vanille, jesteśmy ciekawym zestawem, mamy podobne charaktery, czasem dogadujemy się świetnie, czasem jest koszmarnie. To nie jest tak, że szukam okazji jak tego konia się pozbyć, bo go uwielbiam, jednak brakuje czasami takiej prostej przyjemności, bez wkładania wielkiego wysiłku. Całus wiele mnie nauczył i uczy dalej, myślę, że nie mam z nim problemu, bardziej ze sobą, dlatego też, gdyby był to starszy, dobrze zrobiony spokojny tuptuś, egzystowalibyśmy sobie 'na luzie', bo ja bym się nie blokowała.
aleqsandra mi konie też zmieniły myślenie. Na pewno się wyciszyłam a ciągłe myślenie gdzie by tu pójść na imprezę zamieniłam na pobyty w stajni (chociaż dobrą zabawą oczywiście w dalszym ciągu nie pogardzę 😀iabeł: ). Poza tym nabrałam pewności siebie i zaczęłam z jeszcze większym opanowaniem podchodzić do studiów i ogólnie do życia. Jak pojawia się jakaś przeszkoda to zawsze zaczynam myśleć, że nie ma powodu do strachu - skoro radzę sobie z 600kg bydlakiem to nic nie jest dla mnie nie do przeskoczenia. Wracając do zakupu konia - ja jeżdżę bardzo krótko, zaczęłam dopiero na studiach kiedy zarobiłam trochę własnych pieniędzy. Póki co własny koń jest nierealny. Sam zakup nie byłby problemem, ale z utrzymaniem nie byłoby już tak różowo. A rodziców nawet nie miałabym odwagi prosić o wsparcie w takiej sprawie. Poza tym moje umiejętności są jeszcze zbyt niepewne, żeby brać na siebie taką odpowiedzialność. Wiadomo, człowiek by chciał, ale nie jestem dzieckiem, żeby podejmować taką decyzję, bo chcę i już! Tak to niestety wygląda więc na to szczęście będę musiała jeszcze trochę poczekać. Własny koń korci mnie z tego powodu, że jak już ktoś wspomniał szukam stałości. Chciałabym móc po ciężkim dniu pojechać do stajni wiedząc, że czeka na mnie ten sam koń, którego znam, po którym wiem, czego się spodziewać. Ze względu na to, że nie mam 13 lat i super perspektyw rozwoju ani jakichś sportowych ambicji chciałabym po prostu znaleźć spokój u boku jakiegoś fajnego konia, do którego zawsze będę mogła pojechać.
Muchozol dzięki za Twoją opinię. Wydaje mi się, że jak jest się niepewnym swoich umiejętności albo 'nieśmiałym' w postępowaniu z koniem to kluczem do sukcesu jest posiadanie zaufanej, bardziej doświadczonej osoby, która pokaże co i jak i czasem popuka się w głowę słuchając naszych opowieści. Niestety człowiek często sam się nakręca i spodziewa po koniu jakichś strasznych zachowań, chociaż zupełnie nie ma ku temu podstaw. Ale weź tu wytłumacz własnej podświadomości, że zaczyna przeginać 🤔wirek:
emptyline rozumiem, co masz na myśli. Jednak duża większość jeźdźców traktuje to zajęcie jako hobby i odpoczynek. Po ciężkim dniu każdy wolałby usiąść na grzecznego, posłusznego, spokojnego konia i pogalopować sobie w teren, beż żadnych niespodzianek. Niestety życie jest bardziej skomplikowane i konie często też. A wtedy przebywanie z koniem to już nie czysty chillout lecz także bardziej natężona praca, nad koniem i nad sobą. I chociaż jakieś postępy pewnie dają dużo satysfakcji to jednak czasem brakuje takiej beztroskiej, nie wymagającej ciągłej czujności jazdy. Myślę, że z czasem się na pewno dotrzecie i nie będziesz żałować tego wysiłku, który teraz wkładasz w Waszą pracę. A wymarzony koń, na którym będziesz się mogła całkiem odprężyć na pewno się kiedyś zmaterializuje - w każdym razie tego Ci życzę 🙂
Od razu przepraszam za brak polskich liter. Ja na swojego konia dlugo pracowalam i byla tez kupiona sercem,a nie rozumem-ja po ok.2 latach przerwy,ona z 3 miesiecznym doswiadczeniem. Cale szczescie,ze dobrze sie dogadujemy i nie mialam problemow. Za to zaczal sie inny-za rok koncze liceum i ide na studia, czasu juz teraz nie mam (kon jest w dzierzawie),a na studiach to juz w ogole. Tak wiec przed kupnem dobrze jest 2 razy sie zastanowic zeby nie bylo jak u mnie,ze jestem zmuszona konia sprzedac...
