Forum konie »

Zdjęcia z wypadów w teren. Reaktywacja tematu!

Anderia jak nie w siodle to w ręku, przespacerować jego lęki. Dać mu czas. Długo stać przy czymś, czego się boi, ale uspokajać i czekać, aż mu przejdzie, rozluźni się. Musi zrozumieć, że za lęki nie będzie karany i nie wszystko gryzie.

ash komary to ja i na lonżowniku mam. Nie mogę konia wylonżować, bo zaczyna "strugać" wariata.
Być., tak, na spacery też staram się chodzić. Ostatnio do dużej kałuży, która zakrywała całą szerokość ścieżki w lesie (takich boi się najbardziej) wchodziliśmy 15 minut, ale weszliśmy. Dużo razy się odsadzał, szarpał (poparzył mnie lonżą urwisek kochany  😉), ale w końcu ogarnął, że skoro ja stoję w tej kałuży i nic mnie nie zjada, to może i jemu nic nie będzie. Wszedł, ostrożnie, ale wszedł.
Zobaczymy, jak będzie. Żeby nie być gołosłowną i nie robić takiego offtopa, może na kolejny spacer zabiorę aparat  🙂
a to dzisiejsi my  😉 Od niepamiętnych czasów wybraliśmy się w terenicho  😀
Anderia, a tam, żadnen offtop, toż to rozmowa o wyjazdach w teren! Fajnie by było, jakby udało Ci się znaleźć jakiegoś wujka przewodnika na strachy, zawsze wtedy łatwiej, także trzymam kciuki. U nas np. zbawienny wręcz był wyjazd z Aramisem, gdzie spotkaliśmy crossy i inne rzeczy z warczącymi silnikami, ktore Roman, mówiąc krótko, ma zwyczajnie gdzieś. Teraz z Całkiem takie spotkania idą nam już o wiele lepiej, dajemy radę przejechać koło quadów czy jeepów bez zawału serca, odskakiwania, ruszania galopem, udawania lamy czy bóg wie czego jeszcze.
Mi też rzadko udaje się z kimś umówić, zasuwam więc sama i naprawdę można już jeździć na luzie. Nie muszę kurczowo trzymać konia na kontakcie, ba, wręcz chodzi sobie na luźnej wodzy - nauczyłam się na co trzeba zwracać uwagę i nie rozsiadam się jak na kanapie, bo wiem, ze zawsze może zdarzyć sie odskok. Jednak w porównaniu do tego co było, a kuc chodził jakby połknął kij, trząsł się i wracał zlany potem, jesteśmy jakieś 100kilometrów dalej. 🙂 ok, poważnej - to małe zmiany, ale bardzo cieszą. Dziś tylko pokonał nas mały kanalik otoczony śmieciami (przejechaliśmy go co prawda 3 tygodnie temu, no ale trudno). Komary tak cięły, że zsiadałam i przeprowadziłam osła na drugą stronę. Nie byłam już w stanie wytrzymać, więc trochę dałam za wygraną.
No i mieliśmy też combo-stracha nie z tej ziemi na dróżce między domami i łąkami, ale z tym udało nam się wygrać. Był mały piesek, który najpierw ujadał, a potem się grzecznie położył, srebrny, błyszczący samochód marki Opel, suszące się na sznurze pranie, zawierające łopoczące koszulki sztuk 2 w kolorach różowym i białym, no i oczywiście rodzina bawiąca się z psem za drugim płotem. Same koniopożeracze, nie ma co. Spędziliśmy tam jakieś 15 minut, małymi kroczkami udało nam się przejść. Nie popędzałam go zbytnio, zastanawiał się, oglądał, zrobił kilka razy lamę, aż w końcu się napuszył i dumnie poszliśmy. Nie zwrócił już nawet uwagi, że na czołowe wyjechał nam mały, niebieski samochodzik - straszny? Gdzie tam! Król Całus teraz idzie i nic go nie rusza. Ubawił mnie setnie chłopak.
Niemniej jednak, teren był okropny. Nie z powodu konia - ten był akurat grzeczny, mogłam sobie puścić wodze i jechać i jechać, ale przez cholerne komary, muchy, gzy i inne badziewia. No tylu ich jeszcze nigdy nie widziałam. Zasuwaliśmy z Całkiem galopem, podczas którego trzeba go było oklepywać po łopatkach w celu pozbycia się dwóch czarnych łat z owadów. Absurd. Następny teren wczesnym rankiem i w derce siatkowej. Szkoda konia i siebie, zero z tego przyjemności. Czułam się trochę jak w jakimś horrorze rzędu "Mordercze mrówki".

