Jeśli chodzi o astmę to jako takich dowodów nie ma ale są dane, gdzie potomstwo rodziców z astmą dawało duży odsetek chorych osobników (u ludzi też tak jest). cytrynaa, ja skomentuję to. Bo wlasnie jestem w fazie "uczenia się" rozróżniania wyników badań ilościowych od jakościowych.
Niestety nawet gdy 80% dzieci rodziców z astmą ma astmę nie oznacza to, że jest to choroba dziedziczna. Aby dane ilościowe mogły slużyć do wyciągnięcia takiego wniosku, trzeba by te dzieci odebrać po porodzie i umieścić w sierocińcu. i Po latach badać.
Chodzi o to, że w przypadku chorób z autoagresji prawie niemożliwe jest oddzielenie wpływu bezpośredniej genetyki od wpływy środowiska domowego.
A na astmę u ludzi mają wpływ przede wsyztskim pasożyty czy nadmierna ekspozycja na pleśnie i grzyby. czyli jest to dokładnie "środowisko" domu rodzinnego.
Innymi słowy, nawet jeśłi jest do czegoś "skłonnosć genetyczna", to najbliższe otoczenie w pierwszych dobach życia ma największe znaczenie dla tejże ekspresji.
Chyba jednym z takich wikszych "badań polulacyjnych", na podstawie którego wysnuto fałszywe wnioski przyczynowow skutkowe i niedawno obalono jest badanie populacji hinduskiej i rzekoma większa skłonność ludzi o tej etnice do zawałów serca. ... gdzie w badaniu pominięto kluczową kwestię, że religijnie spora częśc grupy badawczej jest vege (nie spożywa więc tauryny i niezbędnych aminokwasów i innych) a druga cześc nie spozywa tego samego z kryterium biedy. Jak zaczęto dopisywać do tabelek te zmienne (dodano pytanie w wywiadach rodzin) to nagle nie ma w zasadzie nadreprezentacji na tle populacji światowej.
Wieć warto w przypadku chorób tego typu u koni też stawiać różne, nawet na pierwszy rzut oka dziwne tezy i próbować je weryfikować.
Jasne. Tak samo o bo jej matka tak miała, może po prostu oznaczać, że w tej stajni są warunki sprzyjające rozwojowi astmy. Ale jak wyżej. Jak klacz ledwie dycha to jej nie rozmnażamy...
cześć, ostatnio mi super doradziłyście, więc spytam czy macie kogoś do polecenia do wykonania zdjęć pod TUV i przy okazji ich oceny, czyli najchętniej ortopeda, który dojedzie w okolice Kozienic?
Wkrótce ukaże się drukiem bardzo przydatna publikacja - napisana przez weta praktyka
Poradnik utworzony przez lekarza weterynarii dla właścicieli, opiekunów i miłośników koni. Inspirowany prawdziwymi trudnościami i wątpliwościami napotykanymi podczas terenowej praktyki klinicznej.
adriena, na Fb są zdjęcia i niektóe strony.
chyba takie fajne kompendium (coś jak encyklopedia z krótkimi hasłami wyjaśniajacymi) dotyczące jednostek chorobowych, metod badań i itd.
Jakiekolwiek by to nie było- fajnie, że się komuś chce.
Zbieram info o wetach, którzy są w stanie przyjechać do nagłego przypadku w weekend albo po 18stej, gdy jednak standardowe procedury pierwszej pomocy nie pomogą. Okolice Nysy/Ziębic/Kłodzka.
Kogo polecacie do TUV w okolicy Elbląga? Kiedyś został wspomniany w tym wątku dr. Piekałkiewicz, czy to nadal właściwy adres? A może aktualnie jest ktoś jeszcze godny zaufania?
Zastanawia mnie jak to jest, że klinika w Gęsicach ma kiepską opinię wśród znajomych z okolic Wrocławia, a znajomi z odległych krańców PL i nie tylko polecają?
Po wielu rozczarowaniach weterynaryjnych, w razie potrzeby po prostu dzwonię i mam pomoc !!! szczerze to, dr będąc w dalekiej podróży odpowiedział merytorycznie na sms i zaraz wysłał weta z kliniki bo "kobyła krzywo patrzyła" - w weekend!!!
Jeśli chodzi o cenę to, w mojej ocenie zapłaciłam dużo mniej niż za ostatnią wizytę u studentki (steryd, antybiotyk, 1L kroplówki, praca o 18stej z dojazdem ok 80km/jedna strona). Także mimo wielu odradzających głosów, muszę przyznać, że przy wielokrotnym olaniu przez tzw. wetów prowadzących, w ostatnich sytuacjach mogłam liczyć na pomoc z ramienia kliniki w Gęsicach.
