Forum towarzyskie »

Kto/co mnie wkurza na co dzień?

Co Wy wiecie o trudach życia w miejscowości turystycznej 😜 15 lat mieszkania w Kołobrzegu odebrało mi zmysły i wiarę w ludzkość 🤣 lato było najgorsze pod każdym względem. Ani zaparkować, ani wyjść na spacer, ani normalnie do sklepu. Na każdym kroku Niemcy i Rosjanie, średnia wieku 80+ 😜
Gillian, ja nie z Kolobrzegu, i za daleko dla Rosjan i Niemcow, ale wrazenia podobne. Chcesz zakupy zrobic to licz sie z placeniem cen premium w mikrosklepikach w miescie albo jedz do marketu - ale bedziesz stac w korku, nierzadko siegajacym poza granice adminisytacyjne miasta. Alternatywnej drogi brak 🙃 miasto jest za male zeny uciec od turystow, nawet na cmentarz nie pojedziesz bez wkurzania sie ze turyści zajeli caly parking. Lol, jak moj bral slub to tez byl z tym problem xDD para młoda nie miała gdzie zaparkować
madmaddie, jedziesz godzinę? To ja zapraszam do dużego miasta i stwierdzisz ze godzina to jest dobry czas 😀 Ja od zawsze mieszkam w Gdańsku, niedługo uciekamy poza metropolię, bo mam dość. Dość dojeżdzania do pracy, do stajni, dośc turystów, ktorzy są non stop, jak nie jarmark Dominikański to Bożonarodzeniowy... co chwila cos.. Nie uciekam na wieś, bo to też nie moje klimaty, ale chociaż kawałek od miasta.
To ja w sumie fajnie trafiłam. Turystów też sporo, ale jednak głównie w cieplejszym okresie. U nas korki, to w sumie żadne korki patrząc, ot zatorek na 20 minut. Starówka piękna, bywa tłoczno, ale ma to swój urok, a można sobie z tym poradzić. Wszystko, czego potrzeba mamy na miejscu. Z pracą trochę lipa, ale znowu nie beznadziejnie. No i w sumie... dobre połączenia drogowe w każdy kraniec kraju.
Mieszkam w Toruniu.
lubie moją płaską, nudną Wielkopolskę
lubie moją płaską, nudną Wielkopolskę
lubie moją płaską, nudną Wielkopolskę
lubie moją płaską, nudną Wielkopolskę


