Forum konie »

Wilki prawda i mity

Ludzie, nie wmawiaj sobie strachów. Cudem uniknęłam ataku jelenia, stąd wiem że jest niebezpieczny. Daleko od tego do skrajnego przerażenia na widok zwierzęcia. A jeszcze dalej do wmawiania że dzika przyroda jest taka słodka, niewinna i bezpieczna. Nigdy nie ugryzł mnie pies, nie boję się psów, ale nie neguję faktu że w niektórych sytuacjach może być dla człowieka groźny i nie ma to nic wspólnego z jakimś ukrytym strachem. W miejscu jak to sarny zimą skubią żywopłot, zające tupią na człowieka, a dziki wieczorami przekopują pobocza, więc to nie jest miejsce dla strachliwych, ale dla ostrożnych - jak najbardziej.
Toczek przy koniu zakłada się z ostrożności, czy z panicznego lęku przed koniem?

Niesobia, o ile pamiętam, rozmawialiśmy wcześniej o możliwości pożarcia przez wilki krowy, nie człowieka - co też wybitnie cię rozbawiło. O możliwości ataku wilka na człowieka jedynie teoretyzowaliśmy, podczas gdy ataki jeleni i ich krewniaków, udokumentowane, to jak najbardziej fakty. Tym zabawniejsze im dalej od ciebie.

Brak lęku wysokości to nie powód.by skakać z okna, brak lęku przed zatruciem to nie powód do jedzenia sromotników. Gdy człowiek spotyka z zaskoczenia w lesie dzikie zwierzę, najczęściej nie wie, skąd przybiegło, na ile jest zdeterminowane, co je wypłoszyło ani dokąd biegnie. A prawda jest taka, że nawet zwykły chomik może upieprzyć w palca i jak się tego nie wie, idą w ruch plastry. A jeleń to nie chomik, to duże i silne zwierzę, wyposażone w rogi.
Opanowany lęk wysokości dla kogoś patrzącego z boku może się wydawać jego brakiem , a to tylko obycie  ,a nie raz rutyna . Jeżeli zderzysz się na drodze  z innym pojazdem to jest to celowy atak ,czy wypadek spowodowany zbiegiem okoliczności i  błędami popełnionymi przez uczestników zdarzenia . Czy mieszkając w mieście nie jesteś skazana na dużo większe niedogodności i niebezpieczeństwa na które nie masz wpływu niż żyjąc w lesie , tylko po prostu jesteś do nich bardziej przyzwyczajona . Dlatego Luna ja mam poważne podejrzenia że żyjesz w środowisku którego kompletnie nie kumasz , a jeszcze próbujesz swoją nie kompetencje dla siebie racjonalizować . J to mnie właśnie bawi ; twoje dowody w sprawie . Moje zaproszenie nadal aktualne  tylko czy Ty poradzisz sobie z lękami  ❓
Luna_s20 rogi ma diabeł i wszystko podobne do diabła.
Jeleń jest zwierzęciem roślinożernym, a co za tym idzie ucieka przed drapieżnikami, a nie je atakuje. W internecie krążą filmiki, jak kozioł czy byk wpada na rowerzystę, bo akurat jechał drogą przecinającą ścieżkę zwierzęcia, mojemu weterynarzowi sarna wbiła się w drzwi od auta, gdy ten zatrzymał się, żeby przepuścić przebiegający drogę rudel. To nie jest atak tylko ucieczka spowodowana strachem. U nas w obwodzie często sarny w biegu wbijają się w ogrodzenia gospodarstw łamiąc kręgosłupy. Ale nadal nie jest to atak na płot.
Skoro uniknęłaś ataku jelenia, to albo jeleń bał się Ciebie bardziej, albo to była ucieczka w panice i nawet Ciebie nie zauważył. Bo nie sądzę, że miałabyś szansę w starciu z 200-kilowym żądnym krwi zwierzęciem z piętnastokilowym wieńcem na głowie.
Espana ja Ci taki przedstawie Czerwony Kapturek jak mogłaś zapomnieć  ❓