ekuss, zauważ, że wcale nie jesteś zmuszona konia sprzedać, ani nie jeździć 🙂 Ty wybrałaś drogę, na której z koniem nie po drodze. Albo dałaś komuś wybrać za siebie. Cóż, wybierać w życiu trzeba, nie sposób mieć ciastko i zjeść ciastko. Jeśli ktoś woli stabilizację niż pasję życia to faktycznie konie to nie bardzo. Rozumiem chyba twoje motywy, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jesteś "robiona w konia" 🙂 przez dorosłych. Ja tam zrobiłabym wiele, żeby nie niszczyć marzeń własnego dziecka, samo życie "przykroi je na miarę".
ekuss to strasznie przykre. Jednak dwa lata to już kawał czasu... same studia da się jakoś z jeździectwem pogodzić ale jeśli masz jeszcze jakieś inne zajęcia to już może być ciężko. Zresztą sama najlepiej znasz swoją sytuację. Czasem trzeba schować własne 'widzimisie' do kieszeni i pomyśleć, co dla ogona będzie najlepsze. Bo bez sensu trzymać konia jeśli będzie stał całymi dniami nieruszany (chociaż on pewnie nie miałby nic przeciwko 😁 ). Masz już jakiegoś kupca? Osoba dzierżawiąca nie jest zainteresowana nabyciem?
Muchozol ja jestem na IIIroku i też bym na konia czas znalazła. Obecnie 3 dni jestem w stajni i daję radę. A co do skłonności do przesady - rozumiem, też mam bujną wyobraźnię. Obecnie w obu stajniach gdzie jeżdżę konie są spokojne więc wyluzowałam się całkiem, ale we wcześniejszej stajni miałam z tym problem. Część koni podgryzała i straszyła i nie powiem, że potem mi wyobraźnia trochę za bardzo zaczęła pracować... wszędzie widziałam zagrożenie
Czas mocno się da rozciągnąc 😉 Ja mam studia dzienne na medycznym kierunku w jednym miescie + praktyki poza zajeciami caly czas, konia 200 km dalej i w tej stajni pracuje dorywczo (ok pół etatu czasowo wychodzi), zimą dodatkowo jeździłam 5 koni + wszystkie prace stajenne (łącznie z obornikiem). Jestem tam 3-4 dni w tyg, pozostałe dni na uczelni 🙂 W miescie gdzie studiuje tez jezdze konno. Średnią mam zawsze w granicach 'stypendialnej' wiec nie jest tak ze zawalam studia. Da sie i już nie dam sobie wmówic rezygnacji z marzen i mojego specyficznego życia 😉
Evson to chyba jakoś zaginasz czasoprzestrzeń 🤔 szacun! Poza tym podziwiam, że chce Ci się dojeżdżać te 200km tydzień w tydzień... ja do domu mam ok. 280km i w ciągu roku akademickiego to może 4 razy mi się uda wpaść
Jeździc mi sie chce bo lubie jeździc autem 😉 A tak serio, nie odczuwam tego jako udręke, raz na 5 miesiecy (przetestowane) potrzebuje jednego dnia wolnego i tyle. Jest zupełnie ok, w stajni bywam czasem po 15 godzin jak mam sama stajnie na głowie, przestawianie się póxniej na tryb 'studia', szpital, przychodnia jest trudne.. Ale moim zdaniem- jesli ten kon nie jest na siłe to DA SIE, jesli mamy motywacje na tyle dużą do takiego życia to reszta jest tylko odpowiednia organizacją czasu 🙂
W sumie przy okazji tu weszłam a tu taki Ciekawy temat😉
Wszystko zależy moim zdaniem od tego czego ktoś potrzebuje/oczekuja na danym etapie i na jakich ludzi/konie trafia na swojej drodze. Ja mimo, że moje jeździeckie życie to trwa już ponad 10 lat swojego konia nie miałam bo póki co udaje mi się trzymać mojej idealistycznej wersji o świadomej decyzji i kupnie w odpowiednim momencie odpowiedniego zwierzaka, czy mi się uda tego momentu doczekać się okaże.
