Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

keirashara, Różnie bywa z tym telefonem i mesendżerem. W moim otoczeniu też raczej takiego podziału nie ma tj. żeby ten telefon był zarezerwowany tylko dla bliskich.

No niemniej jednak jak ktoś o numer prosi, a ten drugi daje, to jest to znak, że chce kontaktu.

Dementek, Najprostsze rozwiązania są najlepsze - nie chcesz kontaktu? Nie dajesz numeru telefonu.
Sankaritarina, szczerze? Gorzej, jakby niektórzy dostali mój numer służbowy, który odbieram, czasem nawet po pracy i w dni wolne, bo muszę. Piszę ,,czasem", bo zależy, kto dzwoni. A prywatnego telefonu nie odbieram, jak nie mam ochoty 🙂
Poza tym problem, o którym pisałam, już jest nieaktualny. No, jeszcze koleżance muszę wybić z głowy poszukiwania dla mnie kandydata na potencjalnego męża, chociaż zaczynam mieć z tego ubaw, jak przyjeżdża z terenu i mówi, że ten facet fajny, a drugi to by do mnie pasował, bo coś tam.
Dementek, lepiej mieć opcje niż i z nich nie korzystać niz nie mieć.

Ja czuję się się samotnie. Te wszystkie ostatnie znajomości są krótkie i nie działają. Albo ja nie chcę, albo druga strona nie przejawia inicjatywy. 🙁 jak czuję się dobrze bo ktoś się kręci obok to jestem mądra i sama sobie daję świetne rady, ale jak dopada mnie taki kryzys jak dziś to średnio mi idzie pomaganie samej siebie:/ tak bardzo chciałabym w końcu spotkać swojego człowieka. Nie chcę musieć być szczęśliwa samotnie, chciałabym być szczęśliwa z kimś. Jednak ludzie są osobami społecznymi i umiem czuć się szczęśliwa momentami sama ze sobą , ale w głębi serca jednak chcę żeby był przy mnie ktoś.

mindgame, nawet nie wiesz jak Cię rozumiem. Mam 27 lat, rok temu zakończyłam wówczas pięcioletni związek, od marca mieszkam sama. Na swoim koncie dotychczas mam jedną relację, w której "przegrałam casting"(gość przyjeżdżał do mnie na weekendy, a w tygodniu spotykał się z innymi xDDD), parę prób swatania mnie przez koleżankę/przyjaciółkę, milion kont na tinderze czy innych i... nic. "Wydałam" swoje dwie najbliższe przyjaciółki za mąż, jedna ma dziecko, a ja jestem na takim etapie życia, że jutro jadę po trzeciego kota. Ciągle uczę się "samodzielności", ale kurczę, ile można być samemu sobie. Brakuje mi paskudnie mieć do kogo się odezwać po pracy, pojechać na wycieczkę po okolicy czy iść na spacer, ale nie ma z kim. Czasem się boję, że nie znajdę tej swojej osoby i nigdy nie założę rodziny 🙁
Teraz chyba takie czasy. Ja od 2 lat sama, po 7 letnim zwiazku, chwile bylam na tinderze, ale szybko mi sie odechcialo, a jak widze co te chlopy pierdziela za durnoty w internecie, to juz w ogole :P W miedzyczasie dalam sie wyrolowac dwom frajerom 🤡 wiec jakikolwiek zapal jest mocno w regresie xD
Kwestia zapewne mocno indywidualna, ale mysle ze z wiekiem sie zaczyna doceniac ten spokoj i zycie dla siebie. Wiadomo, ze czasem brakuje drugiej osoby, ale stan do przezycia.
budyń, jestem tego samego zdania. Od 2 lat jestem singielką, w międzyczasie również mnie wyrolował typ, od stycznia już się z nikim nie spotykam i dawno nie czułam się tak dobrze, jak w obecnej sytuacji. Jest mi po prostu dobrze samej ze sobą, mam czas na wszystko - pasje, dla samej siebie i dla przyjaciół. Moje relacje z przyjaciółmi od kilku lat nie były tak dobre i regularne jak teraz.

