Forum konie »

kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy

rudziczek, dzięki. Z tym top 3 wiedzy o koniach to masz rację hahah, to standard.

Ja w lesie pozwalam na przekąski przy sosenkach czy innych gałązkach, ale na ewidentne podjechanie i stop przy nich, nie na żarcie w czasie jazdy.
Aurvilea, ja ci odpowiem jako amator, osoba od kilku lat jeżdżąca na szkółkowych koniach, w szkółkach, mozolnie robiąca postępy. Konie w rekreacji łatwo nie mają. Instruktorzy zresztą też. Przychodzą do nich ludzie, którzy sobie nie radzą, mają różny poziom, czasem błędne nawyki itd. Prawdopodobnie twoje umiejętności są jeszcze za małe na opanowanie trudniejszego konia, a konie w szkółkach wcale takie łatwe nie są. Doskonale wyczuwają słabość jeźdźca, tak jak to napisała Sankatarina już na etapie przygotowania do jazdy. Kombinują, sprawdzają - jak wyczują słabość to ją wykorzystują, a potem to już mogiła, pozamiatane bo koń zaczyna robić z tobą co chce.
Każdy koń jest też trochę inny. Każdego trzeba się nauczyć. Pierwsza jazda na nowym koniu zawsze jest trudna (albo pierwsza po dłuższej przerwie). Koń też może mieć zły dzień. I ty możesz mieć zły dzień. Mnie się zdarzyło wsiąść na konia, który dla mnie jest "latwy" i byłam w ciężkim szoku, bo w ogóle sobie na nim nie radziłam. No robił ze mną co chciał. Serio. Nie wiem co było powodem, czy on miał muchy w nosie, czy ja byłam w kompletnej rozsypce. W końcu zsiadłam, pospacerowałam chwilę w ręku, wsiadłam znowu i jakoś poszło, ale nadal było ciężko. Za kilka dni śmigałam na nim aż miło.
U nas są trudne konie, nie jest łatwo. Stopniowo "wchodzisz" na coraz trudniejsze. I też nieraz miałam wrażenie, że to koń jest wredny albo źle zrobiony albo coś, bo na innym jadę i jest spoko, a na tym ni huhu. A zaraz po mnie, albo na drugi dzień wsiada na konia lepszy jeździec i koń idzie pod nim jak złoto. Także teraz wiem, że to nie konie są słabe. To mnie brak umiejętności, albo robię coś źle i nawet tego nie czuję, bo po prostu wiedza i umiejętności są jeszcze za słabe. Czasem jak coś nie idzie to słychać komentarz instruktorki - bo siedzisz za bardzo na prawym pośladku, bo dzisiaj masz słabą lewą łydkę, bo napięłaś za bardzo łopatki, bo się skrzywiłaś itd itp. Ona to widzi, koń to czuje, ale czasem trudno jest kiepskiemu jeźdźcowi to poprawić. Czas, czas, czas. Dupogodziny, dupogodziny, dupogodziny. Nie skreślaj konia i instruktorki po pierwszej jeździe.


ale mnie osobiście krew zalewała, kiedy zaczynam jazdę, a tu pani na koniu (bo to niestety zazwyczaj kobiety) nagle pozwala temu koniowi zmienić kierunek "no ale on chciał!".... . . . ... ...A jak mamy ślamazarne gramolenie się na konia, 20 razy poprawianie strzemion, siebie, majtek, kasku, kooperacji Marsa względem Wenus.... .

Sankaritarina, to co napisałaś jest dość wredne. Serio? Krew cię zalewa, bo uczysz kogoś kto jeszcze nie umie? Ta Pani na koniu pewnie jeszcze nie wie, że nie powinna pozwolić konikowi skręcić, a jeśli wie, to może nie potrafi jeszcze go przed tym powstrzymać. Ktoś się ślamazarnie gramoli, bo jeszcze nie potrafi sprawnie wsiąść, nie wie jak poprawić strzemiona, nie ma wprawy, nie jest przyzwyczajony do kasku i mu przeszkadza, więc próbuje go poprawić, majtki mu wchodzą w dupę, a jak siodła konia to się go zwyczajnie boi. BO JEST POCZĄTKUJĄCY. Ma do tego prawo. I dlatego przychodzi do szkółki, żeby ktoś mu dał czas i żeby ktoś mu milion razy powtarzał to samo aż się nauczy i utrwali. Bo jazda konna nie jest łatwa, panowanie nad swoim strachem, ciałem, ruchem konia nie jest łatwe.
myślę, że Sankaritarina w bezpośrednich słowach wyraziła, że praca z koniem, jak z każdym zwierzęciem, ma swoje konsekwencje. I o ile rozpuszczony york będzie po prostu upierdliwy, to rozpuszczony koń może być zwyczajnie niebezpieczny. chodzi o to, że każde zachowanie czegoś konia uczy – także niechcianych reakcji.

