Ja jak wystawiałam permanentnie kulawego, niebezpiecznego pod siodłem konia na umowę adopcyjną to ludzie dzwonili i pytali czy do bryczki pójdzie i czy pod dzieckiem da rade bo córka ma 9 lat… A ogłoszenie się zaczynało od KOŃ KULAWY NIE NADAJE SIĘ DO PRACY
Iskra de Baleron, coś mocniejszego niż melisę, szczególnie przeglądając ogłoszenia na re-volcie, gdzie widzisz porządnego roczniaka po zachodnich rodzicach za 8600 w złotówkach :/
Ja będę niedługo wystawiać coś ze stawki moich trzylatków i już czekam na zdziwko, że nie będą kosztowały po 25 tysięcy od łba...
- 800 zl koszty wet? U nas jedno badanie to 300 zl. Mozna sie zmiescic w 3 badaniach na cykl, ale to trzeba miec szczęście albo duze cisnienie zeby robic minimum badan - co potrafi sie odbic czkawka.
- Brakuje tez kosztow kowala dla zrebaka, a liczą jak za doroslego konia i wcale sie nie dziwie, bo moze do roboty to tam duzo nie ma, ale trzeba cierpliwie z nimi pracowac co trwa tyle samo co wywerkowanie starszego konia, ktory grzecznie stoi.
- Koszty utrzymania - średnio tak pewnie wyjdą jak na tej grafice. Klacz raz je duzo wiecej niż roczniak a raz podobnie, zalezy od etapu ciazy i laktacji.
- Do tego odchow tutaj nie zawiera żadnych grubszych akcji - artroskopii, kastracji operacyjnej, leczenia jakis wypadkow. Statystycznie u mnie cos kolo 30% ląduje w klinice do 3 r.z. A to wneter, a to trzeba czipy wyjac zanim pojda do pracy, a to zrobi jakis wypadek i wymaga leczenia. Do tego koszt zrobienia własnego tuv, zeby w ogole kupujacy sie zainteresowal, bo bez tuv nie chcą ogladac. Plus, ja wole jednak wiedzieć czy nie ma jakiś powtarzalnych historii u potomstwa danej matki.
- Prawdziwe schody zaczynają sie po 3 roku zycia. Wcześniej zajezdzalam sama, to mi ten koszt odpadał, ale odkąd mnie konik ubogacil o tytanowe elementy na stale to musze uważać, bo drugi raz sie moze nie udać poskładać. Wiec zajazdka to kolo 4-6 tys zł do takiego etapu, ze sie przesiądę. A dalej jest tylko ciekawiej - treningi wyjazdowe zeby konia przyzwyczaić to 100-200 zl od konia na wejście na plac, zalezy od ośrodka. Treningi z trenerem od 200 zl do nawet 350 euro (ale umowmy sie, ze nie kazdy wozi 4 latki na konsultacje, ja nie bo jestem sknera). No i wisienka na torcie, wyjazdy na zawody. 1500 zl od konia z wlasnym transportem wychodzilo mi srednio w 2025 roku - wyjazdy od czwartku do niedzieli sa drozsze, szybkie strzaly na 1 dzien sporo tansze. Ale, zeby zrobic mlodemu koniowi 10 startow to mamy 15 tys. I to sa niskie koszty, bo mam konie u siebie i sama jeżdżę. Pensjonat z treningiem to tak kolo 4 tys miesiecznie trzeba liczyć bez wyjazdow.
Ogólnie my zmieniamy w ogole system, chce sie nastawić na mniej koni i nie wystawianie ich az nie beda mialy 5-6 lat, chyba ze wczesniej by mial chec kupic ktos znajomy kto startuje. Co prawda zdarzają sie konie na C za 60 tys zl, ale jak sie popatrzy na wyniki to zwykle sa te co robia 60%. Jednak za te co robia dobre wyniki ceny sa inne niz za mlode i mniej marudzenia jest.
A mi się wydaje, że te koszty to głównie dotyczą małych hodowców i być może nie posiadających własnych stajni. Bo pewnie byliście w większych hodowlach np w Holandii, Belgii czy Niemczech, młodzież idzie na cały sezon na łąki i w zasadzie nikt za wnikliwie się tym koniom nie przygląda, jak pastwisko się kończy schodzą do biegani czy małych boksów. Kowal wchodzi tak raczej w 2-3 roku życia, konie są w zasadzie praktycznie dzikie, aczkolwiek niezrażone do człowieka, a to w sumie ogromny plus 😉 owszem na pewno jest więcej strat ilościowych w takim systemie, ale założę się, że finalnie wychodzi dużo, ale to dużo taniej niż w powyższym wyliczeniu. Co innego koń z „manufaktury”, tyle że te manufaktury gwarancji sukcesu też nie dają. Myślę też, że statystycznie koń z dużej holenderskiej stajni hodowlanej ma i tak lepiej niż z przeciętnej polskiej, przynajmniej w ogóle ogląda pastwisko, zimą siano/sianokiszonkę, której nikt nie szczędzi.
lhp, te duze stajnie to nie zawsze prowadza hodowcy, sa ludzie co kupują obiecujące zrebaki, odchowuja, sprzedaja. Poza tym - koszty siana, paszy w DE sa jak w Polsce. Koszty treningow i zawodow sa nizsze. Podobne sa koszty weterynaryjne, przy czym w Niemczech jest cennik urzędowy.
