Miałam dziś imprezę integracyjną mojej firmy (która notabene nadal trwa w najlepsze zapewne). Wszystko było super, obiekt ogromny i naprawdę fajnie zagospodarowany, mnóstwo atrakcji itp. Nas była grupa ponad 100 osób (czułam się jak na kolonii :hihi🙂, a i tak nie byli to wszyscy. Z domu wybiegłam w pośpiechu jedząc małe śniadanko, bo autokary spod firmy wyjeżdżały już o 10. Zgłaszałam jeszcze tydzień przed imprezą, że fajnie by było, jakby była opcja wege. Za drugim razem zaznaczyłam nawet wyraźnie, że ryba również ODPADA. Wszystko przyjęte, będzie zgłoszone i załatwione. I dziś jak tylko przyszło do obiadu to cholerni, gburowaci kelnerzy z niejakiego Folwarku C. spod Rz-wa serwują mi cholerną rybę. Nie dociera do nich, że nie jem ryb i chciałabym coś wegetariańskiego. Po długich perturbacjach (co poniektórzy patrzą na mnie, jakby co najmniej niebieskich migdałów żądała) przynoszą mi ziemniaki z surówką 🤔 Tak się wściekłam, że podziękowałam za ten "posiłek" i ok. 16 pojechałam autobusem do Rze, mimo że miałam zostać całą noc. Tylko kuźwa siedź niemal 16 h o suchym pysku. Nawet piwa bym nie wypiła, bo by mnie po jednym poskładało jak paragraf. Jest mi KOSZMARNIE szkoda tej imprezy, bo od początku było kapitalnie i miałam okazję spróbować mnóstwa nowych rzeczy (m.in. strzelania z łuku), ale mówi się trudno...
Aha, panowie z firmy (o paniach nie wspominając) zostali pokonani przez ściankę wspinaczkową (raptem kilku się wdrapało)... A taki słaby roślinożerca jak ja za drugim podejściem znalazł się na szczycie 😎 Aha, i na mechanicznym byku pobiłam rekord - grubo ponad minuta, co inni spadali po kilkunastu sek. Opłaciły się lata jeździectwa, zwłaszcza na kolegach zrobiłam wielkie wrażenie 😁
Podsumowując - partactwo i ignorancja ludzi, którzy pracują w gastronomi w Polsce jest porażająca. Ja nie wymagam, żeby Kowalski, co żre co niedziela schaboszczaka wiedział, że wege nie jedzą ryb. Ale kuźwa - robisz w tej branży i wegetarianinowi potrafisz zaserwować jedynie ziemniaki z surówką (bo na rybkę czubek wybrzydza?). ŻENADA.
No niestety tak w wielu restauracjach jest... Moja mama byla szefem kuchni naprawde dobrej restauracji, i tez poki nie zaczela myslec pode mnie to byla opcja pierogi, camembert albo warzywa zapiekane w serze. Co i tak jest duzo w porownaniu do co niektorych, gdzie nie ma ani jednej opcji. Szkoda, ale nie martw sie, kiedys moj wlasny kuzyn na swoim weselu o mnie zapomnial... 🙄 🤣
Meise Masz przygody, jak teraz moja mama. Byla w Szczyrku na tydzien na takim czaro-marowym wyjedzie, gdzie bylo zgloszone zapotrzebowanie na kuchnie wegetarianska i weganska. I uwaga, w pierwszy dzien WEGANIE dostali rybe i oczywiscie zolty ser na sniadanie 😎 A hotel niby jakis fiufiu czterogwiazdkowy. Na szczescie okazalo sie, iz w okolicy jest knajpka serwujaca raz dziennie prawdziwe weganskie danie. Nic wymyslnego- zupa z ciecierzycy itp. Teoretycznie hotelowa kuchnia bez zadnego problemu poradzilaby sobie z wykonaniem takiego jedzenia (zwlaszcza, ze organizator sie o to dopominal), a tu lipa.
nerechta Twoja Mama moze miala serowo-standardowe poczatki jako szefowa kuchni, ale kochana na waszym weselu pobila sama siebie 😉 😉 !
a ja się trochę zawiodłam na vedze. Tzn jedzenie smaczne, ale wybór nie powala. Po wegańskiej kanjpie spodziewałabym się czegoś więcej, np czegoś, co trudno jest zrobić w domu lub kupić składniki. Liczę, że złe mięso będzie spełniało oczekiwania.
