Forum towarzyskie »

Kto/co mnie wkurza na co dzień?

To ja bardzo czesto korzystam z lotów popularnych wsrod emigrantów (więc dzieci są zawsze) i mam wrażenie że jest trochę lepiej. Kiedyś jak nie wzielam sluchawek to byla tragedia, zdarzylo mi sie nawet raz wejsc w rozmowe z młodym pasażerem który kopal w moj fotel i nie mial zamiaru sluchać babci/mamy (w ogole ta cala akcja to jedno wielkie lol xD). Teraz latam wiecej jeszcze niz wtedy i szczerze mowiac nie wiem czy to przez to ze dzieci jest mniej, ale nie zdarzaja mi sie akcje tego typu. A wrazliwa sluchowo jestem - jak siedze w jednym pokoju gdzie ktos bawi sie z moim bratankiem to musze robic przerwy i wyjsc do innego pkoju - roznorodnosc i skala dzwiekowa mnie przerasta, leb mnie zaczyna napierdzielać i robie sie strasznie poirytowana.

Wracajac do starszego pokolenia oraz zetki jednak te dzieci mające. No halo, pytam milenialsowych dziewczyn - nie straszyli Was za mlodu ze ciaza to koniec świata/życia/tragedia? 😜 a 10-15 lat potem te same osoby pytaja Was gdzie wnuki? Albo że wam sie jeszcze odmieni? 🤣🤣🤣 Milenialsi jeszcze wierzyli ze ciezka pracą czegoś się dorobią, zetka ma w to wylane bo juz widzi po milenialsach ze to juz tak nie dziala i maja inne wartości
Mnie w sumie ani nikt nie straszył, ani nigdy nie namawiał. Jakoś tak ogólnie temat dzieci był taki zawsze zwyczajny. Ale ojciec mojego dziecka chyba wychował się w bardzo innym środowisku, fakt :P
Mnie tez nikt nie straszył ani nie namawiał. Za to jestem millenialsem, ktory wierzył i wierzy nadal, ze ciężką pracą się dorobię XD
No to u mnie jak zdarzyły się w rodzinie ciąże bez ślubu to było jasne że wszyscy są zawiedzeni daną kuzynką i każdy o pokolenie wyżej poczuwał się do pouczania. To już nawet babcia miała bardziej wywalone. Szczególnie pamiętam przy jednej, która jeszcze chyba była wtedy 17stką (a ja może miałam z 12 lat) to moi rodzice wprost powiedzieli - z poważną miną - żebym im nigdy takiego wstydu nie przyniosła.

Wiem od koleżanek że tak samo u nich się piętnowało. Zresztą, nawet jakby cywilny wziąć i mieć 30+ lat to nadal dla niektórych "nie ślub" i nadal będą kręcić nosem że jak tak bez ślubu dziecko 😜 może wspólny mianownik moich i znajomych doświadczeń to małe zapyziałe miasteczko łamane przez wieś gdzie można byłoby mieć osobny portal na dramy typu pomponik 🤣🤣🤣
U mnie rodzina raczej taka do przodu, z pewnością bez kościołowych naleciałości. Pewnie, że dziecko z wpadki w wieku lat nastu nie było pożądane i nikt by z radości nie skakał, ale to byłby po prostu temat do ogarnięcia. Niełatwy i pewnie nastroje byłyby mało zabawne, ale raczej na zasadzie "trudno, to nie koniec świata".
Pamiętam taką rozmowę z mamą, miałam wtedy jakieś 21 lat i spóźniał mi się okres dość mocno. Rozmawiałam z nią o tym, padło pytanie wprost czy jest opcja, że mogę być w ciąży co też potwierdziłam mimo tego, ze w żadnym oficjalnym związku wtedy nie byłam, spotykaliśmy się, ale w sumie nikt o tym nie wiedział. Reakcja mamy? Właśnie taka, ze to nie koniec świata, dzieckiem już nie jestem, damy sobie radę (w sensie - pomogą mi). Finalnie żadnej ciąży nie było, sesja na studiach mnie chyba wystraszyła 😂 Po ślubie też nikt nie pytał o plany w kontekście dzieci. Moja rodzina i najbliższe otoczenie generalnie wychodzi z założenia, że to nie są tematy do publicznej dyskusji.
Dworcika, brzmi jak zdrowe relacje w rodzinie, zazdroszczę.
U mnie były tematy ciąży i kazali mi nie słuchać (taaa siedzę obok i mam się wyłączyć? lol), bo jeszcze nie będę chciała zajść. Czy oni myśleli że się nie dowiem jak bolesny jest poród?? I to będzie jedyny powód dla jakiego nie będę chcieć mieć dzieci? 🤦

Wracając do tematu psiecków itp to jakoś wiecznie o tym słyszę a nie spotkałam się by ktoś serio traktował zwierzaki jak własne dzieci. Także wkurza mnie taka narracja, zdecydowanie jest to przesadzone nawet jeśli są jednostki traktujące zwierzaki jak dzieci. Owszem, zdarzyło mi się mówić o moich kotach syny, ale zdecydowanie nie traktuję ich jak dzieci tylko jak zwierzaki które kocham.
magda, - też się nie spotkałam z traktowaniem zwierząt jako dzieci, jedynie w żartach ktoś czasem coś rzucił o puszystych dzieciach.

