Ja kocham tereny, jak są konie niedobrasy to dla mnie muszą być trasy gdzie można swobodnie je rozgalopowac na długich prostych, tylko mało stajni jest w pobliżu fajnych, długich prostych. Teraz w stajni mam wjazd w teren ale są krótkie odcinki do poklusowania/pogalopowania. Więc jeżdżę albo sama albo z koniem co ma fajną, komunikatywną właścicielkę. Do szału mnie doprowadza jak jedziemy sobie we dwójkę i ktoś się do nas podczepia i nie przyjmuje naszych zasad. Mówimy że jedziemy na kluso-stępa, a w połowie jest męczenie o galop. Albo jedziesz z nami na naszych zasadach albo jedź se sam.
Co do ułanów, znam jedną męską sztukę, która pięknie dbała o konia i przyjemnie jeździła. Notabene pisze książki o historii ułaństwa. Wszystkich innych nazywam ułanoidami…
Ja nie lubię ani nie rozumiem zapier…nia na złamanie karku w terenie. Jak jeszcze jadę na koniu, o którym wiem że nie bryka i że skrócę z każdego tempa, i że mogę sobie przez nóżkę galopować za zapierdalaczami, to pół biedy. Ale jak jeździłam kilka różnych koni dziennie i mnie wyciągali w tereny, to na niektórych miałam śmierć w oczach i dla mnie to żaden fun z takiego gnania ile fabryka dała bez kontroli. Najbardziej lubię sama jeździć w teren, wtedy najczęściej większość czasu stępuję na luźnej wodzy i gadam z koniem. A już w ogóle najgorzej to jak mam być na czele. Wtedy mi mózg paruje „czy na pewno wystarczająco głośno wydałam komendę do przejścia w dół, czy ktoś komuś wjedzie w zad? Nie za szybko jadę? Nie za wolno? Czy nikt się nie zgubił? Może za długo już stępem idziemy? Czy ja idę w dobrym kierunku? Czy reszcie się podoba ta trasa, a może woleliby inaczej? Czy już pora wracać?” Zero przyjemności jak dla mnie 🤣
LSW, Chętnie tych ułanów poznam, serio. Jak sięgam pamięcią, to chyba jednego człowieka ułańskiego kojarzę, który reprezentuje sobą jakiekolwiek wartości i potrafi jeździć. Ogólnie bardzo mi się podoba rekonstrukcja historyczna, jeszcze taka z udziałem koni. No ale mam doświadczenia i obserwacje podobne do Rudziczka, może nie jakieś spektakularne, ale jednak klimat w stylu "flaszeczka, bałagan, o koniu zapomniano"... Niemniej jednak to nie tylko ułani tacy "spektakularni", bo tak samo można powiedzieć o niektórych "pseudo-kowbojach". Sankaritarina,
nie mogę kolegów wywoływać do tablicy.
Są stowarzyszenia kawaleryjskie. Na lubelszczyźnie jest 7 PU Lubelskich, 2 P Strzelców Konnych, 9 PU Małopolskich. I podziwiam ich za całokształt. Ja przy nich to jestem cienki.
Jedynych pozytywnych kawalerzystów jakich widziałam, to na Cavaliadzie w Warszawie jakieś trzy lata temu. Piękny dali pokaz i konie były zadbane a jeźdźcy naprawdę dobrze jeździli. Niestety znam tez i tych okropnych. Raz przyjechali do nas wierzchem na obchody bitwy nad Bzurą, to był obraz nędzy i rozpaczy. Ich przywódca był tak pijany, że nie był w stanie zsiąść z konia, więc wjechał na nim na biegalnię i tak siedział. A koniowi bardzo chciało się siku. Dwa z koni które doszły, wróciły do domu przyczepą, bo miały pozrywane ścięgna w obu przodach. W kondycji nie były najlepszej. Naprawdę żal mi było tych koni.
Niedawno poznałem takie psychologiczne określenie "złudzenie ponadprzeciętności" efekt Dunninga-Krugera"
I ci "kowboje i ułani" świetnie się w tą definicje wpisują.
