Forum towarzyskie »

kącik pomocy medycznej, czyli: czy to coś powaznego i jak temu zaradzić

A piasek w nerkach? Macie sposób na ewakuowanie ?
Pani doktor niefrasobliwie poleciła "urodzić" co większe.
Atak kolki nerkowej nasuwa myśl o przebiciu pleców rozgrzaną do czerwoności dzidą.
I po nim każde ukłucie wywołuje panikę.
Piję wodę jak jakiś spragniony słoń ale nie wiem czy to pomaga.
Ponoć piwo lepsze od wody 😉
dempsey Dziękuję. I jaka na to rada?
Czytalam, ze nie powinno sie cukrow przyjmowac jak afty wychodza, wiec ograniczam.
Cos jeszcze odstawic?
Ponoć piwo lepsze od wody 😉

też słyszałam,ale piwa nie lubię , tuczy i jest to alkohol -zatem przy moim trybie życia /auto/ odpada w tygodniu.
Słyszałam o jakichś tabletkach niebieskich -zapomniałam nazwy. ( nie,nie jest to Viagra!  😉)

znalazłam.
Brał ktoś? Pomaga?
niebieskie tabletki to chodzi chyba o Urosept, Taniu bardzo dobra na rozkruszanie kamieni jest żórawina. Możesz sobie jeść i pić. W tym temacie jestem obcykana, bo sama mam problemy i moja druga połowa ma kamice nerkową bardzo zaawansowaną.
Mam Żurawit i sok z żurawiny prawdziwy/jak ocet kwaśny/ .
Czyli sprawy kolki nerkowej nie są Ci obce? Niezła jazda -taki atak,co?
Zaletą jest odjazd po Dolarganie. Darmowy.
ja osobiście atak miałam tylko raz, moja połowa ataki ma na bieżąco, jest stałym "klientem" ostrego dyżuru, bądź korzysta z usług przyjezdnych (czyt. karetka). Ból niesamowity, przechodziliśmy już wodonercze, rozbijanie kamieni....teraz proponują operację. Szukamy innego rozwiązania niż krojenie. Żórawina jest rewelacyjna, choć nie jest specyfikiem, który uleczy do końca.
Seksta, ja nie lekarz.. może zapisz się na wizytę do internisty, niech Cię skieruje na badanie do laboratorium, wymaz z błony śluzowej pokaże obecność drożdżaków. Może to coś zupełnie innego.
A kandydoza (inna nazwa choroby) to niełatwy temat. Ciągnie się to miesiącami u niektórych.
Ogolnie: odtruć wątrobę, odbudować homeostazę (probiotyki) i nie dawać pożywki drożdżakom (dieta).

Co prawda ww zalecenia nie mogą zaszkodzić, nawet gdybyś stosując je była zupełnie zdrowa 😉 ale jednak idź do jakiegoś sensownego lekarza.
jutro ide do internisty- zobaczymy co powie. Na pewno dostane skierowanie gdzies.
A i czeka mnie wycinanie migdalkow w niedalekiej przyszlosci i juz trzese portkami.
A i czeka mnie wycinanie migdalkow w niedalekiej przyszlosci i juz trzese portkami.
Miałam jako dziecko.
1. Straszno nie było. Narkoza, jeden dzień w szpitalu, jakichś bolesności w ogóle nie pamiętam.
2. Nic nie dało, jeśli chodzi o to, czemu mi je wycinano (nawracające choroby gardła).
A Tobie czemu mają ciąć?
Z tego samego powodu co Tobie- nawracajace infekcje gardla- najczesciej ropne anginy...
Aktualnie od 2 miesiecy nie bylo dnia zeby mnie gardlo nie bolalo. Jestem po kuracji antybiotykiem i nadal mam problemy z gardlem.
Plus afta, ktora mi w gardle sie pojawila.
Cierpie jak cholera.
Teodora
Mi pomoglo ale najpierw musialam swoje wycierpiec- cos poszlo nie tak i dostalam krwotoku a poza tym jak sie obudzilam gardlo bolalo niemilosiernie...
Bylo to jak chodzilam do 2 klasy SP.
Ok, można przyjąć, że ból wyparłam - to jednak okrutnie dawno było. Ale na pewno nie był niemiłosierny, bo pamiętam ze szpitala, że fajnie było i dali zupę mleczną z wkruszonymi herbatnikami  😁 Rozpusta (a serio to pewnie miało być gładko). I pamiętam zdziwienie, jak "zwymiotowałam" miseczkę krwi, dziwne wrażenie. Ale to było raz i goiło się ładnie.

