flygirl, no 50km z przyczepą to w najlepszym wypadku godzina jazdy. W dwie strony to 2h, trening 1h, pakowanie konia, rozbieranie, ubieranie itd.to też w sumie ok 1h. Więc łącznie daje to min.4h, a realnie pewnie pod 5h (jeśli ma to ogarnąć jedna osoba). Z którejkolwiek strony by nie patrzeć, to jest wycieczka na pół dnia...
Jasne, pewnie inaczej to wygląda jak jedzie kilka koni i kilka osób. Ale w momencie kiedy człowiek żyje nie tylko końmi to wygenerowanie takiej ilości czasu jest niełatwe.
flygirl, ale to chyba kwestia tego czy ktoś żyje z koni czy nie. Jak u nas całe stado amatorów, którzy nie mają swojej przyczepy, bo musza mieć prawko żeby w ogole mieć, to wyjazd to logistyka.
Natomiast u nas większość stajni bierze 100zł, za hale czy za plac, można wpaść i pojeździć.
flygirl, zgadzam się. Mi się nie chce jechać dalej niż 50 km, bo dla mnie to wyprawa, bo do stajni mam 79km w jedną stronę i jak jeszcze mam jechać potem 50 x2 i wrócić 79 km to mi się robi wyprawa na urlop.
Ale myślę też, że w PL zależy od regionu, bo ja w promieniu 1h drogi to mam kilka profi placów w systemie ebbe flat i naprawde ogromnych. Nie są to tylko ośrodki organizujace zawody, ale również prywatne ośrodki z halami większymi niż Leszno.
flygirl, ej, u nas w stajni też często jeżdżą na treningi poskakać na innych parkurach i przeszkodach. Czy to na Hipodrom, czy do Ciekocinka. W zależności od ilości koni, uwijają się w jakieś kilka godzin/pół dnia. I na plażę jesienią/zimą jeździliśmy koniowozem - wypakowanko, siodłanko i jechane, żadne aj-waj :P
Kciuki są! Btw. ty znowu zmieniłaś pracodawcę? Fajnie, że możesz postartować! 😁 Zdawaj relację oczywiście!
Tutaj amatorzy ze swoim jednym koniem też tak jeżdżą ogólnie. Wiadomo, że to zabiera czas, ja nie mówię, że nie, ale podejście jest jednak inne do tego moim zdaniem. No i jest tu jednak trochę inaczej, bo 99% ludzi, nawet mając jednego konia ma przyczepę lub busa swojego.
Moon nie zmieniłam na razie, splot wydarzeń i okoliczności sprawił, że dostałam czterolatka na skoki i jakoś tak poszło. Także tak, ruszyło się w stronę prawdziwego skoczkowania. 😀
To ja tak wyskoczę obok flygirl,
Mam konia na odchowie w DE, zimą płacę tyle co w PL ale latem mam połowę taniej.
Wet przyjeżdżający do stajni czy kowal są drożsi
Za to bardzo się zdziwiłam gdy się okazało że kastracja i TUV w renomowanej klinice wyszły mnie minimalnie drożej niż w PL.
Wynajem przyczepy tańszy niż w mojej okolicy.
A zarobki zdecydowanie lepsze, jak żyć 😉
Za rok będę mogła powiedzieć jaka jest różnica w kosztach zajazdki i treningu 😉
Bo w DE to codzienność i stajni jest multum, to samo np. Belgia czy Holandia. W Polsce to jest wciąż postrzegane jako luksus, do tego przebija się polskie cwaniactwo, stać na konia to i na niczym nie uzasadnione ceny z kosmosu też.
lhp, to prawda. Niby synonim luksusu, ale w życiu nie widziałam żeby w PL ktoś z kucykiem jechał np do kliniki, a w DE to też całkiem normalne. Mam kucyka to wiozę pozginać do pożądnego weta, a nie jak w PL kucyk widzi weta jak już się ochwacił🙄
Perlica, prawda! Kucyki u nas mają smutno. Do moich przyjeżdża osteopatka, która sama przyznaje, że jestem "dziwadełko", bo kuca ma (poza moimi) tylko jednego pod opieką.
Przecież kucyk to tylko dzieci wozi. Jest głupi i uparty. No i jest tani, inwestowanie w to sensu nie ma, zepsuje się kupimy nowe na sezon...
Ale znam dwa, które były ratowane w klinikach i nikt grosza nie szczędził, może jest nadzieja w narodzie 😉
Perlica, z naszej stajni kucyki jeżdżą do kliniki. Nie tylko te chodzące DiMy, też te szkółkowe. To chyba zależy od właścicieli i trenerów 😉 Dodam, że jeżdżą do kliniki na drugim końcu Polski.
