Forum konie »

Co straszy nasze konie: jak wielkie oczy ma strach? Dlaczego konie się boją?

Halo, Miller mówi, że konie nie boją się drapieżników, ale drapieżnych zachowań. Ty widziałaś drapieżnika, a konie widocznie nie widzialy drapieżnych zachowań. Może jednak psy nie było głodne?  Skoro było to żerowisko, może wcześniej czymś się poczęstowały?   
A ma ktoś pomysły na pracę z lewopółkulowym introwertykiem? Jak go ,,wciągnąć" do pracy, ,,poskromić" (nie w brutalny sposób) jego charakterek?
A ma ktoś pomysły na pracę z lewopółkulowym introwertykiem? Jak go ,,wciągnąć" do pracy, ,,poskromić" (nie w brutalny sposób) jego charakterek?


Brutalny i niebrutalny sposób dla każdego z nas z pewnością oznacza co innego.
Na pewno w sposób stanowczy pokazać, że co by się nie działo, ja jestem oazą spokoju, osobą niezmiennie i konsekwentnie stawiającą na swoim.
A jak? Tu już by trzeba wejść w szczegóły.


Z moich obserwacji wynika, że koń potrafi się zmienić o 180 stopni w towarzystwie innych koni. Z niepłochliwca można zrobić płochliwca w towarzystwie płochliwców w kilka dni... a z płochliwca zrobić konia odważnego w towarzystwie odważnych i niepłochliwych.
Uhm - "ja mięsa zwyczajnie nie trawię, poprzestaję na jagodach i trawie" - jak śpiewał wilk z "Czerwonego kapturka". I te przymilnie machające ogony i życzliwy wyraz pyska...
Doceniam możliwości percepcji mojego konia (sztuk jeden), owszem, zdążył mnie ostrzec wyprężając szyję, że coś jest "nie teges" zanim pojawiły się w polu widzenia, ale - litości - moja percepcja funkcjonuje też nie najgorzej, i w żadnym razie czajenia się (w ruchu, przy ziemi, z tyłu i z boków) w układzie tyraliery, dźwięków pośrednich  między warczeniem a krótkim ujadaniem + zapadnięte boki i kły na wierzchu - nie mogę nazwać zachowaniem "niedrapieżnym". Bałam się tych psów (a rzadko boję się psów) i bałam się, że koń spanikuje - nie dlatego, że wystraszy się ich, bo trzymał się dzielnie, ale że ja zdziwiłam go na maksa swoim popłochem. Ogarnęłam się - wdech - wydech i jakoś się udało. Kiedyś przeżyłam (wówczas ostatecznie w siodle się nie utrzymałam - dzięki Bogu, bo człowiek na ziemi jakoś "ogarnął" psa) rzucenie się sznaucera na dwa konie - rzucenie konkretne, z zębami, do nóg i do gardeł, we wściekłym amoku i dziką walkę koni z tym psem. Takie sobie doświadczenie - zaręczam.
A tak właściwie, to czemu ten wątek i "Dlaczego konie się boją?" nie są jeszcze połączone w jeden ❓ 😲
Miałam przyjemność jeździć 5-letniego, świeżo upieczonego wałacha - Roco.
Koń jest mega skoczkiem, skoczy wszystko i to z jaaakim zapasem! Jednak jego problemem są drągi...
Nie wie co ma z nimi zrobić nogi podnosi wyżej niż łeb. Raz stępowaliśmy na początku jazdy, a na środku hali leżał drąg. Najeżdżam stępem na drąga - Roco zero zainteresowania - już podniósł jedną nogę aby go przejść... I co?! Dopiero się domyślił, że przechodzi przez krwiożerczą bestię zwaną "drągiem". Włączył takiego hamulca, że tylnie nogi mu wjechały pod przednie. Tak, w stępie. Nigdy nie przeżyłam niczego zabawniejszego! A najlepsze jest to, że inne drągi (czerwone, niebieskie, białe) przechodził bez problemu, ale tylko ten potrafił ugryźć - ten groźny drąg miętowo-brązowy.
Miętowo-brązowy mówisz? 🙂 Jak... wąż?
Dementek, żelazna konsekwencja w opanowany i stabilny sposób ale też mądrość wdfawania poleceń, które koń jest w stanie wykonać. Nie ma nic bardziej demotywującego jak silnie egzekwować coś, czego koń nie umie, nie może, nie jest w stanie zrobić. A taki koń potrzebuje najwięcej motywacji. Pozytywnej. Nagradzania w bardzo różny sposób (smaczek, odpocznek, odpuszczenie, pogłaskanie, pieśni pochwalne "ah jaki boski jesteś"*). Kary i "nieprzyjemne konsekwencje występków" też się pojawią ale trzeba jednak pracować tak, by mieć za co nagradzać, bo przewaga kar, tresujących trzech szybkich sprawią, że koń zamiast zrobic się bardziej do przodu, to będzie bardziej do tyłu aż zacznie na polecenie ruchu do przodu reagowac strasznym buntem, wspinaniem się, cofaniem w łagodnej wersji.
A może jednak jest to zalezne od wielu czynników takich jak- rasa, wiek, charakter itp itd.


