Forum konie »

wodze i wodze pomocnicze

Meise ale niby jaka to jest inwestycja, komplet kosztuje jakieś 150 zł, jak jest promka to taniej. Btw nie rozumiem Twojego podejścia i rozumowania, bo tu nawet nie o Ciebie chodzi tylko o konia, rozerwanie wodzy to też uraz dla pyska konia. Dla mnie to jest zawsze priorytet, aby koń sobie krzywdy nie zrobił.
Meise, pierwotnie wytok wymyślono w tym celu, żeby można było na koniu wodze puścić i zająć się czymś innym 😉 A z wodzy polecam wodze z gumy amerykańskiej np. Daw-Mag.
espana, - tak jak też je uwielbiam, to one się totalnie nie nadają bez rękawiczek, przy spoconej ręce będą się ślizgać okropnie 😉
keirashara, ale nie obcierają dłoni i są mega mięciutkie 😉
Meise, Może nie wodze, ale mam taki napierśnik odblaskowy, który nie ma mocowania do siodła i żeby mi się z szyi nie zsunął jak koń łeb opuści całkiem, to go mam przywiązanego taką cienką gumeczką do kółka od siodła. Tak luźno, ale wystarcza żeby nie zjechał. Może wodze za sprzączkę też taką cienką gumeczką łapać? Co do rękawiczek to ja też jeżdżę bez, nie lubię w rękawiczkach po prostu. Lepiej czuję konia "na golasa". Wodze mam gładkie, skórzane, ale mi się nic nie ślizga, nawet jak koń się spoci. Miałam też jakieś parciane zwykłe ze stoperami, też jeździłam bez rękawiczek normalnie. Jedynie gdzie nie dałam rady bez, to jak dostałam kiedyś na rajdzie po pustyni takie grube parciane zjechane wodze, a miałam taką nagrzaną mocno berbero arabkę pod tyłkiem, no to tu faktycznie żałowałam że rękawiczek nie mam. Tak to ubieram dopiero jak poniżej zera się robi.
espana, - tak, są mięciutkie, ale nie wyobrażam sobie w nich jeździć bez rękawiczek 😂 No nie ma opcji utrzymania ich, wyjeżdżają z rąk przy minimalnym spoceniu dłoni. Czasami wsadzałam kogoś na swojego konia i wskakiwałam na chwilę coś pokazać, wiadomo bez rękawiczek i dramat, nie wyobrażam sobie całej jazdy tak.
keirashara, a no, mi się dłonie nie pocą. I jeżdżę obecnie w skórkowych cieniutkich rękawiczkach letnich. Ale jak poklepię konia po spoconej szyi to muszę wycierać rękawiczki o bryczesy 😉
Meise masz pasek dopinany do przedniego lęku? Ja co prawda zawsze unikam sytuacji gdzie spodziewam sie ze walne, ale jak juz taka była to wiazalam sizalem wodze za sprzeczkę do tego paska, na tyle luzno zeby kon na treningu wykonal zucie z reki i step swobodny (umówmy sie ze nie do ziemi na takim etapie). Sizalem bo sie szybko zerwie, a przy dobrej jakości ogłowiu to niestety szybciej sie mogą ulamac zeby u mlodego konia niż oglowie. Wydlubywanie resztek zlamanego tak mleczaka to nie jest fajny zabieg.
adriena, przecież ja tylko i wyłącznie pod tym kątem zadałam to pytanie - bezpieczeństwa konia. Gdzie Ty tam wyczytałaś, że chodzi o mnie? Właśnie z powodu troski o jego pysk i sytuację, w której on nastąpi na wodze a one nie pękną.
zembria, to ciekawy pomysł! Czyli wodze rozpiąć i mieć połączone tylko gumką na wyjazd w teren?
karolina, mówisz o strachołapce? (kocham tą nazwę 😁 ). Nie mam takiego paska, ale to też jakaś opcja.