Odległości to jest kwestia regionu, u nas w regionie zawody ujezdzeniowe są 2-3 razy do roku, więc trzeba jeździć do Warszawy. To jestem w stanie przeżyć, natomiast gdzieś tą młodzież trzeba objeżdżać, a tu nie ma dużego ośrodka jak Hipo czy Drzonkow, niektóre prywatne stajnie mają też bardzo zaniedbane place z kiepskim podłożem i odpadają z tego powodu, więc zostaje parę miejsc.
U nas do tego roku ujeżdżeniówek nie było wcale. W weekend są eliminacje do mpmk, ale kobyla jest dopiero na etapie łażenia w ręku z bagażem na plecach. Lepiej bez pośpiechu z zajazdką, za rok może pojedziemy, szczególnie że ja i tak muszę najpierw zrobić srebro. Tylko to nie jest jakiś wielki ośrodek, z telebimami, flagami, głośnikami i tłumem publiczności. Ale od początku sezonu to już drugie będą, zawsze to coś. Potem jeszcze w czerwcu, sierpniu i wrześniu tak żeby były blisko nas i po drodze chyba jeszcze dwa razy 100 km dalej. Do Drzonkowa mamy 150 km, do Baborówka mniej więcej połowę tego, więc robi się spory wybór. Do tego w okolicznych stajniach trafiają się konsultacje. Mając własną przyczepę można objeżdżać. Kilkanaście kilometrów obok mamy stajnię z halą, tam chyba 50 zł za wjazd jest.
Jak jeszcze mieszkałam na Dolnym Śląsku to jeździliśmy do Skrzyczynskiego na parkury. Ja pingwin nielot wprawdzie tylko jako luzak. Zdarzały się wypady na trzy bukmanki i mały koniowóz. Poskakała młodzież końska i ludzka, część pod okiem Skrzyczka. Treningi wyjazdowe są fajne, tylko fakt że zajmują więcej czasu. Jak jeżdżę sama to od ściągnięcia konia z pastwiska do ściągnięcia siodła z konia mija mi około godziny (nie jestem zwolennikiem tłuczenia dupska w siodle przez godzinę, po rozprężeniu robię co mam zrobić i kończę w dobrym momencie), a wyjazdowo jednak się robią co najmniej 3-4 godziny, jeśli jedziemy blisko i koń wejdzie do przyczepy bez fochów.
Facella, z tym nakładem czasu to prawda, ja w domu mam w niecałe 2h dwa konie pojezdzone. A na wyjeździe robi się z tego wypad na 4h, 5 jeśli jadę sama bez luzaka. Z tym, że ja i tak jeżdże bo mam trenera który nie dojedzie do 2 koni, więc jakby kwestia poświęcenia czasu i paliwa mnie aż tak nie boli, konie też wsiadaja bez dyskusji.
Hej . Poległam. Potrzebuje sposobu na nauczenie dwulatka wałaszka trzymania nóg. O tyle ile jestem w stanie je wyczyścić tak kowal to misja nie do przejścia . Koń jest u mnie od źrebaka . Jako kilku miesięczny źrebak podbił się i żeby robić mu opatrunki trzeba było go łapać i trzymać we 3. Od tego czasu ma " traumę " pracuje z nim nad tymi nogami od początku i nie ma nic lepiej ... Najgorzej że nawet na dudce czy głupim Jasiu wyrywa te nogi kowalowi albo się kładzie . Nie chce dawać go w poskrom bo to ostaczna ostateczność
daje koniom na czas strugania sieczkę - mają zajęcie stoją spokojnie
z tym kładzeniem sie to też może być kwestia braku równowagi jak to długo trwa, u nas sie tak zdarzało ale nasz kowal wyczuł gościa więc robił kopyto na raty odkładał nogę koń sie poprzestawiał i znowu robota - tylko tu jest jedna ważna rzecz że to ty/kowal musicie wyczuć moment kiedy tą nogę odłożyć żeby to była WASZA decyzja a nie konia.
MarthaCzornyj, To o czym espérer pisze, to bardzo dobra metoda. Do tego polecam sumiennie dzień w dzień branie tych nóg do czyszczenia i skrobanie tam sobie kopystką dosyć długo, chwalenie jak dobrze trzyma i oddawanie nogi w momencie kiedy koń ją spokojnie trzyma. Siatka z sianem, wiadro z sieczką, czy jakaś lizawka to też dobry pomysł na początek, żeby odwrócić uwagę.