Punkt dla Ciebie - jest dowód i to nienaukowy  😁
Espana w dowodach nie naukowych jestem dobry  😉 z naukowymi bywa problem  😲
Jeleń bił nogą ziemię i nastawiał rogi - to raczej nie to samo co potrącenie z rozpędu. W efekcie nie zaatakował ale mógł. I takie zachowanie jelenia to nie był pierwszy przypadek na świecie.
Ja tu czegoś nie rozumiem. Na tym forum niemal wszędzie udowadnia się, że udomowiony, roślinożerny koń to zwierzę niebezpieczne, ale gdy ktoś zasugeruje, że niewiele mniejszy od konia, dwustukilogramowy rogaty zwierz w trakcie walki o samice może być niebezpieczny, to robi się z niego wariata. A teraz okazuje się, że taki jeleń to nawet rogów nie ma...
Uniknęłam ataku bo jeleń zorientował się najwyraźniej, że ma do czynienia z człowiekiem, ale dlaczego zorientował się tak późno, nie mam pojęcia. Swoją drogą parę miesięcy później natknęłam się na padłego jelenia na bagnach, i podejrzewam że tego samego (bardzo charakterystyczne poroże, ale pewności nie mam bo jelenie są do siebie podobne) i do dzisiaj zadaję sobie pytanie, kto i po co odstrzelił tak dorodnego osobnika. Do dzisiaj mam nadzieję że był tego jakiś rozsądny powód. Powiadomoliśmy tutaj nadleśnictwo i koło łowieckie, właściciel "zguby" chciał odebrać z jelenia trofeum, potem zdezerterował... Dziwne rzeczy. Zawsze mi się wydawało, że myśliwi nie powinni strzelać do osobników "cennych dla gatunku", teraz nie wiem co myśleć.
Ja mam generalnie pomysł, należy dzieciom jako lekturę w podstawówce wprowadzić Nie taki straszny wilk Farleya Mowata to może coś się do tych główek wryje, żeby potem nie było takich kwiatków jak niektóre tutaj. To bardzo przyjemna i pouczająca książeczka jest.
Też czytałam Curwooda w młodości, no ale litości. Te opowieści o krwiożerczych stadach wilków po kilkadziesiąt osobników to sobie można wsadzić tam gdzie słońce nie dochodzi.
Luna parę miesięcy temu to byki nie miały poroża, bo je dopiero nakładały, no chyba, że to był tup utopiony w bagnie z zeszłego roku.
Muszę Cię też zmartwić. Jelenie nie maja rogów, bo to nie krowy.
Edzia w zaczarowanych lasach elfów jelenie nie gubią poroża bo to zaczarowany las , i rządzi się magią ,a nie prawami natury , jelenie tam szarżują jak toro bravo , A światem tym włada dobra lecz lekko stuknięta wróżka  😉
No to teraz będzie przepychanka semantyczna. Ile to jest "parę" oraz czym się różnią togi od poroża. I to będzie sedno dyskusji.
Parę miesięcy później - przecież jest napisane. Zresztą, w tutejszym nadleśnictwie na pewno mają odnotowane, kiedy było zgłoszenie.
Dowiedziałam się więc dzisiaj że:
Mieszkając w lesie nie widuje się myśliwych gdyż są niewidzialni.
Jelenie, pomimo że całe rykowisko spędzają na rywalizacji, nie bywają groźne.
Nigdy żaden nie zaatakował człowieka a udokumentowane zdarzenia to bajki nawiedzonych.
Niemożliwe jest też zobaczenie martwego jelenia bo wszyscy wiedzą że są one nieśmiertelne.
Nim rozpoczną rykowisko, sprawdzają w encyklopedii kiedy powinny to zrobić.
Jeśli się z tym nie zgadzam, to jestem nawiedzona i żyję w zaczarowanym lesie.