Niektórzy to mam wrażenie po prostu nie rozumieją, że można inaczej. Że tych dzieci po prostu się nie chce, nie ma potrzeby jakiejś opiekuńczości i matczynego instynktu (który u ludzi swoją drogą nie istnieje - udowodniono to badaniami).
Tak jak po necie lata, że na krzyk "mamo" każda kobieta reaguje, w sensie chęci pomocy. To ten, ja może reaguje, ale myśląc "zamknij mordę" i przyśpieszając tuptanie byle jak najdalej 😂

donkeyboy, - oh dobrze to znam 😀 najpierw, że ciąża to koniec świata, a potem "gdzie chłop, gdzie dziecko" i dramy o wszystko. Dlatego się odcięłam, bo mam po dziurki w nosie słuchania, że wszystko w życiu robię źle i tych małomiasteczkowych dram, plotek i bycia cudzym prześcieradłem.
Z hitów to jakiś rok temu usłyszałam, że jakbym wpadła jako nastolatka to przynajmniej nie byłabym bezpłodna i miałabym już dziecko. Taka prostytutka z logiki, że aż mnie zatkało XD Nie no super, tylko a) ja fabrycznie jestem zepsuta, a nie zegar biologiczny mi uciekł, a b) ciul, że moje życie skopane, grunt, że dzieciak jest i wszyscy w około szczęśliwi. Mój stan psychiczny i fizyczny, zerowa chęć posiadania potomstwa? Nieistotne 🤦

Dworcika, - zazdroszczę, nawet bardzo.
Ja to jestem zdania że chyba niektórych żart ominął albo na siłę nadintepretują zachowanie. Od dawna mowię o sobie vel "stara" lub "baba" czy to do kota czy konia. Ale absolutnie ich nie bambinizuję i są to bardzo grzeczne zwierzaki bo maja jasno ustalone zasady. Takie poczucie humoru - może dla kogoś słabe, ok xD

A argument jest fajny do dopisania sobie teorii przez pewne środowiska, zamiast moze sie zastanowić czemu kobiety wolą być same. Nie mam żadnych statystyk ale przeczuwam że coś jest na rzeczy na linii tego że współczesne kobiety nie chcą robić na dwa etaty z czego jeden jest niepłatny, a co niektorzy mezczyzni chcieliby tradwife. Co samo w sobie nie jest złe, ale jeśli chcą ciastko i zjeść ciastko - zeby ta tradwife jeszcze na siebie zarabiala bo nie będzie przecież jej dawać kasy. Tak jakby jak chcesz trad wife to musisz być trad husband, to sie nie miesza - chociaz w poprzednim pokoleniu sie mieszalo i pewnie stad te oczekiwania.

Swoja droga to musi byc strasznie meczace robic na etacie, wrocic do domu zajac sie dziecmi a druga, zakladajac w pelni zdrowa i sprawna dorosla osoba w domu tez musi byc zaopiekowana tak jak te dzieci. Ta slynna lodowka na trzecie pietro sie codziennie chyba nie wnosi 😀
Z tymi dziećmi to jest tez tak, ze panstwo widzi tylko pracownika etatowego w roli rodzica. Przedsiebiorca moze sie poużerac z zus, ktory mu oznajmi ze za duzo zarabial i tyle nie dostanie. Poza tym, kto normalny majac swoja dzialanosc zamknie biznes na rok a potem będzie oczekiwal, ze klienci wrócą walac drzwiami i oknami. Ten dlugi urlop jest tu totalnie nietrafiony, dopłata do opieki nad dzieckiem (i to nie od 5 mcy czyli wieku minimum do żłobka) bylaby duzo lepsza. Inna sprawa, ze - jak wyzej - nie umiemy żyć w społeczeństwie i ilośc glownie kobiet (!) oburzonych na dziecko towarzyszace mamie w pracy w sklepie czy salonie fryzjerskim jest dla mnie skandaliczna.

