keirashara, może niech jej partner zrobi zdjęcia tego co ma i albo tu albo u jakiegoś roślinomaniaka bezpośrednio spytaj co jej kupić. Często ktoś idzie w jeden rodzaj bardziej. Mi się np variegaty totalnie nie podobają i laik może by chciał dobrze kupując mi coś varie, a moi roślinkowi znajomi wiedzą że to nie to. Teraz większość roślin i tak jest już łatwiej dostępna niż kiedyś więc mniejszy szał jest i ceny niższe. A może jakaś hoya ładna? tylko tu też różne gusta są jednak 🙂
Jeżdżę trochę ostatnio przez Niemcy i po niemieckiej stronie, w kierunku Polski, jakieś 150m przed słupkiem granicznym jest ograniczenie 10 km/h. Czy słupek graniczny je odwołuje? Tam nie ma żadnego znaku odwołującego ani skrzyżowania po wjechaniu do Polski przez dobry kilometr, czy to znaczy że cały ten kilometrowy, polski odcinek jest ograniczony do 10km/h? Jak się jedzie w kierunku Niemiec, to tuż za słupkiem granicznym jest ograniczenie do 10, a za chwilę (~100m) do 70 i później odwołanie.
mindgame, Mescherin - Gryfino, przed mostem jest 10, potem jest niemiecki słupek graniczny, most, polski słupek graniczny, skrzyżowanie i za skrzyżowaniem ograniczenie do 50. Czy ja mam cały most aż do skrzyżowania jechać 10 km/h? Nikt tego nie robi, a ja mam wąty.
Facella, nie jeżdżę tamtędy, ale teoretycznie jak nie ma znaku odwołującego to ograniczenie dalej obowiązuje. Wygląda na to, że po polskiej stronie brakuje znaku. Ale nie dam sobie nic uciąć 😉
mindgame, ale tak na logikę, czemu niemieckie ograniczenie miałoby obowiązywać po polskiej stronie? Niemcy mają w niezabudowanym 100 a my 90, więc jak przekraczamy granicę w terenie niezabudowanym to dozwolona prędkość się zmienia. To czemu miałby słupek graniczny nie „resetować” ograniczenia do domyślnego dla danego kraju… a w ogóle ten most jest bezpaństwowy, bo słupek niemiecki jest na jednym końcu, a polski na drugim i tam chyba żadne prawo drogowe nie obowiązuje 🤣 Jezu jaki sobie problem wymyśliłam…
Tak samo pomyślałam...
Przy wjeździe do każdego państwa stoi wielka tablica z podstawowymi obowiązującymi przepisami (prędkości itd.), więc tak na logikę biorąc, to znak graniczny powinien te niemieckie przepisy odwoływać. A skoro po naszej stronie nie ma żadnego znaku odnośnie prędkości, to na tym odcinku działają standardowe przepisy - jeśli teren niezabudowany, to 90km/h. A skoro to tylko kilometr i cholera wie co tam jest, to może warto pojechać jak w zabudowanym? 😉
Facella, No ja myślę, że jak jesteśmy w Uni i jedziesz daną drogą to póki nie ma znaku zmieniającego sytuację to jest tak jak było. Na austradzie np jak przekraczasz granicę to też jest znak informujący jakie są dopuszczalne prędkości na różnych rodzajach dróg, ale prócz tego masz normalnie znak w tej sytuacji w której jesteś teraz. Ja bym się nie zdziwiła, gdyby po polskiej stronie od czasu do czasu stała policja i wlepiała mandaty za te 10km/h. Albo mają wywalone co jest po niemieckiej stronie. Trochę niejednoznaczna ta sytuacja. Wygląda na to, że niemcy zadbali o oznakowanie po swojej stronie, a polacy po swojej nie.
Normalnie zapytam o to jak mi się w końcu trafi kontrola na granicy, bo jak na złość ciągle mnie puszczają bez. Już niektórych funkcjonariuszy rozpoznaję po twarzy, nie zdziwiłabym się jakby oni kojarzyli rejestrację (mam palindrom z cyferek, więc łatwo zapamiętać), to prawie jesteśmy ziomkami 🤣
Przejazd przez nią podobno jest dość głośny i niemiecka policja pilnuje żeby nie przekraczać dozwolonej prędkości. Najczęściej patrole stoją tam w okolicach weekendowych poranków i są wówczas bardzo skrupulatni. Dowiedziałam się też, że z kolei polskie służby raczej się nie mieszają w ten temat, także tu mniejszy stres 😉
Ja mam dosyć nietypowe pytanie, ale może ktoś będzie znał odpowiedź.
