bera7 co do tego czy słuszne jest zatrudnianie kogoś kiedy sie nie mieszka na miejscu nie mam wątpliwości tylko nie wiem czy Gilian mieszka na miejscu czy nie 😉
rzepka ja też woziłam kozy w aucie ,kiedyś kucyka wiozłam w samochodzie , drogę przejechał dobrze tylko jak już go wypakowaliśmy to skupkał się w aucie 😁 Dziś niedziele i niestety nie można odpocząć ,czas rozpakować chleb z wczoraj 😵 przywieź siano i słomę na tydzień ,wróciłam o 3 w nocy i od rana do koni ,nie ma że boli 😉
katija, chciałam powiedzieć, ze zdjęcie auta było wczoraj jedną z atrakcji wieczoru w stajni 😁
ciesze sie, ze dostarczylam wam nieco rozrywki 😀 ja wożę zazwyczaj siano w samochodzie, już nawet nie sprzątam bo mi się nie chce 🙂
jak sprzedawalam honde to w calym aucie byli pelno slomy, a pod rantem bagaznika rosl jeczmien 😉 wczesniej tez rosl, ale moj p. poszedl i powyrywal 🤔 a kosic by juz mozna bylo... 🙁
laski, nie mieszkam na miejscu ani ja ani moja mama. Ale zdarza się, że siedzę tam przez tydzień a na każdy weekend to już obowiązkowo mamita się przenosi - czasem ten weekend trwa miesiąc 😀 no ale na stałe nie, obie pracujemy, mama mieszka z moją babcią w mieście 10 km dalej a ja wyemigrowałam jeszcze dalej. Tak wiec u nas pracownik jest niezbędny 🙂
Gillian, nawet gdybyś mieszkała na stałe i miała pracownika to nad słusznością trudno tu dyskutować. Mi bardziej chodziło o to, że sporo kasy na to idzie. Dlatego z mojego punktu widzenia dylemat czy zostawić konie na 2h same czy też zatrudniać kogoś nie istnieje. Po prostu nas nie stać. I dodatkowa osoba wchodzi w grę tylko "na dniówki" kiedy musielibyśmy wyjechać na cały dzień.
nasz pracownik nie bierze od nas kasy co tydzień, podałam uśrednienie. Jak potrzebuje to mówi ile i na co, dostaje i jest zadowolony 🙂 ilekroc rozważam zostawienie koni samych to dzieje się coś, co mnie o tego odciąga. Na przykład horda psów ganiająca konie po padoku. Kto by je odgonił jakby konie były same?
Gillian, ja mam specyficzne miejsce. Z dala od ludzi, okryte przed światem. Psy są moje 2 w domu kiedy my wyjeżdżamy i kundel sąsiadki na łańcuchu w dzień. Gdybyśmy oboje wychodzili na 9-10 h do pracy na pewno potrzebny byłby pracownik.
Ja też nigdy nie zostawiam koni samych na padoku ;jak nie ma nikogo to są w stajni. Boje sie ,że rozwalą ogrodzenie . Nawet do sklepu niedaleko nie wychodzę jak są na zewnątrz a jestem sama. Dlatego też nie wiele się ruszam z domu poza pracą. Nie przeszkadza mi to lubię swój grajdołek...
enklawa, u mnie nawet jak rozwalą ogrodzenie to pójdą na moje albo sąsiadów pola. Do lasu nie bardzo mają po co. Do drogi z większym natężeniem ruchu niż 1 auto/h mamy kilka km. Jak przy nas rozwalą ogrodzenie to też ganiać je trzeba będzie.
katija twój transport rządzi! 😀 to ja tylko z małą poradą: dobrze się wozi worki z owsem na przednim siedzeniu małego auta, tylko trzeba posadzić pionowo i zapiąć mu pas (temu worku znaczy 🙂 )
bera7, w stajni, gdzie mój koń był na pensjonacie zdarzają się regularnie ucieczki z padoku, tylko że jedna z takich wypraw okazała się dośc fatalna w skutkach - kobyła złamała nogę. Nie ma polu, nie na szosie, przed stajnią w zasadzie. Echh najlepiej by było nic nie robic tylko siedziec i patrzec 🙂
hmmm, a my konie zostawiamy na padoku czasem nawet na większość dnia. Jak wyjeżdżamy na chłopakach, to nas czasem po 8-10 godzin nie ma. Ale sąsiedzi są czujni no i ogrodzenia z siatki, a przed siatką pastuch 😉 Kiedyś moja młoda znalazła dziurę,- jak pracownik (z firmy, nie od koni) ładował trociny, a bramy tam nie ma żeby wjechać to siatkę zdejmował i nie przybił dobrze- sąsiedzi ją zapięli na linkę holowniczą i postawili u siebie w ogródku. Niestety młodej się przestało podobać jak się jabłka skończyły i biedni sąsiedzi musieli włamywać się do mnie, bo dziura się jej wepchać nie dało 😁.
