domem hodowlane a sportowe w pensjonacie, bo nie mieliśmy jeszcze infrastruktury. Miało to swoje uroki, bo łatwiej bylo ogarnac opiekę całodobowa dla tylko hodowlanych bez sprowadzania, wypuszczania (wolny wybieg), derek, kaloszy itp. Wtedy ostatni raz byliśmy z mezem na wspólnych krótkich wakacjach. Po skonsolidowaniu całego towarzystwa juz sie to nigdy nie udalo, logistycznie i cenowo to jest zaporowy temat.
hej, czy jest mi w stanie ktoś polecić poidło do boksu (zwykłe, nie podgrzewane) ale jakieś konkretne, gdzie kliknę link i kupie? 😀 Wszystko co przeglądam ma opinie zarówno na plus jak i minus więc wariuje już od tego a Wy jako doświadczeni pewnie macie konkretne modele do polecenia 😉
jagoga, są jeszcze naciskane nosem które osobiście najbardziej lubię. Pływakowe wg moich doświadczeń najbardziej awaryjne, pływaki się potrafią zacinać, zamieszkują w nich pajączki 😉 i ciężko ten mechanizm doczyścić. Szkoda ze są tak awaryjne bo mojemu koniowi zdecydowanie najbardziej to poidło odpowiadało.
Gillian, karolina_
Ja mam aktualnie wypalenie przydomówkowe. Nie chce mi się nic robić z końmi, bo nie mam sił i chęci po załatwieniu X spraw gospodarczych. Czy serio pensjonaty są u nas aż tak kiepskie? Naczytać się tu można od groma różnych historii, ale coraz to nowsze ośrodki powstają. Pewnie dopóki sama nie spróbuje to nie wyrobię sobie opinii.
czyszczeniepaki, A trzymałaś kiedykolwiek konia w pensjonacie?
Rozumiem wypalenie przydomówkowe. Opiniami się nie ma co przejmować, tylko trzeba sprawdzić na sobie. Czasem trafisz na opinię, którą wystawia jakiś rozżalony człowiek, a jesteś na miejscu i się okazuje, że Tobie się tam wcale źle nie stoi.
Tj no fakt, jest dużo kiepskich pensjonatow. Ale te fajne też są.
Stałam w wielu pensjonatach, jedne gorsze, inne lepsze, ale w paru się naprawdę dobrze stało, luksus opieka, koń nakarmiony, przebrany, wypuszczony, no naprawdę nie za bardzo było się do czego przyczepić. Fakt, patologię też przeżyłam - na szczęście szybko się z takich miejsc zabierałam albo no, wyczułam temat już na starcie, przy oglądaniu pensjonatu, bo ktoś rozmawiał ze mną w bardzo chamski sposób albo trafiłam na porę ścielenia, a tu w każdym boksie dosłownie garstka słomy😉 i mikroplasterek siana. No ale może miałam szczęście.
No, jak nie sprawdzisz, to nie będziesz wiedziała.
czyszczeniepaki, dokładnie, zobacz co masz w okolicy i jak odpowiada to twoim wymaganiom, na jakie kompromisy jesteś gotowa pójść.
Szczerze mowiąc uważam że przy zapierdzielaniu przy swoim stadzie liczącym wiecej niz kilka koni to wypalenie jest kwestią czasu. Dobra zaufana pomoc, jeśli można ją znaleźć może pomóc. Jak prowadziłam wspólnie z innym luzakiem stajnię to wlasciciele regularnie wybywali na wakacje na tydzien lub dwa, czasem nawet dwa razy jednego lata, zostawiali nam konie, psy, i dom do pilnowania. No ale tez bylo tak ze ludzie byli tacy na ktorych mozna bylo polegać, jak przed domem podczas ich wakacji zaczeli koczować ... ekhem, "rzymianie"... to na prosbe wlasciciela ktory mial pewne obawy, nasza ekipa robila warty nocne w stajni 😅
czyszczeniepaki, ja bym juz do pensjonatu nie wrocila - do pretensji ze mlodziak bryka na lonzy, lawirowania trzylatkiem miedzy treningami skokowymi nie wpisanymi w grafik, ludzi, ktorzy jezdza w słuchawkach z nosem w telefonie i nie widza co sie dookola dzieje, zostawienia koni w boksie na 2 dni bez informacji (mlody kon, ktory dwa dni nie wychodzil i jadl pełne porcje... a ja juz wsiadalam bez lonzowania).
