kokosnuss, mnie zawsze zastanawia, piszesz na forum, kazdy coś od siebie dorzuci (pewnie część do błekot, no niestety) i następuje oburzenie, ze ludzie mają opinie i pisza pod publiczną wypowiedzią xD To samo było z Meise, też jej się nie podobało że ludzie mają opinie i śmieją ją wypowiadać.
" No i w konskim swiatku jeszcze sie taki nie urodzil, co by wszystkim dogodzil 🙈 jak podniesiesz reke na konia to jestes przemocowcem i cie zezre 50% internetu, jak nie podniesiesz to jestes nawiedzonym naturalsem i zezre cie pozostale 50% xd a chocby twoj trener mial w kieszeni wszystkie medale olimpijskie i pisont innych nagrod to i tak sie generalnie nie zna i jest do bani w porownaniu z filmikiem na YT 🤷😅 zostaje spanie pod plotem u Ingrid Klimke "
W kazdym swiatku tak jest, baaa takie jest zycie. No shit Sherlock generalnie 😀
Większość osób zwyczajnie przejęło się twoim zdrowiem, bo opisujesz już mało bezpieczne i mało miłe sytuacje. To ze każdy to widzi inaczej, no jest normalne 😀
[b]kokosnuss,[Z 49 konmi na 50 pracuje sie schematycznie. Ten pięcdziesiaty daje do wiwatu i trzeba szukac innych dróg i czesto cofać sie w robocie zwlaszcza przez pierwszy rok czy dwa. Jak masz trenerke z która praca układa sie dobrze to po co szukasz innych trenerów zwłaszcza jak masz nietypowo reagujące konie?
A co jest złego w jeżdżeniu z innymi trenerami, nawet jak się ma tego jednego dobrego? Zawsze to jest inne spojrzenie, można ogólnie nie być zadowolonym, ale przesiać informacje wyciągnąć coś pożytecznego. Każdy ma inną metodę, na co innego zwraca uwagę, fajnie jest posłuchać a potem przegadać z obecnym trenerem. Ja mam dwóch super trenerów, a i tak korzystam z każdej okazji, żeby pojeździć z kim innym. Zresztą często nawet w obrębie tej dwójki mimo, że jeżdżę u nich na totalnie różnych koniach, to czasami mówię jednemu, że drugi powiedział to i to i co o tym sądzi i na odwrót. Ale może jestem jakaś inna, bo ja od zawsze lubiłam oglądać treningi każdego z każdym, nawet dla początkujących w szkółkach i zawsze umiałam coś wyciągnąć dla siebie i mi się wszystko ze sobą łączy, nawet jak metody są skrajnie różne.
flygirl, Jest to prawda ale tylko z typowym koniem. Z trudnym mając trenera , który zna zwierzaka i jeżdżca lepiej sie nie rozstawac i nie próbować nowych metod skoro stare działają. Widać to dobrze na przykładzie kokonuss
kokosnuss Ty już się uspokój, składaj łapę do kupy i wracaj jeździć 😉🎠🦄
Masz IMHO bardzo zdrowe podejście do całego tego jeździectwa, a konie to tylko konie, czasami sie gotują, czasami coś nie idzie, czasami nie chcą, nie mogą, nie "umią" jeszcze i im się palą styki, samo życie.
diuk no mi się to i tak nie zgadza, bo mam trudnego konia i mam jednego trenera ujeżdżeniowego, jednego skokowego plus konsultacje. Ale może po prostu mam szczęście do trenerów, nie wiem. 😉
flygirl, piątka! Też zawsze korzystam z okazji jakiś konsultacji itp. Mam trenerkę na miejscu a i tak co miesiąc korzystam ze przyjeżdża w okolice ktos inny i korzystam. Mega dużo to daje!
