Jeżdżę z zawodnikami GP (regularnie i konsultacje) nikt sie ze mną nie przesiadał, na żadnym koniu. Bo i po co. Każdy troche inaczej uzywa pomocy, kon ma działać na moje guziki, nie trenera.
W sytuacjach korekty (bryka, wspina sie itd) sa osoby ktore wsiadaja, czasami jest to trener, czasami inna osoba przez niego polecona. Ale to zwykle wymaga wstawienia konia, trudno takie coś skorygować w jeden dzien. No i w pensjonacie malo kto sie tego podejmie, bo korekta nie wyglada ładnie i zaraz bedzie nagrywanie i jakies głupie posty.
karolina_, różnica pewnie jest w tym, że ty masz prawdziwy trening, czyli potrafisz robić to, co robisz, ale potrzebujesz dopilnowania słabszych detali, czasem świeżego spojrzenia na sprawę i rozmawiacie jak równy z równym, ma swoim poziomie. Natomiast większość tego, co teraz nazywane jest treningiem, to po prostu nauka. Czyli uczeń/instruktor. Dziewczę po tygodniu galopu jedzie na TRENING. To jak nie ma teraz zajęć plastycznych, tylko są WARSZTATY.
karolina_, - no bez jaj, nie każdy pensjonat to medialna patola i nagrywanie zza płota 😅 normalne są korekty na treningach.
Moja trenerka wsiadała na korekty, moi poprzedni trenerzy też, w trakcie stania w kilku miejscach. Samej też mi się zdarzała konieczność przeprowadzenia "rozmowy wychowawczej". Nie zawsze to wyglądało miło... np. jak mój oddał dzierżawczyni na bata, ta się przestraszyła, on zatrybił sposób na pozbycie się wymagań, to potem mieliśmy bardzo brzydką jazdę. Spokojnie wyszedłby z tego film na dobrą gównoburzę 😉
U Ciebie może poziom jest wyższy, ale czasem ciężko ocenić, czy jeździec coś nie tak robi, czy koń leci w kulki. Wtedy bardzo pomocna jest ocena z siodła. Na konsultacjach też kilka razy ktoś wskakiwał na mojego konia. On z góry często daje zupełnie inne odczucia, bo mimo uroku ślicznego kucyka, to jest kawał cwanego bydlątka do jazdy, jak już się coś chce.
Czasem sama pisałam do swojej trenerki, żeby wzięła bryczesy, bo potrzebuje drugiej oceny z góry albo nie umiem oddać słowami co mi nie leży - bo coś jest nie tak, ale nie do końca wiem co. Są rzeczy, których nie widać z boku, ale je czujesz.
W znaczącej większości przypadków masz jako parę jeźdźca, który nie wszystko ogarnia i konia, który też nie wszystko ogarnia. Oboje mają swoje problemy. Mało kiedy to są pary doświadczony koń - świeży jeździec lub młody koń - doświadczony jeździec, gdzie sytuacja jest powiedzmy prosta.
keirashara, pewnie, ze nie w kazdym pensjo jest patola, ale zawodnik, ktory czynnie startuje nie zaryzykuje zawieszenia dla kilku stów za trening, bo w jednym miejscu jest loża szydercow w innym nie. Trening koni i pokazywanie ich to ich praca.
Natomiast co do innych odczuc z gory - chyba każdy tak ma 🙂 U mnie akurat od lat juz wszyscy trenerzy korzystają z dwukierunkowych zestawów, wiec można na bieżąco konfrontować obrazek z boku z odczuciami z góry. To jest mega ważne bo pozwala zapamiętać jak jest "dobrze" w sytuacji, gdzie nie ma luster (czyli tak jak na czworoboku). Ja np mam tendencje do wyginania za mocno w lewo (gorsza strona większości koni) wiec to co mi sie wydaje niekoniecznie przeklada sie na fakty.