Ale, gdybym miala tylko ogarnięte konie sportowe bez młodzieży i hodowli to na pewno bym rozwazyla pensjo.
Z tymi wakacjami jak masz stajnie, to bez ogarnietego etatowego pracownika z zamieszkaniem jest problem. Za koszt zaplacenia godzinowej stawki ze zlecenia albo nadgodzin na etacie x 24h x 7 dni mozna zabrac dodatkowa osobe na zagraniczne all inclusive. U nas by to wyszlo prawie 6000 zl, a ten pracownik z racji wieku dostaje netto-brutto. Bardziej sie oplaca na czas wakacji wstawic do pensjonatu jesli masz mniej koni niz my.
adriena, my zeszlismy poniżej 10 po raz pierwszy od lat (tak mielismy 15-20) bo z racji mieszanki załamania rynku i losowych zdarzeń ograniczylismy ilość aktywnych w hodowli matek i mieliśmy mniej zrebiat. I to juz jest całkiem spoko, z tym, ze u nas sprząta boksy, padoki i wstawia siano do pasnikow pracownik. My tylko wypuszczamy i sprowadzamy boksowe, karmimy, ogarniamy weta, kowala, rownanie placu i hali, dostawy siana, słomy i paszy itp. Czasami bierzemy i do tego dorywczą pomoc jak jest potrzeba, bo np. musimy oboje pojechac gdzies na kilka godzin w porze karmienia albo praca zawodowa nie pozwala mi stać pół dnia do kowala.
Z tego co czytam od kilkunastu lat, jest wam ciężko, bo sobie tak wymyśliliście. Karmienie ręczne, kilka razy dziennie. Mieszanie supli, pasz, meszów... Golenie, derkowanie, zmiana derek. Scielenie i sprzątanie do czysta codziennie. Noszenie wody bo nie ma poideł. Dezynfekcja, mycie wiader, poideł, żłobów.
To już jeden koń to jest za dużo na jednego człowieka.
A przecież można inaczej. Ja mam roboty przy 2 koniach pól albo całą godzinę raz w tygodniu.
Ale ja nie karmie pudełkami. Raz w tygodniu zapakuję siano do paśnika i owies do podajników. Sprawdzę ogrodzenie. Chociaż teraz jak śnieg leży, to z daleka widzę, że nigdzie poza paśnik nie wychodzą.
Myślę i myśle i nie mogę wymyśleć jaką mam jeszcze robotę przy nich.
adriena, To zależy czy pracujesz na etat, jak daleko do pracy dojeżdżasz (ile czasu na to tracisz). Mi przy pracy na etat i 3 koniach było już tak se, bo żeby codziennie je ruszyć, pojeździć, czy na spacer chociaż wziąć, to często mi zwyczajnie godzin nie wystarczało. Kończyłam zwykle około 20-21, a do pracy jeździłam na 7. Wiadomo, że sporo siew takim układzie nadganiało z robotą w weekendy. LSW, Nawet nie skomentuję nie mycia poideł, wiader i sprzątania padoków codziennie 🙄 No i nie bierzesz pod uwagę treningu chyba wcale?
LSW, przy hodowli Ci to nie przejdzie, nie sprzątane codziennie i brak dezynfekcji na porodowkach czy gówna na padokach to jest proszenie sie o poważne choroby u zrebiat. Plus trzeba kilka razy dziennie je dokładnie oglądać, bo zjazd jest szybki jak cos.
No i nie wiem jak dajesz radę z treningiem i startami bez derek itp. - przecież te mamuty zarośnięte to pobiegaja 10 minut i sa mokre. Co do supli i pasz to kazdy dba jak uważa, obowiązku prawnego nie ma. Byle kon nie byl chudy jesli chodzi o PIW.