Ale ta gumka łącząca wodze mi się chyba najbardziej spodobała. Ja ogólnie wodze już zamówiłam i chyba dzisiaj będą. Generalnie też jakoś często w terenie nie spadam (do tej pory dwie gleby i jedna wywrotka z koniem). No i dwa razy mój koń był łaskaw zaczekać na pańcię, a teraz poczuł zew wolności i zaczął dokazywać i szaleć po lesie. I wcale do stajni wracać nie zamierzał...
Swoją szosą w takiej sytuacji, gdy koń zaczyna się bawić w ciuciubabkę to może właśnie powinnam nie iść w jego stronę, tylko od razu się odwrócić i iść w przeciwną? Może to jakoś działa na końską psychikę, że zostanie sam i wilcy go zjedzą?
Mój jak się zorientował, że już go nie "gonię" to przygalopował dzikim galopcem natychmiast. Czy Wasze konie kiedyś postanowiły pohasać po lesie i co wtedy robicie?
Meise, nie. Mieć wodze normalnie połączone i dopięte za końcówkę gumeczką albo sizalem do oczka w siodle.
Meise, Dokładnie tak jak napisała Fokusowa, nie wadzi to podczas jazdy, a wodze nie spadną z szyi.
A, chodzi o to oczko z boku na napierśnik? (te, co są dwa po obu stronach?)
Meise, tak.
Meise, - mój się dziwi jak plecak spada i zwykle przychodzi sprawdzić co jest i dlaczego już na nim nie siedzi 😂 Natoniast z doświadczenia odławiania opornych gagatków na padoku to ganianie za nimi średnio działa. Jak jest żarty, to może cukierek w kieszeni i przekupstwo? Moje były uczone, że jak się klepię po udzie i przyjdą na ten dźwięk to jest cukierek w paszcze. Zwykle potem sam dźwięk wystarczał, a Grubciu to wręcz tupta sam jak mnie widzi (nie do końca bezinteresownie, bo zwykle jest łapówka w mordę na dzień dobry, ale jak nie mam też przylezie, to już siła nawyku, do stajennych też podchodzi).
Meise, Znalazłam w telefonie fotkę.
20210210_162527(1).jpg 20210210_162527(1).jpg
nie chce w nie inwestować chyba, pomyślę nad jakimś domorosłym sposobem, albo po prostu zaakceptuję ryzyko, że po glebie w terenie znowu będzie wesoło... odniosłam się szczególnie do tej części zdania.
Meise, koń, który luzem hasa po lesie jest zagrożeniem, chociażby w ruchu lądowym. W stajni, w której uczyłam się jeździć, koń po wywrotce w terenie uciekł na tory, wlazł na nasyp kolejowy i niestety nie przeżył zderzenia z pociągiem. Nie biegł w kierunku stajni, nie wiem, jakie konsekwencje poniósł właściciel zwierzęcia. Druga sytuacja, którą znam z autopsji skończyła się w sądzie, gdzie zeznawałam w charakterze świadka - koń przed zawodami na terenie organizatora wyrwał się i pogalopował do domu, również przez las, z lasu wbiegł prosto na drogę szybkiego ruchu prosto pod tira (na szczęście). Właściciel był rolnikiem i był ubezpieczony na taką okoliczność, ale trzeba było gęsto się tłumaczyć.
A Ty jesteś ubezpieczona od takich wypadków i co by się stało, gdyby twój koń radośnie hasając wpadł pod osobówkę wiozącą rodzinę z dziećmi?
espana, nie bardzo rozumiem intencję, wiadomo lepiej byłoby nie spadać i lepiej gdyby luzak nie wypadał wolno na asfalt, ale poza OC, to tak właściwie możemy liczyć tylko na farta, że taka sytuacja nie sptka akurat nas...
espana, no ja też nie do końca rozumiem intencję tej wypowiedzi. Nie spadam z konia specjalnie, żeby umożliwić mu wesołe hasanie. Tak naprawdę to bardzo się cieszę, że nie poleciał do stajni, bo już wykręcałam numer do właścicielki ośrodka, żeby mu otworzyć bramę, bo żeby dostać się na ten las trzeba przejechać drogę asfaltową. Nie chciałam, żeby po tej drodze biegał tylko od razu wbiegł na teren ośrodka. Ta myśl kosztowała mnie mnóstwo stresu, ale musiałam zachować zimną krew i w ogóle zobaczyć, gdzie on naprawdę pobiegł. Jakbym widziała, że np spanikował i pobiegł w kierunku stajni to natychmiast bym dzwoniła, żeby go łapać jeszcze zanim wbiegnie na drogę wzdłuż stajni.
Sytuacje, o których piszesz są okropne i przerażające, ale jedynym sposobem na uniknięcie ich byłoby jeżdżenie tylko i wyłącznie na zamkniętym placu / terenie stajni.

Niestety wyjazdy w teren wiążą się z takim ryzykiem. Jeżeli chodzi o kwestię ubezpieczenia to niestety nie mam, ale postaram się załatwić ten temat jak najszybciej.

zembria, dzięki za foto, kapitalny pomysł! O coś takiego mi chodziło 🙂
Meise, nie mam żadnych złych intencji, po prostu zdziwiło mnie twoje beztroskie przedstawienie tematu, niejako radość z tego, że koń hasa luzem po lesie, a Ty często w tym terenie się z koniem rozstajesz. Ja jeżdżę intensywnie 35 lat, nie pamiętam upadków w terenie, natomiast miałam kilka poważnych wywrotek ze złamaniami, i mimo wszystko nigdy konia nie puściłam.
Dziwię się, że tak to odczytałaś.
1. Po wywrotce z koniem uderzyłam się w głowę. Pomijam jak ekstremalna była to sytuacja (koń wywrócił się w pełnym galopie). Nie myślałam wtedy o trzymaniu wodzy, tylko o tym żeby przeżyć.
2. Spadłam na głowę na twardą jak beton wysuszoną glebę. Wyrwało mnie z siodła z taką siłą, że nawet nie wiedziałam kiedy spotkałam się z ziemią.
3. Ostatni upadek (czyli ten, który tu przytoczyłam w kontekście zabezpieczenia wodzy na końskiej szyi) - gruba gałąź wbiła mi się na wysokości brzucha podczas gdy koń maszerował do przodu. Oczywistym jest, że chwytałam się czym mogłam gałęzi (czyli obiema rękoma, więc niestety, ale nie udało mi się przytrzymać wodzy stopą 😉 ).