Jasne, że początkujący jeźdźcy mają prawo nie umieć. Ale nawet jeśli nieświadomie, to też mają wpływ na zachowanie koni szkółkowych. I to nie znaczy, że są „źli”, tylko że jeśli ktoś jest totalnie rozlazły, wystraszony i bez konsekwencji – to koń (jak każde zwierzę) będzie to wykorzystywał. no a z tego to już prosta droga do takich sytuacji jak opisuje Aurvilea. absolutnie nie odbieram nikomu prawa to poprawiania strzemion 10 razy w ciągu treningu, ale jeśli 10 razy robi się w to w "złym" momencie, to trzeba wziąć na klatę, że odrobienie tego nie będzie przyjemne. inna kwestia, że oduczanie złych nawyków to powinna być rola właścicieli / trenerów ze szkółki, nie klientów. a to chyba niezbyt często się zdarza
kamcia665, dokładnie, ja pamiętam jak pracowałam jako luzak i jak w szkółce (która była przy pensjonacie) zdarzył się jakiś ananas, to ktoś z ekipy naprawiał. Czasem wystarczyło raz, czasem trzeba było żeby ktoś z ekipy "wziął w trening" tego konia i częściowo wykluczano go z jazd z mniej doświadczonymi ludźmi którzy sobie nie radzili. Nie zdarzyła się taka sytuacja żeby któregoś z koni szkolkowych nie udało się w ten sposób naprawić, nawet na małą kucynke mieliśmy odpowiedniego jeźdźca.

I to też przekłada się na jakość nauczania. No bo sory, jak koń jest źle nauczony to jak do jasnej ciasnej ma nauczyć prawidłowo początkującego jeźdźca? Jasne, nie oczekuje że koń będzie wykonywał nie wiadomo jakie elementy w szkółce ale kurcze są pewne podstawy, a jedną z nich odpowiedź na łydkę.
Ja w szkółce siedziałam na koniu 11 razy, 1 raz na lonży i 10 razy w zastępie, bo tyle miał karnet.
Na 4 lekcji skakałam i galopowałam na 4 latku, bo był super łatwy. Stąd myslałam że konie takie po prostu są. Potem siadałam na różne konie już pensjonatowe i tu nie było już tak łatwo.
Następnie trafiłam na tor i uczyłam się jeździć zajeżdżając konie 🤣stąd mimo ogormnego talentu na tamtym etapie jeżdżę strasznie, bo mam własne nawyki i sztywność, które były obroną jakąś żeby ciągle nie lecieć wystrzelona jak z armaty na młodziakach galopujących na torze 😜🏇
EMS Ludzie mają prawo nie wiedzieć i popełniać błędy. Za przekazywanie wiedzy jak coś ma wyglądać i "wytykanie" błędów płacą instruktorowi. Ten układ teoretycznie jest jasny i klarowny: uczeń nie wie, więc słucha się instruktora. Teoretycznie, bo jest jeszcze zjawisko, najczęściej wśród pańć w średnim wieku, bambinizacji i antorpomorfizacji koni. Wtedy relacja instruktor-uczeń może ulec zachwianiu, bo pańcia NIE WIERZY, że futrowanie konia smaczkami nie spowoduje, że będzie ją bardziej lubił i bardziej się jej słuchał. Że koń nie rozumie, że pozwalamy mu stępować, bo ona "już nie ma siły"/"musi poprawić"/"boi się" itd, tylko kojarzy związek przyczynowo skutkowy np. machnę mocniej głową to pozwolą mi przejść do stępa i sobie odpocznę. Bo przecież koń nie ma złych intencji, więc automatycznie chce NAM zrobić dobrze, tylko trzeba go wystarczająco kochać. Otóż nie- koń chce zrobić dobrze SOBIE, a koni nie trzeba "kosiać" za to trzeba je szanować i rozumieć. Jak trzeba to jednej osobie powtórzyć 300 razy na jednej jeździe, a ona dalej nie stosuje się do wskazówek instruktora to może człowieka szlak trafić. Bo każdy instruktor, nawet najbardziej kompetentny i profesjonalny jest tylko człowiekiem. Do tego zdaje sobie sprawę z tego, że to on, czasem w sposób mało delikatny i miły dla oka, będzie musiał wytłumaczyć koniowi szkółkowemu, że tak nie wolno.
Konie szkółkowe mają ciężkie życie, co wynika z charakteru ich pracy. Filozofowanie i nadinterpretacje pańć naprawdę sprawia, że ich życie jest jeszcze trudniejsze. Najważniejsze, to słuchać instruktora, nawet jeśli prosi o zrobienie czegoś, co nam się w tym momencie z różnych przyczyn nie podoba- bo się boimy, bo konik biedny itd. Jeśli nie ufamy, że instruktor wie, jak nas nauczyć i chce to zrobić oraz że wie jak dbać o konie i chce to robić, to zmieńmy instruktora. W przeciwnym razie niczego się nie nauczymy i będziemy generować frustrację u siebie, konia i szkoleniowca.
rudziczek, IMHO to działa ale jak się ma zajęcia indywidualne. Sama ostatnio wizytuje w szkółkach (bo mój koń z odznaka mi nie pomoże) i jest duże pole do nieegzekwowania nieodpowiedniego zachowania konia którego instruktor po prostu nie zauważy bo ma tylko jedną parę oczu. A z mojego krótkiego riserczu trudniej jest o zajęcia indywidualne - nie tylko z punktu widzenia kosztów (bo są wiadomo droższe, ale z drugiej strony ma się 100% uwagi instruktora a nie 25%) ale po prostu niektóre szkółki nawet ich nie oferują.