Wiek pewnie w jakimś sensie odgrywa rolę, bo koń bardziej doświadczony automatycznie staje się mniej bojaźliwy. Mam na myśli konia traktowanego ze zrozumieniem jego potrzeb i uwarunkowań, bo może też być na odwrót, im starszy tym bardziej się boi, ze względu na złe doświadczenia. 

Wracając do wieku:  IMO już widać u źrebiąt, czy w życiu dorosłym bedą odważne czy nie.  Ja kiedyś dość dużo jeździłam w tereny z klaczami, którym towarzyszyły ich źrebaki. Były takie, że od małego biegały swobodnie koło zastępu koni, a były tez takie, które cały czas wciskaly się w bok matki (co było to dla jeźdźca dość niewygodne). Moja klacz jak była mała regulatnie „robiła w terenie za prowadzącą” – wybiegała na początek zastępu i tam było jej miejsce. (Swoją drogą teraz zastanawiam się, skąd wiedziała, jaką drogę wybierze prawdziwy prowadzący)  Nie wiem, czy u koni występuje coś takiego jak odpowiednik ludzkiej dziecięcej beztroski i niefrasobliwości, ale nawet jeśli, u niej nie to było przyczyną. Jak była odważna, tak nadal jest.
Ja myślę, że to już widać w wieku źrebięcym - który koń ma zadatki na nieustraszonego lidera, a który wręcz przeciwnie.
I niezależnie od tych zadatków, wszystko można zepsuć lub naprawić odpowiednim wychowaniem dalszym.

(I wkurza mnie dyskusja o dokładnie tym samym w dwóch wątkach.)
Julie, bo są dwa światy i jedno słońce, jak śpiewała Maryla Rodowicz.  🙂  Widocznie ElaPe przewalczyła swoją teorię, że dubel jest tylko wtedy, gdy tytuł jest identyczny.  🤣
Przecież nikt nie powiedział, że żelazna konsekwencja musi się przejawiać w postaci trzech szybkich.
Konsekwencja najczęściej zawodzi w nieumiejętnym wykorzystaniu naszego body language.
W wielu przypadkach niesubordynacji u koni, wystarczy że konia przez chwilę ogarnie ktoś, kto wie co robi i jak robi.
I całym swoim jestestwem, jakoś niby magicznie wpływa na zachowanie konia.
I okazuje się, że to nie koń miał problem.

I przy okazji niezmiennie protestuję, że są dwa wątki na ten sam temat!
Temat który mnie fascynuje i lubię o nim rozmawiać.
A ktoś powiedział?

ps. sama nie pisz w dwóch :P
Dobranoc!  :kwiatek:

Więc jak już kilka osób w tym wątku wspomniało, koń potrafi się przestraszyć tego, czego dzień wcześniej w danym miejscu nie było, lub co nagle się pojawiło w miejscu w którym tego nie było.
Bo konie to rutyniarze.
Lubią niezmienność.
Więc jeśli chcemy wykreować konia otwartego na nieznane, musimy mu zapewnić zmienne bodźce.