Zembria ja w pensjonatach od zawsze, ale przydomówka kusi, tylko chciałam wiedzieć co dla Was znaczy już ciężko. Mniej więcej pokrywa sie to z moim wyobrażeniem, bo od dawna mam 2, było 3 w pensjonacie i czasożerne to w mojej opinii jest wsiadanie, trening. 2-3 konie bez treningu to dla mnie jest "wolne" 😉, nawet jakbym miała je karmić i oporządzać (słoma, siano, obornik).
adriena, wsiadanie, jak masz wiecej niz 3 dziennie to juz realnie musi byc luzak do pomocy, chyba ze to Twoje jedyne zajęcie. Ja dawalam rade 4 max bez luzaka, ale z tego 3 trzylatki, więc to nie jest tak ze potrzebują poświęcenia im pełnej godziny - polatają 10 minut na lonzy, 15-20 pod siodłem i następny.
Ja myślę, że nie da się odpowiedzieć na pytanie od ilu koni jest ciężko, sporo zależy od tego jakie masz warunki w przydomówce (np ile terenu), jaki system chowu, co robisz z końmi i jaki masz wymiar obowiązków niekońskich. Ja mam 3 futra w wolnowybiegówce na ścieżkach i ogarniam je sama średnio w godzinkę wszystkiego - plus raz w tygodniu uzupełniam paśnik, to mi zajmuje w sumie dodatkowe 2 godziny. Ale ja tylko sprzątam kupy (latem co drugi dzień), kontroluję wodę, skarmiam witaminy z ręki i to tyle mam ze stricte obrządku. No, w tę zimę przez tydzień derkowałam. Myślę, że z 6 ogarnęłabym z przyjemnością. Za to niezależnie od ilości koni dochodzi dodatkowa robota w postaci wygradzania, naprawiania płotów i innych rzeczy co się popsuły, prac rolno-pastwiskowych, gruntownego sprzątania siodlarni/paszarni, ogarniania dostaw siana, ogarniania placu do jazdy, korekty kopyt (bo kowal nie dojechał na zadupie), przerzucania/kompostowania tych zebranych kup, ogarniania traktorka itp itd, Trzeba to lubić🙂 Wsiadanie i jeżdzenie jest podobnie czasożerne jak przy pensjonacie, tyle że odpadają dojazdy do stajni.
Ja byłam w pensjonatach, dobrych i złych, takich co musiałam być u konia codziennie i takich co mogłam jak mi się zachciało 😉
Teraz przydomowka, początkowo przez rok dojeżdżałam do koni 20km, teraz mieszkam na miejscu.
Wszystko ma plusy i minusy standardowo 😉
Podstawowa rzecz, robimy wszystko tak jak chcemy przy naszych zwierzakach i jak pozwalają nam możliwości wiadomo. Ale ilość siana chociażby i wody nie jest zależna od fanaberii obsługi czy właściciela. To uważam za największy plus, od kiedy mam konie u siebie to tfu tfu żadnych kolek, boli brzucha, wrzodów.
Ale ma to też drugą stronę medalu, początkowo wielokrotnie brałam siodło i szłam po konia w celu "a se dziś pojadę w teren", a tu klops na miejscu bo dochodzę do koni a tak coś trzeba naprawić, a to ogrodzenie, a to poidło, a to paśnik. I tak w ten sposób przestałam jeździć.
Brak motywacji totalny, mam co robić przy nich, poza karmieniem, sprzątaniem padoków, pastwisk (wolny wybieg), to zawsze cos trzeba przeorganizować, zmodyfikować. A to siano ogarnąć. A to pasze, albo teraz 2 miesiące noszenia wody bo zamarzło u nas tak że 100m węża odmrozić się nie dało więc latanie z wiadrami.
