madmaddie, mnie też. A sociale mi mocno pompują - że to wszystko wina kobiet oczywiście. Dwa że jęczenie teraz kręci się wokół monstrum z nazwą na trzy litery i nikt nie myśli w kategoriach co zmienić żeby problem rozwiązywać a nie go karmić. Czasu nie cofniemy, to nie są te czasy co były. No chyba że ktoś chce odpalić scenariusz Margaret Attwood 🙃
Mnie też. Ogólnie wiem, że chodzi o hajs, jak zwykle - ale tak szczerze nie kminię tego, że musi być nas więcej jako ludzi. Dlaczego nie mniej, ale z lepszym komfortem życia, no co w tym złego? 😉 System emerytalny? To może trzeba zmienić system, skoro ewidentnie nie działa, zamiast walczyć z naturalnymi zmianami widocznymi globalnie.
Jak ktoś tęskni za "kiedyś było biednie i ciasno i ludzie dawali radę" to ja proponuję pogadać z pokoleniem 80+ i posłuchać jak wyglądała ich młodość. Potem spróbować na własnej skórze. Głodu, zimna, menu z kapusty i grzybów przez 300 dni w roku, ciężkiej pracy od wczesnego dzieciństwa. Pracy na dwa, trzy etaty.
Mi nikt nie cenzurował tamtych czasów jako piękne. Za to jak dziadek opowiadał jak nienawidził wymiany z jedną z bab ze wsi, to po 70 latach miał dalej żal w głosie, bo oddawała zawsze sporo mniejszy bochenek. Więc już wiedział, że w piątek nic nie zje.
No, ale miałam ponad 10 rodzeństwa, które przeżyło okres dzieciństwa, więc super, no nie?
Moja babcia pracowała za dnia w kawiarni, nocami w fabryce włókienniczej i ledwo wiązała koniec z końcem. Ojciec pracował od 14 roku życia, żeby było jakkolwiek lżej.
Na prawdę za tymi czasami tęsknimy? 🙃 bo uwaga, uwaga - większość chętnych żyłaby tak, nie jako szlachta i pączki w maśle.
Wszystkie argumenty typu zakaz aborcji, drogie mieszkania, niedostępność babci, etc rozumiem, nie mówię, że są nieważne.
Ale po prostu pierwszy raz w historii kobiety mogą wybrać nierodzenie dzieci i wybierają, a mężczyzna nie jest im potrzebny do życia, więc wiążą się rozsądniej, a nie żeby kogoś mieć (wiadomo, że to różnie, ale taka jest tendencja).
I tyle.
No i nie ma już takiego cukierkowego obrazu macierzyństwa. Dla mnie najlepsza antykoncepcją jest wizyta u przyjaciółki, która urodziła rok temu. Poród w bardzo dobrych warunkach, dzieciątko bardzo wyczekane i wystarane, przeuroczy chłopiec, lubię go bardzo, ale wzdryga mnie na myśl o takim zyciu. A ona szczęśliwa 🙂
madmaddie, - szczerze? Nigdy nie było. Tylko kobiety nie miały wyboru. Najpierw nie było antykoncepcji, potem była potępiana, a kościół miał duże wpływy w społeczeństwie (dalej ma, ale mniejsze). Presja społeczna i "tak po prostu trzeba". Posiadanie męża i dzieci było oczekiwane, tak się dziewczynki wychowywał i tego oczekiwało, "bez tego życie puste". Nie bardzo było widać inną opcję, inny scenariusz.
Sama to przerobiłam 😉 raz, że jestem nieplanowany dzieckiem-wpadką, dwa, że od dzieciaka byłam nieistotna, ważne czy mam chłopaka/męża i myślę już o dzieciach. Do teraz słyszę, że mnie chłop zostawi, bo ich nie chce (jakby to była największa tragedia świata - tak szczerze bycie w ciąży i posiadanie dziecka to dla mnie zdecydowanie gorszy scenariusz, wolałabym zostać sama z kotami).
Wg mnie super, że Ci którzy chcą mieć dzieci - mają dużo możliwości. Ci, którzy nie chcą - nie muszą.
keirashara, dokładnie, i pierdzielenie o tym jaka katastrofa demograficzna w niczym nie pomoże bo to się ciągnie bodajże od lat 90tych. Czyli osoby z poczatku niżu mają być niby winne niżowi którego sami są częścią. Fuck logic 🤡
A państwo też szczegolnie nie cierpi na tym że kobiety pracują bo zamiast jednego przychodu do opodatkowania w komórce społecznej teraz są dwa 😜 ale po co o tym wspominać.
