Forum towarzyskie »

KOTY

kotbury, zakopywanie żarcia przez psy i koty to często niedobory ponoć. Tauryny ma wystarczająco?Huzar, dokocić. Nikt tak nie nauczy kota bycia kotem jak drugi kot. I absolutnie nie bawić się rękami.
Mam super porównanie, bo jeden kociak odchowany bez matki, sam i jest nieco dziwna, nazwijmy to tak. Drugi kociak odchowany bez matki, ale z drugim, rocznym kotem - zero problemów.
Dziś została w domu jednak. Ciocie z pracy mają z tego powodu żałobę 😉. Mam nadzieję, że poznam pokój po powrocie 🙂.
Huzar, jak to jest maleństwo a ty pracujesz 8h to to jest za duża przerwa w jedzeniu. Drugi kot najlepiej kociaka nauczy subtelności. Myślę że wożenie jej to nie taki głupi pomysł, bo maluch to raczej się tym nie stresuje a ma co robić 😉
magda, jedzenia jej na pewno wystarczy 🙂. Kolejnego kota mieć nie mogę. Ona też nie była planowana, ale plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać😉.
Oj ma co robić uwierz mi😉. Jest coraz bardziej rozkoszna a ja nie chcę nadwyrężać dobroci Prezesa. Zobaczę co dziś zastanę po powrocie. Jak będzie ok będę ją zostawiać. Mam nadzieję, że to ją trochę wyciszy. Obstawiam, że śpi w łóżku 🙂
Potrzebuję jakiejś polecajki 🌷. Czy istnieje żwirek, który się nie roznosi i kot po nim nie zostawia wszędzie śladów stópek ? I jeszcze żeby był z czegoś naturalnego / nieszkodliwego przy ewentualnym spożyciu, bo pies czasem się żwirkiem poczęstuje, jak jakiś okruch wyleci poza kuwetę. Zapewne takie cudo nie istnieje, ale jeszcze nie tracę nadziei 😉
ajstaf, ja mam od lat żwirek Benek i sporadycznie znajdę jakieś ziarenko w okolicy kuwety. Śladów łapek nie zauważyłam nigdy
galopada_, a jaki to benek z ciekawości?

Jeszcze nie znalazłam żwirku który sie nie roznosi ale może dlatego że raczej kupuję te "naturalne" typu czerwony cat's best czy kukurydziane
galopada_, a którego Benka używasz ? Korzystałam kiedyś chyba z niebieskiego i jak dla mnie to strasznie się kurzył i ślady łapek były widoczne 😔.

