karolina_, - z jednej strony tak, z drugiej taki trening potrafi być bardzo użyteczny w rehabilitacji po kontuzjach albo przy prostowaniu krzywizn 😉 nie każdy ćwiczy do konkursów.
keirashara, z koralikami bez obciążenia tak. Trening z obciazeniem (niewazne czy ciezarki, ciezkie ochraniacze, gumy oporowe, czy bieznia wodna albo trening w basenie) to juz trzeba z glowa i po kontuzji bym sie bala bez rozpiski od ogarnietego weta cos w tym temacie robic na wlasna rękę
espérer, działa, tylko ochraniacze kon ma codziennie i sie przyzwyczaja. Tak samo działa jak zmienisz lekkie skorupy na wysokie owijki - to stały myk w handlowych stajniach, mlode 2.5-3 latki raz poganiają w owijkach i drugi raz za parę dni w owijkach pokazuja kupcom. Za pierwszym niektóre kopią albo biegają jakby byly neurologiczne, ale za 2-3 razem masz ten efekt poprawy ruchu.
epk mozliwe ze akurat ja nie widzialam akurat gumowych ciezkich, tylko neoprenowe/z tworzywa.
zaczynam wystawiać sprzęt jeździecki po moim koniu i zastanawiam się jak go wycenić. Wiadomo, używany, czysty, ale kudłów nie da się całkowicie pozbyć. W stanie dobrym+. Gdyby nie to, że już nie kupuję następnego konia na pewno bym nic nie sprzedawała. I teraz zastanawiam się jaka cena jest rozsądna? 60% wartości nowego?
I ludziom się nie chce czyścić, naprawiać jeśli coś tam masz z defektem
Najlepiej chyba poszukać sobie podobnych ogłoszeń np na vinted i się tym sugerować
Tylko na vinted najlepiej sobie dodaj ze 20 zl do ceny, ktora cie satysfakcjonuje, bo targuja sie niemozliwie. Sprzedawalam nowy z metkami czaprak za 150 zl (nowy 300+), a ludzie potrafili mi 80 zl proponowac XD Vinted to tylko dla osob o mocnych nerwach 😂
mindgame Cena zależy od tego, czy chcesz "sprzedać" czy "sprzedawać".
Dużo kupuję rzeczy używanych, kiedyś na olx i allegro, teraz głównie na vinted. Dla mnie sprzęt urzywany w bdb stanie (ale widać, że to nie nówka) to na starcie 50% ceny, nowe z metką 75%. Jeśli są jakiekolwiek rzeczy do doczyszczenia lub naprawienia albo inne wady- jeszcze mniej. Za granicą tak to działa, w pl ludzie próbują sprzedać sprzęt koński niewiele taniej niż w sklepie. Zawsze mnie bawi, jak używany czaprak kentucky albo eskadrona jest wystawiony 50 zł taniej niż cena katalogowa- przecież lepiej wtedy kupić w sklepie, z opcją zwrotu, gwarancją, nowy i czysty, bez cudzych kłaków itd. Tym bardziej, że dużo sklepów ma wyprzedaże, promocje i programy lojalnościowe.
budyń Niektórzy ludzie na vinted zesrają się, jak nie stargują chociaż 5zł😉
mindgame, to jednak zależy o jakich rzeczach mówisz, bo jednak jak rzecz kosztuje dużo nowa to jej nikt nie kupi pewnie za więcej niż pół ceny .
Wystawiłam raz popręg z fartuchem raz użyty, nowy kosztował 2 tyś, wystawiłam za 500pln, w cenie dokładane futro natuaralne na popręg szyte na wymiar przez caball.
Nikt nie spytał nawet o tą rzecz, więc po zmianie konia sobie skróciłam gumy i zostawiam, bo chyba powinnam wystawić za 200 😝 by ktoś się zainteresował.
Jak mam dużo rzeczy na sprzedaż to sprzedaje znajomym zawodnikom co mają swoje stajnie i konie w treningu, bo im się zawsze przy i robię pakiet.
mindgame, napisz mi na priv co masz i w jakich rozmiarach. Rzadko kupuje uzywany sprzęt, ale z racji tego, że mam co roku coś nowego do zajazdki i sprzedaży to troche tych sprzętów w różnych rozmiarach potrzebuje - moze akurat sie dogadamy na wiecej rzeczy.
postaram się nie rozpisywać, ale chciałabym opowiedzieć Wam naszą historię i poprosić o radę — może ktoś był w podobnej sytuacji.
Od zawsze marzyłam o własnym koniu. Nie pochodzę z bogatej rodziny, więc sport, własny koń w młodym wieku i treningi „na poziomie” nie były mi dane. Jako studentka kupiłam półtorarocznego źrebaka — bez wybitnego papieru, ale dla mnie był spełnieniem marzeń. Wiedziałam, że nie mam dużego doświadczenia, więc oddałam go do treningu bardziej doświadczonym osobom.
