Forum towarzyskie »

Kto/co mnie wkurza na co dzień?

u nas ja więcej sprzątam, ale jemu w ogóle nie przeszkadza życie w syfie, więc nie będzie na to marnował czasu. Za to nie gotuję prawie wcale, chyba, że wymyślę, sobie jakąś potrawę i akurat jest bez mięsa. Nigdy w życiu chyba nie jadłam tak regularnie ciepłych obiadów - zakupy, planowanie co zjeść, gotowanie, to mnie mało obchodzi. Czasowo chyba ja mniej czasu spędzam na obowiązkach, bo posprzątać mogę kiedy mam czas, a obiad trzeba zrobić w określonej porze, bo człowiek głodny. Chleb też piecze, wspaniała sprawa takie świeże pieczywko na zakwasie.
Za to jak usłyszałam od kumpla, że on nie będzie robił prania, bo nie, nigdy nie robił, sprzątał też nie, bo to kobiety rola, a jego żona pracuje więcej niż on, to w środku się gotowałam ostro 🙂 Uważam też, że my baby mamy nawalone w głowie tym porządkiem i obowiązkami i dla mnie takie nauczenie się, że można usiąść i odpocząć mimo, że nie jest posprzątane zajęło sporo czasu, choć nadal nie mam 100% spokoju jeśli jest nieogarnięte. Może kiedyś z tym wygram.
madmaddie, co to znaczy usiąść i odpocząć? 😂😜
Ja mam najgorzej - mój już na emeryturze. I zalega oficjalnie, bez wyrzutów sumienia i ma na to kwity????????
No cóż, u nas chwilowo często to ja jestem tym starym, co wraca z roboty i siada na kanapie czekając na żarcie 😂
Generalnie mamy jakiś tam podział z grubsza (w stylu ja robię pranie, a P. odkurza i myje podłogę i łazienkę), ale normalnym jest to, że kto ma więcej czasu i sił, ten bierze więcej na siebie. Jak czasem zjemy pierogi z zamrażalnika albo pizzę - nikt nie umrze. Jak zrobię to pranie jutro - nikt nie umrze. Jak P. pozmywa podłogę w niedzielę zamiast soboty - też nikt nie umrze.
Nigdy nie mieliśmy spiny o obowiązki w domu. Był moment, że to ja zawsze gotowałam, teraz jej taki moment, że kupuje P. fajne garnki i patelnie, a potem czekam na efekty 😁