Zdjęcia super marne, bo robione telefonem - aparat był łaskaw umrzeć.









emptyline zdjęcia super, szczególnie dwa ostatnie 🙂 takie ładnie zielone.....i cień fajny  🙂

A tu my z ostatnich treningów
Martolina tak z ciekawości, ile dziennie godz. trenujecie i ile km przemierzacie?  🙂
Hmm....to wszystko zależy na jaki dystans sie szykujemy i w jakiej fazie treningu jesteśmy. Teraz trenuję Czesia 4 razy w tygodniu. Przykładowo jutro robię 15km tempem 14km/h (nie licząc początkowego i końcowego stępa). Szykujemy się do Nki - 80km, i podejrzewam, że najdłuższy trening to wyjdzie 30km. A najwyższe tempo to chyba z 17 lub 18km/h 🙂

Taki trening 15 km zajmuje nam około 2 godzin, bo ja dużo stępuje przed i po jeździe. Za to w trakcie treningu raczej nie bardzo 😉
emptyline kucyk fajny , robi się koń terenowy  😅  oby tak dalej


Martolina co tak mało zdjęć ? 
emptyline kucyk zdecydowanie nabiera odwagi 😀 Super! No i Ty też 😉 Macie super ścieżki 🙂
Anderia pewnie im więcej terenów, tym koń bardziej terenowy.
monia niestety nie mam za bardzo z kim jeździć teraz w tereny 🙁 ale namawiam siostrę, żeby zabrała się jutro ze mną i aparatem rowerem 😀

Wczoraj miałam "przygodę" w terenie. Jako, że jechaliśmy sobie na luzie z Czesiem 11 km to zabrały się ze mną jeszcze 3 osoby ze stajni, w tym 5 letnia kobyłka niedawno zajeżdżana. Pojechałyśmy moją ulubioną pętlą w lesie, gdzie po drodze mija się nieogrodzony dom. Właściciel ma dwie krowy, przywiązał je na łące, ale w taki sposób, że leżały na samym środku drogi. Żeby je ominąć wjechałyśmy stępem na łąkę (na której nic posadzone nie było), a ten Pan zaczął na nas krzyczeć. Dojechałyśmy do niego, ja mówię grzecznie: przepraszam, chciałyśmy tylko ominąć krowy. PAN SPAWAŁ. Konie się wystraszyły, nawet nie tyle odgłosu tylko widoku - robił to znowu przy samej drodze. Popatrzył jak mój koń skacze w miejscu i bezczelnie zaczął spawać dalej. Ja mówię: przepraszam, czy mógłby Pan na sekundę przestać? A on wydarł się na nas: TO NIE JEST POLIGON DOŚWIADCZALNY. Dodam, że dwa dni temu ten sam człowiek przymilał się pytając gdzie trzymamy takie ładne koniki.

Czy ja wyolbrzymiam??? Niesamowicie mnie wczoraj wkurzył
Nie wyolbrzymiasz, to kretyn 😤
Jak by mi odwalił taki numer to za krowami biegał by po całym lesie , jestem wredna  😁 
Martolina trzeba było krów nie omijać, miałby niezły sajgon jakby ganiał je po okolicy  😁
Hehe, następnym razem tak zrobię  😁 chociaż te krowy wyglądają na mocno leniwe
Chciałabym, żeby te u nas też były takie leniwe 🤔
Martolina no niezły kretyn 😀 "poligon doświadczalny" - to powiedział co wiedział 😀

Ja wczoraj w terenie też prawie zawału dostałam jak nagle z wysokiej trawy dwa "wściekłe psy" zaczeły się wydzierać i szczerzyć zęby. Ja się wystraszyłam bo miał być lajtowy stępik, Frania również się niczego nie spodziewała więc z deka się nastroszyła. Ale jak zaczeły podchodzić z zębiskami do nóg to odkręciła mi się do nich zadem i wywaliła z kopyt. No i deko poddenrwowane ruszyłyśmy dalej. Jeszcze mi się nie zdarzyło żeby tak psy z zębiskami szły do konia...rrrrr
Oooo ja bym chyba zawału dostała. I zapomniałabym, wczoraj w lesie dwóch panów ładowało drewno na traktor, patrzymy a tam amstaff z nimi. Położył się i dziwnie na nas patrzy....Ja krzyczę do Panów: Przepraszam, czy ten pies nam nic nie zrobi? (nasłuchałam się historii jak to psy się koniom do brzuchów z zębami rzucają). A oni mi na to, że nie wiedzą  🤔 bo to pies leśniczego.....To ja się w takim razie pytam a gdzie jest leśniczy. Panowie na to: w leśniczówce  😁 Ale psa złapali, okazało się w dodatku że groźny nie jest. Na koniec się tylko zapytałam, czy leśniczy jest miły i czy pozwala jeździć, ale tylko z uśmiechem wzruszyli ramionami 🙂
Martolina mi nogi przez dobre 5 min się trzęsły 😀 nie lubię psów 🙂
W lesie za to miła niespodzianka nas spotkała. Jedziemy sobie kłusem a ja słysze jakby drzewo zaraz miało się obalić więc do stępa i się rozglądam. A tu na drogę wychodza dorodne 4 jelonki (albo samiec sarny - niewiem ) z pięknymi młodymi porożami 🙂 przeszły na drugą stronę lasu 🙂 ah
Martolina, o matko, co za pan...  🤔 Współczuję spotkania takiego...