PS. Mnie wkurza PKP. Polska Kolejowa Patologia zrujnowala mi dlugo wyczekiwany i ostatni w najblizszym mozliwym do przewidzenia czasie wyjazd. Zamiast oglądać koniki sprzątam w domu i pracuje.
Ciekawa dyskusja odnośnie macierzyństwa, ale myślę, że na takie decyzje ma wpływ wiele czynników. Najważniejsze to nie włazić w czyjeś życie i decyzje, bo każdy ma inne potrzeby i priorytety.
Ja byłam na przykład od zawsze bardzo rodzinna, to rodzina była i jest na pierwszym miejscu, mam to szczęście mieć cudowną rodzinę, najlepszych rodziców, dziadków, teściów, rodzeństwo bliższe i dalsze. Nigdy się nie zawiodłam, o pomoc nie musiałam się prosić, wystarczyło słowo i na każdego można było liczyć. To samo chce dawać od siebie i na mnie też każdy może liczyć w potrzebie.
Tego chciałabym dla siebie, mojego męża i dzieci. Chce wychować dzieci tak, żebym ja za kilkanaście/dziesiąt lat miała na kogo liczyć i chcę być takim rodzicem żeby moje dzieci też zawsze mogły na mnie polegać w każdej potrzebie.
Wiadomo, są różne sytuacje i samo posiadanie dzieci nie będzie niczego gwarancją, ale jeśli bym dzieci nie miała, to bym sobie na starcie odebrała szansę na życie jakiego pragnę 😉😉😉
NowaJa, to jwst raczej sytuacja wyjatkowa nie standard. Mam wsrod znajomych moze z 2-3 osoby, ktore moga liczyc na rodzine, reszta przy dzieciach polega na płatnej pomocy niani, żłobkach i przedszkolach. Stąd nic dziwnego, ze maja jedno dziecko, rzadko dwoje - stawka dla niani to teraz minimum 35-45 zl/h na rękę, wiec to jest potężny wydatek. Alternatywa jest roczny pobyt w czterech ścianach sama z noworodkiem, ktory sporo dziewczyn mocno odchorowuje psychicznie.

Ale, oczywiście wg polityków to przecież kobiety maja problem, bo sa karierowiczkami albo daja w szyje albo zamiast rodzic co roku to biorą antykoncepcję. A w ogole ostatnio brauniarze stwierdzili, ze ból porodowy wymyśliły media w celu depopulacji. Takze politycy wszystkich opcji zbierają to co sieją jesli chodzi o demografie.
Wkurza mnie, gdy wydawnictwo bierze prawa do jakiejś serii, wydaje dwie części z czterech i zamiera, bo im się znudziło, nie odpowiada na pytania i generalnie ma czytelników gdzieś. Dzięki temu nikt inny do wygaśnięcia praw nie może podjąć tematu, a ja zostaje wkurzona z połową przeczytanej serii, fabułą urwaną w połowie i "może kiedyś wyjdzie, a może nie" 🙄
Czasem idę w opcje czytania po angielsku, ale nie lubię, bo psuje mi immersje.

Za to tasiemcowy 💩 od Mroza czy milion takich samych książek wątpliwej jakości leci radośnie do druku, czasem jak przewijam ostatnio dodane do Legimii to mnie aż skręca jak patrzę na te kopiuj-wklej okładki i treści.
Wydawnictwa? Do ostatniego sezonu Gry o tron nie obejrzałem ani minuty, bo wierzyłem że najpierw doczytam "Pieśń..." do końca 😡

😉
keirashara, wydawanie książek w Polsce to niezłe rodeo. Wydaje się też ich za dużo i bardzo często sensowne wydawnictwa upadają. Ktoś te książki musi kupować, żeby był sens je wydać, bo koszt jest spory, więc Remek Mróz zawsze będzie miał wydawce, a pomniejsi autorzy, no cóż.
madmaddie, - wiem, wiem, bardziej chodzi mi o sytuacje, w ktorej wydawnictwo w połowie serii rezygnuje z niej, mimo licznych zapytań od ludzi. Jest to o tyle irytujące, że jak mają prawa do serii to inne wydawnictwo nawet jak by chciało - nie wyda, muszą poczekać na wygaśnięcie.
Lub jak ktoś wyda i zmasakruje tłumaczenie. Jeszcze zmasakrowanie oprawy pal licho, wezmę ebooka, ale jak tłumaczenie ktoś krzywdzi to 😖