Ale chciałam dodać, że wszystko zależy od sytuacji, bo ja tak naprawdę poza sporadycznymi momentami, chwilami załamania itd braku swojego konia póki co nie odczuwam, ale to wszystko dzięki temu, że trafiłam w swoim jeździeckim życiu na wspaniałych ludzi, którym mnóstwo zawdzięczam i dzięki którym mam możliwość pracy z kolejnym już koniem czując się jakby był mój własny. I póki co obecna sytuacja bardzo mi odpowiada, ale ja mam żyłkę sportowca, ogromną potrzebę rozwoju, oczywiście cieszy mnie również samo obcowanie z końmi, zajmowanie się nimi, ale uwielbiam wytyczać sobie cele, powoli do nich dążyć, robić kolejne kroki naprzód i strasznie lubię pracować z końmi 'problemowymi' (uczyc, naprawiać itd itp o iel jest to w moim zasięgu umiejetnościowym :kocham🙂. Tak więc bardzo, bardoz doceniam fakt, że mogę jeździć na różnych koniach, mając jednak przez cały czas jegnego 'podstawowego' na którym mam możliwość rozwoju i startów. Nigdy nie zastanawiałam się co by było gdybym kilka lat temu, gdy miałam na to ogromną ochotę, kupiła (czyt wyprosiła u rodziców wówczas) swojego konia. Obawiam się, że wcale na dobre by mi to nie wyszło bo raczej nie byłoby mnie stać na super maszynę zorbioną, gotową - wsiąść i jechać. Pewnie kupiłabym konia, z którym trzebaby odpowiedni pracować i pewnie sporo bym popsuła, bo i finansowo mając na utrzymaniu koina nie mogłabym sbie pozwolić na taką instensywność treningów jak to było nie mając własnego zwierza.
Tak więc w gruncie rzeczy na pewno swojego konia na przestrzeni mam nadzieję kilku najbliższych lat będę chciała bo jednak co swój to swój 😍, ale z drugiej strony przeszłam dobrą szkołę życia jeżdżąc na różnych tuptusiach i nie tylko, bo każdy przepracowywany problem z koniem poprawia w czymś moje umiejętności, a satysfakcja niezastąpiona🙂
Evson szacun :kwiatek: ale doskonale Cię rozumiem🙂 , zaś nie do końca właśnie rozumiem ekuss, jasne wiem, że są różne sytuacje ale nigdy przenigdy nie zrozumiem 'muszę sprzedać bo nie mam czasu' nie wiem czy ja jestem jakaś nienormalna czy coś, ale po prosu jestem uczulona (prosz nie bierz tego do siebie, bo piszę ogólnie) na takie mówienie. Zrozumiem "muszę sprzeda bo tak chcę, bo podejmuję takie dezyce, zmieniam priorytety, bo nie chcę byc cały czas zabiegana, mieć obowiązku it it[" ale własnie tak jak Evson pisze jak się ma odpowiednią motywacje to naprwadę się da 🏇
Ja już jestem na finishu moich studiów i już w ogóle dla niektórych było dziwne, że zdecydowałam się dojeżdżać prawie 50 km na uczelnię codziennie zamiast się przeprowadzić. Oczywiście wszyscy mówili, że w ogóle to tymi dojazdai będę zmęczona i będę miała dość po semestrze, ja tam nie dość, że sobie i z dojazdami poradziłam to i u koni byłam regularnie średnio co drugi dzień. Przy okazji działając w kole naukowym, biorąc stypendium tak więc studiów nie zawalałam. Na 3 roku jeszcze pracowałam jako instruktor więc wogóle było wesoło bo albo zajęćia do późna albo zajęcia+ jazdy, w weekendy to samo, ale nie żąłuję. Potem był kolejny etap czyli zachciało mi sie drugiego kierunku i wtedy to już nawet tata retorycznie się pytał, czy z koni to zrzygnuję na ten czas, ale oczywiście nie zregydnowałam. Więc moim zdaniem dobra motywacja i dobre zagospodarowanie czasem może sprawić cuda bo naprawdę jeśli mi się udało połączyć dwa dzienne kierunku, dojazdy po 50 km i bycie w stajni co 2 dzień (często codziennie) - nie tylko aby pojeździć ale i jeszcze nakarmić całą stawkę ponad 20 koni, ogarnac wszystko, a przy okazji mieć jeszcze całkiem sporo czasu dla siebie, dla rodziny i dla psa to nei ma rzeczy niemożliwych🙂