emptyline, super zdjęcia 🙂 Fajnie, że Całek coraz lepiej sobie radzi 🙂

Anderia, jedno, co ja mogę z doświadczenia poradzić - jak koń się czegoś boi (ale serio boi, a nie kombinuje), to schodzę i go przeprowadzam. Jak czuję że kombinuje, to daję mu chwilę na "popaczenie" na stracha i potem proszę o ruch naprzód. Po kilku krokach znów stop i "paczenie", potem znów kilka kroków. Z reguły u nas działa 🙂

No i jedna fotka z dzisiaj, teren był super jeśli chodzi o konia, beznadziejny jeśli chodzi o muchy. Nawet dera nie dała dziś rady 😵

Alicja_8 to współczuje takiego ataku. Ja w zimie przeżyłam to samo, tyle ze ich było trzech, i to na wiosce.ja odwracałam kobyłę przodem w ich kierunku bo bałam się, żeby nie zaczęła uciekać z tymi kundlami na ogonie, bo bym chyba zawału dostała.
Livia tez myślałam o derce na lato, bo inaczej zostaje tylko ujezdżalnia, ale widzę, że nawet derka nie pomaga za bardzo 🙁
Alicja_8 na drugi raz jak cię napadną psy to musisz być opanowana , zacznij stanowczo do nich mówić ( do budy , poszły itd ) z reguły w 90 % psy nie wiedzą o co chodzi i grzecznie odchodzą . Nie wolno krzyczeć ,tylko stanowczo mówić donośnym głosem . U mnie się sprawdza i cholery za raz odpuszczają .
Martolina współczuje takiego spotkania z kretynem...Alicja_8 Gdy ja byłam w terenie również miałam mało przyjemna przygodę. Spotkałam panią z pieskiem na spacerze...pies był bardzo zaciekawiony końmi które napotkał...Uprzedziłam panią żeby złapała psa, który oczywiście biegał wolno. Pani stwierdziła, że on nic nie zrobi (widział konie po raz pierwszy). Nagle pies podbiegł i skoczył mi do nogi (nie do konia...do mnie!!!) Koń oczywiście odskoczył i  piesek znalazł się idealnie na torze tylnego kopyta mojego konika...Niestety pies dostał kopniaka dość porządnie w bok (w żebra) i już nie miał ochoty podchodzić...co dalej się stało z pieskiem nie wiem...głupota właścicielki  🤔wirek:.
Dzisiaj zmiana wierzchowca...od razu się w nim zakochałam 😍 W lesie tyle much, że nie dało się wytrzymać!!! 😤
Nie patrzcie na moją twarz...od tego ciepła całą twarz miałam w kolorze buraka 😂
monia jak mi już opadły nerwy i odjeżdżałam to wołałam "do budy, poszły" żeby czasami w pogoń za nami nie poleciały. No niestety tak jest z tymi psami w terenie. Czasami z gospodarstw wyskakują i wtedy tak właśnie się do nich woła i zazwyczaj sie cofają. Ale te były dzikie. Niewiem czy to nie było wynikiem ich strachu. Strach = złość i panika.
Ja kiedys prowadziłam kobyłę w ręku, koleżanka jechała wierzchem.Przy drodze Jaśnie Państwo jacyś rozbili sobie biwak. No i latało za przeproszeniem takie małe gówno, co raczej było słychać niz widać, bo cholernie ujadało i atakowało konie i nas. jakies dziecko wybiegło z namiotu, próbowało tego psa zabrać, ale gdzie tam.Nasze ostrzeżenia, ze koń może kopnąć nic nie zdziałały, tatuś spokojnie strzelał sobie z łuku, udając, że go tam nie ma 😤 Na szczęście kobyły miały go gdzieś.Ale co za ludzie 😵