Z perspektywy czasu widzę, że popełniłam sporo błędów, ale wtedy zrobiłam najlepiej, jak umiałam i na ile było mnie stać.
Po kastracji zaczął wykazywać pewną niesprawność w ruchu. Zrobiłam scyntygrafię — wyszły zmiany w okolicy stawu biodrowo-krzyżowego, lekka artroza. Nie dostałam zaleceń, że koń nie może pracować, więc jeździliśmy dalej, zawsze pod okiem trenerów oraz fizjoterapeuty.
Chciałam nadrobić swoje braki i spełnić marzenia tej „małej dziewczynki zapatrzonej w konie z Eurosportu” — nie Grand Prix, ale chociaż klasy L czy P. Problem w tym, że mój koń… totalnie nie lubi skakać. Nie wykazywał do tego serca, mimo że papier raczej „skokowy”.
Oddawałam go jeszcze w trening do lepszych jeźdźców, myśląc, że to moja wina. Dziś wiem, że to po prostu nie jest ten typ konia — fizycznie i psychicznie.
Obecnie koń ma 10 lat, stoi na łąkach, ma świetne warunki, stado, ogromne pastwiska — naprawdę dobrostan na najwyższym poziomie. Ja natomiast nie czerpię już radości z jazdy na nim. Kocham go, mam do niego ogromny sentyment, ale czuję, że stoję w miejscu.
Zaczęłam trenować na innych koniach — zrobiłam odznaki, treningi skokowe dawały mi ogromną satysfakcję. Pojawiła się myśl o dzierżawie innego konia profesora, a potem… o sprzedaży mojego konia.
I tu jest mój największy konflikt.
Z jednej strony uważam, że ktoś jeszcze mógłby mieć z niego pożytek — do terenów, rekreacji. Z drugiej — paraliżuje mnie strach, że trafi do szkółki, handlarza albo po prostu w gorsze warunki niż ma teraz.
Zastanawiam się, czy trzymanie go tylko dla własnej potrzeby posiadania jest fair wobec niego… i wobec mnie.
Boje się też, że jeśli go sprzedam — będę żałować.
Czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji?
Sprzedaż vs sentyment?
Jak podjęliście decyzję i czy dziś uważacie ją za dobrą?
Zosiajezdzieckiekonto, - a dzierżawa innej osobie? Zachowujesz własność i decyzyjność, ale masz z tego jakieś środki. Możesz też po prostu zrobić selekcję co do osoby, której sprzedasz.
Mój koń z racji wieku i przebytej kontuzji też jest teraz w dzierżawie 4 dni w tygodniu. Uczy dzieci (nie masówka, dwójka fajnych nastolatków prowadzonych przez osoby, które dobrze jeżdżą), jest świetnym profesorem, jest utrzymany w kondycji. Wsiadam sobie 2x w tygodniu z przyjemnością, nie jeżdżę z przymusu, dla niego. Treningowy szczyt u nas już było, a ja nie umiem tak bez celu 🤷 muszę widzieć jakiś progres, jakieś wyzwania, jazda dla jazdy mnie nie jara po tylu latach.
Z początku był w dzierżawie na dwa dni, z tą drugą na kolejne dwa miałam wątpliwości. Jednak nie żałuje, jest super. Jest zadbany, ukochany, nakarmiony, wymiziany i ma duży fun z lżejszych jazd.
keirashara, Dziękuję za Twoją odpowiedź i radę! Niestety dzierżawa nie wchodzi w grę.. stoimy tak daleko od miasta, nie mamy hali.. a dzierżawa z przeniesieniem — to już chyba wolę sprzedaż
Zosiajezdzieckiekonto, Może warto chociaż spróbować takiej dzierżawy? To się tak wydaje, ale nigdy nie wiesz kto się zainteresowany znajdzie, nawet daleko od miasta. Mobilni ludzie, którzy chcą tylko jeździć w tereny albo po prostu spędzać czas z koniem, też istnieją. Jeszcze najczęściej nie chcą jeździć w szkółce po prostu.
No a ogólnie to takie decyzje są zawsze bardzo trudne - ale wiesz, są ludzie, którzy zapewniają dobre warunki swoim koniom. Są też dobre szkółki. Nie wszędzie jest patologia.