Magdzior podziwiam, takie życie wymaga dobrej organizacji i sporej samodyscypliny ale jak widać przy odrobinie chęci da się. Ja ciągnę jeden kierunek + stajnia i czasem jest mi ciężko. Ale to kwestia tego, że nie umiem spiąć tyłka kiedy trzeba i przysiąść do nauki tylko tracę czas na głupoty (np. komputer). Wracając do tematu... jakoś na samym początku mojej jeździeckiej przygody usłyszałam od kogoś, żeby w miarę możliwości jeździć na jak największej liczbie koni. Wtedy tego nie rozumiałam. Wydawało mi się, że lepiej 'ogarnąć się' na jednym a potem ewentualnie coś kombinować na innych. Teraz jednak widzę sporo racji w takim rozumowaniu. Jednak każdy koń jest inny i to, że na jakimś wybranym umiemy w miarę jeździć nie znaczy, że jesteśmy dobrymi jeźdźcami tak w ogóle. Wystarczy przesiąść się na konia bardziej upartego, znieczulonego, wybijającego i już pojawia się problem. Jeżdżąc różne konie nabywa się jakiegoś ogólnego 'obycia' w temacie, spotyka się z różnymi zachowaniami i reakcjami koni, różnymi temperamentami itp itd. Potem wsiadając na jakiegokolwiek konia człowiek jest w stanie w ciągu kilku pierwszych chwil odnaleźć się w sytuacji i po prostu jeździć. Na pewno zdobyte teraz doświadczenie zaprocentuje, jak już dorobisz się własnego zwierza. A jeśli dodatkowo pracujesz z trudniejszymi okazami to już chyba mało co będzie w stanie Cię zaskoczyć 😀
vanille u mnie po prosu jest tak, że czym mam więcej czasu tym więcej potrafię go zmarnować, bo miałam taki krótki czas chyba ze 2 miesiące jakoś na piczątku studiów przed sesją stwierdziłam, że ja się uczyć będę i trochę odpuszczam konie, załatwiłam w stajni zastępstwo do jazdy nawet na koniu, którego wtedy jeździłam i miałam się niby uczyć a i tak było jak było i nauka była po nocach bo ja tak lubię i tak umiem🙂 a wciągu dnia własnie był kopmuter i udawanie przed samą sobą, że coś robię. A teraz jak wiem ,że np kończąc ok 16 po prostu muszę zdążyć na pociąg ok 16:30 żeby 17:30 być na dworcu dojechać do stajni i wsiąsc na 18 - pojeździć do 19, nakarmić do 20 i max 20:30 jestem w domu🙂 gdzies ok 22 zaczynam naukę, kończę mniej lub bardziej po północy i sie da. Tzn teraz mam luxniej bo już własnie ostatni semestr i jakoś zajęć mniej, czasu więcej i nie umiem się ogarnąć ... 😡
A co do koni to święta racja, jak ja sobie przypomnę niektóre konie 'zwykłe rekreanty' z którymi pracowałam i jakie szalone plany 'startowe' miałam to aż samej śmiać mi się chce bo teraz widząc ten "Potencjal" i zdając sobie sprawę z możliwosci dalszego 'rozwoju' a raczej jego braku z danym koniem chyba bym sobie odpiuściła, ale wówczas było to świetną nauką, a jaka później mnie satysfakcja ogarniałą jak ludzie jeździli na tych rekreantach i mówili jakie one fajne się zrobiły i jak im się lżej, lepiej jeździ, normalnie jak 'miszcz' świata i okolic się czułam 😜 Super doświadczenia, ach jak miło się wpsomina ale chyba od tematu odbiegliśmy, ups.. 😡 Tak jeszcze co do koni to z biegiem czasu zauważam, że z każdym kolejnym przesiadka na innego staje się już coraz łatwiejsza i coraz szybciej się człowiek przyzwyczaja do 'nowego' i myślę, że gdybym te 6-7 lat temu kupiła konia i jeździła teraz cały czas na nim to owszem gdyby był fajny i z potencjałym może sportowo i obiektywnie byśmy zaszli dalej niz obecnie jestem, wyniki na pewno byłyby lepsze ale umiałabym jeźzić na tym jednym koniu, bez tego doświadczenia, które mogłam zdobyć w tych wczesniejszych latach🙂 i juz uciekam i nie ciągne OT...
