kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: Zosiajezdzieckiekonto dnia 05 lutego 2026 o 10:03
Hej!
postaram się nie rozpisywać, ale chciałabym opowiedzieć Wam naszą historię i poprosić o radę — może ktoś był w podobnej sytuacji.
Od zawsze marzyłam o własnym koniu. Nie pochodzę z bogatej rodziny, więc sport, własny koń w młodym wieku i treningi „na poziomie” nie były mi dane. Jako studentka kupiłam półtorarocznego źrebaka — bez wybitnego papieru, ale dla mnie był spełnieniem marzeń. Wiedziałam, że nie mam dużego doświadczenia, więc oddałam go do treningu bardziej doświadczonym osobom.
Z perspektywy czasu widzę, że popełniłam sporo błędów, ale wtedy zrobiłam najlepiej, jak umiałam i na ile było mnie stać.
Po kastracji zaczął wykazywać pewną niesprawność w ruchu. Zrobiłam scyntygrafię — wyszły zmiany w okolicy stawu biodrowo-krzyżowego, lekka artroza. Nie dostałam zaleceń, że koń nie może pracować, więc jeździliśmy dalej, zawsze pod okiem trenerów oraz fizjoterapeuty.
Chciałam nadrobić swoje braki i spełnić marzenia tej „małej dziewczynki zapatrzonej w konie z Eurosportu” — nie Grand Prix, ale chociaż klasy L czy P. Problem w tym, że mój koń… totalnie nie lubi skakać. Nie wykazywał do tego serca, mimo że papier raczej „skokowy”.
Oddawałam go jeszcze w trening do lepszych jeźdźców, myśląc, że to moja wina. Dziś wiem, że to po prostu nie jest ten typ konia — fizycznie i psychicznie.
Obecnie koń ma 10 lat, stoi na łąkach, ma świetne warunki, stado, ogromne pastwiska — naprawdę dobrostan na najwyższym poziomie. Ja natomiast nie czerpię już radości z jazdy na nim. Kocham go, mam do niego ogromny sentyment, ale czuję, że stoję w miejscu.
Zaczęłam trenować na innych koniach — zrobiłam odznaki, treningi skokowe dawały mi ogromną satysfakcję. Pojawiła się myśl o dzierżawie innego konia profesora, a potem… o sprzedaży mojego konia.
I tu jest mój największy konflikt.
Z jednej strony uważam, że ktoś jeszcze mógłby mieć z niego pożytek — do terenów, rekreacji. Z drugiej — paraliżuje mnie strach, że trafi do szkółki, handlarza albo po prostu w gorsze warunki niż ma teraz.
Zastanawiam się, czy trzymanie go tylko dla własnej potrzeby posiadania jest fair wobec niego… i wobec mnie.
Boje się też, że jeśli go sprzedam — będę żałować.
Czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji?
Sprzedaż vs sentyment?
Jak podjęliście decyzję i czy dziś uważacie ją za dobrą?
Będę wdzięczna za każdą opinię i doświadczenie.
Pozdrawiam Zosia