Okazało się, że jednak musiałam jechać sama. Fot mało. Niedziela rano, nawet nie było zbytnio kogo poprosić o cyknięcie zdjęcia.


Tam w tle widać szpital.

Po prawej droga dla rowerów, po lewej droga dla pieszych, a my sobie kłusujemy drogą dla koni. 😀

Tu koń się dziwił, czemu przystanek leży zamiast stać.

A to my z miejsca docelowego.
Nogi mi z tyłka odpadają. W jedną stronę 2 godziny, w drugą około 1,5, bo pojechałam na skróty. Jako, że koń nie ma jeszcze kondycji jak kiedyś, to sporo trasy zrobiłam prowadząc konia w ręku. Teraz leżę i cierpię. 😁


Było spoko. Dzięki za kciuki. 😉