Ogolem moim zdaniem cala kwestia emerytur to kwintesencja "urzędactwa" (znana od koleżanki pracującej w urzędzie notabene) - nie bedziemy zmieniać, bo po co, bo działa jak jest, to wasza wina, wy się zmieńcie 🤣
A mi sie wydaje, ze moze i by kobiety chciały więcej dzieci jakby nie bylo takiego parcia na idealne macierzynstwo/dziecinstwo/rozwój dziecka. Nie mówię o sobie, bo ja o tym, ze dzieci nie bede mieć podjęłam decyzje naprawde wcześnie, ze dwadzieścia lat temu a mam 31 :P
Ale obserwuję sobie trend i moje znajome z dziećmi i nie dziwię sie ze jedno to maks. Z jednej strony jest ciśnienie zeby nie podporządkowywać całego zycia pod dziecko, z drugiej teraz jak dziecko nie ma 150 % uwagi rodziców, wsparcia, zajec dodatkowych, wlasnego pokoju to równa sie to niemalże z gorszym startem w zyciu. Mam wrażenie ze teraz po prostu ludzie są zbyt świadomi, zbyt uważni, zbyt zapobiegliwi zeby podejmować decyzje o wielodzietnosci albo chociaż o jednym dziecku. Aczkolwiek sądzę, ze taki model to prezentują w największym stopniu przedstawiciele klasy średniej, głównie z większych miast.
Zapewne chodzi właśnie o kasę, aby było komu płacić podatki. Jakoś nie wierzę że jakiekolwiek działania mogłyby przynieść pozytywny skutek w kwestii zwiększenia dzietności. Politycy musieliby mocno przewartościować poglądy i zrobić tak by pomoc od państwa była naprawdę realna i duża, a i to myślę że niewielu by pomogło. Jakoś rodziny wielodzietne to w większości ludzie którzy zakończyli edukację na poziomie podstawówki albo szkoły średniej. Znam 2 rodziny wielodzietne z wykształceniem wyższym (4-6 dzieci), kilka rodzin z 3 dzieci (nie mają praktycznie życia bo non stop dzieciaki gdzieś wożą), a tak to 1-2 dzieci albo i wcale. Finanse też tu raczej nie mają aż takiego znaczenia - wprowadzali 500+ by zwiększyć dzietność, ale przecież są znacznie bogatsze kraje niż Polska i jakoś nie mają wyższej dzietności. Ludzie zaczęli myśleć i wybierać komfort. Kto by teraz chciał mieszkać w małej chatce w kilka pokoleń z 5 dzieci... Także tak, zdecydowanie politycy powinni zacząć myśleć w innych kategoriach niż tylko RODZIĆ te dzieci już teraz natychmiast!
Swoją drogą czytałam gdzieś że napływ uchodźców z Ukrainy miał pozytywny wkład w gospodarkę, bo w większości to ludzie w wieku produkcyjnym, którzy poszli do pracy, płacą podatki a i biorąc 800+ wydają tą kasę w kraju, przez co znowu podatki wpływają do budżetu.
Swoją drogą czytałam gdzieś że napływ uchodźców z Ukrainy miał pozytywny wkład w gospodarkę, bo w większości to ludzie w wieku produkcyjnym, którzy poszli do pracy, płacą podatki a i biorąc 800+ wydają tą kasę w kraju, przez co znowu podatki wpływają do budżetu.
ależ oczywiście, nawet w mojej branży (IT) sporo Ukraińców wypełnia wakaty. Mimo niechęci Polaków to wcale nie tracimy na ich obecności, wręcz przeciwnie. Ja sama pracuję teraz w firmie wywodzącej się z Ukrainy, z managerką z Ukrainy i to zdecydowanie najmilsze co mi się w życiu zawodowym przydarzyło od dłuższego czasu, odżyłam, przeszedł mi głęboki marazm i wypalenie. 🙂
a temacie dzietności, to znam też trochę kobiet co chciały więcej, ale po doświadczeniach z porodówki, zostały przy jednym dziecku.