Albo kiedyś przy drodze stał sobie wóz i jacys panowie z owczarkiem. Najpierw go przytrzymali, a potem jak do nich dojechałyśmy to owczarek nagle wyskoczył mi spod wozu. Na szczęście nie było agresji z jego strony i konie chyba też to wyczuły, bo jakims cudem wogóle sie nie przestraszyły.
Ale właśnie przez te psy mam obawy jak mam jechać przez jakąś wioskę czy inne zabudowania  🤔
Moja kobyła ma rożne zagrania w terenie, ale na szczęście, psy kompletnie na nią nie działają, mogą szczekać skakać nawet po niej, biegać za nią , pod nią (oczywiście byleby nie gryzły). Kiedyś miałam takie zdarzenie: jak wyjeżdżałam w teren, często biegła za nami taka haskowata suka sąsiada, akurat była zima, ja sobie jadę, sunia oczywicie za nami, w pewnym momencie odwróciłam sie żeby popatrzeć co psina robi a ona złąpała moją za ogon i jedzie sobie jak na nartach, krzyknęłam na nią to sie odczepiła od ogona, ale chyba zadowolona nie była że ja pozbawiłam darmowego ślizgu 😁. Kobyła nawet nie zauważyła że miała pasażera doczepionego do ogona. Z psami miałyśmy jeszcze dużo fajnych historii, nie licząc stajennego szczeniaka który potraktował jej tylną nogę jako gnata do obgryzania, oczy wychodziły jej z orbit szczęka latała ale nogą nawet nie ruszyła. 
Watrusia, jakaś megaspokojna ta twoja kobyłka 🙂

palemka, niestety, na jakichś buraków trafiłaś...

Mój na psy z reguły nie reaguje, choć raz go dwa takie młodziki wystraszyły, bo strasznie szeleściły w krzakach 🙂 A z właścicielami psów na szczęście problemu u nas nie ma, zawsze przytrzymują i zapinają psy na smycz jak przejeżdżamy z końmi. A my oczywiście zawsze dziękujemy.
Z takich psów luzem, to dwa razy miałam takiego kundelka jako towarzysza w samotnym terenie - o dziwo czułam, że koń się z tym małym pieskiem raźniej czuje 🙂
Livia, , do kotowi psów to chyba ma instynkt macierzyński 😁, co dzięki temu nie muszę sie stresować,  jak jej  coś szczekającego wypadnie nagle pod nogi.
Dzis znów teren - treningowo - lajtowo (bo nadal nie znalazlam dobrej trasy).
Wiało dziś okropnie i Frania po wyjściu z podwórka nakręcona jakaś i zdenerwowana. Opanowała się dopiero jak mineliśmy gospodarstwa i byliśmy już na ścieżce do lasu 🙂 W lesie robalstwo okropne ale musimy pokonać taką "gryzącą" ścieżkę i dalej już było lepiej 🙂
No nawet dziś mamy jakieś fotencje i nagrałam krótki filmik z galopu.
Nie mieliśmy żadnych strasznych akcji oprócz jednego potkniecia w galopie z którego Frania się wyratowała i ja również bo straciłam strzemiona i wylądowałam na szyi.Nie lubie takich akcji. Strasznie się dziś potykał koniu i niewiem co jest  🤔 Jak wróciłam to obejrzałam kopyta i stwierdziłam że muszę ją podkuć na przód bo okropnie sobie zadziera i niszczy kopyta. I we wtorek już będziemy podkute  🤣

No to teraz fotosy:
Ścieżka galopowa (jest mega długaśna i jakby tak zaczął od wjazdu do lasu to by się nagalopował do oporu):


Franen pozuje i odpoczywa 🙂


I mina z serii "ale co ty znów wymyśliłaś" 😀


Pozdrawiamy wszystkich terenowców 🙂
Alicja_8, Widzę, że Twój koń strzela takie same miny jak moja, gdy tylko próbuje się jej zrobić zdjęcie- mina pt. "Weeeź, się odczep, kobieto". A tereny piękne 🙂
[quote author=Alicja_8 link=topic=114.msg1409533#msg1409533 date=1337769728]
Martolina no niezły kretyn 😀 "poligon doświadczalny" - to powiedział co wiedział 😀

Ja wczoraj w terenie też prawie zawału dostałam jak nagle z wysokiej trawy dwa "wściekłe psy" zaczeły się wydzierać i szczerzyć zęby. Ja się wystraszyłam bo miał być lajtowy stępik, Frania również się niczego nie spodziewała więc z deka się nastroszyła. Ale jak zaczeły podchodzić z zębiskami do nóg to odkręciła mi się do nich zadem i wywaliła z kopyt. No i deko poddenrwowane ruszyłyśmy dalej. Jeszcze mi się nie zdarzyło żeby tak psy z zębiskami szły do konia...rrrrr
[/quote]
Ja znam przypadek śmiertelni, tzn. wyleciał pies, zaatakował konia, a ten mu oddał i na tym się "przygoda" psa skończyła.

Moja kocha psy, stała sama z nimi ponad miesiąc, więc przekonała się, że są bardzo uzdolnionymi towarzyszami zabaw. Na moje szczęście, po prostu mam czworonogi, które muchy nie skrzywdzą.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się