Muffinka, dokładnie tak. Na mnie psica warczy, jak podejdę do niej jak je, albo jak chcę ją poprawić jak leży. Jak podchodzi którykolwiek kot, suka ani ciut nie podniesie warg, tylko po prostu odejdzie.
Kotka o tym wie no i... tak jakby jest nad psem w hierarchii :/ 😵
wistra, z tego wynika, że to ty masz problem w tym trójkącie. Nie wnikałabym w relacje psio-kocie, widać, że obydwie doskonale znają swoje miejsce i suka się godzi na to, że kot rządzi. Natomiast warczenie na właściciela jest dla mnie niedopuszczalne i popracowałabym nad tym z kimś doświadczonym.
Suka jest psem z pseudohodowli, niestety jest taka odkąd odszedł drugi pies, czyli jakieś 3-4 lata. Na mojego ojca też warczy, raz się rzuciła z zębami. Ale robi to tylko wtedy, gdy np chce się ją wziąć na spacer, a ona na to akurat nie ma ochoty. No albo, gdy się dotyka jej łap, albo się zbliża za blisko, gdy je.
Co ciekawe! Jak była młodsza, był drugi collie i suka była rewelacja! Agat odszedł i suce się we łbie pomieszało.
Radzimy sobie, nikogo nie pogryzła do krwi, na kogoś doświadczonego mnie nie stać (rodzice na to na pewno kasy nie dadzą), zresztą czy coś można zrobić z 8letnim psem?
Ale robi to tylko wtedy, gdy np chce się ją wziąć na spacer, a ona na to akurat nie ma ochoty. No albo, gdy się dotyka jej łap, albo się zbliża za blisko, gdy je.
Czyli w tym stadzie to własnie ona czuje się alfa!Niedobrze...
Radzimy sobie, nikogo nie pogryzła do krwi, na kogoś doświadczonego mnie nie stać (rodzice na to na pewno kasy nie dadzą), zresztą czy coś można zrobić z 8letnim psem?
To,że nikogo nie pogryzła do krwi wcale nie jest pocieszającym faktem w tym wszystkim. A co jak kiedyś tak zrobi??? To jest tylko zwierzak,nie można mu ufac w 100%! Jak najbardziej z 8letnim psem można pracować!I z efektami!Trzeba ino dużo cierpliowości,ba determinacji nawet! 😉 Owszem,trwa to dłużej niż np praca ze szczeniakiem,ale czyż nie warto? Tu nie trzeba wielkiego speca!Taka praca to podstawy i nie trzeba szukac daleko!Pies wbrew pozorom myśli dość prymitywnie. 😉 Polecam również dobrą lekturę!Np "Okiem psa" Johna Fishera! 🙂
wistra, zaba ma rację i z pracą i przestawieniem relacji nie czekałabym długo. W każdym wieku da się wiele zrobić, a sytuacje masz bym wręcz powiedziała na krawędzi. Wymknęło wam się to spod kontroli dawno temu.
Okej, ale ja nie mam na tyle umiejętności, zresztą nie czuję takiej potrzeby, żeby coś z tym zrobić. Pewnie mam złe podejście, ale najnormalniej w świecie ja jestem za kotami, pies jest, bo jest. Niczego mu nie brak, spacery są, zabawa jest, pełna micha i leczenie (no, leczenie chwilowo czeka)
Teraz w życiu bym psa do domu nie wzięła
Gdzie powinnam się zgłosić z naszym problemem w takim razie?
wistra, Omg, ręce mi opadły. To nie chodzi o dobro psa i żeby mu przestawić hierarchię, że ważniejszy jest niż kot, ale o bezpieczeństwo ludzi! Nie tylko Twoje ale osób postronnych. A Ty nie zrobisz z tym nic, bo jest ok, bo JESZCZE NIKOGO DO KRWI NIE POGRYZŁ? Psa już macie i jesteście odpowiedzialni za niego i za to by nikogo nie skrzywdził. Ot co. A gdzie się udać? Jest dużo szkółek gdzie pod okiem specjalisty można rozwiązywać problemy psie i ludzkie.
wistra, nie czujesz potrzeby czuć się bezpiecznie we własnym domu? Jej pozycja w stadzie rośnie z każdym warknięciem- teraz jeszcze nie pogryzła nikogo do krwi a za rok będziesz się cieszyć, że skończyło się tylko na szyciu. W każdej normalnej szkółce dla psów pokażą ci jak pracować, tu nie trzeba wielkich pieniędzy tylko cierpliwości i wytrwałości. Jakby jakiś koń ciągle na ciebie wchodził, deptał, gryzł i kopał to też byś mówiła, że to nie szkodzi póki nie trafia a ty masz refleks, żeby się uchylić?