Mi przeziębienia, grypki i anginy (tych na szczęście doświadczyłam najmniej) nie przeszły po zabiegu. Jeszcze przez kilka lat miałam epizody gardłowe nawet raz w miesiącu. Trzy tygodnie szkoły, tydzień laby to była norma. Przeszło mi nagle, koło dwudziestki chyba. Albo bez powodu, albo przez homeopatię. Niby zbieżność się sama narzuca, ale mój mózg się nieco buntuje przed przyznaniem tego 😉 Może po prostu wyrosłam z tematu? Bo od tej pory miewałam jakieś lekkie gardłowe wirusówki może raz, dwa razy do roku. (A odkąd przeszłam pierwszą "przeciwmigrenową" sesję akupunkturową, to w ogóle mam naprawdę super odporność - wirusy zwalczam zwykle w kilka godzin, nawet te, co otoczenie rozkładają mocno i na długo; już od jakichś dwu lat nie spotkało mnie nic gorszego niż jeden dzień ze stanem podgorączkowym.)
Widziałam, że chwilę temu poruszany był temat nerek....
Od kilku dni chodzę do toalety średnio 4 razy na godzinę, generalnie trudności z oddawaniem moczu. Trochę to bagatelizowałam, ale dziś obudziłam się z meeega bólem pleców, po prawej stronie, na dole. Czy mi się wydaje, czy to może być coś związanego właśnie z nerkami? I czy mogę to "przeczekać" czy raczej wypadałoby pokazać się u lekarza?
Miałam tak jak byłam mała. Babcia dała mi wiadro z wrzątkiem i kazała siedzieć. Musisz uważać żeby Ci pupy nie poparzyło 🙂 Poczekja najlepiej chwilkę aż zrobi się chłodniejsza woda... I próbuj kiedy dasz rade usiąść i czekac 🙂 Mi pomogło.
Libella- pewno miałaś infekcję układu moczowego, a najpewniej łagodne zapalenie pęcharza. Zamiast bagatelizować trzeba było zdobyć Furaginum 3x2 tabletki i do tego Vit. C 3x1.
Dodatkowo możesz jeść żurawinę.
Bez recepty jest chyba Urosept, ale nie wiem czy zadziała , jeśli masz już ból w okolicy nerki.

Nadmienię, ze zapalenie układu moczowego może się przydarzyć albo po przewianiu, albo samo z siebie, albo może być objawem innej, poważniejszej choroby jak np. kamicy nerek.
Jeśli nie gorączkujesz i jeśli ból nie jest jakiś mocny możesz spróbować z tym Uroseptem lub Furaginem. Ale jeśli Ci nie przejdzie, to pewno skończy się antybiotykiem.
To taka porada, o ile wypada radzić poprzez neta w takich sprawach.
Tunrida dzięki za radę, zaraz pojadę po Furagin.... Próbowałam się umówić do lekarza to najbliższy wolny termin na przyszły tydzień... Masakra jakaś.
Jeśli cię w ciągu weekendu złapie gorączka, to jedź po antybiotyk na pogotowie/ nocną świąteczną pomoc lekarską/ lub coś w tym stylu. Ogólnie- do lekarza wtedy jedź.  😉
ok, ok 😉 Jak nie przejdzie będę kombinować, dzięki 😉
Dziwna rzecz mi się dziś przydarzyła - po kąpieli stopy zrobiły mi się sine, czułam dziwne mrowienie - zresztą dalej je czuję, pomimo że minęło już pół godziny od tej kąpieli. Wszystkie żyły mi widać i nogi mam jakieś takie sinawe.
Zdenerwowałam się troszkę, nie miałam nigdy czegoś takiego... czasem mi nogi drętwieją jak mam niskie ciśnienie, ale nie mam takiego dziwacznego mrowienia w stopach... i nie widac mi nigdy aż tak żył, obojętnie czy w czasie czy po kąpieli.