Wiem, że nie masz złych intencji 😉 Nie uważam, że te trzy sytuacje na przestrzeni prawie 6 lat posiadania tego konia to często (zważywszy jak często jeżdżę w teren od samego początku jak go mam, czyli 3-6x w tyg i że nie są to geriatryczne spacerki).

Ja jeżdżę od 26 lat i niestety, ale nie wyrobiłam sobie nigdy odruchu trzymania wodzy. Po prostu dla mnie każdy upadek to sytuacja wysoce stresowa i nie jestem w stanie myśleć wtedy o trzymaniu wodzy. Dlatego sposób zembrii z gumką jest świetny i zamierzam go wykorzystać, żeby chociaż trochę zabezpieczyć konia.
Meise, i super,że nie masz tego od ruchu. Można od niego utracić pół twarzy albo nos albo oko. Znam 3 takie sytuacje niestety i widzialam na własne oczy dwie z nich…
Perlica, potwierdzam. Jeszcze z efektow trzymania wodzy to sie zdarza wyrwany stozek rotatorow. Szczegolnie jak sie wodze zacisna na nadgarstku w locie.
espana, serio fajnie, że "nigdy nie puściłaś konia", ale czasem są gleby, że się ląduje się kilka metrów od konia, na plecy🙂 wierz mi, niczego nie utrzymasz wtedy.

Ja poszłam lonżować konia na łąkę i mi strzelił karabinczyk. Naprwdę jest masa sytuacji, gdzie pomimo najlepszego przygotowania i zabezpieczenia, może się coś zdarzć.

I tak jak piszą dziewczny. Jednak (nawet jak jesteśmy bardzo świadomymi posiadaczami konia i go kochamy) to najpierw własne bezpieceństwo, potem konia. najpierw ludzie potem zwierzęta.
Ja ostatnie gryzienie piachu zaliczyłam, bo nie puściłam wodzy 😉 nie wiem czemu upierałam się, że utrzymam odsadzającego się konia będąc jedną nogą w strzemieniu i drugą na schodkach. Zwiał i tak, a ja spektaklarnie połknęłam nieco kwarcu.
Zdarzyło mi się też pofrunąć na ogłowiu czy kantarze, bo konik miał w dupie to, że ja tam sobie wiszę 🙃
Czasem dużo lepiej puścić.

Co do heheszkowania z sytuacji - a co robić, płakać? U nas w rodzinie też robimy heheszki z tego, jak nasz rottewiller będąc jeszcze młodym i durnym potrącił auto i postanowił je w zemście ugryźć w oponę. Psu się nic nie stało, ale poszedł zderzak, maska, nadkole i opona. Wtedy nie było hehe w ogóle. Dobrze, że przynajmniej było to OC na pieseczka. Teraz jest hehe, bo wiecie, pies potrącił auto, nie auto psa 😉 i jest to też koronny przykład dlaczego wszystkie nasze zwierzaki mają OC.

Meise, - jak masz OC w życiu prywatnym to pakiet na zwierzaka często kosztuje grosze. Mnie mój koń wychodzi szalone 60zł rocznie - po podwyżkach, bo było 35zł 😉 Polecam mieć, na koniki, pieseczki i wszystko inne. Nawet jak się coś na stajni odwali, to idziesz do ubezpieczyciela i nie martwisz się hajsem. Nigdy nie miałam problemów z wypłatą, a mój koń z czasów zaprzegowych ma na sumieniu skrzynkę gazową 🙈 gdzie dosłownie chwilę przed mial wykupione OC.
keirashara, natchnełas mnie. moje jakiś czas temu wygasło, nie odnowiłam. I teraz kupię i na konia i na psa.
espana, To jest mega niebezpieczny odruch, trzymanie wodzy przy upadku. Mi też to zaszczepiono za dzieciaka niestety. To niebezpieczne, bo mega łatwo wtedy zostać przez konia podeptanym czy kopniętym. Siła rozpędu wciąga nas pod konia jak wodze trzymamy, a koń idzie dalej.
Perlica, potwierdzam. Jeszcze z efektow trzymania wodzy to sie zdarza wyrwany stozek rotatorow. Szczegolnie jak sie wodze zacisna na nadgarstku w locie.

Potwierdzam, ja sobie zerwałam w ten sposób stożek, goiło się długo i ciężko, odczuwam skutki do dziś.
zembria, dokładnie, ja też kiedyś trzymałam. Pamiętam jak mnie ogier przeciągnał po hali bo bałam się go puścić, ze poleci i jeszcze do innych koni. Już trochę to u siebie przewalczyłam, absolutnie nie trzymam i NIKT nie powinien trzymac. Własne zdrowie i życie najważniejsze.
Ja już też nie trzymam, kiedyś trzymałam. Obecnie mam konia który wali z tyłów w stronę tego czegoś obok niego, w takich sytuacjach więc jak coś to pełna gleba albo chodu w bok. Tutaj była dyskusja jak zabezpieczyć konia przed rozwaleniem sobie pyska jak jeździec spadnie.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się