Pewnie mam złe podejście, ale najnormalniej w świecie ja jestem za kotami, pies jest, bo jest.
Radzimy sobie, nikogo nie pogryzła do krwi, na kogoś doświadczonego mnie nie stać (rodzice na to na pewno kasy nie dadzą) (...)
Czytam i nie wierzę 😲
I tez uważam, że kolejny pies w twoim (i jak się okazuje w przypadku twoich rodziców) to zły pomysł. 🙄 W takich chwilach uważam, że ludziom powinno się wydawać jakieś pozwolenia albo poddawać jakiejkolwiek, dodatkowej weryfikacji, bo takie podejście to skrajna nieodpowiedzialność! 🙇
Trzymam kciuki, żeby was ani nikogo innego (sic!) jednak nie pogryzła do krwi. Bo dopiero wtedy będzie rodzicom żal kasy... na odszkodowanie... lub na szycie u chirurga plastyka. Wistra, chroń twarz, ja trzymam kciuki! 🙇
Okej, to wezmę się za to. Tylko kogo mam szukać? Mam zapytać w szkole szkolenia psów, czy poszukać psiego psychologa?
Psa kolejnego na pewno nie bierzemy, przynajmniej dopóki jest ten. Mama marzy o Sheltie, ale to będzie pies z hodowli, wtedy chyba charakter może być trochę do przewidzenia. I wtedy raczej ja już nie będę z rodzicami mieszkać 😉
Ja jestem typową kociarą, ale nawet kotu nie pozwalam na dominowanie 'w związku'. To ja muszę być górą. Owszem, podczas zabawy czasem kot się zapomina i że tak powiem gryzie z całej siły, ale wtedy łapię za kark i najczęściej gryzę go w ucho na odwet 😂 . Sposób może dziwny, ale poleciła mi to moja wetka. I o dziwo działa! Kot od razu się kaja i przestaje gryźć. 😉 Dzięki temu kot nigdy mnie nie podrapał po twarzy, nie wgryzł się w łydkę czy nigdy nie zaatakował mnie ani nikogo z mojej rodziny.
Natomiast przy poprzednim kocie popełniliśmy ten błąd, że kocisko było rozpuszczone do granic mżliwości, on wchodził nam na głowę, a dodatkowo kilka razy zdarzyło się jej rzucić na moich znajomych! Jedna z nich ma do dzisiaj wielką szramę na łydzie, w miejscu, gdzie ją ugryzł. Moi rodzice byli pobłażliwi, ale ja teraz nie pozwalam na rozpuszczanie mojego zwierza, bo będzie to samo co kiedyś z Czarną.
Rodzicom nie będę zabraniać (zwłaszcza, że mam takie relacje z rodzicami, że leczę się u psychiatry i psychologa).
Mówię, że wezmę się za to. Dotarł do mnie opis szycia, lekarzy. Dlatego pytam, do kogo mam się z tym udać, bo nigdy, przenigdy się tym nie interesowałam. Czas najwyższy się zainteresować, tym bardziej, że w domu jest 4 letnie dziecko. I chociażby dla Emilki powinnam się dogadać z psicą.
Niestety prawda.... ostatnio bylam nad morzem z rodzina. Jak zajechalismy na parking obok nas byla terenowka a w srodku pies...Jakis sporawy kundel...Popatrzylismy czy ma wode- nie bylo jej. Pomyslelismy , ze wlasciciele zaraz wroca i po samochod nadal stal a pies juz nie szlismy na plaze Wrocilismy za jakies 5 godzin a pies juz nie siedzial tylko lezal i biedny sapal .... Pozdrowka z jakze goracych Wloch :kwiatek: nie wytrzymalismy- poszlismy to zglosic ...Po chwili zjawili sie wezwani wlasciciele.Z psem nie bylo najlepiej 🙁
Ja też kiedyś zgłosiłam wyżła weimarskiego zamkniętego przy 35 stopniach w samochodzie stojącym na słońcu - jakież było moje zdziwienie gdy straż miejska wyjęła okno i wyciągnęła psa 😀!! Ciekawe czy to było w pełni legalne 🙂