Ale fakt, jak koń taki czuły to trzeba ostrożnie, nie z każdym można pojeździć.
xxagaxx, wypilam herbatke i pooddychalam gleboko i mi przeszlo 😉
Nie no, ludzie opinie moga miec, po prostu nie ogarniam, ile jedynych slusznych wnioskow o detalach wyszkolenia konia etc. niektorzy potrafia wysnuc na podstawie jednozdaniowego opisu jazdy... Meise to chociaz pisala codziennie wielostronicowe elaboraty opatrzone x filmikami, to materialu do pietrowych dyskusji bylo wincyj 😜
Troske o moje zdrowie za to rozumiem, bo sama mam swiadomosc, ze momentami to wszystko jest obiektywnie rzecz biorac malo bezpieczne 🙂 wiec nie bede odwracac kota ogonem, 95% czasu jest milo a 5% niemilo, a i obecna kontuzja to faktycznie dosc nieunikniony skutek pracy z takim koniem w wykonianiu amatora. 99 razy sie skonczylo na epickich wygibasach i pokojowym zazegnaniu konfliktu zgodnie z zasadami sztuki jezdzieckiej, a za 100 jest ino epicka acz bolesna gleba 😅🤦
W kazdym swiatku tak jest, baaa takie jest zycie. No shit Sherlock generalnie 😀
No wlasnie w gorsko-wspinaczkowym swiatku (sorry, wiecej hobby nie mam hihi) tego nie widze, w swiatku pracowym ani prywatnym tez nie. A w jezdziectwie to lo panie 😅
diuk, nie szukam innych trenerow, opisani dwaj inni byli przed znalezieniem obecnej trenerki (tego jedynego tez trzeba jakos znalezc 😉 ) a druga sytuacja to konsultacje, ktore z definicji sa jednorazowo z kims obcym. Wydawalo mi sie, ze konsultacje to zawsze wartosc dodana, nowe spojrzenie i takie tam, widac z niektorymi konmi to tak nie dziala, ups 😅
Madry Polak po szkodzie 😉 i nauczka na przyszlosc
olq, dzieki! Jednego jednorozca tak czy siak mam i nie sprzedam i rzezbic bede, chocby mnie to komplet konczyn i przehandlowanie nerek na czarnym rynku kosztowalo i w przyszlym sezonie podbijamy wszystkie puchary soltysa, innej opcji nie ma🎠🦄😁😉
Ale zielony, wymagajacy kon i fanatyczne jezdziectwo do kompletu z moja sytuacja pracowo-zyciowa to ogolnie widze, ze dosc ciezka sprawa, dopiero jak teraz siedze popsuta w domu to mi sie rzucilo w oczy, ze w normalnym zyciu wlasnego chlopa prawie nie ogladam i takie tam, wiec moze sprzedaz to nie jest najgorszy pomysl 🤷 Chociaz jest mi z tym ciezko, bo nawet teraz sobie na nia wsiadam i dalej to bydle lubie 🙊
kokosnuss z tą Flicką to oczywiście metafora, wiele osób w środowisku jeździeckim ma potrzebę albo syndrom uzdrawiania koni. Ale to nie jest zarzut, tylko trzeba sobie zdawać sprawę, że w prawdziwym życiu może nie być happy endu.
Nikt nie będzie Cię strofował, bo to Twój koń i Twoje życie, ale z Twoich wpisów wynika, że właśnie gdzieś zgubiłaś chyba trochę zdrowy dystans do tego konia i zaczyna się walka z ambicją, żeby sobie coś udowodnić. Mogę się mylić i oby tak było.
Co do różnych trenerów, to dużo zależy od samych trenerów i etapu zaawansowania danej osoby/ pary.
Często więcej na początkowym etapie z tego złego niż dobrego wynika, bo jeśli wizja jeździectwa jest rozbieżna to robi się bałagan.
Moja zawodniczka korzysta z dwójki trenerów od ujeżdżenia i od skoków i ten zestaw sprawdza się świetnie, bo mimo różnych metod i ćwiczeń jest spójna wizja. I bardzo dobrze te treningi się uzupełniają. Nawet jeśli nie są super regularne.
lusia722, pewnie masz rację z dystansem a raczej jego brakiem.