Perlica, jezuuuu młodsza i odważniejsza ja to by w to szła jak dzik w maliny. Dzisiaj już mi się nie chce, z ziemi konia przygotuje a ewentualne intro-rodeo niech ma ktoś inny 🤣
Może obszerny wstęp teoretyczny przed pierwszą jazdą w siodle byłby dobrym rozwiązaniem. Choć pewnie odrzucało by to niecierpliwych.
donkeyboy, no miałam nie całe 16 lat jak trafiłam na tor , widoków na własnego konia zero, więc trza było sobie radzić jakoś.
Na torze za pomoc można bylo sobie śmigać, więc super opcja to była.
Teraz zajeżdżam tylko własne konie i co konia sobie powtarzam,że to ostani młodziak jakiego kupiłam 😝😝😝😝 ale,że cieżko trafić quality konia zrobionego już w budżecie moim to ciagle kupuje młodziaka😂
donkeyboy Może rzeczywiście mam skrzywione spojrzenie. Ok 20 lat pracowałam jako instruktor, z czego 10 ostatnich lat prowadziłam w zdecydowanej większości jazdy indywidualne. Pod Lublinem, gdzie działałam, Instruktorów z jazdami indywidualnymi było naprawdę dużo, ale to nie były typowe "masówki" tylko mniejsze działalności na max kilka koni.