ps. prawie w to uwierzyłem, dzięki za pomoc 😉
xxagaxx, miejskie korki są mi znane, większość dorosłego życia spędziłam w Katowicach i okolicach (choć one to i tak luzik pewnie) i trzy stacje żalu, bo człowiek jedzie wolniej niż by biegł, są mi znane. Jak mieszkałam przy centrum i obie prace miałam fajnie rozmieszczone, to najbardziej lubiłam się przemieszczać tramwajem i pieszo - było najszybciej. Autem i autobusem za to wielki żal i poczucie straconego czasu.
Bardziej mi chodzi o kilometrowe odległości - tę godzinę śmigam w niedzielę jak nie ma korków, to całkiem co innego niż jak mogłam sobie wyskoczyć na wieczorny spacer/kino/wstaw dowolne z koleżanką i dotrzeć tam w 15min, bo te pory towarzyskich spotkań to nie są pory największych korków 🙂 Do Kato teraz mam 100km. Tutaj się nic nie dzieje, chyba że dla turystów, w lecie byłam na spacerze z Anną Syską posłuchać o architekturze i byłam jedną z nielicznych z okolicy w grupie :P Brakuje mi właśnie takiego życia kulturalnego, no ale nijak tego nie zepnę, żeby w tygodniu dotrzeć, jak jest coś w weekend fajnego to staram się wygospodarować czas.
Marudzę, słońce bardzie dłużej świecić to mi się polepszy :P
ogurek, jakbym miała jeszcze raz obierać ścieżkę życiową to Wielkopolska byłaby moim targetem 😀 jest tam absolutnie przepięknie, wspaniałe krajobrazy i malownicze okolice - przynajmniej w rejonie Buku 🙂
Każdemu pasuje co innego. Ja np. nie znoszę Wrocławia, a są ludzie co kochają to miasto (kompletnie nie rozumiem dlaczego 🤣😉. Dla niektórych Szczecin to abominacja, a ja go uwielbiam i bardzo dobrze mi się tu mieszka. Są ludzie co z własnej woli mieszkają na stałe w Warszawie, a ja jadąc tam na wyczekany koncert miałam potężne poczucie dyskomfortu i za nic nie spędziłabym tam więcej czasu niż weekend 😂 mówi się, że Katowice są brzydkie, a mi się podobały, przynajmniej w tej części którą zobaczyłam.
Wszędzie, w każdym miejscu znajdzie się coś ładnego i coś do czego można się przyczepić.
Katowice ogromnie się zmieniły przez ostatnie 12 lat. Wciąż są dzielnice raczej obskurne, ale są też takie planowane pierwotnie jako miasta ogrody. To, że Śląsk jest brzydki to mit 🙂 Miasta mają to do siebie, że nie są wykluczone komunikacyjnie. Poza większym miastem bez auta to dramat i tu turystyczna mieścina ma ten plus, że zazwyczaj jednak coś jeździ.
Facella, - ja kocham Wrocław 😉 nawet po wrypaniu się w układ praca na skrajnym południu, mieszkanie na skrajnej północy. Zabiera mi to czas na dojazdy, owszem... ale miasto samo w sobie lubię. Lubię jego klimat, lubię to, że żyje, że dzieją się rzeczy. Komunikacja miejsca mimo legendarnych wytramwajeń działa bardzo spoko.
Żałuję jedynie, że zima tu prawie nie występuje, bo kocham śnieg i zimę. Tylko zimę-zimę, taką z mrozem i śniegiem, nie sezon deszczowo-błotny.
Z Warszawą się zgadzam, nie przepadam też za Poznaniem.


Osobiście umierałam mieszkając w małym mieście. Gdzie każdy każdego zna i jak potkniesz się o płytkę na mieście to za 15 minut dzwoni ciotka, czy kolana całe, bo ktoś jej powiedział, że widział jak się potknęłaś. Wychodzisz na rynek po 19 i jest tak "tłumnie", że w tle brakuje tylko tych suchych krzaków z westernowego wymarłego miasteczka. NEVER AGAIN 🤣
O braku perspektyw zawodowych i ogólnym marazmie życia nie wspominając. Tam nie można napisać "choć na spacer/kawę/piwo" i po prostu wyjść, tam to jest wyprawa i wydarzenie miesiąca.
Facella, - ja kocham Wrocław 😉 nawet po wrypaniu się w układ praca na skrajnym południu, mieszkanie na skrajnej północy. Zabiera mi to czas na dojazdy, owszem... ale miasto samo w sobie lubię.