Inna sprawa, ze tak jak piszesz, mlodziez czesto kowala nie widuje, a na pewno nie jak co 6 tygodni z reszta jak i w Polsce w państwowych i wielu prywatnych stadninach. I teraz, do prywatnego hodowcy przyjedzie klient, obejrzy kopyta, obejrzy zdjecia i odrzuci konia, bo np ma obrączkę na kopycie i na pewno mial ochwat tylko ja kłamie, albo ma rozne katy dloniowe (mimo zewnetrznie podobnych kopyt). I potem ten sam klient kupuje w ciemno na aukcji w NL, bo tam klinika sie podpisze ze taki problem to nie problem. A u nas wet zobaczy rozne katy dloniowe albo trzeszczke dwojke i juz jest olaboga szrot. Za latwo jest w Polsce ciagac weta po sądach o tuv i nikomu to nie wychodzi na dobre.
Co do weterynarii, wydaje mi się, że tam jest statystycznie po prostu bardziej wiarygodna. U nas i w świecie lekarskim i weterynaryjnym jest taki rozstrzał kompetencji, że nigdy nie wiadomo, do kogo się trafi i czy minimum kompetencji jest zachowane. Z mojego doświadczenia w obu przypadkach u nas trafia się gorzej niż lepiej. Co nie znaczy, że nie ma dobrych, oczywiście są, ale to jest loteria, tam uważam, że szansa na spełnienie kompetencyjnego minimum jest znacznie wyższa. A takie straszenie byle czym jest właśnie objawem niekompetencji, nie strachu przed sądem, bo sądy to akurat mamy słabe i mało skuteczne.
lhp, Już widzę, jaka histeria w Polsce ze koń przez trzy lata nie oglądał suplementów, otrębów ryżowych , słonecznika oleju silnikowego i innych takich. Bez szczepień, inprintingu, pracy z ziemi i innych takich to "się konia naie kupuje". Statystycznie polska hodowla od innych krajów Europy niczym sie nie różni. przeciętny hodowca ma dwie klacze, niezłe pastwiska, przewagą jest to że mamy dostep do słomy i zboża (szczególnie owsa), o czym zachodni hodowca nawet pomarzyć nie może.
lhp, zgodzę się z Tobą. W takich hodowlach to jak coś zdechnie to oni nie wiedzą nawet jak mają 60 sztuk na jednym terenie.
Nie dostają te konie witamin ani paszy, mają trawę albo sianokiszonkę.
Kowala zobacza jak zejdą z łąki, a mieszkają wolnowybiegowo.
Po co im kowal? Jak koń prosty to sie obłupie i po sprawie.
Problem jak jest krzywy się pojawia.
karolina_, no z tymi podobnymi kosztami weterynaryjnymi to ja się totalnie nie zgodzę, znajoma podesłała mi kilka dni temu fakturę za dwie pasty odrobaczające w DE - 102,51€ brutto 🙈
W ogóle jeśli chodzi o wetów i nie dotyczy to tylko koni, to naprawdę mamy super w porównaniu z całą zagranicą. Jest dostęp i są świetni specjaliści, a ceny - nie to oczywiście, że niskie, są jeszcze zapłacalne. Za trudną kolkę w DE wyjeżdża się z kliniki z rachunkiem na 30k euro, ja sama za dojazd do stajni w samym centrum Westalii i podanie zastrzyku przeciwzapalnego, bo koń się posmarkał zabuliłam 250€ 🙁
OK, nie jest łatwo w tym weterynaryjnym światku się rozeznać, ale są dalej weci, którzy mają i wiedzę, i pasję. Sama w grudniu miałam do usunięcia u konia cystę w tkance skórnej na nosie z renomowanej kliniki miałam propozycję usunięcia na leżąco przez wycinanie (i rekonwalescencja potem ze szwami i dziurą na nosie) w cenie koło 5000 zł, a ostatecznie dotarłam do mega fajnej pani doktor, która opracowała tę cystę zwykłym zastrzykiem, po którym tkanka obkurczyła się i w 100% zanikła, przy czym koń nawet nie był świadomy, że cokolwiek miał w tym rejonie paszczy zrobione. No i koszt z pełnymi badaniami krwi i zestawem maści na grudę niecałe 800 zł.