Pozostawię więc znawców lasu w spokoju, by mogli nadal debatować o rozmowie z bykami, głaskaniu wilków, i innych całkowicie oczywistych zjawiskach, bo czuję się podejściem niektórych mocno urażona, i w ogóle jest mi przykro, że ja dzielę się realnymi obserwacjami, a zderzam się z murem gdybań, by robić ze mnie wariata.
Luno nie ma się co obrażać, Niesobia nabija się z mojej schizy na temat wilków. Ile razy się ostro kłócilismy z rzucaniem słuchawką włącznie to długo by opowiadać. Mimo to nadal dyskutujemy.
Trochę jestem zdziwiona zachowaniem Twoich koni na widok jeleni. Zastanawiam się, czy nie przejmują Twoich osobistych uprzedzeń. U nas jeleni bez liku. pastwiska graniczą z tzw użytkiem ekologicznym należącym do Lasów Państwowych. latem przez nasze padoki przebiło się stado kilkudziesięciu jeleni, poza przewróconymi dwoma słupkami większych szkód nie było. Konie zupełnie nie zwracają na nie uwagi, może dlateg, że są stałym elementem środowiska.
No dobra, nie będę się boczyć.
Konie nie boją się widoku jeleni 🙂 Tutaj często zwierzyna podchodzi niemal pod samo ogrodzenie, i konie pasą się z jednej, a naście metrów dalej stoją sarny i sobie skubią trawę. (Jelenie nie podchodzą tu pod gospodarstwa w ogóle, ale na dalszym spacerze często spotyka się uciekające stado.) Ale na spacerze reagują mocno na zapach moczu jelenia bezpośrednio przed i w trakcie rykowiska właśnie.
Luna no i tak pisz . Opisz sytuacje na trzeźwo bez emocji, nie strzelaj focha , jak ktoś czyli, ja ma podejście sceptyczne , wiele zjawisk da się racjonalnie wytłumaczyć ,ale wiele też to nabudowane legendy. Miałem kiedyś wierzchem spotkanie z młodym jeleniem który na chwile zaczął flitr z kobyłą na której siedziałem { kasztanka} i połapał się dopiero jak mu zapach nie zagrał. Natura jest ciekawa, bo nie do końca przewidywalna , ale uwierz że facet który od  kilkunastu lat jeździ sam konno po puszczy , a przedtem miał okazje bywać w największych lasach świata da wiarę Twoim opowieścią rodem z zaczarowanego lasu. Mam propozycje obejrzyj na spokojnie filmiki które sama opublikowałaś i postaraj się zrozumieć czemu to się wydarzyło , co było przyczyną i czy to co jest na filmie jest codziennością czy wypadkiem , a jak wypadkiem to kto zawinił  ❓
Akurat filmiki które opublikowałam to ewidentny przykład sprowokowania zwierzęcia - nie licząc filmiku z ZOO. Być może zwyciężyła rutyna ale przykładowo ja do koni też teraz podchodzę bez strachu, gdzie w pierwszym tygodniu czyszczenie kopyt to było przeżycie roku, "walka o życie" - więc się zupełnie pracownicy nie dziwię.
A sytuacja o której mówię... hmmm gdybym pokazała ci zdjęcia stamtąd, a zrobiłam ich wtedy całą serię, to faktycznie "zaczarowany las" choć latających królików tam nie ma (ani żadnych innych). Sam jeleń jest uwieczniony niestety w swojej niezbyt żywej odsłonie, a tamtych fotek nawet sama nie chcę oglądać. Przykro się robi jak człowiek zda sobie sprawę, na ile to zwierzę miało sily, woli walki i życia, emocji, na ile jego pysk, oczy, są podobne do końskich. A to ja go znalazłam :/

