Forum towarzyskie »

"Nie ogarniam jak..."

Ej, to znaczy, ze ja jestem jakaś inna?  👀 Powiedzcie mi, że są jeszcze tacy ludzie, co ja, co koniecznie muszą wszędzie chodzic na piechotę.


To ja jestem jeszcze bardziej inna bo ja wolę rower 😀 i jak np. mam jechać po jogurt, ciasto, sok albo piwo idealnie się do tego nadaje mój rower z koszyczkiem 🙂

Ej, to znaczy, ze ja jestem jakaś inna?  👀 Powiedzcie mi, że są jeszcze tacy ludzie, co ja, co koniecznie muszą wszędzie chodzic na piechotę.



Ja też, też lubię na piechotę jak nie trzeba siat dźwigać i jest nie dalej jak jakieś 2-3 km, mój maż też, nawet chodziliśmy swego czasu na obiad do teściów pieszo 6 km w jedną stronę 😜

tak wiec wszystko z Tobą w porządku, a każdy robi jak uważa za słuszne i mu wygodnie🙂

Ej, to znaczy, ze ja jestem jakaś inna?  👀 Powiedzcie mi, że są jeszcze tacy ludzie, co ja, co koniecznie muszą wszędzie chodzic na piechotę.



jeżdże autem wyłącznie na dłuższe odległości typu do miasteczka na zakupy 12 km lub do Wrocka do pracy 45 km w jedną stronę
po mieście poruszam się tylko na piechotę, nie lubię inaczej, nie lubię szukać miejsca do parkowania, wsiadać-wysiadać
z komunikacji miejskiej w ogóle nie korzystam - chodzę i to zawsze szybkim krokiem, inaczej nie potrafię 🙂
To ja chyba jestem jakiś hardkor, bo mi się często zdarza iśc na piechtę z plecakiem i dwiema siatami, gdzie w jednej jest arbuz, a w drugiej sześciopak 😁

edyta, ja mam dokładnie tak samo 😉 Do tego - nawet, jak korzystałam z komunikacji miejskiej, to jak trzeba było czekac wieki na autobus, to sobie po prostu szłam na następny przystanek, żeby nie stac i nie czekac, a w zamian miec jaiś miły spacerek 🙂
ikarina, zrozumiałam, że opisujesz taki specyficzny typ ludzi, wręcz przyrośniętych do samochodu, wbrew wszelkiej logice a nawet wygodzie. Przykład: sklep na deptaku, trzeba przejść ze 100 m. To nie - trzeba wsiąść w samochód, jechać dookoła ze 3 km, żeby przejść "tylko" 50  - od możliwego parkingu.