Evka no az tak to nie. Ja nigdy nie jezdzilam GP. Ostatnie konie szykowalam do C z elementami CC i sprzedawałam, albo mniej wiecej na tym etapie sie kontuzjowaly. Teraz mam mocno niewyglednego i postanowilam zatrzymac bo mi sie dobrze jezdzi a sensownej kasy za brzydala nie dostane
Evka, a od jakiego poziomu juz można powiedzieć, ze sie trenuje a nie uczy?
Są różne systemy, ale dla mnie trening mnie i konia polega na współpracy kilka razy w tygodniu. Więc nie wyobrażam sobie jeździć z kimś kto nie wsiada na konia, bo chociażby potrzebuje żeby ktoś mnie fizycznie odciążył.
Ollala, to tez jest dość popularny system. Kon stoi w stajni u trenera, w sumie jest w pelnym treningu, wlasciciel przyjezdza 2-3 razy w tygodniu i ma treningi na swoim koniu. Chyba większość zawodników takie rozwiązanie oferuje 🙂 Ja akurat nie korzystam, na treningi jeżdżę raz w tygodniu (chyba, ze cos wypadnie) + ewentualnie rozprezenie na zawodach. Musze mieć czas pomiedzy zeby potem przetworzyc i zainstalować w domu to co robiłam na treningu.
espérer, moj wsiada i zupełnie sobie nie wyobrażam innej opcji.
Ja jeżdżę po prostu zwyczajnie za słabo żeby zrobić wszystko co trzeba, nawet mając prowadzenie krok po kroku ze strony trenera z ziemi.
Raz w tygodniu z zasady mi wsiada i od kiedy mamy taki układ, to koń (i ja) mega progresował.
Evka, a od jakiego poziomu juz można powiedzieć, ze sie trenuje a nie uczy?
(...). Ollala, Też się chętnie dowiem.
Natomiast... karolina_:Jeżdżę z zawodnikami GP (regularnie i konsultacje) nikt sie ze mną nie przesiadał, na żadnym koniu. Bo i po co. Każdy troche inaczej uzywa pomocy, kon ma działać na moje guziki, nie trenera.
(...).
....taka sytuacja istnieje też wśród koni rekreacyjnych, tylko inaczej.
Są konie, które "nagle" chodzą jak tylko wsiądzie inna osoba niż podstawowy jeździec, a potem "od razu" się psują jak wsiada właściciel-podstawowy jeździec, więc, jak dla mnie, wsiadanie trenera/instruktora/dobrze jeżdżącej koleżanki, jest czasami bez sensu. Koń dobrze wie, kto na nim siedzi.
Sankaritarina, - no nie, to nie jest bez sensu. Wtedy wiesz, że problem leży w jeźdźcu i na nim trzeba się skupić, a nie w tym, że koń nie kmini i nie potrafi tego zrobić 😉 bo czasem jest to mocno "zamazane".
Zgodzę się, że konie wiedzą kto na nich siedzi, ale też widziałam na wielu przykładach, że jak konie pracują pod słabszymi jeźdźcami, ale ktoś ogarnięty wsiada od czasu do czasu to zwyczajnie chodzą lepiej. Trochę je naprostuje, trochę im przypomni, nie psują się aż tak.
Dla mnie trening to ćwiczenie opanowanej już umiejętności. Czyli umiem i doskonalę. Umiem, czyli wykonuję świadomie, powtarzalnie, czuję różnicę w detalach i narzędziach.
Uprawiałam różne sporty, w każdym zawsze czułam ten magiczny moment, kiedy zaczyna iść, kiedy zaczyna działać, kiedy nowe staje się własnym. Wy nie?
keirashara, Ale to widać z ziemi. Ja uważam, że w niektórych sytuacjach wsiadanie jest bez sensu - ale powtarzam - niektórych, nie wszystkich, nie zawsze. Trzeba się dostosować.