W każdym razie rykowisko w tamtym roku jakby "wędrowało", raz było za moim terenem, raz przed, ja akurat byłam z psami w lesie, na normalnym szlaku, gdy z przecinajacej go jeleniej ścieżki wyskoczył wielki i dobrze wybarwiony byk, jak mówiłam zaczął kopać ziemię i schylił łeb. Też zawsze byłam przekonana że jelenie uciekają, ale ten widać nie wiedział że powinien. Dopiero jak zrobił parę kroków bliżej z tym schylonym łbem, a ja zaczęłam się kręcić, rozglądając za psami, i odwróciłam do ucieczki, widziałam kątem oka że drgnął i uciekł sam a za nim lawiną całe stado.

Ale wiesz Niesobia, ja od początku nie rzucałam się z wielkimi emocjami, po prostu pisałam jak było, a poem już reagowałam na posty. A że dałam się sprowokować - cóż, jestem żywa 😉
Łoszaki moim zdaniem miały zaledwie kilka godzin. Klempa i tak wykazała się cierpliwością. Wystarczyło zaczekać, aż sobie maluchy przejdą na drugą stronę i nic by się nie stało.
Niestety był straszny wypadek w ZOO. Zginął opiekun.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1038663,title,Tragedia-we-wroclawskim-zoo-Tygrys-zagryzl-opiekuna,wid,17849505,wiadomosc.html
tragedia ,żal czlowieka. Pewnie rutyna go zaiła , oby szybciej. Kurcze nie wolno zapominąc ,że to dziki zwierz. Owszem zna czlowieka ale ...pieskiem nigdy nie będzie. To samo tyczy wilka, ilez pięknych opowiesci człowiek się nasłucha ,że ktoś tam ma wilka i go oswoił i zyje jak piesek. Nic z tego u dzikiego zwierza ,natura zawsze będzie górą.
Nawet takiego wychowanego od malenkiego.
Dziki zwierze powinno życ tam gdzie jego miejsce w lesie w naturze.
A co do strachów, ja osobiście zawsze boję się spotkania z dzikiem , dlatego jak jeżdżę w samotne tereny to spiewam , dużo gadam tak aby dzikie zwierzęta wiedziały ,że jestem i aby sie nie zbliżaly. Wiem ,że to głupie i iracjonalne no ale każdy ma swoje fobie.
Raczej wątpię zeby opiekun wchodził na wybieg do tygrysów kiedy te na nim przebywają. Nie wiem jak to wyglada we Wrocławiu bo jedyne zoo jakie mialam przyjemność poznac od kuchni to zoo w Gdańsku a tam zwierzęta niebezpieczne były odeseparowywane w inym pomieszczeniu w trakcie sprzątania. Nawet podczasz treningu medycznego zwierze było za ogrodzeniem i nikt do niego nie pchał rąk.
Na pewno był to wypadek, coś nie zadziałało trudno oceniać, pewnie śledztwo wyjaśni wiele i pewnie będzie ten wypadek omawiany na wielu szkoleniach w zakresie BHP pracy ze zwierzętami.No cóż tragedia się wydarzyła , życia nikt nie zwróci ,ale naukę trzeba wyciągnąć.Jestem ciekawy czy uśpią tygrysa ,bo po tym co się stało może być jeszcze bardziej nieprzewidywalny .
To nie była wina zwierzęcia, nie ma potrzeby go usypiać. Najprawdopodobniej nie zamknięto przepędzonego zwierzęcia na czas sprzątania wybiegu.
Espana nigdy nie jest wina zwierzęcia ,ale tygrys któremu raz udało się zaatakować opiekuna to jednak ciężki temat. Tygrysy w przeciwieństwie do wilków w naturze na ludzi polują.
Podejrzewam, że po prostu w razie konieczności pracy przy nim, będzie dostawał strzałkę na uśpienie i nikt go nie uśpi(trwale).Tygrysów jest mało, średnio im wychodzi rozmnażanie, więc każdy osobnik jest już na wagę nie złota, a platyny.
Eksperymentu z podawaniem środków nasennych za każdym razem gdy wynikł problem niedźwiedzica Magda nie przeżyła ,wiec to raczej nie rozwiązuje problemu. Albo odstrzał ,albo specjalne środki bezpieczeństwa i procedury . Tygrys z takim doświadczeniem to jednak tykająca bomba.
Do dzikich kotów się nie wchodzi- nigdy, gdy te są przytomne, to nie są oswojone pieszczoszki jakie można zobaczyć na Animal Planet w jakimś tam zoo. Duże koty ewentualnie tolerują swoich stałych opiekunów przez kratę (i to porządną) i z pewnej odległości i tyle. Nikt nie zaryzykuje wejścia do lwa czy tygrysa tak samo jak nikt kto ceni swoje palce nie pcha ich do orangutanów czy szympansów.

Jeśli jest do wykonania jakaś praca przy tygrysie to i tak kot zostanie do niej uśpiony.
To że do dzikich kotów się nie wchodzi wydaje mi się jasne . Obawiał bym się raczej tego że tygrys po takim doświadczeniu będzie próbował za wszelką cenę sforsować ogrodzenie ,tak jak to robiła Magda i jedynym środkiem zapobiegawczym będzie strzał ze środkami uspokajającymi, a tego na dłuższą metę żaden organizm nie wytrzyma . Tak było z Magdą niedźwiedzicą z Tatr . Ale nie mam najmniejszej wiedzy jakie są procedury w Zoo więc tylko gdybam . Magdę jak wielu ludzi chodzących po Tatrach miałem okazje spotkać jeszcze w jej naturalnym środowisku więc jej los śledziłem , a o tygrysach nie mam bladego pojęcia . 
[quote author=Luna_s20 link=topic=98111.msg2421360#msg2421360 date=1442420593]
Podejrzewam, że po prostu w razie konieczności pracy przy nim, będzie dostawał strzałkę na uśpienie i nikt go nie uśpi(trwale).
[/quote]

Odnosiłam się do tego komentarza. Nie ma sytuacji poza nieszczęśliwymi wypadkami jak np ten we Wrocławskim zoo gdzie świadomy tygrys i człowiek mają ze sobą bezpośredni kontakt.