Więc podsumowując, dla siebie i swojej wygody by móc znów trenować to wróciłabym do pensjinatu, ale dla koni i ich komfortu i mojego braku stresu o ich zdrowie odpowiednie żywienie i opiekę to bezdyskusyjnie zostają pod domem 😅
PS: jesteśmy teraz na etapie budowy ujeżdżalni, mamy bardzo ciężki grunt, idzie to jak krew z nosa i utrudnia dodatkowo funkcjonowanie i jest pełna reorganizacja pastwisk przez to i korytarzy przejsciowych. No i liczę że zmotywuje mnie to do jazdy jak się skończy ale do tego czasu obawiam się że sprzedam konie by nie musieć tego kończyć bo już mam dość 🤣
LSW, Nawet nie skomentuję nie mycia poideł, wiader i sprzątania padoków codziennie 🙄 No i nie bierzesz pod uwagę treningu chyba wcale? zembria,
Poidło mam jedne. Wiader nie używam. Nie mam typowego padoku (kilka arów błota i gówna), konie chodzą po 2 ha pastwiska. Kupy co jakis czas rozrzucam. Trening to nie praca przy stajni, więc nie liczę.
Ja myślę że najbardziej męczy jednak to uwiązanie przy tych koniach - szczególnie jak ma się tylko swoje, brak ogarniętych pensjonariuszy którzy mogliby pomóc
adriena, Oporządzenie oporządzeniem, codziennie rzeczy się robi szybko. Natomiast masz jeszcze dodatkową logistykę tj. rozładunek siana, słomy, załadunek obornika, naprawy np. ogrodzeń. No, to tak różnie wychodzi czasowo & obciążeniowo. W rolnictwie należy być cierpliwym i elastycznym - i wchodzić w wyższy stopień zen jak się odbiera telefon "no nie zbierzemy tego siana, leje...". 😀
Jak myślę w tej chwili o zraszaniu padoku do jazdy w lecie, w tym roku (jakoś nie mogę tego nazwać ujeżdżalnią jeszcze) to coś mnie bierze, bo będę to musiała przeorganizować.... Albo jeździć o 5 rano, też jest to jakaś opcja...
Mam od półtora roku własną stajnię (tz. tyle stoją konie, bo cała organizacja to + kolejne półtora roku), nie przydomową bo tam nie mieszkam, jak dla mnie pensjonaty never again, prędzej zrezygnuję z koni. Ale spostrzeżenia mam takie, że wszystko zależy jak chcemy to zorganizować i czy celem jest oszczędność (względem pensjonatu, czy ogólnie oszczędność) czy chcemy mieć porządnie, czy robić wszystko samemu czy nie, czy mamy np traktor i inne istotne narzędzia czy nie mamy, itp... po prostu jest wiele zmiennych mających ogromny wpływ na komfort posiadania własnej stajni.
LSW, u mnie też padok stały to około 2 ha (plus pastwiska, ale tam konie wychodzą jak wyprowadzę, nie mają stałego dostępu cały rok), i nie wyobrażam sobie tego codziennie nie sprzątać. Po tygodniu konie chodziłyby po kupach swoich. Przy paśnikach to byłby dramat. Mając wolny wybieg trzeba traktować ten wybieg jak ich boks, ma być czysto, nie chcę żeby się kładły czy stały w gównie, bez jaj. Poidło na ten moment mam też jedno, bo w stajni woda zakręcona, czynne jest tylko podgrzewane w lesie, nie syfi się tak szybko jak latem, ale jednak myć je trzeba. Żłoby też.
wolny wybieg trzeba traktować ten wybieg jak ich boks. zembria,
Ja traktuje wolny wybieg jako wolny wybieg. przez 24h na dobę, codziennie. A większość zamyka konie na padoku 2 ary i też nazywa to wolny wybieg.
Wg mnie na wolnym wybiegu konie mogą biegać. U mnie z wiaty do siana maja ok 200 metrów. I galopują , codziennie to widzę. Na padoku stoją, tak jak mówisz, w gównie. I leżą w tym gównie. I pańcia szczęśliwa, że koniki zrelaksowane leżą i śpią.
Proponowałbym nie nazywać chowu padokowego wolnym wybiegiem.
LSW, kto jak kto, ale Zembria ma świetne warunki i wolny wybieg, w którym właśnie konie w gównie leżeć nie muszą. To Ty tutaj powinieneś zaprzestać używania nazewnictwa wolny wybieg, skoro Twoje konie stoją na miejscu składowania obornika 😅