Ollala, jest taki hejt na kobiety w ciąży i matki (bo na ojców oczywiście nie, jak kiwnie palcem przy dziecku to złoty człowiek), że można ciężkiej depresji dostać na samą myśl o rodzicielstwie. Z jednej strony darcie ryja „rodzić! dzietność spada! wyginiemy!”, z drugiej strony jak idzie kobieta w ciąży na krzywą cukrową (badanie tak specyficzne, ze na kolejny pomiar wchodzisz o ściśle określonej godzinie – bez względu na kolejkę!) to darcie ryja zamienia się w „gdzie bez kolejki się wpier…a! dała dupy to niech teraz ponosi konsekwencje! było nóg nie rozkładać! ciąża to nie choroba!!!”, z dzieckiem nie można nigdzie pójść, bo nie daj buk zapłacze, to już matka jest „okropna, bachora nie umie wychować, to nie jest miejsce na darcie mordy i ryk”. Wszyscy hejtują wszystkich o wszystko. Nie umiemy żyć w społeczeństwie.
I teraz jeszcze ci „świadomi”, którzy chcieliby dla swoich dzieci jak najlepiej, będą mieć jedno o ile w ogóle, bo inaczej nie starczy im hajsu/energii/uwagi żeby każdemu dziecku zapewnić ten super start w życie. Albo będą odwlekać w nieskończoność, bo „jeszcze mieszkanie kupić, jeszcze wyposażyć, jeszcze trochę odłożyć na zaś”, aż okaże się że jest za późno… Presja jest ogromna.
Zaś patologia na to w ogóle nie patrzy i mnożą się jak króliki. Dzieci brudne, głodne, nieubrane, po prostu zaniedbane.
Zaraz będą bardzo duże dysproporcje w społeczeństwie, to też nic dobrego.
Wiecie co, ale z tego co tak obserwuje, to właśnie często najbardziej psioczą na coraz mniejszą ilość urodzeń te osoby, które urodziły się w latach 70-80tych. I to są właśnie te osoby, które miały po kilkoro rodzeństwa i pamiętają życie w biedzie. I dla mnie to taki trochę "mind fuck" jest, bo skoro ktoś wywodzi się z wielodzietnej rodziny, pamięta, że buty i ciuchy nosił po starszym rodzeństwie, nie wyjeżdżał na wakacje i pomagał już jako dziecko np. w gospodarstwie, czyli imo dzieciństwa nie miał, to chyba powinien rozumieć, że nikt obecnie nie chce do tego wracać. A tu jest na odwrót. Tamte pokolenia wychodzą z założenia, że było źle, ale dało się żyć, bo oni tak żyli, więc w czym problem.
Mnie to najbardziej wkurza takie wchodzenie z butami w czyjeś życie. Na przykład, stwierdzenia, że jak to tak można, zamiast dziecka mieć psa. I nie masz dziecka, bo masz psiecko. I, że to egoistyczne, chore, że ludzie mają psy, bo są leniwi i nie chce im się wychowywać dzieci. Że ten pies ważniejszy od ludzi jest. Bo przecież posiadanie psa, to nie jest żadna odpowiedzialność i uwiązanie... Raczej ludzie, którzy cenią sobie komfort nie zdecydują się na posiadania ani dziecka, ani psa. I nawet gdyby, kurczę, przecież to ich życie i mają prawo zrobić z nim co chcą, dopóki bezpośrednio nie krzywdzą tym innych. I takim nie przemówisz, bo mają manię zbawienia świata po swojemu, tak żeby wszyscy żyli, wg ich zasad.
Co psów to uważam za chore uczłowieczenia zwierząt i robienie z nich kalek umysłowych. Pies to pies, a dziecko to dziecko.
Sama mam psy i koty, no ale to nie są przecież moje dzieci, których nie mam i mieć nie będę z wygody.
Gdybym była bogata, nie musiała pracować i była rentierką to na pewno chciałabym mieć dziecko, bo wtedy mogłabym spędzić pół dnia w stajni i pół dnia z dzieckiem. A w układzie kiedy jestem korposzczurem to jednak po pracy wiolę pojechać do stajni niż siedzieć z dziekciem w domu.
ta haja z psieckiem zamiast dziecka to jest w ogóle inny level XD nie wiem, czy istnieje osoba w tym kraju, która marzy o rodzicielstwie, ale zamiast tego kupiła se psa i go rozpieszcza xD
No i nie jest to jakaś wielka odpowiedzialność, psa można się pozbyć jak go już nie będziemy chcieli, na wyjazd oddać do hoteliku, etc. My mamy 4 w domu i to nie jest nawet ułamek tej odpowiedzialności co za dziecko. Choćby dlatego, że je zostawię w domu i mogę iść do sklepu, teatru, pracy 😉
No ale uwielbiam, że kobiety wszystkiemu winne, a na chłopów nikt nie narzeka.
