Kontynuacja dyskusji z "Nie ogarniam jak..." (początek [url=
http://re-volta.pl/forum/index.php/topic,95120.msg2326389.html#msg2326389]tu[/url])
Becia23, jeszcze raz. Piszę o sadyzmie. Nie o sadyzmie patologicznym. To ty "przyciągnęłaś" sadystę patologicznego. Ni musisz MI tłumaczyć różnicy. Natomiast wydaje mi się, że ja "muszę" tłumaczyć ci... podobieństwa.
Z tego co wiem o s. patologicznym to sprawowanie kontroli jest wiodącym czynnikiem. Tyle, że ta kontrola jest skrajnie daleko posunięta - niekiedy aż do władzy nad życiem 🙁
Różnica pomiędzy "jeszcze normą" a "już patologią" nie polega rodzaju bodźców. Polega na skali. Od bardzo, bardzo soft do bardzo, bardzo hard 🙁 Nie byłabym też taka ufna twierdząc, że źródłem pobudzenia jest deklarowana i/lub rzeczywista przyjemność drugiej strony. Zaprzecza temu choćby zawartość "Grey'a", od czego zaczęła się rozmowa. Oraz przekonanie wielu krzywdzących, że przecież robią to dla "dobra" krzywdzonego.
Wygląda mi to tak, że to TY ustaliłaś sobie taką granicę. Ja uważam, że niestety, nie ma ostrej granicy. Że to leci "analogowo", nie zero-jedynkowo. Że jest płynne. Coś jak z narkotykami. Strzał z heroiny - o! narkoman! Z trawką zdania podzielone. A przecież kawa, herbata, nikotyna, alco - też mają działania nieobojętne dla układu nerwowego.
We mnie nie ma zgody na definiowanie dobra pt. co jest prawnie dozwolone (to już wolę twoją granicę, twoje rozróżnianie). Ani - co sprawia przyjemność. Mam inne kryteria. Wg których praktyki S&M mogą być dobre, pod wieloma warunkami (w tym mikro skali). Dla mnie(!) będą dobre, gdy będą prowadzić do tego, że uczestnicy będą... wzrastać (nie umiem znaleźć innego słowa). Będą się rozwijać jako ludzie. Gdy oprócz pobudzenia dołączy się czynnik samopoznania i... terapeutyczny. Cień takiego podejścia przewija się nawet w "Grey'u". Na maksa infantylny, ale jest. Sprawa ogólnie jest cienka, bo każdy z nas ma zbiory systemów obronnych, w tym wszelkie mętności, i to może sprawiać, że przy deklarowaniu obopólnej przyjemności przynajmniej jedna ze stron wyjdzie z "zabawy"... upodlona 🙁 Przy czym S&M zdecydowanie nie jest jedynym rodzajem sytuacji życiowych, gdy coś takiego zachodzi, Zasada: NIGDY nie rób niczego, czego nie chcesz NAPRAWDĘ nie jest taka łatwa do wcielenia w życie.
OK, teraz już rozumiem :kwiatek:
PRAWDZIWE pary SM opierają swój seks na miłości, szacunku i zaufaniu. Inaczej się NIE DA. Osoba M inaczej nie jest w stanie psychicznie oddać się osobie S, tak żeby prawdziwie zrelaksować się psychicznie i czuć się bezpiecznie.
Już w tamtej dyskusji pisałam:
dla nich to jest ogromna podstawa budowy ich związku, np. zaufania, komunikacji, wyjaśniania swoich potrzeb i wzajemnego ich spełniania, ogromnej akceptacji nawet najdziwniejszych zakamarków umysłu drugiej osoby.
Więc masz absolutną rację, dla prawdziwych par SM to jest rodzaj terapii, uzdrawiania, dochodzenia do zdrowej relacji. :kwiatek:
I właśnie dlatego te książki zostały tak skrytykowane przez środowisko BDSM, przez prawdziwe pary SM. Naprawdę warto poczytać ich opinie na ten temat:
I don’t think he’d be interested in a woman like her, either: she’s clearly not up for BDSM, and he could find someone else to do it. That makes their relationship abusive.
(...)