Jak mamy jeźdźców z dobrymi podstawami, to da się poprowadzić naprawdę fajną, sensowną jazdę rekreacyjną dla 2 par. Jazdy w grupie większej niż trzy osoby to w moim odczuciu totalne nieporozumienie.
Miałam krótki epizod pracy w typowej "masówce". Jak prowadziłam zastępy po 5 osób, po jednej jeździe 45min byłam bardziej zmęczona niż po 5 indywidualnych, konie też, a uczniowie uczyli się mniej. Rozumiem jednak czynnik ekonomiczny i lokalowy.
mindgame Wydaje mi się, że właśnie przeteoretyzowanie bez wyjeżdżonych dupogodzin jest często problemem. Albo to, że ludzie z różnych metod i teorii biorą sobie tylko pasujące im elementy jak ze szwedzkiego stołu, gubiąc kontekst i założenia całościowe. Przykład: pańcia przeczytała "Gdyby konie mogły krzyczeć" i wyczytała tam, że "jeżdżenie na luźnej wodzy koniowi nie szkodzi" (rzeczywiście pada tam takie stwierdzenie). No więc postanawia to na jeździe uskuteczniać. Koń tupta w żółwim tempie z zadem w lesie, bo tego, że według tej samej książki, koń ma iść aktywnie od zadu, to już pańcia nie zarejestrowała. Koń krąży również po ujeżdżalni jak wolny elektron, bo możliwości kierowania są mocno ograniczone i ogólnie uczy się głupot. Ale pańcia jest szczęśliwa, bo przecież TO KONIOWI NIE SZKODZI, bo tak napisali w książce. No i nie przetłumaczysz, że ogólnie tak, ale nie do końca...
rudziczek, - brakuje mi przycisku "lubię to" 😅 Dzisiejszym problemem nie jest dostęp do wiedzy czy jej brak, a brak wiedzy jakkolwiek usystematyzowanej, łączącej się w logiczną całość + teoretyzowanie bez praktyki.
czy są jakieś fajne solone lizawki smakowe by zachęcić konia do jej lizania…?? Bo mój jest strasznie wybredny jeżeli chodzi o takie sprawy
rudziczek, miałam na myśli teorie nie tyle techniki jazdy co ogólnie traktowania konia, bezpieczeństwa, psychiki konia itd. jak się zachowywać w stajni, przy koniu, co wolno, czego nie wolno.
EMS Ludzie mają prawo nie wiedzieć i popełniać błędy. Za przekazywanie wiedzy jak coś ma wyglądać i "wytykanie" błędów płacą instruktorowi. Ten układ teoretycznie jest jasny i klarowny: uczeń nie wie, więc słucha się instruktora. Teoretycznie, bo jest jeszcze zjawisko, najczęściej wśród pańć w średnim wieku, bambinizacji i antorpomorfizacji koni. Wtedy relacja instruktor-uczeń może ulec zachwianiu, bo pańcia NIE WIERZY, że futrowanie konia smaczkami nie spowoduje, że będzie ją bardziej lubił i bardziej się jej słuchał. Że koń nie rozumie, że pozwalamy mu stępować, bo ona "już nie ma siły"/"musi poprawić"/"boi się" itd, tylko kojarzy związek przyczynowo skutkowy np. machnę mocniej głową to pozwolą mi przejść do stępa i sobie odpocznę. Bo przecież koń nie ma złych intencji, więc automatycznie chce NAM zrobić dobrze, tylko trzeba go wystarczająco kochać. Otóż nie- koń chce zrobić dobrze SOBIE, a koni nie trzeba "kosiać" za to trzeba je szanować i rozumieć. Jak trzeba to jednej osobie powtórzyć 300 razy na jednej jeździe, a ona dalej nie stosuje się do wskazówek instruktora to może człowieka szlak trafić. Bo każdy instruktor, nawet najbardziej kompetentny i profesjonalny jest tylko człowiekiem. Do tego zdaje sobie sprawę z tego, że to on, czasem w sposób mało delikatny i miły dla oka, będzie musiał wytłumaczyć koniowi szkółkowemu, że tak nie wolno.
Konie szkółkowe mają ciężkie życie, co wynika z charakteru ich pracy. Filozofowanie i nadinterpretacje pańć naprawdę sprawia, że ich życie jest jeszcze trudniejsze. Najważniejsze, to słuchać instruktora, nawet jeśli prosi o zrobienie czegoś, co nam się w tym momencie z różnych przyczyn nie podoba- bo się boimy, bo konik biedny itd. Jeśli nie ufamy, że instruktor wie, jak nas nauczyć i chce to zrobić oraz że wie jak dbać o konie i chce to robić, to zmieńmy instruktora. W przeciwnym razie niczego się nie nauczymy i będziemy generować frustrację u siebie, konia i szkoleniowca.

rudziczek, Oooo, to, to, właśnie, podpisuję się wszystkimi kończynami.

EMS, Proszę przeczytać wypowiedź Rudziczek. Post Kamci też.
Błędnie założyłaś, że jeździec przeze mnie wspomniany był początkujący.
No i ciągle nie o tym idzie rzecz = koń się nie zastanawia kto na nim siedzi.

Może obszerny wstęp teoretyczny przed pierwszą jazdą w siodle byłby dobrym rozwiązaniem. Choć pewnie odrzucało by to niecierpliwych.
mindgame, To Zależy. Tzn wszelkie warsztaty teoretyczne etc, itp, dodatkowe godziny na teorię, wykłady, cokolwiek - są bardzo fajne i trafiają do większości.
Ale właśnie istnieje też ten rodzaj jeźdźców, którzy w teorii mają wszystko w małym palcu, przeczytali x książek, ale brakuje praktyki. I nawet nie ma chęci na nabranie tej praktyki.