A jak się walczy z niepłodnością, to trzeba górę kasy wyłożyć, żeby mieć szanse na ciążę
Wszyscy hejtują wszystkich o wszystko. Nie umiemy żyć w społeczeństwie. Facella, o to, to właśnie. W punkt. Ja ma wrażenie, że obecnemu społeczeństwu, to przeszkadza absolutnie wszystko. Każdy powód do narzekania jest dobry i zawsze się znajdzie. Zamiast coś pochwalić, to my często wolimy narzekać. Ktoś coś zrobił? Źle. Nie zrobił? Też źle. I nie ma co się dziwić, że w świecie, w którym jest tak dużo hejtu, coraz więcej kobiet nie decyduje się na dzieci. Ja sama długo nie chciałam, później możliwości nie było (bo finanse, mieszkanie kątem u kogoś), a teraz może bym i nawet chciała, ale nie wiem czy na tak nieprzyjemny świat, chcę sprowadzać kolejne istnienie.
Perlica, ja też nie lubię uczłowieczania psów czy innych zwierząt, bo to zawsze jest ze szkodą dla nich. Ale ja już spotkałam się ze stwierdzeniem, że jak ktoś decyduje się na psa, a nie ma dziecka, to znaczy, że dziecko jest zamiennikiem i pełni rolę dziecka. A to już tak dalece idąca nadinterpretacja, że wkurza. Bo są ludzie lubiący oceniać życie innych, nic o nim nie wiedząc.
madmaddie dziecka też się przecież można pozbyć, inaczej domy dziecka były by nie potrzebne i adopcje by nie istniały. Fakt, pies to jednak inny level i mniejsza odpowiedzialność oraz uwiązanie niż dziecko, to wiadomo. Ale jednak jest to odpowiedzialność i w pewnym sensie uwiązanie. Ja mojego psa nie oddała bym do hoteliku, bo go tam nie widzę. Pies ze schroniska, nie wiadomo po jakich przejściach, lękliwy z mocnym lękiem separacyjnym. Rodzinie też go nie podrzucę, bo to była moja decyzja, nie będę nią obarczała innych 😉 Więc na wakacyjne kierunki nie wybieramy tych miejsc, gdzie w grę wchodzi jedynie przelot samolotem 😉
madmaddie, zgadzam się z Tobą.
Dodam jeszcze, że statystycznie pies nie jest na całe życie, bo jednak zazwyczaj żyje krócej niż człowiek, a dzieci jednak przeżywają rodziców zazwyczaj.
pamirowa, spoko, też mam egzemplarze które trudno komuś opchnąć, ale no jednak poziom inny. Jak się ma normalnego psa, spokojnie polecieć na wakacje. 😉 Do trójki było znośnie, a moja starsza suka to w ogóle, zostawialam ją w mieszkaniu rano i kumpela z kluczami ją potem brała.
Ale cała narracja z tymi dziećmi to dajcie spokój. I nie wiem co oni myślą, że jak będą naparzać i obrażać bezdzietne kobiety w wieku rozrodczym to nagle zaczną rodzic dzieci? No nie sądzę.
Mało tego, istnieją badania i statystyki, że większość posiadanych przez gospodarstwa domowe psów jest w tych gospodarstwach, gdzie są też dzieci 🙃
To jest sztuczne nakręcanie nienawiści. Pies to pies, dziecko to dziecko. Mam koty, nie mam psa. Koty nie zastępują w żaden sposób dziecka, jeśli pojawi się pies to też nie będzie jego substytut. Ot, oboje od zawsze mieliśmy zwierzaki w domu i je lubimy.
madmaddie, - a jak babeczka jest bezpłodna, nie stać ją na tą walkę i bierze psa to musi być coś nie tak i złego? Winna za własne geny i chory system NFZ? 🙄 Jakoś nie widzę tłumu samców chętnych do charytatywnego zapłacenia za to leczenie.
Ogólnie kobiety się przystosowały do nowej rzeczywistości i jej obecnych możliwości, a część mężczyzn dla których mycie dupy i talerza po sobie to za dużo chodzi i narzeka jakie te baby złe. Może też powinni po prostu tą energię zużyć na inne cele, np. dostosowanie się do świata.
pamirowa, - psioczą, a sami mieliśmy 1-2 dziecki, nie 8. Ciekawe czemu? 😉
Z tymi psieckami to jest tak, że jak bierzesz psa i traktujesz go jak psa, to jest git. Ale dziwnym jest (dla mnie) mówienie o swoim psie „mój synek/moja córeczka”, noszenie na rękach, ubieranie w ubranka bez potrzeby, całowanie po nosie, gruchanie do niego i ogólnie nietraktowanie psa jak psa, a jak dziecko właśnie. No nie jest to normalne. Tzn. w domu sobie tam rób co chcesz, ale publicznie mnie mierzi. A niektórzy mam wrażenie celowo to robią na social mediach, żeby się właśnie „klikało”.