Rul, piona 🙂 Ogolnie musze przyznac, ze knajpy wege/wegan sie troche... nie wysilaja 🙂 Mi by sie chcialo zjesc cos, czego w domu sie nie chce robic, albo ogolnie cos nowego, wymyslnego. A zazwyczaj wszystko jest oklepane... ryz/kasza, jakis kotlet, salatki jak wszedzie, sosy jak wszedzie. Troche szkoda 🙂
Dziewczyny chodzą słuchy że jak dobrze pójdzie to niedługo latająca kuchnia kapitana chilli będzie otwierać stacjonarną miejscówkę więc trzymajmy kciuki 💃
Dziewczeta, a co myslicie w temacie wody? Jaka pijecie? Filtrujecie? Juz dlugo nie kupuje wody butelkowanej, nie chce "produkowac" wiecej plastiku niz to potrzebne, a i woda ze sklepu wiele sie od kranowy nie rozni (chyba ze od chlorowanej w miescie) Mam w domu Brite, a teraz trafilam na takie cudo - butelka na rower/spacer z filtrem. Mozna sobie wlac jakakolwiek kranowe czy wode z rzeki w gorach i pic spokojnie - dla mnie bomba. Mysle, czy sobie nie sprawic 🙂
Piję kranówę bez żadnego filtrowania itd. Na wyjazdach nabieram wodę ze strumieni, proszę ludzi o uzupełnienie bidonów. Żyję, mam się dobrze 😉 Butelkowaną wodę zdarza mi się kupić w wypadku nagłego napadu pragnienia jak nie mam innego wyjścia albo żeby mieć butelkę 🙂
Piję kranówę bez żadnego filtrowania itd. Na wyjazdach nabieram wodę ze strumieni, proszę ludzi o uzupełnienie bidonów. Żyję, mam się dobrze 😉 Butelkowaną wodę zdarza mi się kupić w wypadku nagłego napadu pragnienia jak nie mam innego wyjścia albo żeby mieć butelkę 🙂
ja też w domu rodzinnym pije kranówkę ale już we Wrocławiu mi ona nie smakuje. Natomiast w górach butelki uzupełniam zawsze kranówą😉 Ze strumienia też pijałam ale jak sobie przypomnę jak mój tata siusiał do strumienia z którego kilka metrów (może kilkanaście) niżej piły dzieciaki na wycieczce... Nie wiem czy to powtórze😉
picia ze strumieni nie polecam. A nóż widelec wyżej rozkłada się martwe zwierzę... W domu kupuję filtry (tańszy odpowiednik britt), kranówa mi smakuje więc piję. W sklepie kupuję tylko wody mineralne wysoko zmineralizowane (np. o wys zaw jnów magnezu) lub lecznicze. Źródlanych lub średniozmieral. moim zdaniem nie warto kupować.
Wróciłam do pracy i umieram z głodu... NIe mam siły gotować po powrocie do domu. Na samych ogórkach, pomidorach i innych "ready to eat" długo chyba nie pojadę.
Rozważ pieczenie: wrzucasz wszystko do piekarnika i samosię robi. Rozdrobnienie minimalne, polać oliwą, posypać solą i wystarczy. Tylko jeśli po pracy padasz na nos, to czas pieczenia będzie minusem...
Eksperymentuję sobie radośnie z sosami do sałat.
Dziś był ładny: morele + oliwa + cytryna + kapka sosu sojowego + troszkę musztardy + bazylia + kawałek cebuli i ząbek czosnku. Trochę jak z gotowcowych butelek, ale lepszy ;-)
No ale żeby wstawić do piekarnika to trzeba najpierw umyć, obrać, pokroić itd. i normalnie czasu brak. Wczoraj o 24😲0 gotowałam kapuśniak... a dziś wstać z łóżka rano nie mogłam... Muszę sobie to jakoś lepiej poukładać..
Nie obieraj, myj tylko. I nie krój bardziej niż to konieczne. Patat piecze się szybko (sól, oliwa, ew. cytryna i starczy). Kalafior ręcznie połamany na mniejsze też. I brokuł. Cykoria przekrojona na pół. Mały ziemniak krojony najwyżej na ćwiartki. Burak - jak Ci się chce - w łódki jak jabłko. Cukinia ew. w grube plastry (albo co wyjdzie). Czosnek i tak najlepiej wrzucić w nieobranych ząbkach.
PS
Smażyłam ostatnio groszek cukrowy - 2 minuty na średnim ogniu, dodać sos sojowy, jeszcze 2 minuty. Bez krojenia. Można ciepnąć jeszcze czosnku, słonecznika - jeśli jest pod ręką
Teo Mmm, ten sos z morelami brzmi suuuper!! Zakladam, ze bralas swieze, a nie suszone?? Ja robie ciagle dressingi na bazie mango i jestem w nich totalnie zakochana!
Ano wrzucalam juz pare postow wyzej ze zdjeciem mojej raw- michy. Do salat robie sobie troche lzejsze. Swietny sos jest np. z polowy mango, jednej wycisnietej pomaranczy, jakis tam ziol z parapetu (mam miete i rozmaryn) i np. lyzeczki musztardy francuskiej. Albo bez i tak dobre 😉) Oczywiscie wszystko trzeba zblendowac. Jesli ktos lubi ostro- slodkie smaki, to mozna dac troszke chilli.
Blendowalam tez mango z pomidorem- jest git! Wlasnie mnie naszla mysl, ze moge zrobic sos ze sliwek, bo juz sa u nas 😀!
Pandurska skuszę się na pewno, ale raczej w 2015 roku 😉. Na razie żadne z tych rzeczy nie mogę niestety jeść. sosik z awokado, mango, odrobiny rukoli i soku z cytryny boczniaki, kilka nerkowcow i platki kokosowe oraz gomasio.