O ile nie mam naprawdę ciagotek Flickowych w kierunku tulania konisia mamusi i leczenia siłą miłości 😉 a raczej szukam dobrej opieki trenerskiej i koncentruje się na rzetelnej robocie z niewdzięcznym zwierzęciem, jakim jest koń, o tyle mam po cichu pewnie ambicje żeby udowodnić, ze dam sobie radę, zero to hero i takie tam. A życie to jednak nie film Disneya 🤷 😒
Obiektywnie ten koń i tak zrobił duży progres, ale to jest początek normalnej pracy dopiero. A z innym koniem to w ogóle to wszystko można ot tak dostać na starcie gratis 😅
Nawet nie jak super czuły, mojemu też nie wszystkie metody podeszły 😉 I choć też zawsze chętnie korzystam, moja trenerka też mnie zawsze zachęcała i pytała jak było, to bywało różnie. Raz na prawdę magia, przełom, coś "kliknęło", a czasem fakap jak nie wiem, bo koń na daną metodę reagował napięciem, fochem i "ić stont". Życie 🤷 Człowiek nie spróbuje to się nie dowie. Zdarzało się, że trzeba było kilka jazd poświęcić na przeproszenie i rozluźnienie skrzywdzonego koniczka, trudno. Tak na prawdę to tylko kilka jazd, świat się nie zawalił 😉 Czasem było też tak, że choć metoda rozwiązania problemu nie podeszła, to sam obserwacja się przydała - zdarzało się, że trenerka mówiła "ok, wiem o co chodziło, ale z nim tak się nie da, spróbujemy tak i tak". I to też nie jest zarzut, że ten trener z konsultacji był gorszy, po prostu nie zna na tyle konia. Stała współpraca ma to do siebie, że z jednej strony czasem się na coś ślepnie, a z drugiej zna zwierzaka i łatwiej dobrać mu ćwiczenia.
Na swój sposób każdy koń jest trochę po prostu koniem, a trochę speszjal jednorożcem. Imo nie ma jednej słusznej, najlepsiejszej metody, konie są różne, mają różny temperament, budowę, predyspozycje. Są metody, są pewne prawidłowości, ale trzymanie się na siłę schematu i jedynej słusznej kolejności może być zgubne. I chyba nie ma co debatować nad słusznością jabłek nad śliwkami, tylko wybrać to, co nam i naszym kopytnym bardziej smakuje 🙂
Czy wszystkie osoby, które zarzucają kokosnuss skłonności samobójcze, to mają tylko takie hiper spokojne konie co to nigdy nie brykną, nigdy się nie spłoszą?
Bo czytam sobie ten wątek i dochodzę do wniosku, że dla niektórych jeździectwo, to jest jak fizyka kwantowa- każde machnięcie głową konia trzeba od razu rozkładać na czynniki pierwsze, oglądać miliony filmików na yt (ja jednak bardziej polecam dobrego trenera), robić usg i rtg całego konia.
Jasne, że dobrze być uważnym na konia i szukać powodów kiedy koń nagle zmienia swoje zachowanie, buntuje się czy coś.
Ale z całym szacunkiem, z takim podejściem jakie np. prezentuje kotbury to ja bym dawno oszalała, osiwiała i na pewno bym wcale na swojego konia nie wsiadała, bo jeszcze coś się stanie (albo nie daj Boże przejedziemy drążek na ziemi, a od tego to już śmierć w dyskotece).
Wy tak serio? Czy to tylko taki syndrom forumowy?
kokosnuss, ale ja pisałam o sobie... co u mnie wyszło i jaką ostatnio przeszłam przemianę. I, że z twojego opisu to pewne rzeczy u mnie były na początku identyczne, co wcale nie znaczy, że jest identycznie.
I bycie dużym bynajmniej nie znaczy bycie cięższym. Nigdzie nie napisałam, że jesteś CIĘŻKA. Koniowi się trudniej nosi osoby wysokie, bo każda utrata nawet minimalna równowagi przez jeźdźca ma większy impakt przez dźwignię dłuższą. I etap pracy u podstaw nad równowagą z dużym jeźdźcem (wysokim) na niewysokim koniu będzie dłuższy z tego powodu. I to nie jest ani źle, ani dobrze. To po prostu tak jest.
I w ogóle jakim chłopcem do bicia? To raczej ja się wywnętrzniłam ze swoim własnym prywatnym zmęczeniem poradami w stylu przejedź przez reke, zamknij w łydkach, a najlepiej zapnij skośnik tak żeby się udusił.