MarthaCzornyj, mam klacz po urazie za źrebaka - zaplątała się w druty. Nogi to trauma i blizna, a uszkodzony kręgosłup nie pomaga w równowadze😉
Zaczęłam od "zgody" na dotykanie nóg bez protestów, ale nie głaskanie, tylko uścisk obiema dłońmi, dość mocny. Kawałek po kawałku, noga po nodze. Struganie poprzedzam rozgrzewką, stępem w ręku i gimnastyką, żeby było jej łatwiej - albo to moje złudzenie i poprawa morale przed akcją 😅
Nogi podaje najlepiej mi, więc... staję blisko kowala, że to niby ja🤣 tak tak, można nam wtedy robić "zdjęcia rozwodowe"🤣
I nigdy nie puszczamy nogi jak szarpie, tylko w "nagrodę" za spokój.
w ramach offtopu Evka spróbuj klocków do jogi ! super sprawa na równowagę a tym bardziej dla kucyka wiesz postawić go na tych klockach które mają te 10 cm to jest już COŚ ja mojego kucyka na nich stawiam bo znowu mamy duże zadkowe problemy i walczymy z fizjo żeby mu jednak lżej w życiu było z tą dupcią
espérer, ha! To mam zabawę na wieczór, dzięki🙂 ostatnio fizjo stawiała dziewczyny na podkładki balansujące i reagowały dość spektakularnie. Sróbuję tych klocków, bo i tak mi się w domu walają bez sensu 😅
Słuchajcie czy mieliście taki etap, że młody koń z zupełnie nie gapiącego się stał się brykaczem czekającym na okazję i patrzącym gdzie by tu się przestraszyć i pofikać? Moja pięciolatka poszła do trochę konkretniejszej roboty, nabrała siły i odkryła brykanko. I o ile brykanko jest spoko to nagłe gapienie się na stojaki, śmietniki, ludzi itd mnie okropnie wkurza.
Zuzu., Młody koń może mieć taką "faze" buntu... ale 😉 Czy nic zdrowotnego się nie pojawiło? Mój Blondas "paczył" i potrafił się "spłoszyć" wyimaginowanych rzeczy w lesie jak pojawiły się wrzody, albo jak siodło zaczynało być za ciasne minimalnie, czy inne tego typu aspekty wychodziły. Minimalny czasem dyskomfort powodował u niego że robił się czujny na strachy, a generalnie nie jest to koń który się boi.
Heh, revolta czujna 😜 Zdrowotnie jest wszystko git, siodło/plecy/zęby/brzuch wszystko dbane i sprawdzane. Nawet bym powiedziała, że w zachowaniu i wyglądzie to już nie dziecko tylko dorosły koń. Stoi przy siodłaniu, przestała na mnie włazić. Przestała też ciągle rosnąć tu przodem tu dupą i jak się zatrzymała wzrostem to zaczęła puchnąć mięśniami. No i od tego momentu ma też siłę i równowagę na pajacowanie
Czujna, czujna, bo sama się wkurzałam, że koń ma jakieś fazy i złe dni, gdzie właśnie widział duchy, a się finalnie okazało, że tłusty, błyszczący koń co w życiu kolki nie miał, ma delikatne wrzody.... z leczeniem których się bujałam ponad rok.
Zuzu., - wiele koni tak ma, że jak złapie równowagę i siłę to jest faza na próbowanie swoich nowych możliwości. Ona się faktycznie zaczęła bać tych rzeczy, czy raczej patrzy czego by się tu spłoszyć, żeby pofikać? Może trzeba jej roboty stymulującej mózg dorzucić, coby myślała nad zadaniami, a nie głupotkami? Nie tyle zajęcia stricte fizycznego, co właśnie psychicznego.
keirashara, zachowuje się tak jakby dostała za dużo żarcia - dziś na przykład target to były podmurówki za płotem i taczka z gównem. Gapi się, puszy, napina, tańcuje i ucieka brykogalopem. Bać się nie boi bo normalnie tam podłazi i stoi. Ale przejeżdżam galopem i czaduu. Jak się trochę podmęczyła to jej przeszło.
To jest z natury bardzo odważny i ciekawski koń. Jak coś zobaczy to podłazi sprawdzić, jak np ktoś znienacka wejdzie na halę to tylko dryga, a jak pierwszy raz była w namiocie w wichurę na lonży to tylko gały wywalała na mnie z miną „widziałaś to???👀” i biegła dalej.
Właśnie problem jest taki, że ona normalnie robi robotę adekwatną do wieku (jest pod siodłem od marca więc powiedzmy adekwatną do pół roku pod siodłem). Chyba bym jej musiała sudoku na padoku zostawić xd
Zuzu., moja tak miała. Wyrobiłam jej kondycję i siłę, ale treningowo traktowałam jak zawsze. Za mało. Koń mi zaczął wynajdować głupotki (szczególnie w terenie). Podniosłam wymagania pod siodłem to się panna ogarnęła.