Myślicie, że to powód do zmartwienia?
Tak na zdrowy rozum to biorąc. Krew Ci zalegała w stopach i nie chciała popłynąć wyżej poprzez łydki, nie? Stąd szerokie żyły i zasinienie i mrowienie (bo lekkie niedokrwienie)
Nie masz żylaków jakichś na podudziach? Może kąpiel była zimna i Ci naczynia się zwęziły? Obserwuj się.
Kąpiel była ciepła. CO do żylaków nie mam pojęcia czy je mam.
A nie robią Ci się białe końce palców (nóg, rąk, albo jednych i drugich), jak zmarzniesz choć trochę?
A nie wiem. Zwykle mam blade ręce i nogi bo marznę prawie cały czas(przez niskie ciśnienie ponoć to jest, że czasem wydaje mi się jakbym miała ręce i nogi wyjęte z lodówki). Ale czy białe końcówki palców? Musiałabym się przyjrzeć.
Mrowienie mam dalej 🤔 w ogóle źle się czuję, ale mam okres to może dlatego.
Myślisz o zespole Raynauda? Drętwienie, bladość i silny ból pod wpływem zimna.
Spytałam, bo ja mam chorobę Raynauda - chłód prowokuje skurcz tętniczek w dłoniach/stopach i palce się robią blade. Jak włożę do ciepłej wody, to po kilku minutach robią się wręcz fioletowe, tam gdzie były białe. Potem czerwienieją, tak już "normalniej". Mrowienie przy tym ogrzewaniu czasem czuję. Tak mi się skojarzyło z tym, co opisałaś. To "moje" nie jest niebezpieczne, tylko niezbyt przyjemne i niezbyt ładne. Wystarczy trzymać kończyny w cieple. Ale może "twoje" to zupełnie co innego... W każdym razie takie zsinienie to może być, jak krew się zdecyduje pohulać w miejscu, gdzie przez jakiś czas gorzej krążyła.

P.S. No właśnie, Tunrida. Chociaż przy zwykłym zbieleniu końcówek (chłodno) bólu nie czuję. Co innego, jak jest prawdziwy zimowy mróz, potrafi być b. przykro.
JAK widzę opis Raynauda to raczej nie jest to to. Nie mam takiego bladnięcia palców i nie robią mi się potem takie czerwone. Miałam dziś te stopy sine, takie bardziej fioletowo-niebieskie. mrowienie nie ustaje, no nic pojadę do stajni pojeździć, może mi przejdzie. Jak nie to będę się martwić.
Mam zapalenie przydatków, biorę Amoksiklav, Metronizadol, Flumycon, Orgamentril.
Biorę je od środy, czyli już 4dni.

Wczoraj wieczorem, gdy już zasypiałam, nagle złapał mnie skurcz? nogi.
Ale taki, że aż krzyczałam.

Nie wiem, czy był to skurcz, bo masowanie nic nie pomogło. Jak trochę przeszło, nie mogłam wstać z łóżka. A chciałam iść do WC.
Doszłam trzymając się ścian, ale ból sakramencki.
Teraz trochę boli mnie mięsień na łydce, jak ją napnę, ale nic poza tym.

W ulotkach nie ma nic o takim działaniu ubocznym od leków.

Martwić się, czy czekać, co będzie?
Wyniki krwi (biochemia) mam dobre.
Magnez, magnez i jeszcze raz magnez...
Mam problemy z kolanem i biodrem.
Ortopeda powiedział mi, że mam brać Arthron Complex, a jeśli to nie pomoże to dostane zastrzyki do stawowe z kwasu hialuronowego.
Arthron nie pomaga mi nawet w małym procencie, a wizytę u ortopedy mam dopiero 17 lipca.
Wpadłam na pomysł, żeby brać kapsułki z kwasem hialuronowym (Hialumax duo).
Nie mam się jak spytać lekarza czy w ogóle ma to sens, dlatego pytam się tutaj.
Myślicie, że taki kwas w tabletkach w ogóle sie wchłania i pomaga stawom?
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się