Martolina, wiem, rok temu się wzięłam za siebie i tak właśnie było. Najpierw spacer 30 minutowy mnie dobijał, a potem przez godzinę biegłam i było bardzo spoko.
tunrida, tak, na ostro. zmuszam się do picia wody (zmuszam, póki się nie przyzwyczaję), staram się wprowadzać częstsze i mniejsze posiłki, nie podjadam - nawet nie mam potrzeby podjadania, zaczynam czuć pragnienie i mam motywację do ćwiczeń. Właściwie z pierwszego postu nie zamierzam liczyć kalorii. Nie że objadać się podczas tych 5 posiłków, nie zmiaerzam jeść kalorycznych rzeczy (nauczyłam się sprawdzać na etykietach kaloryczność), ale nie zamierzam warzyć, przeliczać, itp. Resztę wprowadzam w życie! Tylko ja to nazywam jedzenie mniej śmieciowe, po prostu.
Tak już było blisko do celu przekroczenia magicznej granicy 60 kg! I znowu się odbiło przy powrocie do Polski. Bo owoce i warzywa nie takie dobre ale za to ciasta, pierogi, chleb, wędliny, wszystko pycha. I zaczęło się niewinnym przeziębieniem a skończyło na kompletnym braku odporności (jak zwykle) i chorowaniu 4 tygodnie przy czym ostatnie dwa na antybiotykach. Dobiłam do standartowych 65 kg..
Wróciłam już do siebie i mam nadzieję przez 3 miesiące przekroczyć tę magiczną barierę już na zawszę. Niestety siłownia na razie odpada, jestem po kuracji więc daję sobie jeszcze tydzień przerwy.
Póki co kupione jajka, papaja, mango, avocado, jogurty, mięsa i ryby. Węglowodany - spadajcie na drzewo.. Zaczynam od nowa 😵
Rosek ogólnie gruby zdrowy i szczesliwy ale sarkoidy które ma kupę lat wściekły się i urosły, jeden trochę przeszkadza i chce się ich do wiosny pozbyc zanim robale będą 😉 dziś konsultowalam możliwe metody 😉
Ps: pies też zdrowy choć wczoraj jjedna nadgorliwa wetka prawie mnie przekonala że pies zdycha. Dość znane we wro nazwisko, szlag mnie trafił, bo byłam tam tylko po przeciwzapalne a ta wynalazla przewlekle zapalenie zapadajacej się tchawicy (!) jedynie psa ( marudzacego) osluchujac, dziwne że pies był 3 razy operowany w narkozie, nigdy nie miał problemów oddechowych, przy rtg płuc nikt nie pisnal nawet że cos z tchawica nie tak. A ta mi mówi że mi się pies dusi. Jakoś jak biega jak wariat godzinami w stajni to się nie dusi. Dziś poszłam do jeszcze jednego weta posłuchał i nic nie znalazł. I potwierdził moje podejrzenia że ciężko o ostry stan zapalny bez goraczki i jakichkolwiek objawów. Więc 4 wetow nic nie widzi, a jeden niedzielny sugeruje mi zgon psa niedługo :/ wscieklam się i zsdbam o odpowiedni pr tej kobiety. I sory za offa, to z glodu 😉
salto piccolo głowa do góry i do dzieła ! 🙂 teraz się uda , ale za te grzeszki kopniak w tyłek ode mnie :P
u mnie weekend na 5 + jedzeniowo i ćwiczeniowo 😀 , w piątek godz z Tiffany, sobota 3,5 godziny gry w kosza. jak wróciłam do domu nie mialam juz na nic siły , niedziela godz szybkiego spaceru po lasach a dzisiaj w planie skalpel + coś jeszcze
Fajne uczucie nie? Ja co rano macam się po kościach biodrowych 😁
Aż chce się więcej odchudzac 😉
Ja dziś Śniadanie: owsianka i kawa 300 Drugie: jabłko 100 Trzecie: galaretka z kury z warzywami 200 Obiad: kura, trochę kaszy, buraki i kanapka 400 Na kolację jeszcze nie wiem co ale białko plus warzywa 😉
Chudnę, chudnę, chudnę!!! 💃 Nawet ja sama po sobie to widzę. Jednak dieta to PODSTAWA.
Ja już po dzisiejszym treningu. Po wycisku zjadłam przykładnie banana i trzy orzechy pekan i czuję napływ energii. Niestety, nie do nauki (jutro mam 3 egzaminy...). Ale fajnie jest. Choróbsko odeszło w niepamięć 🙂
zjadłam kolację (omlet z cebula i pomidorami) i mam kryzys , chce mi się coś słodkiego!!!! 🤬 Meeeega mi się chcę.... Wypiję lek na przeziębienie ,on jest trochę słodki....