I tylko po to z mojej str. była ta gadka, że może zamiast od razu sprzedawać, jak ci ten koń tyle frajdy daje, to jednak zrobić z nim krok w tył. Bo opis, że koniowi się przepaliły styki jak zaczęłaś wymagać w galopie dość dobrze do tego pasuje.
A patrząc na dzisiejszy sport to niestety czasem i medale i nawet olimpijskie gówno znaczą i nie świadczą o dobrym jeździectwie i koniarstwie.
Ale z całym szacunkiem, z takim podejściem jakie np. prezentuje <b>kotbury </b> to ja bym dawno oszalała, osiwiała i na pewno bym wcale na swojego konia nie wsiadała, bo jeszcze coś się stanie (albo nie daj Boże przejedziemy drążek na ziemi, a od tego to już śmierć w dyskotece). <br>
Wy tak serio? Czy to tylko taki syndrom forumowy? <br>
<br>
<br> pati12318, Z takim czyli z jakim? Ale konkretnie bym poprosiła.
Bo ja akurat mam konia jebniętego w pewnym sensie, który się w tańcu nie pierd.. bo zna swoje gabaryty i siłę i ja wiem jak to jest szybować w górę i dotknąć gleby z kilu metrów nie raz. I jakoś nigdy z tego powodu nie planowalam ani przestać jeździć konika w strasznych miejscach ani go sprzedać.
I jest także koniem czasami "wymagającym" w prowadzeniu z ziemi i dość często aby wprowadzić pinde na karuzelę np. to wycieczkę z boksu do karuzelki muszę robić z batem w ręku bo 186cm konia ja 163 cm nie utrzymam bez zdyscyplinowania.
I nie raz muszę sprzedać lepę z liścia w słabiznę jak np. robię kopyta, bo 750kg wagi jak zeskakuje z koziołka bo akurat ma ochotę "się wzdrygnać" to nic bezpiecznego.
Więc ja nie jestem "bezprzemocowa", i kofająca konisia.
Natomiast szanuję (przynajmniej się staram) funkcjonowanie jego kręgosłupa i nóg, bo już dwie kontuzje leczyłam i nie chce więcej.
A o drążkach się i owszem wypowiedziałam swego czasu, bo dla mnie głupotą jest jeździć do usrania bezrefleksyjnie końmi z niezwiązanymi plecami po dragach, szczególnie jak są wielkie i/lub długie. A nie,że jazda po drążkach to zło i konikowi coś się stanie...
To dla rozluźnienia atmosfery:
Moj Baleron, któren to w gruncie rzeczy jest bombproof (o ile nie jedzie akurat quad), który ma króciutkie szkitki i szyję i ani kropli sportowej krwi… wdrażany do roboty po przerwie uruchamia taki wachlarz złośliwych odpałów że sportowa fura by się nie powstydziła.
Może się nie wspina bo brzuch jej ciąży, ale jak zacznie sadzić barany to we wsi obok słychać dudnienie XD
I miałam etap jazdy z dwoma trenerami, jeden był „zamknij i przejedz” a drugi „otwórz i rozjedź” to dopiero był brainwash 🙃
To ja dorzucę coś od siebie. My wracamy właśnie do normalności po piątkowej kolce (już drugiej w tym roku, shit happens). Tak wygląda mój koń „zajadający się” meszem.
kotbury ja tam pomimo wszystko wolę taką postawę, niż zero refleksji, że koń to żywe zwierzę i zrzucanie każdego zachowania na jego złośliwość lub podły charakter.
Po prostu mówię, że ja bym straciła całą przyjemność z tego, jakby nie patrzeć, hobby gdybym każdy krzywy ruch uchem konia analizowała tak dogłębnie.
Nie wiem, oceniam tylko przez pryzmat Twoich postów (których jest bardzo dużo na tym forum, w różnych wątkach i są zazwyczaj baaardzo długie), że często to wygląda tak, że ktoś napisze (nie zapyta, poprosi o radę, tylko sobie napisze) "mój koń dzisiaj bryknął przy zagalopowaniu", to zaraz pojawiasz się Ty z elaboratem- że to może świadczyć o wielu ukrytych kontuzjach, albo zaczynasz rozkładać na takie naprawdę czynniki pierwsze samą jazdę.