Niestety jestem w takiej sytuacji,ze u nas ciezko wynajac boks z karmieniem+wyprzataniem i to wszystko sama musze robic. Nikt mi tez konia nie wypusci,a bez sensu by stal non stop w boksie. Do tego do uczelni mam 40 min w jedna strone...
halo racja,ale niestety moi rodzice w ogole byli malo przychylni jak konia kupilam,a teraz chca bym jak najszybciej sprzedala... najgorsze jest to,ze sama na nia,na sprzet i utrzymanie zarobilam,wiec tym ciezej mi sprzedac,bo wiem ile na to pracowalam by spelnic marzenie o wlasnym koniu...
Masz już jakiegoś kupca? Osoba dzierżawiąca nie jest zainteresowana nabyciem?
Kupca nie mam-chce zeby byla w dzierzawie do konca stycznia,potem ja zabieram do naszego osrodka i tu bede szukac nabywcy,bo jednak blisko stolicy i osrodek ogromny,a ona to na takim wygwizdowie jest,a dzierzawca ma ponad 20 wlasnych koni i nie bardzo do kupna jest...
Co jeszcze moge dodac-wakacje,swieta i weekendy odpadaja jesli chodzi o konia,bo pracuje i jeszcze teraz mam nocki (wlasciwie to wlasnie w pracy jestem),do tego ucze sie 4 jezykow obcych,do tego bede kursy robila,ktore mi pomoga w zdobyciu dobrej pracy w przyszlosci i mam jeszcze psa,z ktorym trzeba wyjsc itd. Ewentualnie postaram sie znalezc kogos do platnej dzierzawy,spisze umowe na czas studiow i tyle... Na razie poczekam az uplynie 10 miesiecy jak bedzie u obecnego dzierzawcy,potem biore ja do nas i jesli znajde kogos lepszego to ja dam znowu w dzierzawe,a jesli nie....no coz
A ja doskonale rozumiem ekuss, - nie zapominajcie, ze Islandia to nie Polska, nam sa inne standarty, inne pojecie na temat konia i to niekoniecznie na plus.
Nie zapomnijmy, ze nie kazdy jest jak Evson-Chuck Norris, zeby dawac sobie z wszystkim rade, wiele osob zawala calkiem dobry start na zycie, dlatego, ze mimo checi i zawziecia nie ogarnia tego wszystkiego. Wiele osob rowniez organizuje sobie przyszlosc pod konie, mimo, ze (z roznych przyczyn) nie jest to najlepszy pomysl. Pasja owszem, jest w zyciu wazna, ale nie zawsze nakarmi, nie zawsze wyleczy, nie zawsze splaci rachunki. Sam kon tez jest jednym, wielkim rachunkiem i tez trzeba pomyslec, jak go utrzymac, jak zapewnic JEMU wygodne zycie. Bo przeciez nie zostawimy go w boksie na cale miesiace, badz na lace w ciagu zimy bez zadnej opieki tylko dlatego, ze ktos ma pasje i brnie w posiadanie konia mimo bardzo niesprzyjajacych warunkow.