keirashara, ja bym juz nie umiała do tego tego wrócić. Latami jeździłam 1-1.5 h w jedna strone, najpierw na uczelnie, potem do pracy. Od dluzszego czasu pracuje z domu i jak mam pojechać do miasta pozalatwiac sprawy i dojazd z punktu A do B trwa 20 minut to mnie az trzęsie, siedzę i myślę czego nie zrobie albo bede musiała robić kosztem snu bo tkwie w korku.
karolina_, 1,5h 🤣 raz z Krzyków w okolice Polibudy jechałam 4 (CZTERY!!!!) godziny. Jakbym mogła zostawić auto na jakimś parkingu po drodze i przesiaść się w tramwaj to bym to oczywiście zrobiła bez wahania, ale musiałam zawieźć takie jedno wielkie gówno i sama bym tego nie dała rady dotargać.
Pracowałam jako przedstawiciel handlowy w tym cholernym Wrocławiu, nastałam się w korkach za całe życie. W 4h to ja mogę pojechać nad morze, pospacerować po plaży, zezrec lody i wrócić 😅 a w 1,5h objade cały Szczecin dwa razy. Mnie trzęsie jak do pracy jadę dłużej niż 10 minut, a muszę z dalekich obrzeży wbic się w samo centrum 🤣 nigdy w Szczecinie w korku nie stałam, to co się czasami trafia to są lekkie spowolnienia w ruchu, ale i tak Szczecinianie narzekają że olaboga korki, zawsze mi się wtedy przypominają te 4h we Wrocławiu i z radością wlokę się w tych drobnych 20-minutowych spowolnieniach 🤣🤣🤣
Ale do małego miasta bym nie wróciła za nic. To już bym chyba wolała Wrocław 🤣
Dla mnie każde duże miasto to porażka, wyprowadziłam sie z Warszawy pod Mińsk Mazowiecki i uwielbiam takie życie 😍 solidarnie nie cierpię Warszawy, Wrocławia, Krakowa i w sumie każdego duzego miasta 🤣

Totalnie tez nie rozumiem weekendowych albo dłuższych wyjazdów do europejskich miast. W zeszłym roku bylam przez tydzień w Barcelonie i to była mordęga. We Włoszech najlepiej mi sie spędzało czas jak pojechaliśmy do jakiejś małej wioseczki nad morze. Chyba uwielbiam zadupia 😀
karolina_, - jak mam wybór korpo, gdzie logika wzięła dawno bilet w jedną stronę i nie wraca, a dojazdy, to wolę dojazdy 😉 Śmigam komunikacją miejską, książkę sobie poczytam, nie frustruje się na korki. No czasem mi zwieje bus/pociąg, bo coś się opóźni, ale w miarę sprawnie jedzie kolejny. W pracy mam zapewniony lunch, więc odpada mi gotowanie (a tez myślenie co na obiad, zakupy). Mój partner ogarnia dom i sobie ugotuje, więc nie wracam do garów i mopa. Często się spotkamy gdzieś na mieście, na spacer, na siłowni. Do konia teraz w środku tygodnia jeżdżę zwykle raz, bo go dzierżawię na 4 dni.
Nie jestem wiecznie wku*** jak w poprzedniej pracy. Mam fajnych ludzi w około, moja praca ma jakiś sens, nie czekam trzech miesięcy na przepchnięcie każdej pierdoły, bo musi przejąć przez 15285 działów i approvali (jeszcze od ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o procesie, produkcji czy logistyce 🤡 ).
No i jasne, chciałabym czasem popracować zdalnie. Brakuje mi tego. Szczególnie jak leje, pizga i lecą żaby z nieba. Jednak wiązałoby się to z kolejną pracą wśród imbecyli (ja się czasem mocno zastanawiałam, czy Ci ludzie są serio tak głupi czy udają, czułam się jak w dniu świra) i nonsensu albo zejściem ze stanowiskiem/wypłatą w dół. Przy tym wyborze - niech będą te dojazdy 🙂
Generalnie to może bym po prostu zmieniła mieszkanie, ale je lubię plus mam dobry dojazd do konia - a on świetne warunki i cudownych dzierżawców.
No i czuje, że mimo mniejszej ilości czasu dla siebie to lepiej go wykorzystuje, jest bardziej zorganizowany.
Facella, keirashara samochodem to nie wiem ile bym jechała (plus oplaty za wjazd do centrum i za parkowanie byly takie, ze leczyly z takich pomyslow skutecznie). 1.5 h to czas dojazdu motorem, metrem byly 2h w godzinach szczytu z racji przesiadek i konieczności czekania na pociag z wolnym miejscem stojacym. Nie lubilam z reszta jezdzic komunikacja, po zamachach w 2005 co prawda pilnowali mocno zeby nie bylo kolejnych (co jakis czas alert = uzbrojeni żołnierze w metrze, na stacjach kolejowych, lotniskach, itd.), ale ćpuny latajace z nozami bywaly dość czesto. Dojazd do stajni tez podobny, ponad godzina z pracy, powrot szybciej (mimo ze dalej) bo po godzinach szczytu.