Perlica, Znałam parę takich koni - bardzo rzadkie, jednostkowe przypadki, ale istniały/istnieją.... przewiozą każdego przez wszystko, tyłem naprzód. Taki koń to rarytas oblegany w szkółce.
sankaritarina rzadkie i nierzadkie 🙂
Znam taka szkółkę, która działa, ma obłożenie, konie są ogarnięte i właśnie tego typu, bez znaczenia czy jazda indywidualna czy grupowa to ludzie się faktycznie uczą.
Ale to wymaga dużo myślenia, dużo pracy własnej i dużego zaangażowania właściciela i instruktorów.
Kasy też wymaga, bo takie konie które wszystkich przewiozą przez wszystko - kosztują.
Ale można, są dowody w okolicy Szczecina 🙂
Może obszerny wstęp teoretyczny przed pierwszą jazdą w siodle byłby dobrym rozwiązaniem. Choć pewnie odrzucało by to niecierpliwych.
mindgame, i bardzo dobrze, niech odrzuca niecierpliwych. W jeździectwie nie ma rozwiązań instant, jest długa, żmudna, powtarzalna, konsekwentna praca, której efektów prawie nigdy nie widać natychmiast. To nie jest sport dla niecierpliwych i im wcześniej to zrozumieją, tym lepiej dla wszystkich, z końmi włącznie.

faith, chętnie się dowiem co to za szkółka, bo mnie co rusz ktoś pyta, gdzie zaczynać, a ja w żadnej z okolicznych stajni ogólnodostępnych nie byłam w formie innej niż z aparatem i nie wiem co im odpowiadać 😂
Myślę, że ogólnie twór "dobry koń szkoleniowy w szkółce" jest niedoceniany. To jest zwierzę odznaczające się wieloma cechami, ale dwie podstawowe to złoty charakter i żelazne zdrowie.

Żelazne zdrowie nie wymaga omówienia- myślę, że wszyscy wiemy, że żeby się koń "opłacał" to musi pracować i być względnie tani w utrzymaniu (ale oczywiście trzeba o to zdrowie dbać).

"Złoty charakter" to natomiast temat rzeka. Bardzo dużo zależy od instruktorów: jak prowadzą jazdy, czy sami korygują konie, czy nie stawiają koniom i jeźdźcom zbyt wysokich wymagań, czy konie nie są przeciążone pracą, czy jazdy są dla koni ciekawe (!), czy edukują swoich jeźdźców, jak wygląda "czas wolny" rumaków itd. Nie każdy koń może mieć ten "złoty charakter" i nadawać się do szkółki- musi mieć pewne wrodzone cechy. Ale też to nie jest tak, że to się dzieje samo, koń się taki urodził albo nie i już. Charakter też można kształtować. Czasem wystarczy, żeby koń nie był bardzo elektryczny i do tego dobrze wyszkolony pod siodłem i wychowany w obejściu- i mamy bardzo dobrego konia szkoleniowego. Tylko to wymaga czasu i umiejętności kogoś, kto tego konia wyszkoli. Jeśli konie szkółkowe są kupowane na zasadzie: aby się zmieścić do 20 000 zł, był zdrowy i nie za stary, a do tego nie ma możliwości dalej inwestować w szkolenie tych koni, no to raczej się nie uda. Bo KAŻDEGO, nawet złotego konia można zepsuć, a nie każdego zepsutego konia da się potem naprawić🙁
facella priv 🙂
Ja się wypowiem z perspektywy instruktora - naprawianie koni szkółkowych to walka z wiatrakami. Jasne, że ciągle konie naprawiamy. Jasne że dopasowujemy poziom jeźdźca do konia, jasne że uczymy ludzi jak jechać prawidłowo. Ale żeby koń dobrze chodził, to musi jeździć na nim dobra osoba i tyle. Jeźdźcy będą psuć, instruktorzy będą naprawiać.
Co do ,,naprawiania” przez jeźdźców - to tak nie działa. Mam jeźdźca, który sobie z koniem poradzi, to go na niego wsadzam. Mam konia który kombinuje, to uczę jeźdźców jak nie dać sobie w kaszę dmuchać. Proste i logiczne.