W mojej poprzedniej pracy moj dzien wygladal tak: Pobudka - 5.00, 5.30 - moj kon, 6.30 - praca (30 min drogi samochodzem) 18-19 powrot z pracy do mojego konia, 20 - 21.30 dom. Dawalam rade? Dawalam, i to przez dlugie miesiace. Ale kon nie lubil takiego traktowania - nie lubil wczesnych pobudek, jazd pozna noca, braku terenow (bo jak jezdzic po polu po ciemku), tego, ze ciagle sie gdzies spiesze, ze robie wiele rzeczy na szybko. Niby stajenna go wypuszczala na lake w ciagu dnia, ale nie dawala sobie z nim rady. Po paru tygodniach mialam sfrustrowanego konia. Kiedy organizujemy sobie bardzo intensywne zycie, miejmy pewnosc, ze naszemu koniowi tez takie cos bedzie pasowalo i ze mamy odpowiednie zaplecze na takie cos.
ekuus, nie potępiam broń boże Twojej decyzji, ale wydaje mi się, że tłumaczysz wszystkimi możliwymi czynnikami to, że zwyczajnie zmieniłaś priorytety i nie chcesz się na razie cackać z koniem. Żeby nie było, nie ma w tym broń boże nić złego wg mnie. Rozumiem, problem pt. sprzątanie i wypuszczanie. Z drugiej jednak strony, jeśli zawsze dawałaś radę, a tak bardzo Ci na koniu zależy, to teraz też możesz. Przecież chodzisz do szkoły - to chyba masz na to czas, co się zmienia? Dojazd? To się da przeskoczyć, serio, trzeba tylko trochę wcześniej wstać. Rozumiem, że możesz nie mieć na to ochoty, ale patrząc obiektywnie, nie wygląda to jak przeszkoda nie do pokonania. Nie mniej jednak, ja osobiście pewnie też bym się nie zdobyła na taką drogę, dobrze, że u nas koniem pod moją nieobecność się zajmą, mogę wtedy jeździć do pracy, szkoły i stajni, choć czasem i tak marzą mi się wolne weekendy pożytkowane na zwykłe leżenie brzuchem do góry.
Wczesnym wstawaniem można się wyrzygać. Że tak powiem. I zemdleć zrzucając siano ze stodoły. 😉 Od roku organizuję kilka rzeczy na raz i jest w porządku, nie jestem uwiązana, ale... pół roku studiowania, wstawania o 5 i dwugodzinnych dojazdów, teraz kolejne pół roku studiowania dziennie 60 km od domu+pracowania w weekendy potrafi naprawdę dać w kość. Tyle dobrze, że w czerwcu będę miała samochód, zaoszczędzę dużo czasu i uda mi się wszystko tak pogodzić, żeby nie paść na pysk. Umiem zapieprzać, ale też trzeba wiedzieć w imię czego się zapieprza.
Już nie mówiąc, że wczoraj poczułam, że coś mnie omija. Paskudne uczucie! I zamierzam to zmienić. Pogodzić można wiele rzeczy, jasne, ale - jeśli nie ma kasy i pomocy - to nie da się wszystkiego pogodzić.
Mam swoje dwa konie u rodziców na gospodarstwie i wszystko robię przy nich sama, nikt mi nie pomaga. Do tego pracuję zawodowo od poniedziałku do piątku od 7.30do 15.30. Mam jeszcze młodego psiaka, którym się sama zajmuję. Skończyłam studia, studium, kurs instruktorski, parę innych kursów i "od zawsze" miałam konie i jeździłam. I da się wszystko pogodzić i niczego nie zawalać. Tylko to kosztuje wiele wyrzeczeń. Moje życie to konie,pies i praca, na nic innego nie mam czasu. Mąż pracuje w Norwegii, więc jestem tutaj sama ze wszystkim. Ale da się, jest ciężko ale się da wszystko pogodzić i fajnie rozplanować. Ja kocham swoje konie i życie z nimi, uwielbiam też swoją pracę (w przedszkolu) i nie wyobrażam sobie żyć inaczej. I fakt, czasami można paść od rannego wstawania, ja wstaję codziennie o 5 rano i nie ma zmiłuj. Ale dla chcącego nic trudnego. Jak ktoś się decyduje na kupno konia, na wzięcie na siebie takiej odpowiedzialności jaką jest posiadanie konia, to powinien sobie wcześniej wszystko dokładnie przemyśleć, czy da radę i czy będzie w stanie z czegoś zrezygnować na korzyść czegoś innego.