Ja nigdy akurat nie szukałam relacji na siłę i moje życie nie było zależne od posiadania drugiej połówki, ale moje przyjaciółki i koleżanki, które były w ,,pogoni za szczęściem'' ostatnimi czasy odpuściły i przyznają, że ten spokój i czas poświęcony sobie jest fajny! Z wiekiem zaczynają to doceniać co raz bardziej i też sobie chwalą. JustKaro, jest trudno czasem bez tej drugiej osoby, ale w przyjaźni też można odnaleźć kompanów do podróży i pogadanek. Dla mnie rok czasu po zakończeniu również 5 letniego związku to było zdecydowanie za krótko na kolejną poważną relację.
Dzięki dziewczyny, że opowiadacie swoje historie. Poczucie, że nie tylko ja tak mam oddala trochę myśli, że to że mną jest coś nie tak, tylko że ogólnie tak jest. Ja mam już 37 lat. Ostatnie 10 zmarnowałam na 2 długie związki, które były dla mnie złe. Nie mam dzieci. Chciałabym sobie dać jeszcze szansę na założenie własnej rodziny, ale przyznam że zaczynam oswajać się myślą, że to się już nie wydarzy. Nadchodzi zima. Wieczory coraz dłuższe, poczucie osamotnienia będzie doskwierać coraz bardziej. Szczerze to już się boję jak to zniosę. To będzie moja pierwsza zima od wielu lat w samotności.
klaudiabolusiowa, wiesz, u mnie problem z przyjaźniami polega na tym, że mam tylko dwie takie naprawdę bliskie przyjaciółki - jedna mieszka ponad 100km dalej, a druga ma maluszka. One mają swoje życia, rodziny etc - więc naturalnie nie są w stanie "poświęcić" mi tyle czasu, co rodzina. U mnie jak u mindgame, będzie to pierwsza samotna zima. Od roku jestem zdiagnozowana pod kątem ADHD, od sierpnia wróciłam do brania fluoksetyny. Wrócę pewnie na siłkę, bo zmniejszy się częstotliwość jeżdżenia do konia. No ale chciałoby się wracać do kogoś, po prostu. Choć lubię te swoją samodzielność i niezależność, ale już miewam jej dość.
JustKaro, rozumiem cię. W tym roku pojechałam na 2 urlopy sama. Byłam na koncercie sama, na imprezach sama i ogólnie spędzałam dużo czasu robiąc różne rzeczy sama. Tego potrzebowałam, bo w ostatnim związku każdy jeden wyjazd to były awantury i mimo pięknych miejsc, wspomnienia są kiepskie. Dlatego teraz nawet nie chciałam żeby ktokolwiek jechał ze mną, żeby mi przypadkiem znów nie popsuł wyjazdu. I ten czas samej był super. Bardzo mi się podobał. Ale teraz już nie chcę robić tych wszystkich rzeczy sama. Chciałabym robić je z kimś kto nie popsuje mi tego czasu, a co więcej sprawi, że będzie jeszcze fajniejszy niż jechanie samemu. No i żeby wieczorem można było podzielić się z kimś swoimi radościami i przytulić, wyczilować 🙂 takie marzenie 🙂
Polecam poszukac tez jakichs lokalnych grup wycieczkowych, np. widzialam ze duzo jest dziewczyn co sobie chodza w gory razem badz jezdza na zagraniczne wakacje.
Ja tez 36 lat juz, wszyscy najblizsi znajomi sa z kims + x km ode mnie, no czlowiek sie przyzwyczaja, ze jest jak jest xD Ale ja tez mowie mocno subiektywnie, bo nie mam parcia na rodzine, jestem tez introwertykiem, wiec czesto lubie bez ludzi.
No i hobby! Nie rozpaczac w zimowe wieczory, tylko robic jakies duperele. Widzialam gdzies, ze jesli ci zle zima i szukasz chlopa, to znaczy ze sie nudzisz - i w sumie cos w tym jest xD
mindgame, może warto poświęcić ten nadchodzący czas na jakieś nowe zajęcia? Aktywności, książki, robótki czy samorozwój, cokolwiek? By trochę głowę czymś zająć i ciało zmęczyć, poświęcić czas na coś więcej niż praca, dom, stajnia. Tak jak JustKaro, wspomina, że chodziła na siłkę.
Dziewczyny, może wyskoczę jak filip z konopii, ale mi dobrze po rozstaniu zrobiły tańce, poszłam na Higheels & Sexy dance, raz w tygodniu, skrupulatnie całe 2 h, akurat byłam w fazie pączka. Ale trafiłam na tak fajną trenerkę, która dawała tyle motywacji, wsparcia i ciepła, że nie ważne jak ktoś wyglądał, czy tańczył, przychodziły dziewczyny dla samej atmosfery, walki z kompleksami i resetu głowy.