Nie wiem na ile sam  ogród może decydować o losie tygrysa, możliwe że wcale i nie wiadomo też czy ten wypadek znacząco wpłynie na zachowanie kota, miał okazję zaatakować więc zaatakował tak jak kazał mu instynkt i możliwe że póki taki bezpośredni kontakt się nie powtórzy tygrys będzie taki sam jaki był.
Jestem też bardzo ciekawa co tego nieszczęścia wyniknie. Pytanie czy gdzieś jakieś zamknięcie puściło czy zwyczajnie zawiniła brawura i nie sprawdzenie dokładnie czy wszystko jest zabezpieczone.
Amen nic na razie nie jest pewne, tylko tyle że wydarzała się tragedia  🙁 Temat może pokrewny . ale nic nie wnoszący w temacie wilków. . Prosił bym o ciszę nad tą trumną . I tak nie zmienimy tego co się stało  ❗
gimbaza ma nadal wakacje?
Piszę o wilkach, Ich jest w Europie jakieś 18-20 tys. Dane z tego roku. To nie jest już gatunek, któremu grozi wyginięcie, Trzeba to sobie jasno powiedzieć. Tam gdzie nie jest strzelany zatraca strach przed ludźmi i zajmuje coraz to bliższe człowiekowi terytoria. Zaraz z nimi będzie taka plaga jak z bobrami, kormoranami etc. Polska ma świetnie rozwinięty system ochrony gatunkowej, tylko jak już odratuje gatunek to potem nie umie sobie poradzić z wątpliwym często urodzajem. Nieroszczeniowy Niesobia chce hodować wilki, bobry, kormorany, żubry łosie etc kosztem swoich sąsiadów. Dla mnie to Ty jesteś roszczeniowy. Chcesz mieć, ale konsekwencje Twojego chcenia mają ponosić inni ze swojej kieszeni.
Nie każdy hoduje hucuły, my mamy sporą grupkę kuców, w tym tych małych metrowych. Mieszkają sobie w półwolnościowym stadzie i nie widzi mi się rezygnowanie z tego bo Niesobia i jemu podobni życzą sobie mieć to czy tamto.


Sorry edzia69 ale nie masz racji.

Problem z populacja wilków jest taki, że poprze rozczłonkowanie ich terenów (wilk to gatunek migrujący na szerokich obszarach) mamy bardzo jednorodną pulę genetycznie. Odstrzelenie choćby kilku osobników może być katastrofalne w skutkach dla całej populacji.
Populacja się zwiększyła liczebnie ale jest bardzo kiepska jakościowo i cały czas ten gatunek jest b. zagrożony.

I teraz-  proszę nie odebrać tego jako ataku na kogoś - chciałabym aby mi ktoś wytłumaczył po prostu bez emocji:
Dlaczego rolnicy dostają odszkodowania od skarbu państwa za to, że jakieś zwierze im coś zeżre czy zniszczy? Choćby właśnie taki wilk?
Ja mam tok rozumowania taki:
Przecież wilk to nie jest jakieś UFO, którego osiedlenie na danym terenie się promuje dla rozrywki. Tak samo ta ziemia rolnika jak i wilka. Jak się prowadzi swoją działalność rolnicza na terenie przy ziemiach, gdzie występują wilki to się trzeba liczyć z tm jak one się zachowuja. proste. To tak samo jak się produkuje posiłki w knajpie z dowozem, trzeba się liczyć, że ktoś ich, któregoś dnia nie kupi i się zmarnuje.
Nie rozumiem dlaczego życie wilka ma być mniej ważne od zysku finansowego rolnika. No nie rozumiem. Profit over life?
Jak się chce ubezpieczenie od takich sytuacji, to tak, jak z samochodami - powinno się wykupić AC w PRYWATNEJ firmie, a nie oczekiwać, że z podatków wszystkich czyjeś straty z prywatnego biznesu będą łatane.

ja mam ogródek przy domu. Lisy sobie urządziły plac manewrowy na moim trawniku, w nocy mnie szpiegują do tego stopnia, że się potknęłam o lisa ostatnio. Ryją mi pół działki bo polują na nornice.
Do głowy mi nie przyszło, żeby się ubiegać o odszkodowanie z powodu strat wyrządzonych przez nornice i lisy. Choć w teorii to mi się bardziej należy "państowowe" odszkodowanie, wszak mój ogródek żywi moją rodzinę (przez pół roku mam niezależność żywieniową, nie kupuję ŻADNEGO jedzenia poza mąką na chleb i kaszą) a nie stanowi zysków finasowych- nie jest moją działalnością.