A to nie tak, że dotyczy to wszystkich klinik? Ja byłam zadowolona z opieki w Buku a od znajomych usłyszałam, że chyba jestem nienormalna, że zawiozłam tam konia bo to najgorszy syf itd i tylko do Golonki albo Służewiec. Tymczasem z drugiej strony „tylko nie Golonka” i „wszystko tylko nie Służewiec” 😅 a w praktyce wiezie się tam, gdzie jest najbliżej miejsce. No ciekawe ciekawe, skąd takie rozbieżności 😜
Gillian, możliwe, choć na Buk mało osób marudzi- głównie chwalony jest zespół. Za to zagraniczni znajomi Niemcy i Czesi- konsultują i przywożą konie do Gęsic. Z racji braku już zaufania do terenowych panien doktor, zapakowałam z koniem i rachunek mnie nie zabił. Wszystko ze mną ustalane. Rzetelne omówienie wszystkiego (zaleceń, leków, wątpliwości). Mimo, że przyjechała laska zza stodoły z kosiarką- to nie byliśmy potraktowani byle jak.
Z moich / nie moich doświadczeń - nie odważyłam się jechać nigdy do Gęsic, pomimo, że dr Golonkę bardzo cenię jako specjalistę - bo za każdym razem jak wracał znajomy koń to rachunek był mocno oderwany od jakichkolwiek wcześniejszych wycen. I to nie, że doszły dodatkowe rzeczy ale po prostu kalkulacja na koniec wychodziła grubo inna za wyceniany wcześniej zakres. W Buku mnie to nie spotkało - choć nie mówię, że nie jest to możliwe - ale zawsze wycena równała się końcowemu rachunkowi - czy to na miejscu w klinice, czy w terenie. Dodatkowo nigdy nie zostałam w Buku czy przez samego dr Przewoźnego potraktowana gorzej mimo, że koń mało sportowy. Z innymi klinikami na szczęście nie miałam do czynienia - i mam nadzieję, że moje doświadczenia raczej nie będą się poszerzać.
Mam to samo doświadczenie co epk. W Buku cena była zgodna z tym co ustalaliśmy lub nawet niższa niż moje wyliczenia pi razy oko plus koń mało sportowy nie był gorzej traktowany. Co mając ślązaka zdarzało mi się niestety bardzo często.
No i jak odwiedzałam konia to był zadbany, nakarmiony, czysty itd, a nawet kiedyś pomyśleli sami i mi zorganizowali transport w bardzo fajnej cenie 🙂 bo ktoś wracał na pusto w moje okolice.
No, a nie z każdej kliniki konie wracały w dobrym stanie...
keirashara, A właśnie, CZYSTY! Byłam bardzo zdziwiona, jak odbieraliśmy młodego, po miesięcznym pobycie w areszcie boksowym u nich i był super czysty, jak wykąpany. On ma skarpety "po kolana" i część grzywy białą i to było wszystko białe-białe. No nikt nie musiał przecież go tam pucować, a jednak był wypielęgnowany i zadbany. Bardzo mi się to podobało, bo to znaczy, że nie stał ciągle sam, tylko jednak ktoś poza obrządkiem przychodził z nim pobyć trochę. Dla mnie to bardzo duży plus i dobrze świadczy o klinice.
Ps. o Buku piszę.
No, a nie z każdej kliniki konie wracały w dobrym stanie...
keirashara, to zależy nie tyle od kliniki co od konia i od tego co z nim jest robione. Kon przyzwyczajony do wyjazdow, odchodzenia od stada, jadacy na niebolesna diagnostyke pewnie w klinice nie schudnie. Jak jedzie na operacje/zabieg (nawet kastracje) jest dieta, obciecie tresciwego, areszt boksowy, to zawsze bedzie wygladac jak bida, bo chudnie i leci z miesni. Mocno chudnie tez mlodziez zabrana ze stada prosto do kliniki - czesto nie jedza, krzycza za innymi konmi. Nigdy mi nie przyszlo do glowy miec o to pretensji. A czyste wracaly zawsze, w sensie takiego ogolnego wyczyszczenia. Zabierania do myjki młodzieży sie nie spodziewam, od razu mówię co kon zna a co nie a moja mlodziez myjki nie zna.
karolina_, - ja pisze o koniach dorosłych, które były w klinikach z takich powodów, że używanie szczotki czy uczciwe karmienie było możliwe. Dla mnie to jasne, że jak koń leci interwencyjnie na operację kolki to wróci pociachany i pewnie chudszy 😉 Natomiast czasem ewidentnie brakowało kogoś, kto raz na trzy dni obleciał szczotką albo siano było mocno porcjowane.
O hardcorach typu zaniedbane rany i brak sterylności narzedzi przy zabiegu nie wspominając, bo to nie jest jakaś tam lekka wtopa, a patola, która nie powinna mieć miejsca.
keirashara, to przyznam, ze w warszawskich klinikach sie nie spotkałam z takim po prostu brakiem opieki. Mialam konie w Psucinie na planowe zabiegi i na Sluzewcu na nagłe i zawsze byl bdb kontakt z klinika a konie zadbane i nieodchudzone na tyle, na ile pozwalala ich sytuacja.