mindgame, tak mnie jeszcze naszło, może celować w jakieś biura matrymonialne? Wiem, to brzmi śmiesznie, ale z zasłyszenia wiem, że tam ludzie +35 się zgłaszają z poważniejszym nastawieniem niż goście z tindera. I bardzo to się rozwinęło, kiedyś trudnasztuka na insta tłumaczyła jak to działa i jeśli ktoś jest zdecydowany, szuka drugiej połówki, jest otwarty na to i ma określone ,,preferencje'' to warto celować w takie rozwiązania. W każdym razie dziewczyny przesyłam wam dużo wsparcia i życzę cierpliwości w takich trudnych dla Was chwilach. Będzie jeszcze dobrze 🌷

edit: budyń, mam podobne nastawienie, choć jestem ciut młodsza. Ale z tymi zajęciami coś jest!
Od kwietnia nie mam ani konia, ani faceta i ten nadmiar czasu jest za duży. Lato było fajne, bo można było robić wiele rzeczy na zewnątrz. Ale przyzwyczajona, że nie mam czasu na nic, nawet gdy poznajdowałam sobie nowe rzeczy do robienia to i tak nadal mam go za dużo. Faceci w moim wieku i starsi, którzy nie mają żony i dzieci są zazwyczaj jebnięci na różne sposoby. Młodsi natomiast to atencjusze i szukają bzykania. Podobno dla nich seks ze starszą od siebie jest na liście TO DO. No jestem w jakimś martwym punkcie.
Faktycznie pomysł z jakimś biurem matrymonialnym to jest opcja i może faktycznie za jakiś czas tak zrobię.
Uważałabym na to biuro matrymonialne trudnasztuka - na fb jest/była grupa osób oszukanych przez nią. Moja przyjaciółka zapłaciła sporo kasy za usługę, a nie sparowali jej zupełnie z nikim.
mindgame z tym, że w pewnym wieku znaleźć normalnego faceta jest trudniej to się zgodzę. Bo są albo zajęci już od lat, albo po przejściach. A Ci, którzy nie mają jeszcze żon, albo od dłuższego czasu poważnych związków, to najczęściej typ Piotrusia Pana, albo nie do końca zaradny życiowo kawaler z przyzwyczajeniami, które mogą być problematyczne.
Ale może właśnie nie warto zamykać się na tych po przejściach? I nawet na takich, co już dzieci mają? To, że facet jest dla przykładu po rozwodzie, nie zawsze oznacza, że to z nim było coś nie tak. Różnie się w życiu układa i czasem po prostu ludzie mają pecha i przez lata tkwią w związkach, które nie powinny mieć miejsca.
To już piszę z własnych doświadczeń, bo sama jestem po przejściach i jednym rozwodzie i spotkałam faceta, który nie dość, że był po rozwodzie, to jeszcze ma dziecko. Przyznam się szczerze, że nie było to dla mnie łatwe, bo akurat partnera z dzieckiem nie chciałam. Ale intuicja podpowiadała mi by go nie skreślać i dać szansę. I okazało się, że to naprawdę cudowny mężczyzna, kochający, szanujący, troszczący się, wspaniały człowiek i dobry ojciec. Po prostu, tak samo jak ja, na początku związał się z nieodpowiednią osobą. Dzisiaj leci nam 7 rok razem, a 8 października minęła 3 rocznica ślubu.
A sympatia.pl jeszcze działa? Bo ja w wieku 40 l. przez ten portal poznałam 8 lat temu mojego obecnego męża. Nie od razu, jakoś po 9 miesiącach pisania z różnymi osobami i dwóch nieudanych spotkaniach.
Poncioch, wspomniałam, że trudnasztuka na insta tłumaczyła jak działa biuro matrymonialne. Nie polecałam jej, sama jestem zdania by unikać wszelkich ,,wspaniałości'', produktów czy złotych grali instagramowych, przysłowiowe gówna w papierku za miliony monet 😂 Takie rzeczy to chyba jednak warto gdzieś lokalnie albo ktoś ma czas zjeżdżać pół PL na randki.