Kto jest tym mitycznym Bogiem pod którym konie się nie psują? Będzie to duże uproszczenie, ale jak wsiadam na doświadczonego, ale niewybaczającego konia, który się wkurza, bo nie rozumie o co mi chodzi, to musi wsiadać trener, żeby konia "naprostować"? No nie, to ja mam się nauczyć tak działać pomocami, żeby koń rozumiał o co mi chodzi. Jak wsiadam na konia, który jest zmanierowany, "głuchnie" i ma mnie ostentacyjnie gdzieś, to choćby trener tam fikołka na placu zrobił - mogę nie ogarnąć - i wtedy przydaje się taka trenerska korekcja z siodła.
Evka, O, właśnie. I dla mnie to też definicja treningu. Tylko czy to oznacza, że początkujący jeździec nie trenuje? Albo taki rekreant, który kupił swojego pierwszego konia i tak naprawdę wraca do podstaw? To też jest trening przecież (no przynajmniej dla mnie).
Chyba, że miałaś na myśli takich właścicieli koni, którzy wsiadają raz na tydzień poskakać i wielce to nazywają "treningiem". No to żaden trening, tylko proszenie się o kontuzję...
Sankaritarina, - własnie nie zawsze to widac z ziemi 😉 a nawet wybaczające i doświadczone konie czasem mówią "dość". Wtedy wsiadanie doświadczonej osoby czyni cuda, czy może raczej przywraca poprawne ustawienia guziczków.
Często koń i jeździec są "średni". Tych par idealnych i doświadczonych koni jest tak de facto dość mało. Mam kolejkę chętnych na Grubcia nie ogłaszając go 😅 takie jest ssanie na końskich profesorów.
Zgadzam się, nie wszystko naprawi wsiadanie drugiej osoby, bo jeździec też musi nad sobą chcieć pracować - ale często pomaga.
karolina_, - widocznie trenowałam zawsze ze zbyt mało znanymi ludźmi, bo nikt nigdy się nie zastanawiał czy wsiadać na korektę 😉 a może mieli to gdzieś, bo mają dobrą bazę klientów.
karolina_, - widocznie trenowałam zawsze ze zbyt mało znanymi ludźmi, bo nikt nigdy się nie zastanawiał czy wsiadać na korektę 😉 a może mieli to gdzieś, bo mają dobrą bazę klientów.
keirashara, 😅 mysle ze polski jeździecki grajdolek jest tak maly, ze nie musi to byc klinika z Morgan Barbacson, Beata Stremler czy Ulla Salzgeber (chyba nikt inny z olimpijskich jezdzcow nie przyjezdza?) zeby poszedł hejt, raczej każdy powód jest dobry. Mysle ze to opcja druga - stała baza klientow i miejsc gdzie odbywaja sie konsultacje/treningi. Niektorzy tez z gory ustalaja zasady co do nagrywania i pokazywania kliniki w social mediach i przyznam sie ze dla mnie w sytuacji konsultacji z nowa osoba, ktorej nigdy nie widzialam to było super rozwiazanie.
Dla mnie trening to ćwiczenie opanowanej już umiejętności. Czyli umiem i doskonalę. Umiem, czyli wykonuję świadomie, powtarzalnie, czuję różnicę w detalach i narzędziach.
Uprawiałam różne sporty, w każdym zawsze czułam ten magiczny moment, kiedy zaczyna iść, kiedy zaczyna działać, kiedy nowe staje się własnym. Wy nie?
Evka, jezdziectwo jest pod tym względem trudne w porównaniu z innymi sportami, bo miedzy jednym koniem a drugim sa mega duże różnice. Wybór konia ogranicza budzet, sytuacja życiowa, czasami tez po prostu koń jest super na dany etap ale zeby progresowac dalej trzeba kupić innego (a tego sprzedac? Nie kazdy jest na to gotowy). Trudno patrzeć na trening/szkolenie jezdzca w izolacji. Z konmi z reszta tak samo. Jesli nie ma konkretnych planow na starty to ciezko zdecydowac, czy juz jest sens zabierac na trening mlodego konia, czy lepiej pojeździć w domu.