Nie wrocilabym juz do miasta, wole prace zdalna z mojego zadupia, 100 approvali mnie nie obchodzi bo i tak placa mi za robote, a to ze im cos zajmuje miesiac zamiast tydzien to nie moj problem. Tylko folklor ludzki jest ciekawy - dla sąsiadów to jest np. normalne zachowanie zeby wejść do przedpokoju bez pukania i drzeć japę, albo stanac pod otwartym oknem w lecie i drzeć japę, bo akurat przyniósł jajka i chce teraz nam sprzedac i żeby go podwieźć na stację po wódę 🤣 kiedys myslalam ze te opisy z książek o Jakubie Wedrowyczu dotyczace ludzi na wschodzie to tez element fikcji literackiej, ale to jest akurat bardziej reportaż.
Wkurza mnie, że moja wypłata nie rośnie proporcjonalnie do rośnięcia cen wszystkiego innego.
wistra duża część korpo w tym roku wgl ogłosiła zero podwyżek z powodu kryzysu na różnych rynkach także może być gorzej …
espérer, ja nie pracuje w korpo i tez nam zapowiedziano, ze nie bedzie żadnych podwyżek w tym roku 🙁 branża transportowa, więc w sumie bez zaskoczeń bo ten rok będzie zapewne jedną wielką zagadką:/
Ollala nie wiem co dokładnie robisz, ale ja codziennie mijam wielki magazyn który stoi bez najemnicy już dobre 6mc, a kiedyś takie inwestycje były wynajęte na full często jeszcze przed ukończeniem budowy …

karolina_, - no jednak Wrocław to nie Londyn 😉 jeszcze tu ćpuna z nożem w mpk nie spotkałam.

Mi jednak robiły te approvale, bo odpowiednio niebieski kolor kartonika był wybierany pół roku, a ja miałam to upchnąć na linię i wyprodukować na wczoraj 🤡 a najlepiej wyciągnąć z kieszeni dodatkową.
Nic nie szło zrobić, ludzie nic nie kumali, w koło tłumaczyłam te same rzeczy. Kmiot ze wsi to folklor, a jak nazwiesz imbecyla z dyplomem? 😉 niby wykształcony, a codziennie zastanawiasz się jak można być tak głupim i jakim cudem to wszystko jeszcze nie jebło.
Serio, wolę wstawać i dojeżdżać niż codziennie się frustrować. Jestem człowiekiem, który lubi robić swoją pracę dobrze 🙂 lubię widzieć efekty, lubię mieć wpływ, to mi daje satysfakcję. Lubię pracować z fajnymi ludźmi, jakoś mi się lepiej wstaje.

Potwornie też lubię anonimowość większych miast i to, że każdy żyje swoim życiem. Nie tym, co Kaśka spod czwórki wczoraj ubrała, kto z kim jak i dlaczego. Lubię móc ubrać buty i wyjść spontaniczne do miasta, bo mam ochotę na nie wiem, tatara, cynamonkę czy dobrego drinka. Lubię to, że jest dużo wydarzeń, ciekawych miejsc. Jest lotnisko, na które pojadę autobusem z plecakiem i polecę na kilka dni do innego kraju za drobne jak zapoluje na tanie loty.