Z drugiej strony - ja od dziecka widziałam mężczyzn, którzy ogarniali rzeczy typu sprzątanie czy gotowanie. Mój ojciec, mój wujek. Jak moja mama wracała późno z delegacji czy z nadgodzin z biura, to mój ojciec czekał na nią z kolacją na ciepło. Choć się rozstali i to dość szybko, to takie miałam obrazy zapisane w głowie. Dużo pracował, ale jak był w domu spędzał ze mną czas. Nie było dla mnie dziwne to, źe sam z siebie chwyta za mopa czy żelazko.
Dodatkowo mój ex miał dwie lewe ręce, był leniem i opanował weponized incompetence w stopniu mistrzowskim. Związek z nim mocno wytyczył moje granice, nie miałam najmniejszej ochoty wracać do układu, gdzie to ja jestem za wszystko odpowiedzialna.
Imho to nie zawsze jest weaponized incompetence. To czesto wzorce wyniesione z rodzinnego domu. 100 lat temu, w pokoleniu naszych pradziadków pan domu czekał przy stole aż mu służąca nałoży, przecież nie bedzie sobie sam nakladal na talerz. Mój dziadek nakładał juz sobie sam, ale poza tym to slabo było z czymkolwiek domowym, bo o ile dziewczynki musialy ogarniać (co nie znaczy robic same), o tyle facetów to w ogole nie interesowało. Ten model sie dobrze zakonserwowal w PRL tylko usługiwanie spadło na żony, corki, czy matki/tesciowe. W pokoleniu moich rodziców nadal masa facetow nie umiała zrobić przy sobie totalnie nic. Miałam 6 lat jak zostałam na parę dni sama z ojcem. Pierwszego dnia mnie zapytał czy bób sie gotuje czy smaży... bo jako dziewczynka juz powinnam to wiedziec (a on nie). Skończyło sie telefonem do babci zeby przyszla i ugotowała obiad. W naszym pokoleniu juz jest troche inaczej, np. po moim wyjezdzie na studia to moj brat musiał odkurzac, czy sam ugotowac sobie makaron. Ale to nadal nie bylo tak, ze obowiazki domowe byly dzielone na nas jako dzieci niezależnie od płci. U mojego męża w ogóle teściowa (maz nie ma siostry) robiła wszystko sama, przynosiła kanapki pod nos itp. i tylko powtarza do dzis, ze jak sie nie ma corki to sie nie ma dziecka. Dla takiego faceta potem robienie czegoś w domu jest totalnie abstrakcyjne, oni nie wiedzą nawet z ktorej strony zaczac, chyba ze sie im na spokojnie wytlumaczy i pokaże.
karolina_, wiadomo, ja tego nie neguję. Swoją drogą, książka Chłopki sporo mi wyjaśniła w głowie zachowań mojej babci np.
Ale skoro ja mogę wyguglać jak się montuje płot sztachetowy, czy skąd zapach spalin w kabinie samochodu, to każdy mężczyzna, który gdzieś pracuje da radę sobie z obsługą domostwa. Tylko musi CHCIEĆ. A no najczęściej nie chce, jak kumpel z komentarza wyżej.
Świat się zmienił, baby zarabiają sporo, nie potrzebują chłopa (stąd ta plaga męskiej samotności, muszą coś sobą reprezentować), natomiast mam świadomość, że np ja żyjąca sobie sama, opłacająca mieszkanie, siebie, pieski to, w długiej historii gatunku i miejsca kobiet w społeczeństwie, raczej wyjątkowa sprawa. Bardzo się cieszę, się urodziłam te lekko ponad 30 lat temu a nie 130 czy jeszcze wcześniej
Dokładnie! Dlaczego ja mogę się dowiedzieć jak się lutuje czy wymienia filtr w aucie a facet nie może nauczyć się robić kanapek? To jest tylko i wyłącznie lenistwo lub totalny brak chęci. Nie wyobrażam sobie mieszkać z kimś kto notorycznie zostawia folie z parówek w zlewie czy też nie umie sobie zrobić prostego obiadu lub prania. No fu*king way!
Ja tak tylko przypomnę, że kobietą też nikt nie wgrywa tych umiejętności świeżo po urodzeniu po kablu jak w Matrixie. My się ich uczymy. Tak samo nauczyć się może facet - wykonuje sie je z użyciem dłoni, nie genitaliów 😉

Mój P. nie gotował. Mówił, że nie lubi, że nie ma daru - ale jak zostawał sam to zrobił kanapki, złapał coś do odgrzania, nie był zależny. Czasem nawet robił coś w stylu frytek i kupnej pieczeni podgrzanej w piekarniku na kolację jak wracałam późno. W trakcie związku wyszło, że on nie podchodził do garnków, bo jego ex coby nie zrobił to strasznie narzekała, więc się zraził. Powoli jednak zaczął próbować na nowo i... gotuje 🙂 Wszystko. Czasem przesoli, czasem nie wyjdzie idealnie - ale mi też nie zawsze przecież wychodzi. Z reguły jednak idzie mu to na prawde świetnie, lepiej niż mi w wielu potrawach. Podejmuje nawet tematy, gdzie ja patrzę i robię "meh, za dużo roboty i bajzlu" 😂
Zaczął po 30-stce, poczytał w necie, poogladał youtube i działa 🙂 to nie rocket science, tylko trzeba chcieć - ale też trzeba zabić w sobie "daj, ja to zrobię lepiej", dać przestrzeń na naukę i wspierać.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się