donkeyboy, ja głównie właśnie kukurydziane stosuję i Tigerino się mało u mnie roznosi, ale ślady łapek niestety są.
ajstaf, ja jestem zachwycona Animax Golden Line. To + dywanik pod kuwetą i praktycznie nie ma żwirku wyniesionego, a jeden z moich kotów wystrzeliwuje z kuwety jak z procy 😂
Fokusowa, ostatnio ciągle wpadają mi ich reklamy na FB 😉. A zostawiają po nim koty ślady łapek wszędzie ?
ajstaf, nie, miałam też ten drugi ich żwirek (z rok go używałam), ale tamten się wynosił niestety. Ten golden line zdecydowanie lepszy pod tym względem, a resztę parametrów mają taką samą. Jak jest trochę pyłu (którego nie widzę w ogóle przy sypaniu nowego do kuwety, ale jak sprzątam to trochę go widzę) to on jest na samym dnie, gdzie kot się nawet nie dostanie. Także kocia łapka ma styczność tylko z granulatem, który sam z siebie się nie pyli.
Od lat kupuje ten zielony betonitowy, sporadycznie niebieski zawsze „gruboziarnisty”. Te drobniejsze rzeczywiście się roznoszą, bo raz przypadkowo zamówiłam do rodziców niewłaściwy i mieli sporo odkurzania przy kilku kotach 😉
IMG_7876.png IMG_7876.png
Fokusowa, galopada_, dzięki dziewczyny za polcajki, jak skończymy to co mamy, to będziemy testować 🌷
Moja kotka jest zawodową kopaczką, może przez to zostawia te stempelki z łapek 😉
ajstaf, ja mam do tego kuwetę wskakiwaną od góry, bo kotka jest kopaczką i do tego sika w taki sposób, że w klasycznej zamkniętej kuwecie wchodzonej od boku wyciekał mocz po ściance 🙈
galopada_, to moja na szczęście sika normalnie 😁
Mój jeden jak sika to się obraca i zostawia kółko z sików, jakby był zdziwiony za każdym razem, że coś z niego wypływa 😂
Fokusowa, to może te stempelki nie są takie najgorsze 😅
Upasłam malucha🙁 przesadnie już chyba...
Nieststy charkterek taki, że wyżera psu. Została przez psa "ugryziona" dwa razy. Nic sobie z tego nie zrobiła. Odeszła po czym po chwili wróciła i i "podjadała psu" z drugiej strony.
Pies jak się naje swoim to leci do jej miski i wyżera jej i wylizuje. Ona w tym czasie dokańcza psie.
Pies już tak przywykł, że teraz już nawet nie warczy. Obrabiają wspólnie jedną girę. I guzik mogę zrobić.
Tym samym robieranie "dawek, makro, mikro" pod kota i osobno pod psa poszło się kochać. Robię większe paczki wspóne🙁
I tak to jest- chcesz super dobrze, a życie cię zweryfikuje.


kotbury, u mnie pies zjada swoją michę w moment, więc nie stoi ona długo, a kot dostaje wysoko, więc pies nie sięgnie i sprawa rozwiązana 🙂.
ajstaf, pozazdrościć. U mnie pies "męczy" żarcie długo... w różne mijsca zanosząc🙂. wiec kot lezie za nią i zjada to co zostawione, albo żra razem...

Dziś przed chwilą kotka dostała w bęcki od psa bo okazlao się, że są "rarytaski", którymi pies się jednak nie podzieli... - kości od moich "specjalnych steków". Kot by przypuszczał, że to jest takie wartościowe🙂

kotbury, u mnie kot je o wiele dłużej, także gdybym nie stawiała wysoko, to zapewne pies by pochłaniał wszystko 😅
Boże, popełniłam głupotę i w ramach pikiniku w lokalnym schronisku dałam się córce namówić na "zwiedzanie schroniska"... i się okazało, że duszą jesteśmy kociary... i spać nie możemy bo zakochane w kotach, które tam są do adopcji.
Nie wolno na takie eventy chodzić jak się ma miękkie seruszko. A ile tam jest rasówców lub jakiś pół rasowców. OMG! I akie te koty spragnione człowieka- się przepychają do ludzi, byle je ktoś dotykał przez kratki.

kotbury, - bo warunki adopcji w schronisku są takie, że już łatwiej dziecko adoptować 😂😉
keirashara, tu u nas nie aż tak w tym naszym wsiowym.
Ale prawda. Skarbówka tak chaty "nie czesze" jak ja musiałam pokazać dom przy adopcji psa🙂 z fundacji.
kotbury, ja ostatnio zanosilam 12kg puszek do schroniska bo mojemu kotu sie odwidziało...

Widzialam tylko jednego kota, pani miala na recepcji takiego maluszka zawinietego. Mialam juz "zaszklone" oczy wchodząc na teren schroniska. Męża ostrzegłam żeby sie nie zdziwil jak wrócę z kotem. Ale ze sie przeprowadzaliśmy to chyba najgorszy moment na dokocenie

Rozpłakałam sie w samochodzie ostatecznie. Wrocilam bez kota. To nie sa wycieczki dla słabych ludzi jak ja 🤣
U nas jest schronisko miejskie, w sumie proces adopcji jest banalny. W żaden sposób, poza ankietą, nie weryfikują człowieka.
Przez fundację adoptowałam psa. Bałam się trochę całego tego procesu, bo wcześniej próbowałam podejść do tematu w kilku - za każdym razem poległam na informacji, że mam dziecko (dziewięcioletnie, wychowane przy zwierzętach i całkowicie w tym temacie ogarnięte). Kota pewnie też by mi nikt nie dał.