EMS, poruszyłaś tutaj istotny temat. Ciekawe jest to, jak drobne rzeczy wpływają na konie. Nieraz mi się zdarzało, że osoba prosto z lonży radziła sobie z koniem, z którym nie radziły sobie osoby zaczynające pierwsze galopy. Był u nas kucyk, którego dzieci albo kochały, albo nie potrafiły sobie poradzić. Albo kucynka, która czasem miała już wszystko na nie (dziecko nie może kierować, koń ciągnie do zastępu) i trzeba było na dwa kółka wsiąść i ją „zresetować”. Był koń który szedł wszystko pod dziewczynką zaczynającą przygodę ze skokami, a dwa dni później dziewczyna bardziej doświadczona nie mogła go zmusić do byle kawaletki. Wszystko miało oczywiście swoją przyczynę w dosiadzie, ręku, spięciach w ciele, różnych drobnych różnicach u tych jeźdźców.
Ehh forum mi zezarlo wiadomosc...
Nevermind, jak nie będzie tej "walki z wiatrakami" to będzie tylko regres. Poza tym co to znaczy, "dobrze chodzi"? Koń szkółkowy chodzący dobrze to koń, który sobie drepcze po śladzie równym tempem bez gwałtownych ruchów, typu "a tu się zatrzymam, a tutaj sobie wejdę do środka", bo osoby początkujące tego właśnie potrzebują. Jak już ogarną swoje własne ciało na tym koniu, to można zacząć wymagać więcej i wtedy potrzebny jest koń, który ładnie reaguje na nieudolne pomoce. A jak już te pomoce jeździeckie będą ogarnięte, to można delikwenta wrzucić na konia, który wymaga pewnego ogarnięcia jeździeckiego, bo inaczej będzie stać 45 minut pośrodku ujeżdżalni. Pomijanie tych kroków kończy się frustracją u wszystkich, z końmi włącznie. Nie można też oczekiwać, że każdy od razu będzie super jeźdźcem. Oczywiście że będą jeźdźcy słabi, ale nie można ich karać koniem, z którym sobie nie poradzą i nie można też mieć do nich pretensji o słabą jazdę i "psucie" koni. Każdy się kiedyś uczył i każdy ma na koncie popsute konie.
W szkołce, w której jeźdz moja córka, w moim odczuciu najlepszymi końmi sa pokarierowe konie wwkwoskie. jak im się nie przeszkadza i delikwent już ma niezłą równowagę to naucza tempa, kontaktu itd. nie ma wlaki z zadieraną głową bo one się poruszają z założenie "ekonomicznie". Skaczą "edukacyjnie", bo mają równą fulę i rytm jak zegar szwajcarski. Dobre reaguja na pomoce bo wiele z nich ma sporo folbluta więc nie są zamulone, a czasy gdy były ponadnormatywnie elektryczne dawno za nimi.
Nevermind, - naprawianie tych koni, czy raczej pilnowanie pewnego poziomu ujeżdżenia to część pracy instruktora i tyle. To nie jest walka z wiatrakami, a maintenance maszyny, żeby działała 😉 Proszę nie krzyczeć na "maszynę". W pewnym sensie koń do nauki to taki sprzęt, o niego trzeba dbać, żeby dobrze działał. Tym dbaniem będzie karmienie, dobór siodła, wet, fizjo, ale też właśnie co jakiś czas praca pod instruktorem.
Facella, - "lubię to" 🙂

Pracowałam z końmi pięciobojowymi i one były z gatunku "złote", ale też co jakiś czas wsiadałam luzak czy trener, żeby je przejechać i zresetować po błędach. Nawet najlepszy koń ma ograniczoną tolerację. Te koniki na prawdę fajnie reagowały na pomoce, sama dużo wyniosłam z jazdy na nich i kilka razy mega mnie zaskoczyły poziomem umiejętności - w pozytywnym sensie.

kotbury, - określenie koń-profesor nie wzięło się znikąd 😉 tylko kiedyś było takie, że jak koń 15+ czy już po sporcie, to fe, zajechany trup... a to właśnie często zwierzaki, które mają duże umiejętności, ułożoną głowę, tylko już wyczynowy wysiłek nie dla nich. Za to do nauki, dla dzieci, top.
kotbury, oesu tak, emerytowani WKKWisci to najzłotsze konie na świecie. I nie tylko te emerytowane. To są takie składanki charakteru, odwagi i zdolności, że czasem ciężko uwierzyć w ich istnienie 😅
Nevermind, ja mam jeszcze jedno spostrzeżenie, być może błędne. W tej mojej szkółkowej walce o to, żeby się nauczyć doszłam do wniosku, że na początku swojej jeździeckiej drogi warto zmieniać konie. Każdy koń czegoś innego nas uczy, uczymy się też reagować na różny chód, zachowania, temperament itd. Jeśli zawiesimy się na jednym koniu, to możemy kiedyś zupełnie nie poradzić sobie z innym. Warto moim zdaniem wybrać stajnię gdzie tych koni jest kilka, kilkanaście. Gdzie są dopasowywane do jeźdźców, ale też zmieniane. Warto też raz na jakiś czas pojechać do innej stajni, na weekend albo urlop, zresetować głowę, zmienić konie, zmienić instruktora. Przekonać się gdzie jeszcze mamy błędy, luki, niedociągnięcia. Każdy instruktor na coś innego zwróci uwagę i będzie poprawiał inne błędy - to też jest cenne. Czasem wytłumaczy coś w innych słowach i lepiej do nas trafi.
Rozmawiałam kiedyś z pewną Panią, która opowiadała mi, że miała swojego konia i świetnie jeździła. Potem już konia nie miała (nie pamiętam dlaczego) i po niezbyt długiej przerwie chciała wrócić do jazdy na koniach stajennych. I nie potrafiła.
keirashara, wiele z tych koni nie jest/ nie było 15+. Ot konie po kontuzjach, które do sportu nie wróciły bo w sporcie wyczynowym często nie ma czasu na "leczenie" młodziaka, jeśli naprawdę nie jest olimpic prospect. To znaczy, konie się leczy oczywście, ale tabela już uciekła więc się dalej nie inwestuje czasu w nie, i nie ryzykuje obciążeń sportowych. Idą do rekry tu, zyją sobie aktualnie na wolnym wybiegu w stadzie i sa lofciane przez dzieciaki. Kobyły po wyźrebieniu, które nie zostały dalej do hodowli, konie, które sa tu rekreacyjnie użyte do bryczki, a żeby się nie "rozleniwiły" przez resztę czasu, to pracują pod dziećmi.