Zosiajezdzieckiekonto, może zabrzmię brutalnie, ale myślę, że fair wobec siebie oraz wobec konia jest, żebyś sobie porządnie określiła swoje priorytety. Ja byłam w takiej sytuacji, ze kiedyś kupiłam konia na ktorego nie było mnie stać, oczywiście to był mój pierwszy koń więc dorobiłam sobie do tego bardzo emocjonalną i romantyczną historię. Ale życie to drugie i konia musiałam sprzedać, bo dosłownie ja nie mialam gdzie mieszkać. Wiele lat mnie to męczyło (choć koń źle nie trafił), miałam poczucie winy i ogólnej porażki. I w pewnym momencie dojrzałam do tego, że do jeździectwa wracam już na mniej emocjonalnych warunkach- najpierw zabezpieczyłam sobie życie i doprowadziłam do tego, ze mnie na to stać. A po drugie zdecydowałam się, że chce sie w końcu rozwijać i sentymenty mają drugorzędne znaczenie. Teraz mam już drugiego konia, koń się zajeżdża, potem idzie w trening do mojego trenera. Jak sie okaże, ze z jakiegoś powodu plan nie zadziała i z koniem się nie zgram to go sprzedam i kupię innego.
Piszesz, ze rozwijasz się na innych koniach- moze swojego zwierzaka jeśli nie chcesz go sprzedać przenies do stajni, gdzie sama jeździsz i tam go oddaj do dzierżawy? Nie nastawiaj się też na to, że koń od razu pójdzie w złe ręce podczas sprzedaży. I nie ma co demonizować szkółek i rekreacji. Jest bardzo wiele stajni, gdzie konie są traktowane dobrze i szacunkiem. Jaką decyzję nie podejmiesz życzę powodzenia! I od siebie dodam, żeby sie decyzji trzymać i nie roztrząsać włosa na czworo bo to nic nie zmieni oprócz twoje samopoczucia.
Zosiajezdzieckiekonto, no to ja ci przedstawie zupełnie inne spojrzenie. Koń to nie pies czy kot (a i w przypadku tych zwierząt czasem zmiana właściciela jest potrzebna), to zwierze które kosztuje mnóstwo czasu i kasy i jeśli czujesz potrzebę zmiany, masz inne oczekiwania niż może zapewnic ci twój koń to jak najbardziej sprzedaj. Po sprzedaży najzdrowiej jest zapomniec, bo już nie od nas zależy co dalej. Tak może nie trafić żle, albo może, albo może być zaraz sprzedany dalej. Nie ma co się zadręczać po podjęciu decyzji.
Ja szukałam mojego "wymarzonego" konia dość długo, znalazłam, wydawało się ze będzie cudownie a wyszło ze jednak nie. Koń totalnie mi nie pasował, nie spełniał oczekiwań, zaczęła mnie praca z nim irytować. Sprzedałam. Odetchnęłam z ulgą.
Zosiajezdzieckiekonto, - ja też mam stajnię dość daleko od miasta 😉 dużo ludzi szuka miłych koni do rekreacji, bo właśnie nie mają ambicji. Chcą bezpiecznego, miłego, względnie zdrowego konia. Taki konik ma szansę trafić dobrze, a czasem wręcz bardzo dobrze.
Przecież to nie jest tak, że znakomita większość jeźdźców o swoje konie nie dba. Można też prowadzić rekreację na fajnych warunkach (u mnie w stajni jest taka - konie nie są przepracowane, są zadbane, jak trzeba to fizjo, wet i co tylko, jazdy są prowadzone indywidualnie lub w małych grupach - może konie nie chodzą w nowych czaprakach znanej marki, ale bytowo nic im nie brakuje).
Mam już któregoś dzierżawce - i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ja się tam czasem mniej przejmowałam i dmuchałam nad swoim koniem niż oni 😅 Jest brany na trawkę, spacerki, ma myte kopytka, jest rozpuszczany jabłuszkami i smaczkami.
Mam 22 letniego ślązaka, jakieś 30km od miasta. To też nie jest koń, który jest jakimś super sportowym targetem. Mimo wszystko od kilku ładnych lat jest w takiej lub innej dzierżawie.
Nie chcę go sprzedawać, bo mnie ciągle stać na utrzymanie, a poza tym chwilowo odkrywam życie bez konia - mam go od czasów mocno nastoletnich i ja w zasadzie nie do końca umiałam żyć normalnie 😉 poza tym uwielbiam jego charakter i nawet to wsiadanie 2x w tygodniu daje mi ogromny fun.
Jednak gdybym się chciała rozwijać - to muszę liczyć się z innym koniem. Nie wiem czy na "cały etat" czy po prostu tym razem ja wydzierżawię, bo zwyczajnie nie mam już potrzeby być w stajni codziennie.
Ja mam, tylko niebieskie, i jestem zadowolona. Nie chodzą tak gładko jak np. dwustopniowe curvera. Wiecej trzeba włożyć uwagi w ich rozłożenie, ale jak się je dobrze rozłoży to są stabilne
Constantia, podczepie sie, pytałam o pivo w innym watku. Zależy mi na możliwości komunikacji na zywo - nie mam poza treningami nikogo na miejscu kto widzi zmiany, musze polegać na oglądaniu powtórek na nagraniach.