I dodam z zamkniętego (dziękuję  :kwiatek: ) wątku:


Konie się boją się bo są końmi.
A to czego się boją można na sposoby najróżniejsze wykreować, w zależności od tego z czym mają do czynienia na codzień.
Można zrobić konia, który nie boi się galopować przez pole minowe z jeźdźcem na grzbiecie z wielką flagą i ten sam koń może się przestraszyć przechodzącego przez stajnię dziecka, które wydaje z siebie nieznane mu dźwięki.
watki zostaly scalone, czesc postow Julie, i Cejloniary, wyleciala, bo byly kompletnie nie na temat, dublowaly sie i nic nie wnosily
Co do tych zachowań źrebaków jest tu wiele prawdy. Sama dobrze znam źrebaki, które bardzo długo kurczowo trzymały się swoich matek, a także takie, które od początku były dużymi indywidualistami. Znam też klacze, które do bólu nie odstępowały na krok swoich źrebaków i takie które dawały im dużo swobody.
Moja Emi trzymała się blisko mamy bardzo krótko, notorycznie oddalała się od niej ale i Draska jej na to pozwalała i nie wpadała w panikę gdy Emi była dalej. W terenie Emi zawsze biegała po jakiś krzakach i nigdy nie trzymała się matki. Jest odważna, mało co ją płoszy, szybko się uczy.
Jej równolatka, która zawsze była blisko matki jest lękliwa, płochliwa i nieufna. Mimo, iż obie były chowane w praktycznie takich samych warunkach widać różnice w obu kobyłkach.
[quote author=maleństwo link=topic=69113.msg1147599#msg1147599 date=1317653488]
A co do zwiewania od hałasów w stajni? możliwe, ze jest to też jego sposób na mnie. Wie, ze go nie utrzymam, jak ruszy z kopyta i czasem, mam wrażenie, wykorzystuje jakieś ;straszne" sytuacje, zeby postawić na swoim i choć na chwilę mieć nade mną przewagę. Po tylu latach zna mnie na wylot, zna moje słabe punkty i czasem to wykorzystuje. 😉
[/quote]

Ja nie wierzę, że koń udaje strach.  Po prostu nasza fizyczna ułomność nie pozwala nam dostrzec czy usłyszeć tego, co koń widzi czy słyszy.  Oczywiście pozostaje kwestia właściwego zrozuimienia, czy jakieś zachowanie wynika ze strachu czy z tego, że koń pokazuje nam środkowy palec.  Ale znowu nie jest to końskie udawanie, ale nasza ułomność – tym razem intelektualna.
kotbury, serio? dlatego psy przekrecaja glowe? nie wiedzialam. ciekawe.


Ludzkie dzieci i inne człekokształtne też tak robią, tyle, że na wcześniejszym etapie i tak tego nie zauważamy, bierzemy to za objaw jeszcze słabej koordynacji ruchowej. U psów widać ewidentnie- siedzi na zadku i kręci łepkiem😉

To, że pewne przedmioty, obiekty zapamiętujemy najpierw tylko w danej pozycji widać doskonale u niemowlaków. Jeśli np. podaje im się jakiś obiekt zawsze w tej samej pozycji (miś głową do góry) to nagłe podanie misia tyłkiem do góry potrafi wywołać ryk paniki😉.