Akurat tu jest coś czego moim zdaniem brakuje w wielu stajniach nawet tych "niby sporotwych"- jest zajebista, ale to zajebista praca z końmi od podstaw. Konie stąd (te do sportu czy do mniejszego sportu, handlowe) - wszystkie jak jeden otrzymują taką samą podstawę szkoleniową wszechstronna na bardzo dobrym poziomie. I dopuki nie osiągną pewnego minimum nigdy nie są wystawiane.

Ja dlatego min. odwlekam zakup konia kolejnego dla siebie (córki). Bo jak sobie pomślę, że mam jeździć i wsiadać na konie, które guzik umieją, są sztywne jak dyszelchoć w ogłoszeniu napisane co innego, to mi się odechciewa. A taki jest obraz polskiego rynku handlu końmi.
A moje dziecko na mojej kobyle jeździć nie chce bo cytuję - "ona nie skacze"🙂

Ja bym najchetniej kupiła jedną tu emerytkę ze szkołki, ale ona akurat już za duża emerytka🙂 dla nas.
EMS, to akurat nic dziwnego, zakładając że jeśli ktoś np. jeździ na koniu zrobionym i potem musi wrócić do szkółki to jest to frustrujące na maksa. Nie oznacza to że nie umie jeździć tylko jeśli koń w szkółce nie jest wyszkolony podstawowo to taka jazda wcale nie jest fajna ani nie wiem czego ma uczyć, jeśli np. koń nie odpowiada na pomoce tak jak tutaj początkowo ktoś opisywał. Ja jak kiedyś wróciłam po baaardzo długiej przerwie do jazdy (dzierżawa) to wielokrotnie płakałam (xD) że "ojjj bozeeee już nie umiem jeździć bo ten koń nie robi tego co konie w pracy" w sensie takich podstaw jak wew. łydka do zew. wodzy. Long story short, musiałam na tym koniu trochę pojeździć żeby przepracować i nagle już umiał 😉

Oczywiście są też sytuację że ktoś sobie "zcustomizował" konia z przyciskami niezgodnymi ze sztuką. No bo można przecież nauczyć konia zagalopować od czego tam się chce, to wiadomo że koń klasycznie nauczony tego nie zrozumie.

Dlatego tak, ważne aby zanim się ma swojego konia trochę się ojeździć i też nabrać preferencji co się lubi. Konie są różne. Jeden jeździec uwielbia konie typu rakieta, inny woli konia który nie jest tak do przodu. Z czasem można zmienić preferencje tez. Jak kupujesz to skąd masz wiedzieć czy się polubicie czy nie skoro nie wiesz czego szukasz 🙂