A co do odchowu - wszędzie tnie się koszty, w DE jest drastyczny problem z wiarygodnymi pracownikami do fizycznej pracy, także młodzież zamykana w listopadzie na biegalniach i wypuszczana na wiosnę, jak pastwiska ruszą to nie jest nic niezwykłego. U nas przynajmniej jednak w wiekszości konie mają ruch.
A takie straszenie byle czym jest właśnie objawem niekompetencji, nie strachu przed sądem, bo sądy to akurat mamy słabe i mało skuteczne.
lhp, wiesz co, nie zgodze sie. Wsrod wetow ktorych znam, cenię i uwazam, ze sa kompetentni spora czesc miala albo ma sprawy w sadzie a przynajmniej pisma przedsadowe o tuvy wlasnie. I to sa lekarze, ktorzy umieja ocenic ze cos jest bez znaczenia i nie boja sie tego powiedziec. Tylko łatwiej jest odrzucic konia o byle g*wno, wziac kase za tuv tak czy siak, i mieć z głowy - jeszcze ludzie beda mówić, ze wet jest super dokładny i inni nic nie widza a on/ona tak.
Z tą kompetencja terenowych wetow (nie duzych klinik) w DE czy NL tez bym nie szalała - na przykład klacze, ktore importowalam praktycznie wszystkie miały ząbki zrobione na "krotko z przodu, długo z tyłu" czyli z przodu az za mocno a z tyłu przegapione haki. Jakośc niektórych rtg tez byla ciekawa.
quantanamera, nie zdążyłam edytowac. €250 za przyjazd poza godzinami pracy nie do stalego, dużego klienta zeby leki podac to taka sama stawka jak w Polsce. O ile ktos w ogole przyjedzie to za badanie kolki i buscopan 1200-1500 zl. Usg, inseminacja, rtg tez podobnie kosztuja tu i tu. Co lekow, vat w DE jest dokladnie 2x wyższy (19% nie 8%) co tez wplywa na cene brutto. Ale nie chce ogolnie porownywac akurat cen lekow, bo nie jestem na bieżąco co do stawek rynkowych jak ktos ma np 1-2 konie w pensjo i chce zaszcepic czy odrobaczyc te 2 a nie 12.
karolina_, widzisz, to mamy różne doświadczenia. No i ja nie powiedziałam, że tam są wszyscy kompetentni, a tu wszyscy niekompetentni 🙂 także przytaczanie konkretnych przykładów jest raczej w tym kontekście bez sensu.
lhp, wszędzie są ludzie kompetentni i mniej kompetentni. Na pewno dostep do dobrze wyposazonych i majacych super doświadczony personel klinik jest lepszy na zachodzie. Od nas w promieniu 250 km jest slownie JEDNA klinika, gdzie mozna zawieźć nagly przypadek o kazdej porze dnia i nocy, o ile maja miejsca - Sluzewiec.
Wdaje mi się że w DE tak jak w PL ceny vet są różne w zależności od regionu i odległości od dużego miasta.
Mam konia na dalekiej północy Niemiec i ceny tam są minimalnie wyższe. Kastracja wnętra w klinice była w tej samej cenie co w PL, kowal 50€, korekta zębów to 150€, gastroskopia 250€, pasty odrobaczające wychodzą drożej o 20-30zł w zależności od rodzaju.
A na koszty operacyjne są ubezpieczenia których u nas ze świeczką szukać.
Jako ciekawostkę przytoczę jeszcze przykład słynnego szczepienia na wirus Nilu, gdy u nas była wolna amerykanka cenowa to tam było stabilnie a regionach gdzie zaleca się szczepienie były dofinansowania.
Iskra de Baleron, ja mam klaccz w holandii i za paste 30 euro a za struganie też.
Wiec jak u nas W PL.
Tuv w klinice placilam ciut drozej niz w PL bo same rtg bo roczniak.
Kupowałam już kilka koni w NL i co mi się podoba to to, że nie ma najmniejszego problemu ze zrobieniem badań, nie ma w ogóle tematu kto za nie zapłaci, jak coś wychodzi w badaniach to nie jak u nas, że oto masz tu komplet zdjęć i sobie interpretuj, tylko jest jasno powiedziane że wyszło to i to i do mojego celu ten koń się nie nadaje. Jak wychodzi OCD to jest określone czy do wyjęcia i czy lokalizacja jest bezproblemowa (oczywiście zakładając brak powikłań przy wyjmowaniu), nie ma też tematu co do samego wyjmowania. Nikt nic nie zataja, nie kombinuje. Może bardzo dobrze trafiłam, nie wiem, ale wiem że konia w Polsce raczej już nie kupię.