U koni dochodzi jeszcze fakt, 'stronności' związany z odbieraniem rzeczy przez różne półkule mózgowe... i sami wiecie, że przejechanie obok czegoś z lewej strony nie równa się, że z prawej ten obiekt nie będzie straszny.
Dopiszę Skwarka, bo może być ciekawym przypadkiem. Rzeczy, które powodują totalny nafuk, stan wysokiego podniecenia, wygiętą w łuk w szyję, nos puszczający parę, a kiedy to możliwe - również odpalenie wrotek, to na przykład:
- jabłko. Trzymane sobie w ręce, w momencie odgryzienia pierwszego kęsa zmienia się co najmniej w samego Cthulhu,
- odgłos owsa wsypywanego do żłoba (widać koń przez 8 lat go nigdy nie słyszał) 😵
- pokrywka od maści do kopyt (biała), warta choćby i samego odsadzenia się, bo przecież leży na ziemi i grozi
- pajęczyna na żywopłocie, otaczającym plac (nigdy nie wiadomo, może zrobił ją naprawdę duży pająk?)
- ptaszek wielkości pudełka zapałek, który robi pojedynczy dźwięk "tweet"
- klucz gęsi, które lecą nad placem, dopóki lecą to ok, ale jak zagęgają to niebezpieczeństwo sięga zenitu
- drzwi na hali
- cokolwiek leżącego na bandzie hali / ogrodzeniu placu (kurtka, pudełko, kopystka - nie ma znaczenia, jak leży, to trzeba bardzo uważać)
- kupy, pod żadnym pozorem nie wolno dotknąć kupy kopytem! Można przeskoczyć, zrobić wielkie kroki, ale wdeptywanie jest zakazane - ta zasada dotyczy również boksu
- wszelkiej maści zmiany w podłożu - na gładko zabronowanym ślady kopyt, na zdeptanym kawałek gładkiego, niewydeptanego kawałka, zresztą wystarczy i plama światła na piasku - takie miejsca są zdecydowanie nawiedzone
- butelki - a już w ogóle niedopuszczalne jest, jeśli butelkę miałby trzymać jeździec, Skwar by chyba już wolał siekierę albo piłę łańcuchowo - butelki to najbardziej podstępni mordercy
- spray na owady (albo inne psikadło) - i nie chodzi bynajmniej o odgłos, tylko o dotyk wodnej mgiełki na skórze. To jest nie tylko straszne, ale jeszcze okrutnie bolesne! Taka lekka mgiełka, kiedy osiada na skórze, powoduje jej zmarszczenie i ściągnięcie skóry z połowy konia, byle tylko jakoś znieść tą wyrafinowaną torturę (to teraz w wersji soft, trzy lata temu Skwar na sam widok psikacza zaczynał galopować w kółko po boksie, w ogóle nie było mowy, żeby próbować czegoś takiego użyć)

Mogłabym tak długo 😁

Co najciekawsze, Skwar nie jest koniem bojaźliwym. Nie ma problemu, aby w zakazane lub straszne miejsce wjechać, bardzo chętnie dotyka też duchów i innych przerażających artefaktów nosem, po to, żeby na nie dodatkowo pofuczeć i przy następnym okrążeniu również się ich wypłoszyć. 🙄 Skwarek przy otwartych drzwiach boksu chętnie z niego wyłazi, potrafi wtedy wyciągnąć z kąta miotłę i wciągnąć ją sobie do boksu, wleźć do jakiejś paki, zrywać ze ścian wszystko co ma w zasięgu pyska, włączając w to elewacje etc (ostatnio wynalazł pod cudzą paką kozaczki z futrem, wsadził do takiego buta pół łba i z lubością się inhalował  🙄 Kilka dni temu przebiegła przez nas - dosłownie przez, bo między nogami i pod brzuchem Skwarka - sfora wkręconych i szczekających psów, goniących jakiś samochód - nawet uchem nie strzygnął i nogi nie podniósł).

Moim zdaniem on to po prostu lubi 😁
Biegać uwielbia, kręci go też stan podniecenia i pełnej gotowości (dużo folbluta, to pewnie jakaś pamięć genetyczna na temat bramek startowych mu się po łbie kołacze), a że jest dość kulturalny (heheheh), to zamiast się płoszyć i nafukiwać ot tak - szuka sobie pretekstów.
Prawdę mówiąc, to nie spotkałam drugiego takiego delikwenta...
Dopiszę Skwarka, bo może być ciekawym przypadkiem. Rzeczy, które powodują totalny nafuk, stan wysokiego podniecenia, wygiętą w łuk w szyję, nos puszczający parę, ... to na przykład:
- jabłko.