kotbury o to to
donkeyboy, no ale widzisz, to co piszesz to jest zwalanie winy na konia, a nie na jeźdźca. I oczywiście, nie znam sytuacji, nie wiem jak jeździsz. Pewnie w twoim przypadku rzeczywiście koń nie reagował prawidłowo. Ale jeśli na konia wsiadają dwie różne osoby i jedna jedzie, a druga nie jedzie to gdzie jest błąd? W koniu? No raczej nie.
Tak jak pisałam, u nas mamy trudne konie. Są nieco znieczulone, są problematyczne, kombinujące - jak to szkółkowe. Ale jeśli ktoś prawidłowo zadziała pomocami to nie ma problemu. Jadę do innych stajni, wsiadam na inne konie i generalnie umiem jeździć. Wnioskuję z tego, że te podstawy, których się u nas uczę są dobre. Obserwowałam różne akcje w stajni. Raz przyjechała na brąz kobieta, która w innej stajni pracowała jako instruktorka. Wsiadła wcześniej kilka razy na klacz, na której miała zdawać egzamin. Nie zdała. Innym razem przyjechała grupa osób z innej stajni na jeżdżę konno. W różnych wieku, dorośli, młodzież, dzieci. Przyjechali, wsiedli po raz pierwszy na te nasze "trudne konie" i super sobie poradzili. Instruktorka powiedziała, że po prostu bardzo dobrze jeździli. Nie mieli żadnych problemów. Zdarza się, że przyjeżdża dziecko albo nastolatka, która ma zdany brąz, skacze itd, a u nas nie potrafi sobie poradzić z koniem profesorem. Takim prawdziwym profesorem - że dzieciaki, które trochę ogarniają robią na nim wszystko. A przyjeżdżają też takie dzieciaki, które wsiadają na ambitne konie i naprawdę świetnie sobie radzą.
Raz jeździłam na koniu, gdzie do zagalopowania nawet nie potrzebowałam przykładać łydki, koń zareagował już na na samo jej spięcie. U nas na niektórych koniach trzeba się naprawdę przyłożyć, żeby koń zagalopował. I teraz tak - ja na takim łatwiejszym zagalopuję, a gdyby było odwrotnie? Gdybym się uczyła galopować na takim łatwym? Czy potrafiłabym zagalopować gdyby poziom trudności wzrósł?
EMS, zastanawiam się co masz na myśli mówiąc, że koń jest trudny. Bo to, że koń nie reaguje od razu na poprawne pomoce to nie oznacza ze jest trudny. Trudny koń to np. koń jebnięty, który ma swoje pomysły na życie bo odskakuje, nakręca się, bryka. Konie rekreacyjne tak jak ktoś już tu napisał po prostu doskonale wiedzą z kim mają do czynienia od samego poczatku jazdy, nawet siodłania. Dla osoby, która nie jeździ długo to owszem jest trudne, żeby koń wykonywał polecenia bo jeszcze sama nie potrafi tego dobrze wyczuć albo zrobić ale to wcale nie oznacza, że koń jest trudny :P Bo to nie jest jakiś skomplikowany proces, wystarczy że koń na samym początku sprawdzi granicę np. próbując skręcić nie tam gdzie chce jeździec albo ruszając za wcześnie. Proces "prostowania" takiego konia to zazwyczaj jedna zdecydowana reakcja, żeby mu wybić głupoty z głowy a potem już przy stosowaniu poprawnych pomocy wszystko powinno działać dobrze. Trudne konie, które ja mam w głowie to na pewno nie są konie do rekreacji.

I w sumie jeszcze dodam, że trudne to mogą być w rekreacji konie młode albo niedoświadczone. Nie powinno takich koni w rekreacji być, no ale wszyscy wiemy jak jest.
Ollala,, z mojej pozycji laika, trudno mi będzie odpowiedzieć na pytanie czym jest "trudny" koń. 😉 Jasne, nie chodzi mi o konia niebezpiecznego, czyli takiego, który bryka, ponosi itd. Trudny dla mnie to taki, który mniej wybacza błędy, który mocniej wykorzystuje słabość jeźdźca. Taki, na którego trzeba dobrze, prawidłowo i zdecydowanie działać, żeby prawidłowo pojechać. I np mamy konia profesora, który jest łatwy w prowadzeniu, wybacza błędy, wsiadasz na niego i wystarczy, że masz opanowane podstawy a ten koń cię posłucha. I potem są konie nieco trudniejsze, które po pierwsze wyczuwają błędy dosiadu, niepewność itd i potrafią i chcą to wykorzystać. I tutaj jeśli nie będziesz trzymać tego konia mocno, prawidłowo, pewnie w pomocach to trudno będzie na nim jechać. Popełnisz błąd - koń to wyczuje i wykorzysta. Zatem im mniej koń wymaga od jeźdźca doświadczenia i umiejętności i poprawności dosiadu tym jest łatwiejszy. Im wymaga więcej, tym jest trudniejszy. Tak ja na to patrzę. Ciągle jednak mówimy o koniach rekreacyjnych, szkółkowych.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się