Sam taki byłem , wtedy gdy kupiłem sobie konia. Teraz unikam publiki gdy wypiję pifko przy czyszczeniu konia. ( wtedy akurat musowo). A gdy jade w miasto to pijemy jabłkowe, bezalkoholowe,
I tak jak napisała Constantina, kawalerzyści są świetnie wyszkoleni. Chyba nie ma takiej drugiej grupy jeźdźców wśród ktorej woltyżerka byłaby popularna. Sam jestem w szoku do dzisiaj, jak Artur Brzozowski na Cavaliadzie, na prostej , zeskoczył z konia, wskoczył , siadł tyłem dp kierunku jazdy, koń (chyba to była klacz Historia) , Koń mu sie rozpędził, poszedł w cwał, na kilkudziesięciu metrach, (myślałem, że się zabije), a on powtórzył ten zeskok, wskok, siadł przodem do przodu, i konia wyhamował.
Pursat Tylko w jeździectwie w stylu west. Czasem widzę, że część ujeżdżeniowców ma przypięte wędzidełko i wodzę wędzidłową w ogłowiu munsztukowym chyba tylko "dla ozdoby" (bo dużą część treningu jedzie bardziej na wodzy munsztukowej niż wędzidłowej), ale żeby zupełnie nie zakładać wędzidła, to w jeździe klasycznej nigdy nie widziałam.
W jeździe west używa się munsztuka bez wędzidła, ale tam jest trochę inne pojmowanie "kontaktu". Dlatego zarówno kiełzna jak i sposób ich używania rządzi się innymi prawami niż w jeździe klasycznej i tam sam munsztuk jest jak najbardziej akceptowany i zgodny z przepisami.
Po przemyśleniu sprawy przypomniałam sobie, że Blanka Satora na pokazach jazdy konnej w stylu hiszpańskim też jeździła na samym munsztyku.
Dzięki! Niestety to nie west, a styl klasyczny i mocno zgrzyta mi ten obrazek. Sama nigdy nie wcześniej nie zaobserwowałam takiego sposobu jazdy. Spróbuję zapytać u źródła, może nie będzie gównoburzy. :P
Trochę mi głupio, ale od wczoraj siedzę i to rozkminiam. Jak jeździć, żeby koń aktywnie szedł do przodu, podstawiał zad i generalnie wchodził na kontakt od łydki, samej łydki. Jeżdżąc bez bata i ostróg. Nie chce, żeby mnie tu ktoś źle zrozumiał, bo nie jest tak że jeżdżę na bacie i wbitej ostrodze, ale wczoraj pierwszy raz wsiadłam na konia gdzie nie miałam nic i nie mogłam dojechać. Brakowało mi tego, aby na początku, kiedy koń mi nie odpowiedział poprawnie na łydkę wzmocnić swój sygnał i już potem całą jazdę mniej lub bardziej się męczyłam. I właśnie to mnie zastanawia. Jak jeździć, czy da sie w ogóle jeździć tak, żeby żadnych tych pomocy wzmacniających nie mieć i nie potrzebować?
Ollala, - no generalnie to często żeby jeździć finalnie bez bata to w trakcie procesu potrzebujesz bata i dobrego timingu 😉 ja swojego konia jeżdżę bez ostróg, zakładałam tylko na zawody i bardzo sporadycznie na trening, jak potrzebowałam przejechać konkretny problem.
Bata mam, ale w sumie wsiadałam nie raz bez, raczej nie jest mi potrzebny do samego ruchu na przód, a np. do pilnowania przesuwania zadu w chodach bocznych. Bat jest dla mnie trochę dodatkową kończyną, sięga tam gdzie ja nie sięgam.
Żeby do tego dojść, no to czasem trzeba było tą łydkę wzmocnić batem. Tylko tu kluczowy jest timing i stopniowanie pomocy, a także świadomość co jest nagrodą dla konia (odpuszczenie, przejście do stępa, zluzowanie wodzy/presji itd - bo nagrody też pokazują co chcesz od tego zwierzaka, jak raz odpuścisz jak nie zareaguje na łydkę, a raz dasz bata to robisz mu sieczkę z mózgu).