Ja już po wszystkim. Zjedzone sporo, bo aż 2400 ( dobiłam teraz na kolację, jakiś spadek energii miałam). Ale pewno z 1000 spaliłam dziś, więc ogólnie chyba nieźle. Jak na pierwszy dzień redukcji- niech będzie
A ja się chyba chwaliłam, ze byłam u dietetyka? Dieta 1200 kcal, mam ładnie wszystko rozpisane, no i cóż - lecimy 😉 na razie same dni na 5, no, może trochę więcej ruchu by się przydało 😉
Anyann ja się chętnie dopiszę do tabelki, jak tylko się doprowadzę do porządku. Bo dziś dzień tzw. Do tyłka. O 13 wylądowałam na izbie przyjęć spuchnięta i swędząca, po zjedzeniu sałatki z selera (tak myślę). W związku z tym nic nie jadłam od 11 do 19, a teraz leżę i umieram po dwóch zastrzykach. Ratunku, ile można chorować? Ja to robię od września i non stop coś. Wybaczcie post nie na temat ale musiałam się gdzieś wygadać. 😵
Niech będzie że i ja się dopiszę, skoro tu zaglądam. Ważę się w środy. Czyli mam 36h na zrzucenie tego co mi w jelitach stoi. Już tak ładnie było, a po weekendzie się lekko przytkało za przeproszeniem. Nie, nie jest to zaparcie, ale takie przytkanie. Za wolno jelita pracują. Dziś 1400kcal na liczniku i dwa razy po 10km (jechane po ok 45min - masakra, ale jak po terenie, bo i grząsko i muldy i lód miejscami). Z niejedzeniem słodyczy się trzymam (raz na parę dni jedno! ciastko albo jedna! kosteczka czekolady). Z niepiciem słodkiego też. Jedzenie do tabel co parę dni wpisuję dla kontroli. Jest ok. Poprawiłabym regularność posiłków (szczególnie że z pracy najczęściej wychodzę o 16:30, obiad jest o 14, a potem do 18-19 zdarza się przerwa, albo i minimalny posiłek przed jogą). Ćwiczę cierpliwość i czekam na efekty.
Antybiotyk działa 😍 wprawdzie przypłaciłam to już rewolucją jelitową, ale co to znaczy w porównaniu z tym, że lewa część gardła odpuściła, co oznacza, że mogę lykać lewą stroną 🤔wirek: 😅 z tej radości wypiłam już 1.5 l wody, dwie herbaty ziołowe i jeszcze mi mało.
Zaczynałam w tym wątku już dwukrotnie, ale od dzisiaj postanowiłam rozplanować sobie wszystko dokładnie i mierzyć się, ważyć i odhaczać poszczególne dni treningu. Nie potrafię jeszcze liczyć kalorii i prawdopodobnie do czerwca nie znajdę na to czasu, ale jem w 50% warzywa, staram się nie smażyć, nie jeść słodyczy, fast foodów nie lubię (raz na kilka miesięcy zgrzeszę pizzą).
Dzisiaj - dzień 1 z Jilian Shred, poziom 1 - mam zamiar wytrwać 30 dni, a później poziom 2 i 3 🙂 czyli 90 dni do pokonania. Może ktoś dołączy? Do Jilian dołączyłam rozciąganie ponad godzinne i dodatkowo brzuszki.
Nie mogę doczekać się widocznych zmian 🙂 ekscytujące jest takie zaczynanie 🏇
Pobudka! U mnie nowy dzień. Wczoraj walczyłam z zajadaniem smutków czekoladą i się udało. No nie zjadłam, nie bylo wyjścia! Za dużo ciężkiej pracy, żęby to teraz zaprzepaścić.
Więc do booooooooooju lachony (teraźniejsze i przyszłe) 🏇
Ja już po śniadaniu (płatki z mlekiem). Muszę chyba kupić sobie zgrzewkę Red Bulla (Sugarfree 250ml 7kcal), bo wstaję rano, myję się, jem, wychodzę i jest wszystko ok. A wsiadam do autobusu i ... usypiam. A później nie mogę się dobudzić. Już nie mogę się doczekać aż będzie jasno kiedy będę jechała do pracy.
u mnie wczoraj na 4 bo jeszcze nie nauczyłam się wystarczająco pić i w końcu stanęło na 3 posiłkach. Ale były warzywa, ryż, kurczak, rano owsianka, i skalpel, chociaż nie byłam w stanie zrobić całego🙁 dzisiaj zakwasy i dzień rozpoczęty od szklanki ciepłej wody z ytryną 😉 (zen :kwiatek: )