I’ve met a few Christian Greys. As someone who, in the past, has experienced many unhealthy and abusive relationships, I would definitely stay away from him. They’re not capable of love; their whole way of viewing relationships is very selfish. It’s about getting a high out of the control, rather than any kind of genuine love. When Anastasia says, “Leave me alone”, he actually breaks into her house! That’s not consensual. He turns up unannounced when she’s with her mum.ŹródłoW prawdziwych relacjach SM, kontrola i dominacja NIGDY nie wychodzą poza sypialnię. Absolutna władza Greya and Aną, manipulowanie nią, kontrolowanie, dyktowanie, stalking - to NIE JEST SM. Tak samo jak w SM to osoba M dyktuje (przed), co para będzie robić, co jest dozwolone, a co nie - osoba S jedynie stopniowo zwiększa intensywność (i tu się pojawia "safe word" wspomniane przez busch), tworzy scenkę. Nie tak jak w książce, gdzie to Grey dyktował co robią, robił se co z nią chciał i jeszcze umowę dla niej stworzył. Nie, nie, nie. Prawdziwa relacja SM opiera się na OGROMNYM szacunku. OGROMNYM.
Tak samo jak osobiście w poważną wątpliwość poddaję, czy w ogóle istnieją osoby masochistyczne, które za pieniądze oferują usługę bycia dominowanym. To jest szalenie niebezpieczne. Dominatrix - tak, istnieją jak najbardziej, i to im się płaci za bycie zdominowanym. I ten układ się sprawdza, bo powstaje takie samo zaufanie pełnienia serwisów jak wszędzie - kelner, stolarz, architekt. Ja Ci daję pieniądze, ty za nie DLA MNIE coś ROBISZ. Czy którakolwiek osoba byłaby na tyle szalona, żeby ryzykować swoje życie za pieniądze, gdzie oddaje się władzę nad sobą zupełnie obcemu człowiekowi, który to za to ZAPŁACIŁ, (a wiemy, że jak ktoś zapłaci, to nagle zaczyna być bardzo roszczeniowy), człowiekowi do którego nie ma żadnego zaufania poza "zwykłą ludzką przyzwoitością"...?
Więc to absolutna racja, że książki i film pokazują kompletnie przekłamany, wykrzywiony i wyssany z palca obraz rzekomego SM. Autorka ewidentnie nic na ten temat nie wie. Nic.
Już o wiele lepszym filmem na ten temat jest Sekretarka (2002).
Natomiast żeby zaraz się oburzać, że to na bank promuje psychopatię...? No nie wiem. Jak już ktoś przytoczył, filmów o mordercach nikt nie bojkotuje. To jest takie zaburzenie, że jak jest, to nic go nie powstrzyma, a samo się nie tworzy po oglądnięciu filmu.
Prawdziwe osoby masochistyczne nigdy w życiu nie dałyby się wciągnąć w taką relację, bo już powiedziałam: one przede wszystkim potrzebują miłości, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Taki facet jak Grey za nic go nie daje.
Ja mam bardzo smutne wrażenie, że najbardziej tą serią jarają się... kobiety bardzo niedowartościowane 🙁 I smutne jest to, że ewidentnie kobiet niedowartościowanych na świecie jest miliony. 🙁
Tylko takie kobiety mogłyby uważać za romantyczne to, że ktoś "z miłości" dostaje obsesji, kontroluje i stalkinguje. Tylko one mogą uważać za wcale nie dziecinne i głupio naiwne, że "można zmienić miłością" poważne zaburzenia. Tylko one nie widziałyby tych zaburzeń w tej historii. BDSM to tylko dodatek dla lepszego marketingu, szczypta pieprzu dla oklepanej historyjki, żeby lepiej się sprzedawała.
No bo czy kobieta znająca swoją wartość marzyłaby o tym, żeby jakiś facet (bogaty, atrakcyjny) próbował nią rządzić, kontrolować, wykorzystywać do własnej przyjemności i odbierać wolność nie dając w zamian NIC?
A głupia niedowartościowana gęś da się wciągnąć w toksyczną relację pełną znęcania się psychicznego i fizycznego i bez tej serii. Tak było, jest i będzie.