Ollala, - ja mam tak 50/50 z wypadami do miast w Europie, zależy jakie i gdzie 😅 ale one są dla mnie na dwa-trzy dni maks, nie na dłużej.

wistra, - czuje to samo - niby zarabiam coraz więcej, ale wcale nie stać mnie na więcej. Wprost przeciwnie bym powiedziała 🙄
keirashara, co do anonimowosci - ok, na wsi jej nie ma. Tylko, ze mnie to w ogole nie dotyka. Niezbyt sie interesujemy co sąsiedzi gadają jedni o drugich albo o nas, nie ma tez żadnych konsekwencji tego gadania - jeszcze nikt nas na widłach nie wyniósł np. za niechodzenie do kościoła. Gdybym sie przejmowala co gadają to bym chyba zwariowała, bo niestety ludzie potrafią gadac różne glupie rzeczy.

Co do spontanicznych wyjść, to faktycznie tego mi czasami brakuje bo dochodzi planowanie dojazdu, jesli impreza jest zakrapiana to tylko dla jednego z nas, itp. Tylko, ze mieszkajac w mieście to jak wyszlam z pracy o 18 (wyjscie punkt 17 bylo zwykle nierealne, bo klienci na zachodnim wybrzeżu) to w domu byłam przed 20 i zanim cos zjadlam to marzyłam o pojsciu spac, bo rano trzeba bylo wstac przed 7 zeby sie wyszkowac i dojechac do biura na 9. Jak z pracy chcialam pojechac do stajni czy pojsc na silownie to wracalam dobrze po 22, wiec w weekend odsypialam. Tym bardziej po tym jak poznalam obecnego meza i mi doszly obowiazki domowe - wypierz, ugotuj, posprzątaj. Natomiast obecnie największy killer wyjść i wyjazdow to sa konie pod domem a nie samo mieszkanie na wsi.

Nie mieszkalam nigdy w takim mieście powiedzmy 500 tys do miliona mieszkańców, gdzie sie duzo fajnych rzeczy dzieje - moze to jest jakiś zloty srodek.

A co do pytania "Kmiot ze wsi to folklor, a jak nazwiesz imbecyla z dyplomem? 😉" trudne. Polityk?
Oj jak to zależy gdzie się trafi. Ja uwielbiam miasto, bo w większości mieszkałam w spoko lokalizacji i korzystałam z zalet, a życie kulturalne na Śląsku jest super rozwinięte. Pochodzę z małej mieściny i tam wizyta w urzędzie, załatwienie czegokolwiek to dramat, zwłaszcza jeśli się nie ma auta.
W Sosnowcu miałam mieszkanie w takim miejscu, że z buta mogłam dojść do tabliczki Katowice, w pawilonie pod blokiem kilka sklepów i w zasięgu 15minutowego spaceru mogłam załatwić praktycznie wszystko. Zakupy różnej maści, optyka, zdjęcie do dokumentów, mechanika, no super sprawa. Do centrum Katowic dojeżdżałam szybciej niż z większości katowickich dzielnic. Byłam mega zadowolona i uwielbiałam swoje mieszkanko.
Tutaj zaś wszystko zabiera 3x więcej czasu. Za to znalezienie pracy to masakra, mega się cieszę, że kolejny raz udało mi się ustrzelić remote, bo poprzednia firma doprowadziła mnie na skraj wytrzymałości psychicznej i rozważałam powrót do wykładania towaru na sklepowe półki :P
Ja bardzo lubiłam miasto. To, że zawsze mogłam wyskoczyć na drinka, na spotkanie z koleżanką, do kina, na pizzę. To, że wszystko miałam na wyciągnięcie ręki. Ale o anonimowości to trudno było mówić - mieszkałam w bloku, w bramie na 10 mieszkań, od 3 - no z przerwami niby na różne życiowe zmiany - do 43 roku życia. Poza jednymi sąsiadami - reszta mieszkała tam tyle samo lat. To samo w reszcie bloku i w blokach obok. Moi sąsiedzi chodzili ze mną do zerówki. Toż ja teraz bardziej anonimowa jestem na tej swojej wsi. Ale przeprowadzka pod Wrocław była masakrą - prawie dwa lata nie mogłam się ogarnąć, chciałam wracać. Teraz już mi jest ok ale często miasta mi brakuje - głównie tych szybkich wypadów "na chwilę" do centrum. Od nas to jednak wyprawa - jak mam coś tam w tym Wrocku porobić to raczej muszę wcześniej wyjechać niż o 20.30 😉. Jak coś muszę jechać urzędowego załatwić, czego się nie da online to też wyprawa. Fryzjer czy zakupy też - te 45minut w każdą stronę trzeba doliczyć, nie da się w 5 minut do centrum handlowego wyskoczyć. Ale dla psów fajniej i do stajni bliziutko. I na bank spokojniej.
karolina_, - nie polityk, współpracownik w korpo xD choć w sumie było to pasowało, bo oni dużo gadali, a niewiele robili pożytecznych rzeczy.