A! Ja też już z tych solidnie przyrośniętych do samochodu 🤣 Bez wyrzutów sumienia. Odwrotnie: pukam się w głowę, jak mogłam być tak głupia, żeby przez całe przedszkole wozić i przywozić dwoje dzieci (jedno czy tam półtora 😉) jakimś koszmarnym miejskim wózkiem czy rowerkami - całe 600 m., wtedy moc krawężników, uszarpać się i tracić masę czasu - a samochód stał. I te wszystkie "obowiązkowe" spacery! Zamiast wsiąść i podjechać w coraz to w nowe miejsce. Itd. Jakby nie patrzeć - samochód zwiększa mobilność człowieka. Dziwi mnie tylko wtedy - gdy zmniejsza 🙂
Choć do samochodu przyrosłam względnie niedawno, gdy jakiś pijus podprowadził mi rower z krzesełkiem dla dziecka (rower znalazł się po roku porzucony w kukurydzy, bez fotelika - ale to ogarniam - ktoś pilnie potrzebował skoczyć na stację benzynową po połówkę :lol🙂. Teraz cenię sobie autko. M.in. dlatego, że lubię swój kręgosłup, kolana itd. Które swoje już wychodziły/wybiegały/pedałowały.
Ikarina ja jak tylko mogę to idę wszędzie na nogach. Nie  ważne czy 5 czy 10 km jak mam czas to spacerek zawsze przyjemniejszy. Po większe zakupy też, ale mam ten komfort, że mam kauflanda pod blokiem. Choć mój ojciec potrafi jechać samochodem bo mu się nie chce nosić np. 2 butelek.
halo, kolana zazwyczaj tylko zyskują na rekraacyjnej jeździe rowerem
Wczoraj: dziwna sytuacja, której nie ogarnęłam.
Aqua Park- wlazłam do pustego jacuzzi i się tam moczyłam. Po chwili weszła para ludzi, którzy dali pani basenowej aparat i wykonali sobie serię fotek ze mną w środku.  👀 Siedli po bokach i trzask, trzask, fotki. Uśmiechałam się jak mogłam, ale dziwne to było.
Ja wiem, że jestem mega atrakcyjna..... 😉, no, ale wypadało spytać chyba? Będę w jakimś albumie, z purpurową twarzą, pokazywana rodzinie.  🤔
Ja uwielbiam chodzić! Gdybym tylko miała czas to mogłabym chodzić wszędzie na nogach. I nie ważne czy 2, 5, 10 czy 15 km. Niestety zycie zwykle zmusza nas do tego, by być w ciągłym pośpiechu, ciągle biegnąc 🙁 Na większe zakupy (raz w tygodniu) jezdżę samochodem, na mniejsze albo jadę na rowerze, albo idę na nogach. Na wszelkie spotkania ze znajomymi chodzę na nogach bez względu na pogodę. I zawsze się wszyscy dziwią, że mi sie chce (mieszkam na skraju miasta). A ja po prostu uwielbiam chodzić. Odstresowuje mnie to, pozytywnie nastraja a jeszcze mam świadomość, że jednak jest to zdrowsze dla całego człowieka niż wożenie się samochodem.
I naprawdę bardzo się cieszę gdy są dni, kiedy mam mozliwość nie wyjeżdżania w ogóle z garażu 🙂
Tania - a czemu po prostu nie zwróciłaś im uwagi, nie powiedziałaś, że sobie tego nie życzysz czy cokolwiek? ;>  😉
halo, a... takich przyrośniętych do samochodu, to znamy głównie ze stajni - wkurzają wszystkich. Tacy zwłaszcza dość zamożni (często podstarzali) tatusiowie małych dziewczynek, które odwożą na jazdę (pewnie lekko przewrażliwieni na ich punkcie, lub też na punkcie podeszw swoich butów lub swojego samochodu), uwielbiają pasjami podjeżdżać samochodem tak blisko wejścia do stajni, jak tylko się da. Mimo, że parking jest wydzielony zupełnie z drugiej strony maneżu, Z DALA od wejścia do stajni, którędy (w innych godzinach, oczywiście) wypuszczane są i wpuszczane konie na pastwisko. Omijają oni zasieki, drogowskazy, znaki "PARKING TUTAJ >>>", przejeżdżają linki pastucha, jak gdyby nigdy nic manewrują między kucykami, które przykładowo akurat idą na jazdę prowadzone przez 8 letnie dzieci i zatrzymują się centralnie u wejścia do stajni (wiecie, jak samochód kowala), lub przy bramie maneżu (adekwatnie do widzimisia na temat, gdzie bezpośrednio ma pojawić się ich dziecko). Na prośbę, aby odstawili samochód, bo tu może stwarzać niebezpieczeństwo oraz że sam może być uszkodzony przez konia, robią albo wielkie ze zdziwienia oczy, albo zapodają umiarkowanego focha. Przyrośnięci do swojego SUVa i 50m pieszo w mokasynach bez skarpet (po końskich plackach hehe) jest wieeelkim wyczynem 😀
p.s.: Trochę przekoloryzowałam  🤣
Tania - a czemu po prostu nie zwróciłaś im uwagi, nie powiedziałaś, że sobie tego nie życzysz czy cokolwiek? ;>  😉