Że może to dlatego, że ktoś za mocno spiął prawy pośladek i za szybko ruszał lewym palcem u nogi (oczywiście wyolbrzymiam i żartuję 😜😉.
Także stąd wniosek, że pewnie do swojego jeździectwa też podchodzisz tak analitycznie.
I spoko, Twoja sprawa, mówię tylko, że ja bym chyba przestała w ogóle jeździć w takiej sytuacji.
kokosnuss, dokładnie, z każdego progresu trzeba być dumnym i się cieszyć.
Może być tak, że na kolejny trzeba będzie czekać bardzo długo, a może go nie być wcale.
Tylko ja właśnie uczulam ludzi na takie trochę "idealizowanie" koni i własnych relacji z nimi.
Mamy jako gatunek do tego zapędy.
Mój kucyk, którego kocham nad życie też ma wzloty i upadki. Teraz jest naprawdę spoko kucykiem, dopóki nie ma jedzenia w pobliżu, ale zdarza mu się uciec z boksu/ padoku, bo idzie sobie jedzenia poszukać.
Teraz robi to w miarę bezpiecznie, ale był czas, że na kolcu i lonży nie szło go zatrzymać.
Był czas, że każde wyprowadzanie na padok to była walka, bo albo za wszelką cenę nie chciał wyjść ze stajni albo taranem do niej z padoku wracał.
Większość koni, z którymi ktoś kiedyś popełnił błąd będzie problematyczna, ale są też konie które same z siebie generują problemy.
Pracuję z końmi zawodowo przez szereg lat mieliśmy hodowlę i zdarzały się konie, którym nikt nigdy krzywdy nie zrobił, a bały się człowieka lub na bodźce reagowały w niezbyt bezpieczny sposób.
I czasami można konia nauczyć, a czasami choć z pozoru jest już ok to w najmniej spodziewanym momencie wracają głupie zachowania.
pati12318 wiesz można być właścicielem konia, który ma wszystko w dupie, a konia traktuje jak rower. Można też być właścicielem luzakiem, który się przejmuje, ale nie tak bardzo, że każdą "pierdołę" analizuję.
Gdybym ja prezentowała taką postawę to mojego kucyka pewnie już by na tym świecie nie było. A więcej niż połowa moich podopiecznych zakończyłaby karierę sportową przedwcześnie.
Ja potrafiłam tak długo upierać się, że koń rusza nogą nie tak jak powinien, że konsultowało go dwóch wetów i nic nie widzieli, ale ja nadal upierałam się, że on tą nogę stawiał inaczej.
Kulawizny nie było, z siodła nie było tego czuć, więc ciężko wytłumaczyć komuś o co chodzi, ale ja te konie znam widzę je codziennie z boku, więc każda anomalia w zachowaniu, ruchu czy wyglądzie jest dla mnie do sprawdzenia.
Koniec końców moja zawodniczka miała już dosyć mojego marudzenia i zgodziła się zrobić scyntygrafię, koń pojechał do klinki i okazało się, że ma stan zapalny po tym jak jakiś czas wcześniej przewrócił się. Został ostrzykany i po kilku tygodniach wszystko wróciło do normy. Ale gdyby trochę jeszcze pochodził ze stanem zapalnym mogłoby dojść do zwapnień lub zwyrodnień.
Gdybym nie znała dobrze moich koni to w życiu bym nie wpadła, że sztywność mięśni u jednego konia może brać się od owsa i takich przykładów, kiedy analiza i obserwacja mają znaczenie i okazały się kluczowe mogę mnożyć.
Meise miałam czarna wizje marmolady że ścięgna vel międzykostnego, ale nie ma żadnego dramatu w tym stylu 🙂 jest trochę spraw do ogarnięcia, ale jeszcze posmigamy 😍
To super wieści 🤠 Oby i u nas była pomyślna diagnoza 🙂🙂🙂
kokos, bardzo ładnie wyszłaś na selfie z D., ale panna wyszła jak potwór, to już Obcy był ładniejszy 😀 mam za to inne pytanie, jakim cudem ona ma tak czyste, białe zęby? Dbasz o to jakoś?
lusia722 to extra!
Oby więcej takich właścicieli, opiekunów koni.
