Perlica, masz zdjęcie na swojej obecnej kobyle? Ja pożyczyłam i się załamałam. Ja wiem że mój koń jest długi we wszystkich miejscach - zdaje sobie z tego sprawę ale nie spodziewałam się że to się na nim nie zapnie. Brakło pasków.... W sensie żeby to w ogóle zapiąć do siodła to musiałam zrobić przedłużki 🤣 ale się nie bardzo chciało trzymać. No i nie mam tak długich rąk żeby potem te uchwyty trzymać 🤣. Ale w sumie mogłam się spodziewać, wodzy na niego szukałam rok czasu...ktoś to widział w rozmiarze xl?
xxagaxx, no właśnie też tylko takie znalazłam. Te paski do siodła to jakoś zapnę z przedłużkami ale żeby dało radę trzymać te dynksy to wyciągnięta na prosto ręka i spory pochyl w przód 🤣🤣 a to chyba nie o to chodzi 🤣
epk,kotbury, Dziewczyny na wielkiego konia (184) miałam zwykłe wodze, ale w sprzączkę wpięłam sobie skośnik jako przedłużkę, świetnie się takie rozwiązanie spisywało.
Kawałkade xfull - takie z taśmy cienkiej przeplecionej gumeczkami. Ale je jest ciężko dostać - na stanie powinien mieć je twojkon.pl bo właścicielka mi mówiła że zamówiła więcej 🤣. Jeszcze dłuższe są chyba też z kavalkade biothane i one w rozmiarze xfull są wszędzie.
Witajcie. Proszę o podpowiedź. Córka (9lat) byla ostatnio na swojej pierwszrj lekcji jazdy konnej. Skonczylo się strachem i zniechęceniem. Chcialabym dopytac, czy to normalna procedura nauki, czy córka nie jest gotowa, czy jednak wina jest po stronie instruktora. Na pierwsze lekcji instruktorka wprowadzila konia w kłus na lonży, a córce kazała trzymać się konia samymi nogami, a ręce trzymać na biodrach. Pochwalila ją później, ze udalo jej się nie spaść, bo dzieci czesto spadają z konia. Ja rozumiem ćwiczenia rownowazne itd., ale czy to jest wlasciwe cwiczenie na pierwsze zajęcia? Corka poszla na drugą lekcję i poprosila, zeby zrezygnowac z tego cwiczenia, bo się boi. Uslyszala wtedy, ze w ten sposob nie nauczy się jeździć konno....
Aniad, Rozmawiałaś o tym z instruktorem/instruktorką? Na pewno wszystko dobrze zrozumiałyście?
A ogólnie - różne szkółki mogą mieć różne metody. W większości na pierwszej lonży bywa jakiś kłus - nawet ze dwa kroki - chyba, że delikwent się naprawdę panicznie boi albo jest małym dzieckiem. I tak, są takie ćwiczenia - to konkretne nie polega na "trzymaniu się samymi nogami". Pytanie czy powinno się je wprowadzać na pierwszej lonży przy dziewczynce, która się boi.... no, ja bym pewnie takiego ćwiczenia nie wprowadziła. Natomiast nie podoba mi się chwalenie za niespadanie i hasło, że w ten sposób się córka nie nauczy jeździć konno - instruktor z empatią czegoś takiego nie powie....
Natomiast jeśli córka tak bardzo się boi, że nie chce wykonywać żadnych ćwiczeń, to moim zdaniem należy się zastanowić czy aby na pewno jest sens dalej ją wysyłać na tą jazdę konną. ALE! jeśli Wam coś "ogólnie" nie pasuje, córka jest zniechęcona, ale nadal chciałaby próbować, to poszukajcie innej szkółki, innego instruktora, pojeździjcie w kilka miejsc i zobaczcie, gdzie się będziecie najlepiej czuły.
Aniad, radzę zmienić stajnię. Instruktor przeskoczył wiele etapów nauki. Na początku dziecko powinno się trzymać, stopniowo puszczać się rączkami na tyle na ile czuje się pewnie, najpierw jedną, dopiero potem powoli dwiema. Jazda z rękami na biodrach wymaga już wyrobionej równowagi, dłużej zajmuje ponowne złapanie się niż gdyby dziecko jedynie podniosło ręce nad siodło. Jeśli dzieci często spadają, to rezygnuje się z tego ćwiczenia lub zostawia je dla osób doświadczonych. Do tego bardzo ,,pomocny" system przełamania strachu. Ode mnie duże nie.
Aniad, według mnie też - coś z instruktorem nie tak.
Nie jedno dziecko wyprowadziłam ze strachu i nigdy nic na siłę. Różnie z różnymi dziećmi, każdy ma swoje tempo, bywały takie dzieci co anglezowanie na pierwszej lonży się zaczynalo a były takie co 5-6 pierwszych lonży to był stęp, później stęp wyciągnięty bo bały się prędkości.
Takie teksty do 9 latki która się boi 🤦 jakie trzymanie nogami? Na początku nauki, żeby się zakleszczyć od startu?
Jeśli córka nadal chce a się boi to próbujcie gdzie indziej. Warto z nią też pogadać, że strach jest normalny i że to dobrze że o nim mówi, żeby się nie bała mówić bo się zatnie całkiem.
I że przyjdzie moment że takie puszczenie rąk nie będzie już straszne.
Dziękuję wszystkim za odpowiedź. Potwierdziły się moje obawy. Będę szukać innej szkółki. Dotychczas corka była nastawiona entuzjastycznie. Chętnie wykonuje inne ćwiczenia z koniem i chce się uczyć. Dziękuję jeszcze raz
anetakajper, nie używam taśmy ani 3 gumek na koteczek. Wydaje mi się że ta taśma jest po to, żeby okleić już zrobiony i nie jest to ani izolka, ani bandaż elastyczny.
Za to ostatnio testowałam Quick Knot i całkiem nieźle się sprawdził na dość grubej grzywie i dużych koreczkach. Tylko trzeba pamiętać, żeby go wyjąć od razu jak koreczki nie są już potrzebne, bo inaczej ten plastik może się połamać albo będzie się walać pod nogami i może uszkodzić konia.
Ja zaplatam wieczorem, a rano mam konkurs i nie wiem czy ten quik by wytrzymał. Wszystkie moje konie mają grzywy jak mamuty 🙄 i korki są grube.
Ostatnio na przejeżdzie poszły dwa, a po kąpieli to praktycznie 1/3
anetakajper, gumki ci nie wytrzymają żadne bo koń naciąga szyję i te gumki też się naciągają. Niestety ja zaplatałam przed konkursem i rozplatałam po, bo inaczej to sensu nie miało. Pomóc mogłyby ci szycie - one się lepiej trzymają. I jest jeszcze jeden patent na grubą grzywę ale musi być długa dość - spróbuję poszukać filmu z tym - tam w ogóle się jeden o drugi zaplata i niewiele te koreczki rusza.
Ooo mam, tylko znajoma zaplatała dużo krótszą część - tylko to co było do zawinięcia w koreczek a reszta była luzem i się pięknie wtapiało w kolejny koreczek.
anetakajper, oj nie, quicka bym na noc nie zostawiła. Jak mam taką sytuację to dzień wcześniej robię warkoczyki, a następnego dnia rano tylko zwijam. Dużo żelu na warkoczyki jeszcze przed zaplataniem, tona lakieru po zwinięciu i nawet jak gumka strzeli w trakcie, to jakiś czas się trzymają w miejscu.