Evka, ja sie chyba z tym nie zgodzę. Dla mnie regularna jazda pod czyimś okiem, dzięki temu poprawianie swoich i konia umiejętności to już jest trening. Nie wiem skąd to przekonanie, ze żeby trenować to musisz się czuć na równi z trenerem. Wtedy moze faktycznie te trenerki, ktore jeżdżą L klasę to mój poziom :P i nie śmiałabym się z osób, ktore niedawno zaczęły galopować i z jakimś przejęciem podchodzą do tego, ze teraz mają "prawdziwe treningi" 🙄 przecież mozna bardzo intensywnie jeździć nawet jeśli poziom nie jest jeszcze wysoki.
Ollala, to wtedy masz intensywną naukę. Trening to jest doskonalenie posiadanych już umiejętności. Jak ktoś dwa razy w życiu galopował to mu jeszcze bardzo daleko do tego, żeby posiąść umiejętność jazdy i ją trenować. To nie jest kwestia wyśmiewania, tylko semantyki.
Moim zdaniem takie podziały nie są dobre, bo narzucają wartościowanie "lepszy", "gorszy" - w domyśle, rekreant jest gorszy. Ollala, Dokładnie tak. Kiedyś prezentowałam pogląd, że "jazda rekreacyjna to nie trening", a teraz uważam, że to jest mocne uproszczenie.
Pierwsza lepsza odpowiedź z googla twierdzi: "Nauka kończy się, a trening zaczyna w momencie, gdy czynność przestaje służyć głównie opanowaniu techniki, a staje się świadomym, regularnym narzędziem do budowania sprawności, siły lub wytrzymałości. Trening jest procesem, który następuje po etapie początkowej edukacji ruchowej."
..... czyli, moim zadaniem, jeśli jeździec opanował 3 chody i nie spada z konia przy byle ostrzejszym zakręcie, zaczął swoją drogę z trenerem, ma treningi regularnie, ćwiczy regularnie... to dlaczego pozbawiać takiego jeźdźca prawa do mówienia, że ma "trening"?
no chyba że naprawdę mówimy o sytuacji, w której ktoś (niezależnie od wysokości przeszkód....) twierdzi, że ma "trening", bo przyjeżdża do konia raz w tygodniu skakać....
Ja tak tylko przewrotnie zapytam: czy dobrze rozumiem,
że jeździec X, startujący na poziomie dajmy na to klasy P, dosknalący elementy tej klasy pod okiem trenera dyscypliny - "trenuje", a tydzień później, zapoznając się z elementami klasy N pod okiem tegoż samego trenera - "uczy się jeździć"?
Serio boli was nomenklatura i słowo 'trening' u początkujących? 😀 sa gdzies rozpisane te kręgi wtajemniczenia czy trzeba pieczęć z własnej krwi przyłożyć? 😀
Ja tak tylko przewrotnie zapytam: czy dobrze rozumiem,
że jeździec X, startujący na poziomie dajmy na to klasy P, dosknalący elementy tej klasy pod okiem trenera dyscypliny - "trenuje", a tydzień później, zapoznając się z elementami klasy N pod okiem tegoż samego trenera - "uczy się jeździć"? Pocahontass, no nie, bo ktoś kto startuje w P umie poruszać się w trzech chodach i mniej lub bardziej świadomie używać pomocy, więc jeździć umie i tylko to doskonali, ucząc się nowych elementów, zwiększając samoświadomość. Uczy się jeździć ten, kto uczy się w ogóle utrzymać w siodle w trzech chodach (pomijając sytuacje spłoszeniowe, brykowe itp., po prostu w normalnym, niczym niezaburzonym chodzie) i nie umie jeszcze w jakimkolwiek stopniu świadomie działać pomocami.