Siwa nigdy mi nie uciekła. Powiedziałabym, że bardzo respektuje ogrodzenie, nie jest też typem kombinatora, by zasmakować wolności. Nie próbuje przeskakiwać, w ogóle nie przechodzi nawet po taśmie jak ta leży na ziemi, więc jestem spokojna, że zawsze ją zastanę na wybiegu.
ja mam 3hucuły- 2 klacze, które kochają uciekać, wałacha, który nie kombinuje, arabka- bardzo grzeczny i szanuje ogrodzenia oraz źrebaka- tu się zobaczy 🏇
ilekroc rozważam zostawienie koni samych to dzieje się coś, co mnie o tego odciąga. Na przykład horda psów ganiająca konie po padoku. Kto by je odgonił jakby konie były same?
Oooo to ja ci "pożyczę" mojego konia 😎 Gwarantuję, że żaden pies po pierwszym "locie" z padoku nie powtórzy próby ponownego wtargnięcia. Nasz pies bywa tolerowany. Bywa... bo jak: 1. biega 2. szczeka 3. za bardzo się kręci to następuje atak. najpierw pozorowany przodem (pierwsze ostrzeżenie), jeśli nie działa to w ruch idzie przód i w kombinacji z piruetem w galopie, przeniesienie ciężaru ta przód, kop z dwururki i ucieczka,... i ponowna salwa po zrobieniu kółka. Zawsze bardzo się boję, żeby jakieś psy się nie nawinęły u nas na padok. Z tego samego względu nie lubię jeździć na hali u nas jak psy innych pensjonariuszy biegają. No mimo najszczerszych chęci to "pies twój wróg" i jak się zaczynają ganiać to koń na nie poluje- ma być porządek.
hahaha, montana, chyba mnie przebila 😀 ja konie na padoku zostawiam. ale mam teren ogrodzony siatka, a wewnatrz tego wygrodzony pastuchem padok, wzdluz siatki rowniez. nawet jesli pastuch nie zadziala to konie i tak zostaja w obrebie posesji. jedna zelazna zasada- brama i furtka sa zawsze zamkniete. brame sie otwiera i zamyka od razu. nie ma sytuacji jaka obserwuje w niektorych domach, ze brama jest otwarta caly dzien, pomimo, ze konie teoretycznie sa oddzielone od podworka.
kiedys sie niesamowicie wscieklam. przyszedl, kiedy mnie nie bylo, policjant na kontrole, bo konie katowane, na sniegu stoja. i ten pan wszedl sobie do mnie na posesje. i nie zamknal furtki 😤 pomijam, ze chodzil sobie do stajni i do padoku zostawiajac slady na swiezym sniegu. kiedy wrocilam do domu bardzo sie zdenerwowalam, nie wiedzialam kto lazil i po co, a we wsi raczej lubiana nie jestem to i scenariusze rozne przyszly mi do glowy. zadzwonilam do mojego dzielnicowego (ktory sam ma konie 😉 ) i on powiedzial mi, ze byl policjant, w dodatku napisal notatke, ze konie zaniedbane itp. ale on juz to zalatwil z kolega. zapytal czy kolega w ogole konia widzial z bliska. i ze opierniczy go na czym swiat stoi za ta furtke. a to wtedy byla sytuacja bardzo nieprzyjemna, poniewaz nie mialam wtedy pastucha, tylko ogrodzenie z zerdzi, ktore moje konie namietnie albo wywracaly systemem zespolowym (czyli jedna kobyla brala ogrodzenie na plecy, a hersztu czolgiem je wywracal), albo cwana kobyla rozpracowywala "bramke" z zerdzi nawet jak byly powiazane najprzerozniejszymi systemami linek i sznurkow.
taaa, ja kocham pytania z cyklu: dlaczego te biedne konie stoją na dworze jak deszcz pada, powinny w stajni być zamknięte, albo biedne koniki, całe brudne z błota 🤣 Dodam, że mamy siwego araba, którego główną pasją jest zmienianie maści na karą 😁
AleksNever underestimate the possibility for things to improve in ways you cannot yet imagine - Karen Rohlf 23 stycznia 2012 08:20
Ooo to fajnie macie ... bramy, furtki ... kurcze my się bramy dorobimy za 10 lat chyba 😉. Póki co dla koni jest tylko ogrodzenie z pastucha. Fundusze nam nie prędko pozwolą ogrodzić 3,5 ha choćby siatką leśną ... na szczęście sąsiadów za płotem nie mamy, do drogi też jest kawałek, ale jest ... i bywa, że mam stresa bo konik sobie na "miasto" zjeść poszedł i obrał kierunek na Malbork ... Na szczęście raz tylko miałam krytyczną sytuację. Na samym początku kiedy je ( dwa jeszcze wtedy ) tu przywieźliśmy, Aleks się wybrał w podróż powrotną do pensjonatu ... Obeszło się koniec końców bez strat, ale postawiłam jednostkę wojskową w gotowość bojową. Dziś się z tego śmiejemy 😉. Teraz trzymają się podwórka, już przyzwyczaiły się gdzie ich dom. W planach jednak jest takie podwójne zabezpieczenie, ale to w planach. Póki co mamy inne niestety priorytety.