ogurek, - a to swoją drogą, zdążyłam już zapomnieć większość fabuły trylogii Imię Wiatru od Rothfussa, a trzeciej części ni widu, ni słychu 🙃
ogurek, Ooooo nienawidzę dziada z całego serca za to 😝
keirashara, ja do przed chwila myslalam ze muzyka ginącego swiata byla tym 3 tomem 🤣 kupilam w ciemno bez czytania opisu i jak przyszla ta cienka broszurka za 50 zl to sie tak oburzylam ze nawet nie przeczytalam 😅
Wkurza mnie nieumiejętność używania świateł przeciwmgielnych przez kierowców. Jedzie taki przed Tobą i oślepia Cię tym czerwonym przeciwmgielnym, że aż oczy bolą. A wystarczyło by je wyłączyć, jak za nami jedzie drugi pojazd. Ja nie wiem, czy ludzie wychodzą z założenia, że jest mgła, to z automatu trzeba włączyć przeciwmgielne i na nim jechać już do końca? O jeżdżeniu z włączonym takim światłem, kiedy nie ma mgły, a jedynie pada i jest ponuro, to ja już nie wspomnę. I przerażające jest to, że to nie są jakieś rzadkie przypadki, to jest nagminne i dosyć często spotykane.
Mnie to nie razi. Dosłownie i w przenośni 😉.
Za to mam duży problem ze zjawiskiem odwrotnym. Ludzie nie wiedzą jak w ich samochodach działają światła dzienne 😡. Mgła, deszcz albo śnieg a tu przed nosem wyskakuje ci nieoświetlana dupa, bo przecież samochód ma światła automatyczne.
pamirowa, ja włączam w rzęsistym deszczu czy śnieżycy. Mam czarne auto, potrafi się zgubić w gęstym opadzie. Widzę po tym jak dojeżdżam do kogoś przede mną, że przydałoby mu się to przeciwmgłowe, bo go bardzo słabo widać. I z dwojga złego wolę jak mają niepotrzebnie włączone, niż wyłączone gdy jest potrzebne. A jak cię razi to prawdopodobnie podjeżdżasz za blisko…
Facella, są określone sytuacje w których powinno się używać przeciwmgielnych i kolor samochodu nie jest tam uwzględniony.
Facella, ale zasada jest taka, że przeciwmgielne włącza się jak nikt za nami nie jedzie, właśnie po to, aby ten dojeżdżający nas widział. Natomiast, jak już jest bezpośrednio za nami, to się je wyłącza, bo to bardzo nieprzyjemnie oślepia. Chyba, że mgła jest taka, że nie widać nic na odległość 1-2 metrów, to wtedy jak najbardziej zrozumiałe. Natomiast na taką trafiłam może raz i to jeszcze kierowcą nie byłam. Tak jak jeżdżę, zdarzały się mgły, gdzie światła samochodu bez przeciwmgielnych, widać było już z odległości kilkudziesięciu metrów. Wtedy to przeciwmgielne naprawdę nie jest potrzebne, jak jadę już niemal bezpośrednio za kimś, a nie gdzieś tam w oddali.

ogorek ja na szczęście mam ten komfort, że u mnie po odpaleniu samochodu automatycznie włączają się światła mijania. Dziennych to ja chyba nawet nie mam 😉 Ale i tak zawsze przekręcam sama na światła mijania, bo bez tego nie podświetlą mi się zegary, a to jak jest ciemne jest jednak przydatne 😉
Fokusowa, 🤦 🤦🤦 nigdzie nie napisałam, że to kolor jest głównym wyznacznikiem kiedy włączam światło przeciwmgłowe. A deszcz ograniczający widoczność już akurat JEST, w przepisach RÓWNIEŻ.
Ja mam tak duży astygmatyzm w lewym oku, że tak cierpię od świateł jak się ściemnia, że już zobojętniałam na źle powyłączane światła 😂 jeszcze jak jeździłam sportowym, niskim samochodem to w ogole myślałam nad tym żeby sobie okulary przeciwsłoneczne zakładać XD i osobiście to już wolę, żeby ktoś nadmiernie się wyróżniał przy złej pogodzie, niż żeby nie było go widać.
Światła przeciwmgielne wg przepisów powinny być włączone gdy przejrzystość jest mniejsza niż 50 metrów. Z tym, że ja piszę o światłach przeciwmgielnych tylnych, bo teraz widzę, że nie doprecyzowałam tego w pierwszym poście 😉 bo te tylne oślepiają mnie boleśnie czerwonym, jarzącym światłem i to jest nagminne, jak jest ponuro, pada i jest średnia mgła, a za takim samochodem jedzie sznurek aut, które go widzą już, wiec można by światło wyłączyć.
Te przeciwmgielne przednie mnie nie oślepiają jakoś mocno, zresztą, to jest chwila kiedy samochód mnie minie. No i na takich przeciwmgielnych przednich sama jeżdżę, jak jadę rano lasem czy wioską, gdzie ruch jest bardzo mały. Jazdę na takich na trasie jak pada deszcz i jest ponuro też rozumiem, jak najbardziej.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się