Co do anonimowości - to nawet nie chodzi o przejmowanie się. Tylko o to, że regularnie słyszysz coś za swoimi plecami, jak zrobisz cokolwiek wyróżniającego się to zaraz o tym słuchasz. Jak wyjdziesz na miasto to masz bardzo dużą szansę oglądania twarzy, których wcale nie masz ochoty oglądać (bo są 3 miejsca na krzyż, więc tak, spotkasz kogoś, kogo znasz - nie da się inaczej). Jak kogoś poznajesz pi razy oko w swoim wieku - macie minimum 3 wspólnych znajomych. No i każdy czuje się w obowiązku wpieprzać Ci się w życie, "doradzać", donosić - co ja się o swoim P. nasłuchałam, a on o mnie na początku związku xD bo wiecie, jak się coś głupiego odwali w liceum to Cię definiuje jako osobę do końca życia 😉
Czy choćby taki przykład - byłam na imprezie, spotkałam znajomego, zaoferował, że mnie podrzuci do domu, bo ma po drodze, po co mam na taksi wydawać. Nie zdążyłam z nim do auta wsiąść, jak mój chłop pytał czemu mu donoszą, że z obcym typem do auta wsiadam - i cyk, soczysta ploteczka o oczywistej zdradzie xD
Można mówić, że nie dotyka, że się olewać i tyle... ale to męczy na dłuższą metę. Czasem chce wyjść na to piwo tylko z P. czy przyjaciółką, nie widzieć nikogo z dalszych znajomych, nie musieć podejmować interakcji czy wiecznie się pilnować, bo coś powiem, ktoś podsłucha, nie zrozumie, dorobi teorie i ploooota leci.

U mnie dodatkowo dochodzi to, że w mojej pracy nie istnieją nadgodziny. U nas się przychodzi i wychodzi o czasie. Jak przyjdę 15 minut szybciej to brama jeszcze zamknięta, z wychodzeniem to samo, 10 minut po czasie już nikogo nie ma i zamknięte.
No i nie wracam do garów i mopa, bo to ogarnia P. z reguły. Moje jest pranie. Ogólnie raczej ogarniamy na bieżąco po sobie, a jak kurz poleży jeden dzień dłużej to też świat się nie zawali 😉

epk, - ja wlasnie kocham to, że to nie są wyprawy - rzucasz chodź na lody/piwo/cokolwiek i cyk, idziecie 🙂 często nawet nie wracam do domu, tylko od razu po pracy gdzieś skoczę.
keirashara, ten klimat malego miasteczka to jest co innego niz zapadła wieś - tu nie ma gdzie wyjść, nie ma tez "ludzi w naszym wieku", sa dwie rodziny, gdzie ludzie maja 30-45 lat, a tak to wiek 60+. Wiec mozna olac. Małe miasteczko mnie też meczylo, wiec doskonale Cie rozumiem. Ewakuowalam sie majac 18 lat i bym nie wrocila.