Ollala, da sie, jak najpierw definitywnie wypracujesz reakcje na lydke i będziesz jej konsekwentnie pilnować. Dlatego najlepiej bat/ostrogi miec zeby w razie potrzeby byla ta konsekwencja.
Druga sprawa to jezdnosc konia, jak jest za mało "go" to zawsze trzeba będzie tego pilnować. Dla mnie takie konie to męka.
Ollala, ja napiszę na podstawie swoich ostatnich doświadczeń. Jeżdżąc konno od 26 lat dopiero w tym roku zaczęłam jeździć w ostrogach i poczułam się jakbym wynalazła koło.
Nagle zrozumiałam o czym mowa, gdy pada słowo "precyzja". Mój koń ma bat głęboko w zadzie (chyba, że coś naprawdę przeskrobie i biorę wodze w jedną rękę 😉 ). Natomiast ostrogi, lekkość i łatwość ich użycia mnie w sobie rozkochały. Koń zaczął przychodzić do ręki, łatwo mogłam kontrolować zad, czy wygięcie, itp.
No i do meritum. Przyszło zimno, więc zaczęłam wsiadać w moich rozczłapanych "kapciochach" czyt. termobutach. Jakież było moje zdziwienie jak wszystkie guziki działały jak złoto mimo braku ostróg i na bardzo delikatnych sygnałach 🙂
karolina_, no jeżdżę właśnie na takim koniu, ktory sam z siebie raczej nic nie zrobi, jego trzeba prowadzić cały czas, to jest trudne. Plus mi nadal bardzo brakuje wyczucia i czasem moje sygnały są kompletnie nieadekwatne:/
Bardzo to ciekawe, mam nadzieję ze w końcu gdzieś mi kliknie w mózgu.
Ollala, - trening, trening i jeszcze raz trening. Plus zrozumienie, że to jest proces. Będzie trwało, będą zakręty, nie tylko prosto do celu. Dużo cierpliwości, chęci nauki, zrozumienia swojego konia i co w jego przypadku działa.
Mam ślązaka. On sam z siebie nie ma "go" ani trochę. Czy moze lepiej powiedzieć - nie miał. Kiedyś potrafiłam zamęczyć się nawet w stępie. Obecnie idzie do przodu lekko, chętnie, lekko na pomocach, jeżdżą go bez bata nawet dzieciaki 🙂
Pursat, a to nie jest obrazek z working equitation? Sugeruje sie tylko tym ze osoba ubrana jest jak na zawody, wodze w jednej rece - a cos kojarze ze w WE widzialam wlasnie takie rozwiazania wedzidlowe na obrazkach
Ollala, możesz też spóbowac tego konia obudizć troszke- czyli wodze za sprzaczkę iz a każdymr azme jak jest niemrawie to wbijasz do galopu, że tak powiem- "do zdechnięcia".
Sporo leniwych kon nagle się okazje, że potrafi być bardzo rektywna.
Taka jaze na maxa do przodu przplatasz jażsą stęp stój, stęp kłus ale po dosłownie kilka kroczków-że kon musi byc cały zcas na tobie skoncentrowany.
No i pół okrazenia 'wymagań" i długa wodza. takie konie się zamulają jak jest jazda przez całą godzinę.
W sumie do tego przyjrzałabym się żarciu i warunkom życia. Mój koń bardzo w robocie manifestuje czy coś mu nie leży, np. jak miałam głupi pomysł z wolnym wybiegiem to praca z nim była katorgą. Im bardziej jest zadowolony z żarcia, warunków, rutyny, towarzystwa na padoku - tym chętniejszy do pracy pod siodłem.