tereska, z tego co widzę strona jest dostępna, ale nie wiem jak z ilością aktualnych użytkowników.
Ja co prawda nie szukam partnera, ale jak tak się rozglądam i słucham różnych historii to mam wrażenie, że w pewnym wieku jest trudniej kogoś znaleźć, bo w pewnym sensie poruszamy się w zamkniętym gronie. Praca, rodzina, znajomi - to są już wieloletnie znajomości i tam nie ma nikogo nowego, żadnej "świeżej krwi". Stąd te tindery i inne takie.
Trzeba szukać nowych osób, ale to jest trudne, no bo gdzie? To co mnie przychodzi do głowy to hobby. Może warto poszukać, wkręcić się w jakieś grupy hobbystyczne, kluby, najlepiej takie gdzie ta grupa ma jakieś wspólne spotkania, wyjazdy, imprezy, obozy? Może jakiś sport? Karate, rolki lub wrotki, wycieczki rowerowe, brydż albo szachy nawet. Może jakaś grupa internetowa, ale nie typu "szukam partnera" tylko "poróbmy coś razem". Może jakaś grupa turystyczna? W takich miejscach jest szansa spotkać nowych ludzi i to ludzi fajnych z jakimiś zainteresowaniami, ambicjami z jakąś pasją. A nawet jeśli tam nie znajdziemy partnera to możemy znaleźć nowych przyjaciół, a może wśród przyjaciół tych przyjaciół będzie ktoś wartościowy kto szuka drugiej połówki?
A jeśli chodzi o wyjazdy to niedawno gdzieś mi się rzuciło w oczy w internecie jakieś biuro podróży typu baby travel (baby nie dziecko tylko kobiety), są Soliści - to już takie wyprawy bardziej. Tam też można spotkać kogoś ciekawego, jakiegoś fajnego kompana na wspólne aktywności.
Trudne-nietrudne, ciężko stwierdzić. Mnie się zdaje, że "trudniejsze" tylko dlatego, że sami jesteśmy bardziej dojrzali i więcej "widzimy". Jak się ma 20 lat, to się nadal mało co widzi tak naprawdę.

Uważałabym na to biuro matrymonialne trudnasztuka - na fb jest/była grupa osób oszukanych przez nią. Moja przyjaciółka zapłaciła sporo kasy za usługę, a nie sparowali jej zupełnie z nikim.
Poncioch, O, a byłam ciekawa czy się ktoś naciął 😀 ja słuchałam chwilę wywiadów z tą panią (oraz paru video na jej kanale), ale w pewnym momencie miałam takie "no co się tu odyebuje?". Zero rozwiązania. Można byłoby odnieść wrażenie, że teraz to już nie ma niczego, relacji nikt nie umie budować i w ogóle, olaboga! wszystkim nam zagłada grozi! "dlatego w naszym biurze...." 😉))
Przykro mi, że przyjaciółka straciła kasę.