Co do masowego "pomoru" u nas jak ktoś obcy widzi, że konie leżą to się dziwi, że jak to ... koń jak pies się kładzie ? 😲 że nigdy nie widzieli jeszcze i czy mogą zdjęcia porobić ... Mnie to zawsze dziwi, że się można dziwić 😉.
A ludzie tutaj Ci najstarszej daty, autochtoni to jednak koniarze i ogólnie cieszą się i zajeżdżają, żeby popatrzeć, powspominać i powiedzieć, że fajnie, że za ich życia jeszcze konie do Pogorzałej wróciły ... to bardzo miłe jest 🙂.
EDIT: dopisek I jeszcze co do autochtonów i ich wspomnień ... to ludzie w bardzo podeszłym wieku są i wiele pamiętają. Niedługo może ich już nie być z nami, dlatego ja to bardzo lubię, kiedy nas odwiedzają. Wiele historii o okolicy od nich usłyszałam i o naszym domu bo on z 1879 roku i TYLKO oni pamiętają jak wyglądał kiedyś i dom i całe to gospodarstwo, niestety naznaczone już dziś ręką czasu i pomysłami pseudo architektoniczno-budowlanymi poprzednich właścicieli 🤔.
Konie mnie nauczyły, że to co dla ludzi znaczy "deszcz, wiatr, zimno, brrrrr.....chować się do ciepełka" dla koni wcale nie znaczy to samo. U mnie konie mają otwarte, pościelone boksy, zawsze mogą się schować, ale jakoś nawet przy najgorszej pogodzie stoją na dworzu 🤔wirek: A kiedyś dzwoni do mnie mój facet i mówi, że nagle przyszła burza, waliły pioruny, lał deszcz, grzmiało, wiało, wiec pobiegł chować konie, ganiał je 20 minut, cały przemókł do suchej nitki a konie w nosie wszystko miały. Od tamtej pory nigdy nie chowamy koni, bez względu na pogode, chcą to mogą się schować, jednak prawie zawsze wolą stać na dworzu...
To tak jak u mnie 😉 mam 2 koniki, z tym, że jeden woli się schować do stajni a drugi sterczy przed. Na początku się wkurzałam zwłaszcza podczas deszczu i wichury, bo ten przed stajnią ciągle mokry a ten w stajni suchutki 😉 Ale już przestałam się tym przejmować. Ja mam ogrodzony wybieg wokół stajni siatką leśną, bardzo dobrze się sprawdza, mogę spokojnie konie zostawić na cały dzień. W siatkę wplotłam taśmę biało czerwoną - ostrzegawczą żeby była widoczna po zmroku. Na wybieg ogrodzony tylko pastuchem wypuszczam konie tylko pod kontrolą, co prawda respektują pastuch ale zawsze coś je może spłoszyć tym bardziej, że często u nas polują więc wolę nie ryzykować.
U nie tylko pastuch a kuce od razu wiedzą kiedy prąd nie działa albo jest niewłączony. Durze konie nie są tak odważne żaby sprawdzać działanie taśmy. Ale raz mi sie zdarzyło ,ze kobyła zachaczyła nogą o taśmę podczas gonienia i poszła z ogrodzeniem... Moje znają dobrze drogę do Rynku ,wiec mogły by sobie spacer zrobić dlatego pilnuje zawsze. Otwartej bramy nie znoszę . Nie boję się zostać sama w domu niezamkniętym w nocy ale przy bramie otwartej nawet w dzień czuję się paskudnie... Nie tylko ze względu na psy i konie ale mam wrażenie ,że każdy może wejść i zrobić co chce ...
AleksNever underestimate the possibility for things to improve in ways you cannot yet imagine - Karen Rohlf 23 stycznia 2012 09:45
My na szczęście w polu jesteśmy, a o naszych psach widmach 😉 chodzą niestworzone historie w okolicy 😉. Przywykłam już do tego miejsca gdzie diabeł szepnie dobranoc 😉 i w sumie brama mi do szczęścia nie potrzebna, ale ze względu na konie fajnie by było posiadać dodatkowe ogrodzenie.
Mazia, kto wie? Wszak zimą jest zimno, pada śnieg, a "KUŃ" powinien stać wtedy w stajni ;p W dużej ilości gnoju, zeby było ciepło i w ciemności najlepiej. Karmienie - około wiadra na raz. Ewentualnie, dla oszczędności - nie karm wcale, nie pracuje. Nie ściel też, bo szkoda towaru 🙂
Żarty żartami, ale jak do nas przyjechała kontrola, to koniecznie boksy chcieli sprawdzać na wielkość. Problem pojawił się, kiedy panowie policjanci nie mieli zielonego pojęcia, jaki powinien być wyiar boksów 🙂 A ową przyjemność załatwił nam prawdopodobnie "pan znawca" 🙂