Otóż - ciągle piszczę na bramkach na lotnisku i ciągle jestem brana do kontroli na substancje zabronione. Od wieeeeelu lat, kiedyś zdarzało się to powiedzmy w 50% przejść przez kontrolę bezpieczeństwa, ale w ostatnich latach dzieje się to praktycznie zawsze. Teraz lecąc na urlop znowu byłam sprawdzana w obie strony, z tym że wracając musiałam być sprawdzona dwukrotnie, bo pierwszy test wykazał obecność substancji zabronionych.
No i tu moje pytanie - co takiego może wydzielać mój organizm, że bramka to wyłapuje? Nie piję alko, nie palę papierosów ani zioła ani niczego innego, nie mam kontaktu z prochem. Kiedyś myślałam, że to przypadek, no ale jak na 8 ostatnich lotów mam 100% skuteczność bycia wyłapywaną, to coś tu jest nie tak 😅
infantil, ostatnio widziałam jakąś rolkę, że laskę brali na weryfikację, bo po użyciu papierka wyszła gliceryna, a okazało się, że krótko przed security kremowała ręce 😅 a w kremie składnikiem była właśnie gliceryna.
A ja mam glupie pytanie - gdzie to piszczy? W sensie po ściągnięciu próbki próbnikiem?
Jak masz maszynę w zasięgu wzroku to ona maszyna wyświetla dokładnie co tam znalazło jak brzęczy. Często taki pasek obok substancji, im większy tym wiecej. Ja bym ogólnie pytala pracownika lotniska. Tak jakby i tobie i im jest na rękę wiedzieć ze np. przyjmujesz jakis tam lek na receptę ktory ma "śmieszną" substancję w sobie. Ich będzie interesowało jak np. powiedzmy bierzesz lek ktory jest wykorzystywany zamiast do leczenia do niecnych celów.
infantil, a czy moge doprecyzować - tobie chodzi o bycie typowanym na "wacik" czy faktyczna bramka przez ktora przechodzisz piszczy? Jak dobrze kojarze, te bramki generalnie robią raban jak masz coś na sobie nietypwo "gestszego" że tak to ujmę (stad buty z gruba podeszwa sie sciaga). Te takie maszynki do ktorej sie wklada wacik dopiero wykrywaja slady substancji. Ze mnie sciagaja waciki częściej niż rzadziej a latam kilkanaście razy w roku - nawet jak bramka nie piszczy. Uwazam ze to widzimisie pracownika czasem.
EMS, podchodza do ciebie z takim plastikowym uchwytem z wacikiem na koncu i objezdzaja cialo, ale tez mogą np. w srodku butow (jak ktos ma coś w "sobie" to tutaj czesto pojajwia sie slad ze skumulowanego potu) lub w bagazu (buty, karty, szczoteczki). Potem wacik wjezdza do takiej maszyny ktora analizuje ruchliwość jonów (czy coś takiego) i wnioskuje co sie na tym waciku znalazło. Nawet malutkie ilości. Maszyna jest oczywiscie zaprojektowana na szukanie substancji ktore zagrażają bezpieczenstwu lub wskazują na nie do konca legalne aktywnosci - nie tylko substacje jako takie, ale tez "prekursory" z ktorych mozna je zrobić. Wczesniej wspomniana gliceryna pewnie wpada w te druga grupe.
Generalnie nie jest to jedyny sposob, no ale jeden z wielu ktory pomaga szybko i bezinwazyjnie wyszczególnić osoby z tłumu ktore może jednak coś tam mają ze sobą czego nie powinni. Ludzie do sprawdzenia sa czesto "profilowani" pod różnymi względami, mam odczucia ze jak sie ubiorę mocno casualowo łamane przez szop pracz (miewam te loty o takich godzinach czesto ze najchetniej przyszlabym w pizamie) to jakoś ten wacik czesciej spotykam
EMS, dzieci podlegają takiej samej kontoli jak dorosli, dlaczego wybieraja nie skontrolować doroslych w takiej sytuacji - nie mam pojecia. Być moze taka strategia bo dziecko tez moze być "mułem" przemytnika. Moze po prostu zweryfikowali ze jesteście faktycznie rodziną a nie ustawką i tyle. Nie wiem, nie pracuję w SG 😅
Znaczna część z tych kontroli jest totalnie losowa. Sprzęt jest zaprojektowany tak, żeby dawać fałszywe alarmy co jakiś czas, lud wtedy ma większy respekt.
infantil, ja mam to samo z tym testowaniem paskami. Nie pikam na bramkach ale do kontroli jestem mega często. Moj facet nigdy nie jest sprawdzany. Jeśli mnie nie sprawdzają to jest to naprawdę wielkie wydarzenie 😅
madmaddie, ja mam osuszacz z funkcją oczyszczania. Mamy słabo wentylowane mieszkanie i zimą pranie może wisieć tydzień i będzie ciągle tak samo mokre 🤣 jestem zachwycona pod kątem pochłaniania wilgoci, ale różnicy w oddychaniu nie odczuwam. Tylko ja nie miałam nigdy problemów oddechowych żadnych.