Brakuje mi wyśrodkowania tych procedur.

Z psem się udało - trafiłam na fundację, dla której dziecko nie było problemem. To, że jestem z tym dzieckiem sama też nie. I obecność kotów w domu też nie. I mam świetnego psiaka 😍 Obyło się bez tych ceregieli z wizytami, nalotami itd. Co jakiś czas podsyłam im zdjęcia, mam dostęp do fundacyjnego forum.
Dworcika, zdrowo powalone,by adoptować zwierzę trza oddać do adocpji dziecko 😝
Tu chodziło o małego psa - szukałam czegoś, co dorosłe nie przekroczy ok. 5 kg, taki kieszonkowiec. I się okazało, że takich psów nie wolno mieć w domu, w którym jest dziecko, bo te psy są DELIKATNE. Dobrze, że trafiłam na ludzi, którzy dopuszczają myśl, że nie każde dziecko jest małą Elmirką a i z kotami się pies może dogadać mimo, że wcześniej ich nie znał.
Ja jakieś 9 lat temu pojechałam do głównego schroniska w Gdańsku po kota. Na początku oglądałam kociaki, ale na samym dole, w klatce wielkości kuwety, siedział duży, rudy kocur. Nie reagował w ogóle. Wróciłam do domu na pusto, ale ciągle myślałam o tym kocurze. Pojechałam następnego dnia z transportem, poprosiłam pana czy może mi otworzyć klatkę rudego, żebym mogła go trochę lepiej obejrzeć. On otworzył, ja kucnęłam przy klatce, natychmiastowo kocur nie dający oznak życia, nagle wyszedł mi na kolana, mruczał i ugniatał. Popatrzyłam na pana i powiedziałam „pakujemy”. Podpisałam kwita z adresem, dałam 50 zł i koniec. Zero pytań, zero ankiety, nic! To był przewspaniały kocur!
To ja miałam kilka podejść i dowiedziałam się, że:
-do domu z ogrodem nie, bo będzie wychodził na dwór, a oni mają tylko koty nie wychodzące i żaden się nie nauczy (w tym domu były już dwie adoptowane kotki, które się jakimś cudem nauczyły, w tym jedna była seniorką)
-do wynajmowanego mieszkania nie, musi być własnościowe (bo nie wiem, kot poczuje się urażony brakiem aktu własności? xD)
-trzeba zrobić ankietę na 120 pytań, w tym dużo informacji personalnych, łącznie ze zdolnością kredytową itd (wtf)
-tego co wypatrzyliśmy w ogłoszeniu to nie, bo on jest w trakcie leczenia - mówimy spoko, to my chętnie ogarniemy to leczenie, zapłacimy, żaden problem, bo nam się kot spodobał i jesteśmy zdecydowani - nie, bo nie (ale możemy wpłacić darowiznę xD)

Koniec końców mamy koty z wpadki, tj u znajomego w pracy przygarnęli i dokarmiali kotkę i oopsie, puściła się zanim pomyśleli o sterylce (była na prawdę młodziutka). Żaden nie zgłasza problemów z mieszkaniem w wynajmowanym mieszkaniu, wychodzą na balkon, pewnie ogródek też by ogarnęły 😉

Dworcika, - no tego hejtu obecnego na układ dziecko+zwierzę nie ogarniam. Całe życie miałam zwierzątka, żadne nie ucierpiało. Wiele moich znajomych również.
Jasne, jest jakiś tam odsetek wypadków, ale zwykle to wina dorosłych i braku zrozumienia potrzeb zwierzaków i dzieci, nie dzieci per se.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się