Dodatkowo zawsze był raczej fat niż fit, a jednak dużo lepiej działał na dobrze dobranej paszy. Nawet te jego ilości chomicze robiły różnicę - lepsze białko, kompleksy witamin i aminokwasów przyspieszające regenerację mięśni. To treściwe musi mieć - i to realnie treściwe, właśnie takie koncentraty, żeby za dużo nie dać, ale pokryć zapotrzebowanie pracującego organizmu.
kotbury, akurat na tym koniu trening zaczynam od galopu w polsiadzie, żeby go bujnąć a potem jeżdżę właśnie dużo przejść. I wtedy faktycznie jest już kompletnie inna jazda, nawet trochę za elektryczny jest bo sie bardzo gotuje. A przy moim braku wyczucia potrafię go zirytować w sekundę. A czasem jade, jade i dojechać nie mogę. Ostatnio wsiadlam na innego konia i nie moglam zagalopować 😅 Jeździectwo jest trudne 🙂
donkeyboy, przejrzałam galerę tej amazonki i rzeczywiście wygląda to na WE. Z tego co widzę, to ludzie jeżdżą tam na różnych kiełznach. Jeśli to są czanki to takie w hiszpańskim stylu, a nie rozmontowane ogłowie munsztukowe.
Ollala, nie przejmuj sie, to jest klasyka. Kazdy troche inaczej przyklada pomoce i jak wsiadasz na czyjegos konia to trzeba najpierw znalezc guzik do zagalopowania/lotnej zmiany.
Co do jechania i jechania bez efektu. Brutalne to jest, ale to koń jest od biegania nie Ty, chyba ze sie przesiodlacie I on wsiadzie :P. Nie daj sie wciagac w zabawe, ze coraz mocniej i coraz czesciej przykladasz lydki bo inaczej stoi. Nie ma reakcji na taka lydke, jak Ty chcesz to od razu bat/ostroga za lydka. I ponownie to samo przejście/cwiczenie - az reakcja bedzie szybciutka. Pamietaj, ze kon moze sie zabrac i np ruszyc galopem a nie klusem, to jest ok, dobra reakcja.
Jest jeden niuans tego co wyzej napisalam - z zewnątrz wyglada, jakbyś "tlukla" batem/ostrogami za nic, bo laik nie widzi braku reakcji na łydkę. Takze odpusc sobie takie korekty jak na hali sa jakies nawiedzone typy albo rekreacja bo bedzie afera.
karolina_, no dokładnie o tym samym pomyślałam, że jak z ktoś uprzejmy na Ciebie patrzy jak egzekwujesz reakcje na łydkę to dostaniesz łatkę napierdalacza. Co z tego że potem wsiadasz na konia takiego cwaniaka, przykładasz łydke a koń nic 🤣
Ja mam takiego czołga ciężkiego do pchnięcia, pssm te sprawy. Dodalabym jeszcze do tego zwrócenie uwagi na reakcję konia od początku jazdy. Czyli żwawy stęp i długi. Jak od początku sie tego pilnuje to jest trochę łatwiej. Moja i tak zawsze musi przetestować czy może tym razem moze miec mnie gdzieś, ale trzeba byc bardziej upartym od takiego delikwenta. Już troche jezdze, na roznych koniach, kiedys myslalam ze moze gdzies popelnilam blad, znieczulilam konia, szczegolnie jak ma sie takiego od zajazdki. Ale trzeba to zaakceptowac i troche inaczej pracowac niz z „normalnymi” konmi. Minęło mi obwinianie siebie jak kilka tych koni się zajeździło i tylko moja wsza jest tak uparta, a wszystkie inne chodziły od paluszka. Wiadomo, trzeba tez odroznic kiedy to jest ich widzimisię, a kiedy moze byc faktycznie kwestia zdrowotna i wtedy trzeba odpuscic.
Fajnie na rozbujanie stępa u nas się sprawdza praca z metronomem - mój jednak się wsłuchuje w ten takt a mi też pozwala to skupić się bardziej na zachowaniu rytmu
espérer, a na ile ustawiasz taki metronom? Kiedyś próbowałam z nim pracować, szczególnie na lonży i było to pomocne. Jednak to już było dawno i wypadło z głowy 😉