Co do mieszanek psów z wilkami mam po "pocałunku" takowego ślad na policzku. Mój tata takie "hodował".  Tam gdzie mieszkał, suki psa puszczało się do lasu na krycie. Takie mieszanki można było spotkać w co drugiej zagrodzie - nadawały się idealnie do stróżowania. Akceptowały jego ale innych członków rodziny ustawiały jak swoje szczenięta... a mi jako dziecku nie raz się zdarzyło spędzić dzień w "wilczej" budzie.



NIESIOBA u Ciebie niestety odstrzały na wilki pierwsze się szykują... Masz dwie watachy i basiora, który się odłączył i doprowadził do panicznej sraczki samą swoją osobą Panów drwali. Jak widać sam fakt tego, że go zobaczyli i on na ich widok nie zapadł się magicznie pod ziemię, nie rozpłynął, spowodował wielką stres kupę. A z dużej kupy jeszcze większy smród. więc chodzą i po  nadleśnictwie i ludziach z "miasta" (oborniki, szamotuły, wronki, sieraków itd.) smrodzą - aktywnie. Już się zaczęło organizowanie panów w celu "zlikwidowania" wilka ludojada. ... bo k. mać trzech rosłych, pracujących przy wycince w lesie chłopa jak zobaczyło wilka to zapomniało, że gdyby chciał jednak podejść bliżej to wystarczy pilę, którą się ma w ręku włączyć.. o hałas mi chodzi..



kotbury, ale rolnik również płaci podatki. Jak wspominałam, w Polsce każdy przedstawiciel chronionego gatunku to własność skarbu państwa. Skoro ta własność czyni szkody, to jej właściciel je rekompensuje. Jeśli mój pies by komuś zagryzł kurę, musiałabym za to zapacić. Ja z kolei nie rozumiem dlaczego życie psa, 10 kur i paru cielaków takiego rolnika ma być mniej cenne niż życie wilka któremu nie chce się polować.
Poza tym, bycie obywatelem to nie tylko obowiązki, ale również jakieś prawa i jakieś przywileje.
Może dlatego, że pies to nie gatunek natywny i trzymasz go jakby nie było dla przyjemności... tak jak konia , a kurę i cielaka dla kasy.
tak drobna różnica.
Rolnik płaci podatki - ja też. Ale gdy coś "nie idzie" w mojej firmie to nie dostaję rekompensaty od skarbu Państwa.
Zwierzę (szczególnie dzikie) to nie rzecz, nie można je traktować jako "własność" sensu stricte. Idąc tym tropem mogłabyś zagłodzić psa na śmierć, bo przecież jest twój...

Ciężko mi zrozumieć jak można się dziwić, że wilki np. krowy jedzą... no jedzą, taka ich natura. Jadły od wieków, dużo wcześniej niż człowiek zaczął bydło hodować.
Pilnowanie stad, psy pasterskie itd. - odstraszanie, aby nie nauczyć żerowania na zwierzętach gospodarski ok. ale zabijanie bo zjadają zwierzęta gospodarskie... no zjadają.
Jak mają co w lesie jeść to nie narażają się na spotkania z ludzkim inwentarzem. Może za dużo strzelania po sarnach i innych gatunkach...
Luno wyprzedziłaś mnie, ale i tak napiszę.
Nasze Państwo uważa, że dzika zwierzyna jest jego własnością, więc sprawa jest prosta. Jeśli moje zwierzęta, dzieci, ja osobiście narobię szkód w czyimś mieniu to płacę odszkodowanie, ja lub firma w której wykupuję OC. Państwo płaci odszkodowanie za swoją zwierzynę. Ot i tyle. Druga sprawa, skoro kupiłam ziemię i płacę podatek rolny, a koło łowieckie prawem kaduka włazi bez pytania na mój teren to przykro mi, ale jakieś prawa w związku z tym muszę mieć.
Jakbym chciała mieszkać z wilkami to bym się wyprowadziła w Bieszczady. Tym razem to ja byłam pierwsza. Wilków tu chyba od wojny, albo jeszcze wcześniej nikt nie widział.
Mam nadzieję, że przez Dziwnę się nie przedostaną, bo nasze zwierzaki cenią sobie całodobowy wypas.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się