Rany, jak social media mnie wkurzają. Wszystko na pokaz. Robiłam ostatnio reportaż foto w zakresie jakim się nie zajmuję na codzień, kompletnie nie moja branża, nie mój target, ale znajoma poprosiła. I wszyscy mnie pytali o instagrama, który nie dość że tematycznie jest zupełnie czymś innym, to jeszcze od 3-4 lat go nie aktualizowałam. Jaki szok wywołało, gdy mówiłam, że nie muszą mnie oznaczać! No nie do pojęcia było dla tych ludzi, że robię COŚ i nie wywalam wszystkiego na instagram 🙄 szczerze nienawidzę social media, poruszania się w nich i całego tego marketingu w SM, dla mnie jest to wycieńczające i pewnie dlatego od lat nic nie robię w fotografii, bo przestałam istnieć w SM. Strasznie mnie boli, że bez tego się po prostu już nie da 🙄
A pani od poczeb szkoleniowych chyba nadwyrężyła głos i dziś chrząka co trzy, cztery słowa. Zamkną mnie w psychiatryku zaraz.
Cieszę sie, ze nigdzie w swoim otoczeniu nie słyszę takich pojebanych tekstów o rozkładaniu nóg, niewychowanych bachorach jak dzieci płaczą a teksty o psiecku i dzieckoniu to są miłe żarty. I naprawde jest mi przykro, że ktoś musi na serio słuchać takich okropnych, jadowitych rzeczy. Czasy sie zmieniły i teraz naprawde ludzie stawiają na swoją wygodę, nie chcą dzieci bo to jest wysiłek. Łatwiej by było, gdyby się społeczeństwo do tego otwarcie przyznało zamiast hejtować się nawzajem. Ale myślę sobie tez, ze może ten trend sie kiedyś odwróci, bo juz widać ze np. pokolenie Z ma inne wartości, duzo osób w wieku 20 lat juz zakłada rodziny. Ciekawe.
Ja zawsze gdzieś tam miałam w głowie taką myśl, że u mnie będzie dwójka dzieci. Już przy pierwszym były problemy. Nie z ciążą czy wychowaniem, ale samym faktem, żeby było - bo wiecznie nie ten moment. Teraz już wiem, że nigdy tego drugiego nie będzie i jest mi szkoda. Nie dlatego, że ja bym koniecznie to drugie chciała, bo mi fajnie z takim już podrośniętym. Ale ze względu na niego mi żal, bo jednak rodzeństwo to jest świetna sprawa.
Ja nie włączam się w te dyskusje na wszelkich fejsach itd., ale ze względu na własną sytuację trochę śledzę różne grupy. I wkurza mnie ta nienawiść ludzi między sobą. Jakaś taka wojna płci się zrobiła.
Ollala, taka amplituda chyba jest normalna. Na ogół probujemy zrobić na odwrót – odbić to czego nam brakowało. Jak ktoś się wychowywał w wielodzietnej rodzinie i brakowało mu prywatności, swojego kąta i swoich rzeczy, a nie po starszym rodzeństwie, to będzie mieć jedno dziecko w wypasionym pokoju ze wszystkim co sobie zamarzy. A to dziecko jako jedynak potem będzie miało troje czy czworo dzieci i to pewnie dość szybko, bo mu zawsze brakowało rodzeństwa. Potem jego dzieci będą widzieć jak się poświęcił rodzinie i nie będą chciały powielać schematu, więc znowu będą mieć jedno dziecko albo wcale. I tak w koło macieju. Oczywiście to się nie odnosi do absolutnie każdej osoby, ale zauważam taką regułę wśród znajomych i ogólnie w otoczeniu.
Dworcika, rodzeństwo to nie zawsze "swietna sprawa" . Tak, wiele rodzin sie wspiera i moze na sobie polegac, ale uwierz mi, rodzeństwo moze równie dobrze ciągnac w dół. Całą rodzine.