Ludzi można poznać wszędzie. Mnie kiedyś chłop chyba usiłował poderwać na parkingu, jeszcze na moje własne auto. Miłe to było, ale zajęta byłam, no to rozmowę ucięłam.
A wydaje mi się, że to absolutnie naturalne, że się w pewnym momencie zaczyna "tracić" znajomych - bo szkoła się skończyła, bo studia się skończyły, bo paczka znajomych z podwórka się rozjechała po świecie, bo samemu się wyemigrowało.... z racji, że jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana, to ja polecam wtedy znajdować innych znajomych, nawiązywać te kontakty przez właśnie hobby (kurde, jakiekolwiek, tylko takie, gdzie musi być jakaś interakcja z ludźmi), podróże, nie wiem, pielgrzymki, spacery po górach, gry miejskie, koncerty, wydarzenia na mieście etc. No tylko tam czasem trzeba się do kogoś odezwać albo jakoś podtrzymać rozmowę, jeśli się ktoś odzywa, a wiem, że nie wszystkim to przychodzi łatwo. Trzeba też być "gdzieś" częściej, bo jak się przyjdzie na 1 spotkanie jakiegoś, nie wiem, dyskusyjnego klubu filozoficznego, to się na 99% nikogo nie pozna, ale jak się będzie tam chodzić regularnie to o, proszę, już się zacznie kojarzyć twarze.
Albo się odzywać do starych znajomych. Nie wiem, z rodziną kontakt odnowić (jeśli to nie jest jakaś diabelska rodzinka). Do ludzi w pracy się odzywać. Nie dać umrzeć relacjom.
Dokładnie Sankaritarina, Trzeba się otworzyć na nowe znajomości. Nie tylko szukać chłopaka, ale poszukać nowych ludzi wokół siebie. Bo może się okazać, że np koleżanka poznana w klubie książki (jest w ogóle jeszcze coś takiego? 😉😉 zaprosi cię na spotkanie do kawiarni z grupą znajomych i tam będzie właśnie ON 😍 🙂
Sankaritarina, w punkt. Do tego też zdrowo dla głowy mieć coś poza domem i pracą, tudzież w naszym forumowym przypadku prócz koni. Dla mnie są lekiem na całe zło, ale urlop preferuje bez nich.
Dla zachęty dodam, że każda moja relacja to były osoby gdzieś poznane na żywo, np. znajomy znajomego, gdzieś na wyjeździe urlopowym, dawny znajomy z lat szkolnych. Raz nawet spotykałam się z bratem dziewczynki którą miałam na obozie jeździeckim, czyli poznany w pracy 😅 odwiedził ją w trakcie obozu wraz z mamą (de facto mega fajna babeczka! Syn zdecydowanie gorszy) i jakoś po obozie złapaliśmy się na social mediach.
Sankaritarina, EMS, klaudiabolusiowa, - zgadzam się 🙂

Co prawda jestem w związku, ale po pierwsze - poznałam P. przypadkiem, bo wyszłam na piwo ze znajomymi 😉 po drugie, to nawet będąc w związku fajnie czasem kogoś poznać, czy ogólnie mieć inne osoby w około siebie.
Mi się zdarzyło w ostatnich latach reaktywować dwie przyjaźnie z okresu liceum i jestem cholernie wdzięczna sobie, że zrobiłam ten krok i się odezwałam 🙂 u jednej z tych osób bawiłam się w zeszły weekend na weselu 💖 a po drodze też było różnie związkowo.

I popieram też pamirowa, ludzie po przejściach są często dalej bardzo wartościowi.
Ja podziwiam z kolei osoby umawiające się na randki z nieznanymi facetami. W życiu bym tak nie zrobiła, bo można spotkać takiego Edka...i wtedy co?
Perlica, ja z kolezankami mialysmy grupe "crime watch" i zawsze pisalysmy kto gdzie i co i jak. Jak cos szlo nie tak, nawet jak randka nie ten to telefon i "sluchaaaaj rura pekla, przyjezdzaj bo ci pokoj zalewa" etc. Tez robilysmy sharing lokalizacji, adresy, etc. wszystko.

Ja poznałam mojego meza przez apke i nie wstydze sie przyznac ze kolezanki od poczatku do konca wiedzialy gdzie jestem, nawet te w Polsce mialy nr tel do londynskiej policji 🤣🤣🤣 a ja w kieszeni mini dezodorant bo gaz pieprzowy nielegalny