Ja swojego "zawsze wesołego, brykającego, dębującego konia" przebadałam od góry do dołu, bo nagle zaczął odwalać, ale tak inaczej niż dotychczas.
Wet patrzył na mnie jak na debila, kiedy tłumaczyłam o co mi chodzi.
Gastroskopię, wykonałam w sumie pomimo tysiąca głosów dookoła, że to niemożliwe, żeby ten koń miał wrzody, bo nie ma absolutnie żadnych objawów.
A tu jednak zdziwko - są wielkie wrzodziska.
Natomiast jak mi wcześniej nagle koń gorzej skakał na treningu, albo był sztywny, to najpierw szukałam takich oczywistych powodów - moja gorsza forma, jakieś atrakcje dookoła placu itd. a nie wiozlam konia do kliniki na rezonans od razu.
Można w sumie i tak, o ile się ma fundusze i silną psychikę.
Ja tylko czytam kokosnuss od dłuższego czasu i to, co pisze jest dla mnie lekko przerażajace.
Bagatelizowanie niebezpiecznych zachowań, kupowanie naprawdę trudnych koni, które są po prostu niebezpieczne. Takie akcje raz w miesiącu to nie jest „mega rzadko”, a zastanawianie się w każdej sekundzie czy się nie oddycha za szybko na koniu nie wzięło oddechu, mówi wiele o całym obrazku. I nie jest celem jeździectwa.
I za smierć „bo się kaszlnelo/pierdnelo w siodle” nikomu pomnika nie wystawili.
lusia722, pati chyba chodziło o wieczne analizy nie zdrowia konia, a jego istoty jako takiej, „every breath you take, every move you make (…) I’ll be watching you” i w sumie się z tym zgadzam.
zastanawianie się w każdej sekundzie czy się nie oddycha za szybko na koniu
Stawianie chochoła 1.0 🤷 albo piszesz o kimś innym, albo o swojej wyobraźni.
Podziwiam fantazję niektórych, serio ktoś myśli, że jako dziki komboj na rodeo mustangu totalnie out of control to sobie można jako amator parkur czy kros przejechać i nie dostać eliminki od sędziów? 😉 i że jakikolwiek sensowny trener by to pochwalał? No ludzie... Aż strach napisać, ze koń raz na miesiąc coś odwali albo jest trudny w prowadzeniu i reaguje emocjonalnie na nieogarniętego jeźdźca, bo wychodzi że jesteś masochistą bojącym się oddychać na własnym koniu xd
Biedna Fly to w ogóle takie niebezpieczne bydle że hoho 🤣
Poniżej dziki mustang ujeżdżany przez komboja o jednej ręce, wrzuciłabym filmik ale z tym barkiem siedzę jak ostatnia garbata pokraka i mi wstyd :P
Już? Możemy wrócić do innych tematów? Czy dalej będziemy dzielić włos na czworo na podstawie kilku postów Kokos?
to ja wrócę:
feno, nie żydź fotek pana Blondyna! Wincyj bułeczki! ;-)
Ehh ja dalej nie kocham lonżowania, acz staram się spinać doopsko i chociaż raz w tygodniu lonżować Kulistego, wiadomo różnie wychodzi... 😜
faith, a brrrr! dobrze, że kontrola vet wyszła dobrze! (Tzn, mam taką nadzieję...?) Jak Kulisty mi w maju zapodał kulawiznę taką, z tyłka, to nie spałam po nocach zanim vet dojechał, śniły mi się galaktyczne dziury w ścięgnach 😒😤
keirashara, jeżu, same nieszczęścia tu... 😲 Nie zazdroszczę braku hali, poprzednie pół zimy u nas, było hmm... ciekawe bezhalowe 😅😑 Śmiejemy się, że jeśli poprzednia zima nas nie zabiła, to już nic nas nie zabije xD Ale rozumiem, że u Ciebie to murowana hala, tak? To nieźle musiało nakur... wiać. Trzymam kciuki za girkę pana konia i szybkie wdrożonko 😉
To ja ponowię pytanie - czym zabezpieczyć jątrzące się obtarcia na piętkach? Wchodzi tam piach i błoto i to się nigdy chyba nie zagoi... może są jakieś opatrunki w psikaczu, żeby to odseparować od wszystkiego, co włazi w te rany?