Bo najpierw się nie zorientowałam a potem już było po wszystkim. No nie ogarnęłam po prostu.
Tania, co za historia 🤣 Ja wiele ogarniam, ale to mnie jakos... zaskoczylo? rozbawilo? 🤣 Wspolczuje 😁
Tania, co za historia 🤣 Ja wiele ogarniam, ale to mnie jakos... zaskoczylo? rozbawilo? 🤣 Wspolczuje 😁

Może państwo chcieli pokazać, że mają ciocię z Krakowa? A ich własna była przemakalna ? Mnie też w sumie to rozbawiło, bo mi się zaraz "celebrytka" przypomniała. Ale dziwne było, fakt.  😂
Tania, spróbowałam to sobie wyobrazić i dosyć to zabawne 😀 Rozumiem Twoją dezorientację, czasem człowiek zanim zdąży zareagować to jest po wszystkim. Zwłaszcza jeśli właśnie dzieje się coś dziwnego, czego nie rozumie i potrzebuje chwili, żeby 'ogarnąć' 😀
Ikarina, a propos paracetamolu - na mnie nie działa leczniczo, za to jest mi niedobrze, więc pozostaję przy ibupromie. Z tego też powodu (tzn że mi niedobrze) kiedyś miła pani doradca z linii 111 tłumaczyła mi jak wytrącić kodeinę z cocodamolu* (miałam straszny ból zęba, a wizytę za dwa dni). Tego też nie ogarniam zresztą*

A co do samochodów: czasem wolę iść na piechotę, niż się chrzanić z pakowaniem dzieci w foteliki
Za to kiedyś się wybrałam na zakupy do supermarketu rowerem i po drodze zastanawiałam się, gdzie wyrzucić ziemniaki, bo mi było za ciężko.
Teraz mam wszędzie kawałek drogi, więc wszędzie jeżdżę samochodem.

*linia 111 to w uk linia gdzie się dzwoni jak coś bardzo boli, a za wcześnie na karetkę, albo żeby spytać, gdzie jest najbliższa czynna przychodnia w niedzielę, a cocodamol to lek z kodeiną dostępny w każdej aptece bez recepty. 
majek, proszę cię, ja już na 111 nie dzwonie, bo słyszę jedynie paracetamol i paracetamol. Mój mąż też umierał na ból zęba, ale już tak na fest, to też chcieli go nakarmic tym świństwem. Dopiero wizyta u normalnego lekarza mu pomogła (bo do dentysty miał jeszcze parę dni, a wytrzymac nie mógł)

A z tą reakcją na paracetamol to pewnie zawaliłaś im cały światopogląd 😁 Jak, no jak leczyc ludzi bez paracetamolu  🤔wirek:
nie ogarniam.

korzystając z pięknej pogody poszłam sobie na tzw. trawing do pobliskiego lasu, żeby sobie w ciszy i spokoju książkę poczytać. skraj lasu (sporo się ciągnący i w lewo i w prawo), ciepłe zachodzące słoneczko, nikogo....

aż tu nagle, 3 metry na lewo ode mnie, uwaliły się 2 panny z rozbrykanym psem, który zaraz zaczął latać dookoła mnie i prawie po mnie. dosłownie 3 minuty po nich, 3 metry ode mnie, ale tym razem na prawo uwaliło się dwóch tatuśków ze swoimi rozwrzeszczanymi dzieciorami na elektrycznych quadach.  👿

oczywiście musiałam się zwinąć i pójść gdzieś w bardziej zaciszne miejsce. ale po prostu nie ogarniam ludzi, którzy mając naprawdę mnóstwo przestrzeni, muszą się uwalić tak blisko, że Ci prawie na głowę wejdą i zajrzą przez ramię. :/
Niestety, instynkt stadny.  😁
Kahlan Mialam ostatnio podobną sytuację! czekałyśmy z mamą na autobus, na pętli - więc miejsca bardzo dużo. A tu przychodzi rodzinka, matka i ojciec, wózek z dzieckiem i chyba jakieś dwie ciotki czy koleżanki i stają sobie centralnie pół metra od nas.
Nie mam generalnie problemu z ludźmi, ale mimo wszystko lubię mieć komfort przestrzenny wokół siebie  🙄