Za duzo true crime slucham😅
donkeyboy, o proszę , na to bym nie wpadła. Sprytne bardzo.
O ile pierwsze spotkania spoko, w sensie w miejscach publicznych, o tyle potem problem jak robi sie bardziej poważnie🤣
Dlatego u mnie ro zawsze był kolega kolegi czy ktoś z pracy itp. Czyli taki o którym coś wiem.
Raz tylko byłam w związku z osobą publiczną to byla nieznana na początku, ale no jednak znana🤣
Perlica, to tez taktyka byla podobna. Ja meza poznałam podczas lockdownu, opcje zeby gdzieś usiąść na kawer byly limitowane 🤣 ale no warto tez poczytać jak można sie skontaktować z policją etc. nawet bezsłownie, chyba w UK bylo cos ze trzeba przycisnac 55 zeby potwierdzic ze jestes w niebezpieczeństwie ale nie możesz mowic, z kolei numer do BTP przydaje sie jak chcesz puscic smsa do nich ze jakiś świr sie przyczepił do ciebie w metrze ale nie chcesz pokazywać ze dzwonisz. Moze w Polsce tez cos takiego jest?

Generalnie taktyka o ktorej mówiłam wynikła z sytuacji gdzie koleżanka poszla na randke a gosciu który sie pojawił byl 2x starszy, mocno nahalny i koleżanka ostro spieprzała do metra wlasnie przed nim. Nikomu nie powiedziała, potem sie okazalo bo widać bylo ze cos jest nie tak, stad taki pakt wyszedl ze jak ktoras gdzies idzie sie z kims spotkac to ma sie z tym nie ukrywac 🙂
W PL chyba nie ma, Ale ciekawe co piszesz , muszę zgłębić.

Dobrze, że nie stało się nic koleżance.
Perlica, ale wiesz jak to mówią, "dobry chłopak był, dzień dobry mówił", nawet to, że to znajomy znajomego nie uchroni przed trafieniem na psychopatę.
Szczerze mówiąc, osłuchawszy sie pierdyliona podcastów true crime, to na "osobę zdolną" można trafić wszedzie niestety. I nie zawsze będzie to widoczne od razu... Wlasnie to "spokojna rodzina/chlopak/dziewczyna, zawsze dzień dobry mówił" jest niestety częste. I często tacy "zdolni" umieją namalować bardzo ładny obraz siebie dla "swiata zewnętrznego" gotując piekło drugiej połówce czy rodzinie za zamkniętymi drzwiami
Oczywiście macie rację.

Jednak zawsze jak jest ktoś znajomy, to w razie czego od jego piwnicy by się zączęły poszukiwania .0246974398934E+34;🙈????
Byłam w 6 letnim związku z chłopem poznanym na sympatii i 2.5 letnim na innym portalu randkowym. Nie mieliśmy żadnych wspólnych znajomych. Obydwa typy wg mojej oceny z mocnym rysem narcystycznym tylko w innych odsłonach. Najważniejsze było jak widzi ich świat, a nie partnerka. Jak ktoś pisze, że poznał kogoś na apce i wziął ślub to dla mnie to nic nie znaczy, bo to nadal może być jakiś zjeb, tylko dobrze maskujący się.
mindgame, tak moze byc z każdym mężczyzna, czy to poznanym na apce czy nie. Moja kolezanka wyszła za chlopaka z którym byla razem od gimnazjum (!), narcyz z definicji ale wszedł efekt gotowanej żaby. Jako gowniary uwazalysmy ze jest po prostu pewny siebie, dzisiaj juz jako nie nastolatka widzę caly schemat. Inna kolezanka tez sie z takim "pewnym siebie" zadawala, na szczęście zauważyła w porę co jest nie tak, chociaz sytuacja która ją "ocuciła" byla tez bardzo niefajna. A koleś znany i mi, i jej rodzinie od PRZEDSZKOLA bo to mała miejscowość. Znany jako "dobry chłopak", nawet się koscielnie udzielał - a co odwalił to mnie zszokowało.

Także moim zdaniem forma poznania nie ma znaczenia. Jesli pijesz do mnie z tym slubem no to hmm dziekuje 😀 6 lat razem i nie narzekam, mam wspanialego meza ktory mnie wspiera w pasjach, codziennym zyciu, jest rownym partnerem i kazdy ma swoje zdanie, czasem odmienne to dyskutujemy ale nie mam na co skladac reklamacji...
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się