Mój tak miał na widok banana. Co nie przeszkodziło mu wykraść z tylnej kieszeni moich spodni skórki od tego samego banana i zeżarcia jej, zanim zdążyłam wydrzeć mu ją z gęby.

ostatnio wynalazł pod cudzą paką kozaczki z futrem, wsadził do takiego buta pół łba i z lubością się inhalował

Ciekawe, jak by wyglądało bliskie spotkanie trzeciego stopnia z nogami, które wcześniej wypełniały te kozaczki  🤣

o chyba wątek dla nas! 😉 Hermes generalnie wlezie wszędzie nie ma z tym problemu, ale...
czasem ma takie" widzimisię", że mam ochotę go udusić.
ostatnio w terenie na drodze leżał kubek, ot taki zwykły plastikowy już połamany, w dodatku przezroczysty. Nawet bym go nie zauważyła gdyby nie to że H  postanowił się zatrzymać i poprychac na znalezisko. Mało tego nie chciał dalej przejść w żadnym wypadku, ani w lewo, ani w prawo, przecież taki kubek go na pewno pożre w całości 😂 ostatecznie pokonaliśmy go skokiem z metrowym zapasem.
dziś natomiast straszna była opona na hali, która leży tam co najmniej od 5 miesięcy, ale dziś włączyła tryb "zjem konia".
Ogólnie czasem mnie denerwuje, że potrafi bac się zwykłych, prostych rzeczy które widział milion  razy. Mam wrażenie że sobie zmyśla chwilami 🥂
A i nigdy w życiu nie stanie na cień, jakiegoś przedmiotu. albo przeskakuje albo omija. Psikacz w każdej postaci -  nie ma szans, próbowałam przeróżnych sposobów, on po prostu boi się tego dźwięku, sama mgiełka na ciele mu nie przeszkadza 👍
oj to jak sie wkurzyłam na mojego w terenie za jego widzimiesie... pojechałam sobie na początek znaną nam trasą, pierwszy wjazd do lasu: stop, on się dzisiaj boi, bo przecież las jest straszny. Jeszcze z 3 razy tak zrobił w ciagu 1 terenu -.-
Albo rów z wodą. strasznie straszny. On wcale go nie skakał przez jakiś rok w przeróżnych kombinacjach... zawsze jest straszny. A co najśmieszniejsze, nie jest straszny za 1 razem, a za 2 lub 3 dopiero!
A ja tak sobie czytam ten Wątek-zresztą bardzo fajny-i myślę, że mam w sumie bardzo spokojnego konia 💃
Ale miałam jeden przypadek, w którym ewakuowałam się z niej i to nawet nie mam pojęcia jak. Jechałysmy sobie z koleżanką przez wieś ulicą, po lewej domy, po prawej krzaki gdzieniegdzie(razem się pisze :???🙂, no moze nie krzaki ale takie troche wyższe badylka. A tu nagle wychodzi z nich dziadek z wielkim tobołem gałęzi na plecach. Myślałam, że kobyłę przepchnę , zanim dziadek wejdzie na ulicę. Ale ona nasrożyła się i w tył zwrot. Zaczęła się cofać i obracać w takim tempie, że szybko i zgrabnie z niej zeskoczyłam 🤔wirek:. (jednak mały koń nie jest taki zły🙂😉Na szczęscie nie myślała jakoś specjalnie o ucieczce. Poczekałam aż dziadek przejdzie, wsiadłam i pojechałyśmy dalej.
No i raz wycięła numer, jak zobaczyła obcego srokatego kuca pod stajnią. Prowadziłam ją na uwiązie z pastwiska. Z daleka juz widziałam jej konsternację.Przyjełam taktykę-że idziemypo kilka kroków, klepiemy się, uspokajamy i dalej.No na początku działało, ale jak juz byłyśmy kilka metrów od niebezpiecznego kuca, kobyła zrobiła taki zwrot, że siadła na d..ie. Wystarszyła się dość mocno. Uspokajałam ją i przeprowadziłam dalej. Troszkę dreptała wokół mnie, ale cały czas szła 😅
Było to dla mnie o tyle dziwne, że w stadzie jest srokata klacz, więc taki widok nie powinien był być jej obcy.
Moja o dziwo lubi krowy, próbuje nawet do nich podchodzić... Za to mnie przerażają, bo kiedyś jedna próbowała wskoczyć na mojego konia, jak jeździłam sobie na łące  😁.