Przyjeżdża autobus (dlugi przegub, ludzi niewiele wsiada więc można wybierać i przebierać wśród miejsc siedzących), zamujemy z mamą dwa siedzenia a ta sama rodzinka rozlokowuje się tuż za nami  😜 Dwie osoby stoją obok nas, dwie siedza, tatuś stoi z wózkiem obok...
Moja matka jest bardzo tolerancyjna na zachowania ludzkie, ale szepnęła mi, żebyśmy lepiej sie przesiadly, bo niedługo na kolana nam wskoczą 😉
Taniu Ty to masz chyba jakiś swoisty urok osobisty, pamiętam, że w stajni ludzie też robili Ci zdjęcia, teraz w jacuzzi...Może powinnaś zmienić zawód, na fotomodelkę  😉
W temacie instynktu stadnego: popołudnie, maleńka zatoczka na j. Kisajno. Zacumowalismy żaglówkę, wcinamy obiadek, cisza, spokój, a tu pojawia się wielka, ponad 8 metrowa łajba z dzieciarnią. Ledwo się wcisnęli obok nas, bo to naprawdę mała dziurka w trzcinach była. Ani me, ani be, nikt nawet nie zapytał czy można, dzień dobry również nie padło ... Najlepsze jednak było to jak dzieciarnia pod dyktando opiekunów w pewnym momencie stanęła na burcie od naszej strony i odlała się do jeziora. Masakra, co z nich wyrośnie przy takich nauczycielach. Nie trzeba być starym żeglarzem, żeby wiedzieć, ze wypada choć spytać o miejsce, każdy kulturalny ludź by na to wpadł. Nie ogarniam tego ...

Edit, zjadłam słówka
a potem dorośnięta żeglarska brać nie będzie miała problemu z odlaniem się w dowolnym miejscu.
Już wiem skąd się biorą szczający faceci z obnażonymi fiutkami na ruchliwej ulicy.
Nie straszny im tłum przechodniów.
Ja nie ogarniam tego  🤔wirek:   Powstał artykuł na temat Tary i dzieci ze szkoły w Lubinie. Szkoła wirtualnie zaadoptowała konia, dbają o niego, odwiedzają go. Czegoś się uczą, jakiejś odpowiedzialności od najmłodszych lat.
Tu nie chodzi już o pieniądze, ale o wychowanie tych dzieci, następnego pokolenia. Przecież to od nich będzie w większości zależało, jak będą postępować ze swoimi zwierzętami, ewentualnie jak będą reagować na krzywdę zwierząt.


Dodaje komentarz który widnieje pod artykułem:

25 maja 2014 godz. 14:10 - re-volta
voltowicz
zainteresowanych odsyłam na forum re-volta jest tam sporo o tarze i ich manipulacji ludźmi. Wyłudzacze pieniędzy kosztem koni. Kiedyś to była konkretna fundacja, teraz pieniądze zamydliły im oczy. Nie polecam wpłacać na nich pieniędzy.
Co wy wiecie o odlewaniu, dzisiaj jak wracałam ze stajni, patrzę i własnym oczom nie wierzę, jakieś babsko na trawniku wypięło dupsko i leje 😲. Środek miasta, trawnik, żeby chociaż wlazła za drzewo i kucnęła, ale nie, przy chodniku wypięła się tyle  😵 
a to ci niespodzianka 🙂
Ja widuję jedynie facetów........
Na razie
Facetów, to ja też widuję, ale oni to raczej "przytulą" się do jakiegoś drzewka, murku czy bramy, a nie tak centralnie na środku.
Dziś na zawodach dziecko, alt 6-8, przy żywopłocie stało, niestety odwrócone w złą stronę. I tak sobie ten swój interesik trącało...
jagoda1966 Może taką wielką łódź mieli, że Was nie zauważyli  😀
Misiek69 wiesz to możliwe 😉 wysoko zadarte nochy mieli 🙂
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się