lhp, i jako sprzedajacy dostajesz tam normalnie opis zdjec bez łaski. Juz nie mowie o kwestiach czy czip do wyjecia bo to na 3 wetow bedzie 5 opinii. Ale czy ten czip w ogole jest, bo to w małym światku końskim jest problem, jak sa rozbiezne opinie. Z punktu widzenia sprzedającego wyglada to tak, ze ja dostaje zdjecia bez opisu, weci klientow uprawiaja kazdy swoja interpetacje i potem sie okazuje ze w sumie to kon do uspienia, bo wg jednego weta ma szpata, wg innego ma fatalne trzeszczki, a wg trzeciego osteochondroze. Zakladajac ze wszyscy maja racje, to nic tylko isc i odstrzelic takiego konia zeby sie nie meczyl. Szukam weta albo kliniki, która daje opis do zdjec sprzedajacym I bede chciała wozic swoje na tuv zeby to ukrócić, bo mi sie juz ulewa. Ostatnio dorabialam opis do zdjec u radiologa w DE bo znowu nie dostalam a bylo dyskusyjnie, kosztowalo to drugie tyle co zdjecia. Klient oczywiście kupil w koncu bajki swojego weta, wiec jestem kilka tys w plecy.
Dostaję z opisem i opinią, oczywiście mogę to konsultować z kim chcę (mam komplet zdjęć), w praktyce konsultuję tylko jak oni twierdzą że jest ok, bo nieraz się zdarzyło, że powiedzieli że koń się nie nadaje, tłumaczą co i jak i że bez sensu konsultować 🙂 mówię o młodych koniach, niezajeżdżonych.
A że wszędzie można trafić źle to jasna sprawa, nawet najlepszy lekarz też może się pomylić. Ale oni tam obrabiają setki koni, typowe sprawy ich nie zaskakują.
lhp, imho naszych lekarzy tez nie zaskakuja, tylko priorytetem jest dupochron. Gdybym miala bliżej do granicy to woziłabym na tuv do DE, dostałabym opis z podpisem, pieczątka i byłoby o połowę mniej dowolnych interpretacji. W tym roku jesienia spróbuję sie zorientować czy w którejś z klinik w Warszawie jest opcja dostac opis, bo to w przeciwieństwie do Niemiec bardzo znośna odleglosc.
Ja szukalam konia w NL, jedna klacz mi sie mega spodobała, młoda co prawda, bo 4l, dostałam rtg i taka karteczkę ze no wszystko cacy. Wysyłałam do moich 2 wetow I każdy odpisal ze ma pięknego, książkowego szpata (rtg robione jako 3,5l) więc no to jak wszędzie, zależy jak sie trafi
Zmieniając na chwile temat. Szukam pomysłów. Budzety nie sa ograniczone, ale tylko świeże nasienie. Nie mamy infrastruktury na mrożonki.
1) ogier przekazujący dobry wzrost, dobry front - okrągła szyję z długą potylica, elastyczność, step, dobra głowę. Potencjalnie pod sprzedaż klaczy zrebnej ale tak, zeby alternatywnie mogl ten zrebak zostac do sprzedazy pod siodlem lub dla mnie. Mignęło mi, ze w Radzionkowie bedzie dostepny Found Boy. On jest mega grzeczny i jezdny, front ma śliczny, z resztą i Foundation i Fürstenball (ojciec i dziadek) maja bdb szyje - u Foundation i Found Boya jest troche ciezka, ale to raczej nie problem. Martwi mnie tylko wzrost, on jest masywny ale wcale nie taki wysoki. Orientuje sie ktos czy ma potomstwo? Albo macie inne pomysły?
2) ogier przekazujący dobrą górna linie, poprawiający uphill w budowie, dający galop pod górkę, poprawiajacy schwung od zadu. Nie muł do pchania i nie gapioch, nie chce mi sie jezdzic czworobokow uprzedzając aferę w kazdym kącie. Ma byc ojciec koni do sportu, niekoniecznie dajacy wow zrebaki, czy szczególnie spektakularne mlode konie. Wzrost tez jest otwarty, z tej rodziny sa wysokie i ramowe konie. Obecnie kandydaci to, kierujac sie logika, Total Hope, ktorego najstarsze potomstwo juz w Szwecji tupta Sw Jurka i Endorphin ktory sam robi mega dobre wrażenie ale nie ma jeszcze potomstwa pod siodlem. Ewentualnie Viva Gold, ale na nią ma troche za krótkie plecy i nie wiadomo czy bedzie dostępny świeży. Natomiast kierując sie oczami wyłącznie, uzylabym Dynamic Pur bo zaklada nogi na uszy i tak samo robią jego zrebaczki. Ale musze go jeszcze pod siodlem obejrzec. Jakieś inne pomysly?