Ps. Z politykiem to byl żart 😉 a faceta, ktory sam po sobie ogarnia serio zazdroszczę. Moj potrafi obrać parówki do zlewu i stracić wzrok na te skórki, musze po nim wyrzucać a kosz
na śmieci jest metr dalej, wystarczy sie obrocic o 180 stopni.

epk nie ma sklepow takich normalnych u Was lokalnie na wsi bez wjeżdżania do miasta? U nas sa i to jest mega oszczędność czasu. Zero kolejek, chyba ze to dzien targowy do 12 (unikam). Jak mam iść do sklepu w miescie i stac 15 minut do lady miesnej I drugie tyle do kasy to mnie telepie. Natomiast jakies ciuchy, kosmetyki itp. zamawiam głównie online bo to juz faktycznie by trzeba bylo jechac do miasta tak jak piszesz, 45 minut w jedna strone.
karolina_, odniosę sie do męża- nie wiem czemu niektóre chłopy tak mają, naprawdę. Moj mąż to jest wspaniały, złoty człowiek i go uwielbiam z jego kompletem wad i zalet. Ale to jak ciężko go zmotywować do zrobienia czegokolwiek w domu czasem zakrawa o takie stereotypowe żarty...ja juz dawno się nie złoszczę o to, wypracowałam sobie satysfakcjonujące mnie rozwiązania :P jak mnie ostatnio sąsiadka zapytała dlaczego to ja ciągle odśnieżam nam podjazd i jej powiedziałam, ze tak po prostu bedzie szybciej to powiedziala ze rozumie bo ma podobnie XD
Hasło to weaponized incompetence :P
Jak ktoś radzi sobie z obsługą smartfona, to ogarnie zmywarkę, pralkę i odkurzacz.
Ollala, no dokladnie, zanim pokazesz palcem i 20 razy przypomnisz to dawno sama ogarniesz i zrobisz 10 kolejnych rzeczy. Szkoda życia na jęczenie zeby po sobie sprzątnął.
karolina_, ależ są - spożywcze - zresztą jeden top zaopatrzony w rzeczy, które lubię. W mieście obok jest rossmann więc już ok, ale nie wyskoczę na szybko po jakiś ciuch czy pierdolę do domu bo to już raczej tylko Wro. Ostatnio express do kawy zastrajkował bo czyszczenie - taka pierdoła tabletka do czyszczenia i filtr, no wyszły akurat. We Wro miałam takie rzeczy w 2 centrach handlowych do jednego 5min autem do drugiego 10 z postojem na przejeździe kolejowym. Z wioski to jest minimum 30 minut i to jak nigdzie na wjeździe do Wro nie ma korka a w wioskach po drodze jest pusto. I ja to mogę zamówić, za 2 dni będzie w paczkomacie, który jest tuż obok - ale właśnie, jednak trzeba poczekać. Jednak nie da się na już i nie jest to krótki przerywnik w czasie dnia. Nie kupię po drodze itp. Trzeba się ruszyć i poświęcić serio sporo czasu, którego często w czasie dnia nie ma. Ciuchy zamawiam online tylko pod warunkiem, że znam markę i rozmiarówkę. Nie znoszę tej procedury zwrotów, odsyłania kasy i tego, że powinnam coś mieć na pojutrze a jak nie trafię to wszystko potrwa dłużej. Generalnie radzę sobie - zazwyczaj łączę wszystko w całodniowe wyjazdy i załatwiam sprawy służbowe, zakupy itp. No ale to męczące jest. Z drugiej strony doceniam dom tuż przy lesie, ciszę, super ekipę sąsiedzką, warunki dla psów i bliskość stajni. Coś za coś.
madmaddie, ach, ja doskonale wiem, ze moj mąż wszystko zrobi jak musi, aczkolwiek jak ostatnio posprzątał łazienkę tak, że waliło tam szmatą przed dwa dni to trochę zwatpiłam 😅
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się