Ollala, z tymi dziećmi płaczącymi to nie chodzi do końca o ten płacz, a raczej o reakcję rodziców, a bardziej "madek" lub jej brak, bo dzieciom wolno wszystko i nie wolno ograniczać ich kreatywności.
Ja przykładowo rozumiem, że jak ktoś leci samolotem z małym dzieckiem i jemu się np zatkają uszy to będzie ryczał. Wiadomo, że nie jest moim marzeniem siedzieć koło takiego dziecka, ale jak się trafi to trudno, nie umrę przecież, a i też wiem że nie łatwo uspokoić takiego malucha.
Jednak nic mnie tak nie wkurza, jak idę do restauracji zjeść na spokojnie i np stolik obok jest "madka" z dziećmi, które latają jak wolne elektrony, utrudniają pracę kelnerom i mają jeszcze ze sobą jakieś głośne zabawki robiące ciągle "dzyń, dzyń", a "madka" ma to gdzieś i w zasadzie to co za różnica czy Sebę poparzy gorący rosół czy nie🙃
Zmienię temat chwilowo, bo wkurzyłam się z rana jak nic !!! Mieszkam w bloku bez kanalizacji (mamy szambo) i uwaga właśnie dostałam podwyżkę cen za wywóz szamba - UWAGA 48zł/m3, przecież to jest jakieś chore ! Oczywiście do tego opłata za realne zużycie wody - jakieś 8zł/m3 i za szambo trzeba zapłacić tyle ile się zużyło wody bieżącej - bo nie ma tego jak inaczej podzielić.
Czy to są normalne stawki ? Prawie 60zł za m3 wody ???
Perlica, wiadomo, ze jak sa nieodpowiedzialni rodzice i męczący dzieciak w przestrzeni to jest to bardzo irytujące i uciążliwe. Ale choć ja naprawde nie jestem fanką dzieci to jednak uważam, ze duzo częściej zamiast nieodpowiedzialnych rodziców i męczących dzieci sie trafiają ludzie, którzy maja o wszystko pretensje i kręcą awantury o to, że dziecko to dziecko. Ale prawdę mowiac tą empatię do dzieci i ich rodziców nabrałam z wiekiem.
Dla mnie to często ludzie, którzy muszą zrobić "na opak". Są np. restauracje rodzinne, gdzie dzieci mają swoje menu, kąciki zabaw itd - to zamiast iść tam i korzystać lepiej się pruć w internetach na profilu knajpy, która napisze, że dzieci nie obsługują czy wybierać miejsce ewidentnie nie przystosowane do obsługi dzieciaków 🙃
Kiedyś nie trzeba było reguł, był zdrowy rozsądek, teraz trzeba tłumaczyć i zakazywać.
Nie lubię odgłosów dzieci i ogólnie nie przepadam za dzieciakami, kontakt z nimi mnie stresuje. Tak więc w samolocie mam słuchawki z ANC, unikam zakupów w osiedlowym warzywniaku o 13 (pora matek z dziećmi - pewnie po spacerach itd), nie pcham się do miejsc typowo rodzinnych/z targetem pod dzieci. Wybieram na wakacje hotele dla dorosłych lub miejsca bez atrakcji typowo pod dzieciaki. Tylko to jest o mnie - mam wybór, korzystam z niego, korzystam z rozwiązań jak uniknąć nieprzyjemnych dla mnie bodźców, bo często da się. Nie muszę hejtować tych dzieci i matek na zakupach o 13, mogę iść o innej porze. Totalnie rozumiem, że im ta pasuje pod spacer i rozkład dnia.
Facella, - ja w takich momentach w pracy czasem żartowałam, że whisky i herbata są w sumie podobne w kolorze 😉 współczuję ogromnie. Może da się zgłosić jakąś prośbę o zmianę prowadzącego te warsztaty?
xxagaxx, pewnie, że tak. Opieram się po prostu na własnych doświadczeniach i obserwacjach z mojego otoczenia. W znakomitej większości osób, które znam to jednak te relacje są przynajmniej poprawne.
Ollala, no ja mam odwrotne doświadczenia jednak.
To też przyczyna braku dzieci u mnie, bo bym była posądzona pewnie o znęcanie się nad dzieckiem, bo np. bym wymagała żeby dziecko do mnie nie pyskowało, nie wyzywało mnie i np mówiło dzień dobry sąsiadom. Mnie takie dzieci otaczają, chocby znajomych, ale wszystko jest tłumaczone adhd czy , że dziecko zmęczone. W głowie mi się nie mieści to.