Jak się poruszasz w trzech chodach w równowadze i umiesz świadomie zamknąć rękę/przyłożyć łydkę/ruszyć biodrem to sobie trenuj do woli. Wszystko wcześniej to nauka.
Chociaż zaraz pewnie się dowiem że uczymy się jeździć całe życie i nawet Dujardin nie umie tak naprawdę jeździć 😂 uczymy się do pewnego momentu, potem można się już tylko doskonalić. To jak z językami, uczysz się do momentu swobodnego komunikowania się, potem doskonalisz. Wiem, wiem, kontrowersyjne 😂
Fokusowa no i generalnie wklejona przez ciebie definicja pokrywa się z tym co mówię: ćwiczenie w celu uzyskania większej sprawności w uprawianym sporcie. Czyli ten sport JUŻ uprawiasz i go doskonalisz.
Facella, a tak nie jest że uczymy sie cale zycie, tj. konie nas uczą? Też można podróżować i w tej P klasie a potem nagle się czlowiek dowiaduje ze nie umie jezdzic bo sie trafi taki koń a nie inny że się Amerykę na nowo odkrywa. Jasne ze sa jakies podstawy, ale jak dla mnie sa kilka poziomy tych "podstaw podstaw". Co z tego ze ktos sie porusza w 3 chodach jak np. fakt niespadania wynika z trzymania sie kolanami, jakby nie trzymal to by polecial.
Ja uważam że trening to i samemu można nazwać jednostkę treningową bez trenera, jak wie co się robi i ma się zamierzony cel. A dzieciaki czy początkujących nie ma co winić za nomenklature, szkolki nazywają rozne poziomy i mamy grupy sportowe, treningi sportowe, i co tam jeszcze zeby dzieciaki ktore podstawy ogarniają nie byly w tej samej grupie gdzie sa ci co nie umieja zagalopować nawet. Bo jakby sie tak czepiać to te grupy sportowe też przecież nie są sport, zaraz bedziemy ludzi rozdzielać ze jak nie jezdzisz na zawody to zaden sport, a jak jezdzisz ale nie co tydzien to tez nie, a jak na rekreancie L klase to tez nie sport, a jak nie konkursy ZO tylko ZR to tez nie do konca, a w ogole jak nie masz profilu na FEI to tez zaden sport.
Facella, ale ktoś, kto zaczął galopować już ten sport uprawia, jak sama zauważyłaś..
Generalnie śmiechłam na to oburzenie, trenowanie jest zarezerwowane tylko dla profi jeźdźców, trzeba mieć jakiś określony próg zawodów na podium wyjechany?
Zmienię chwilowo temat. Ale w temacie bo chyba nie wiem na co patrzę i poczułam się jak żółtodziób. Takie oto zdjęcie mi wyskoczyło na feedzie a pod nim serduszka, lajki, "good job". Ja rozumiem ze to troche poza moim elementem bo tam chyba chodziło o jakieś kucie do zaprzęgów - na czym w ogóle się nie znam. Ale takie coś jest poprawne w ogóle? Zdrowe dla konia? Niech mnie ktoś oświeci. Albo utwierdzi w przekonaniu że to nie jest okej, bo mnie ścięło lekko mówiąc. Rozne rzeczy widzialam ale kopyta w ksztalcie d... to jeszcze nie.
Donkeboy masakra.. mojej emerytce tak się rozpływają kopyta, wiec cały czas walka i odpowiednią korekta. Aż mnie oczy bolą od samego patrzenia, ciekawe jaki rozmiar ma podkowa i jak ten koń się porusza.
donkeyboy, tak się kuje duże konie pociągowe w stanach. Generalnie geneza jest taka, że jak koń miał tak dużą powierzchnię kopyta to się mniej w polu zapadał i łatwiej było mu pracować. Teraz dalej są tak kute te pokazowe egzemplarze. Czasami kopyta są dosłownie kwadratowe..