Jak kobyła w rui była, tudzież krowa to nie dziwne 😉 Krowy jak są w rui, lub ich koleżanki (także innych gatunków- miałam TE dni, byłam u wujka na wsi i jałówka pare razy próbowała na mnie wskoczyć, sama za młoda była na ruję :hihi🙂 to się obskakują. Dawno temu, jak nie wiedziałam jeszcze z czego to się bierze, w stajni na Mazurach była jałóweczka,która wskakiwała na kobyłę, która w rui akurat była 😉
Najgorzej jak całe stado naraz ma ruję 🍴. Pamiętam takie jedno stado które pędziło na nas z drugiego końca łąki. I co z tego ze było ogrodzenie. Chyba w życiu tak bardzo sie nie bałam siedząc na wspinającym sie pode mną koniu. I nie pomogała obecność końskich koleżanek. Chyba razem z kobyłą tryskałyśmy strachem i paniką 😲
Mój dzisiaj przestraszył się dźwięku wody pod ciśnieniem, jaki wydaje, kiedy uderza o jego kopyto  😁 noga spoko, zjeżdżamy na kopyto mega wzdrygnięcie i zabieramy nogę natychmiast! bo odpadnie  😁
Oprócz tego ostatnio nie chciał wejść do czystego boksu  😁 W klinice, w której stoi jedna ze ścian wyłożona jest jasnymi płytami, jego ulubioną zabawą jest świnienie tych płytek siemieniem/otrębami/ resztami marchewek i wszystkim innym co w gębie w danym momencie ma. Jak jego boks został dokładnie wyczyszczony kiedy był poza nim, 15 min próbowałam go zachęcić żeby wszedł, jak już to zrobił przez kolejne 15 min fuczał na czystą ścianę z płytek  😁
Arroch a czy boks nie był poddany jakims detergentom? Bo mysle ze to zapach mógł go bardzo zaniepokoić.
Nie, był myty tylko czystą wodą, ale płytki zmieniły kolor z brązowych na kremowe  😁
A mój koń w terenie zaliczył samoukaranie. Teraz mnie to śmieszy, ale mogło być niewesoło.
Jechaliśmy sobie leśną dróżką. po prawej stronie młodnik ogrodzony drucianą siatką (taką cienką bardzo oczka prostokątne - słabo widoczna z daleka), po lewej lasek a w lesie wyrzucone przez jakąś hołotę straszne odgryzające nogi śmieci!

Koń śmieci zauważył, spiął się ale idzie, nagle wiaterek zawiał, reklamówka na kupce zaszeleściła, koń zwrot na zadzie i dyla przed siebie - prosto łbem w tą siatkę okalającą  młodnik. Z takim impetem walną, że na dupie usiadł... i zastygł. Nie wiedział co jest grane, że go tak usadziła jakaś niewidzialna ściana.

Stanął i stoi ... przemyślał i czeka na sygnał ode mnie. W życiu nie miałam konia tak zainteresowanego wędzidłem i innymi pomocami.  cały skoncentrowany na tym, żebym go już bez żądnych niespodzianek poprowadziła do domu.
kotbury, zazdroszczę! Czasami to człowiek marzy, żeby jakaś niewidzialna ręka walnęła naszego konia centralnie pałą w łeb (w znaczeniu, żeby nie kojarzył nas z karą) 😀
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się