...to się nie da. Jeszcze bym dodała jak są warunki że konia można zostawić na dzień dwa i mieć pewność że mu nic nie będzie to też sie da. Fajna dyskusja się wywołała 🙂
ikarina,ekuss, rozumiem powody, motywy, uwarunkowania. Podziwiam ekuss za zdrowy rozsądek, odpowiedzialność, samodzielność itd. Sama (co jakiś czas 🙂😉 uważam, że "konie to ZUO" - zależy jakie priorytety. Nie koń (sprzedaż, dzierżawa) mnie martwi - ekuss zorganizuje wszystko na tip-top. Sytuacja ekuss mnie martwi. Fajnie być szybko dorosłym, ale czy aż tak? OK, Islandia i tak nie daje takich możliwości jeździeckich jak ekuss by się marzyły. Islandia jawi mi się jako kraj "surowy" - trudnych warunków geograficznych, kraj który MUSI być wypełniony pragmatycznymi i praktycznymi ludźmi - tak dyktuje natura. Bez sentymentów. Sytuację z koniem/zdawaniem sobie sprawy z uwarunkowań i rzeczywistości, brak"stąpania po tęczy" oj, rozumiem aż za dobrze. Tylko tu nie o konia już chodzi, ale o całą wizję życia. Już bym wolała być głupia z powodu swojej pasji, z powodu dyktatu Własnej osobowości niż być głupia z powodu zręcznego wtłoczenia w schemat Cudzych potrzeb, oczekiwań, cudzej wizji świata. "Co pomoże człowiekowi, jeśli cały świat zyska, a na swojej duszy szkodę poniesie?" Ekuss - projektujesz teraz całą swoją przyszłość. Koń zniewala, uniemożliwia pełną swobodę wyborów. Ale, obawiam się, ludzie i okoliczności zniewalają cię bardziej 🙁 Myśląc o przyszłości myśl szeroko, żebyś była szczęśliwa - kiedyś tam. Naprawdę szczęśliwa, spełniona. Pokazałaś nam tu dużo siebie. I jakoś nie widzę cię jako islandzkiego celnika 🙂 cieszącego się całą gębą ze swojego życia. Jesteś młoda, świat stoi przed tobą otworem. Zrealizowałaś swoje marzenie, udowodniłaś co niemiara sobie (i innym) - co ci może w czymkolwiek przeszkodzić? "Mierz siły na zamiary, nie zamiar według sił" akurat do ciebie pasuje (gdy zazwyczaj - odwrotnie). Romantyk z natury nie stanie się skrajnym pragmatykiem, żeby nie wiem co. Tzn. stać się może, ale czy będzie z tym szczęśliwy?
To bardzo ważny problem, ogólnie. Ile (i kiedy) - ustąpić światu? Ile (i kiedy) - walczyć o siebie?
ekuss, Ja wierzę, że zrobisz tak, jak dla was obu będzie najlepiej. Ja Cię widzę jako islandzkiego celnika, który w wolnym czasie jeździ konno. Wszystko się da, jak się bardzo chce.
Jak uważacie: Jaka może być rozsądna cena za kuca/małego konia, który ma być tylko spokojnym, posłusznym człapakiem? Bo może ja nie jestem obiektywna...? Może być nastoletnim NN-em, byle spokojnym, poruszającym się niespiesznie w 3 chodach, zdatnym do sporadycznych oprowadzanek, czy lonży. Nic poza tym. Czy ja zwariowałam, uważając że 4-5 tys. za takiego kuca/małego konia to za dużo?
Rozmawiałam wczoraj z rodzicami. Coś chyba jednak zrozumieli i w poniedziałek jadę do Frigg. Jeśli nie będzie to taki dom jaki dla niej chciałam to rodzice powiedzieli,że ją zabieramy 🙂 No i jest nowy plan. Chyba mi brakowało czyjegoś wsparcia,takiego mentalnego. W lutym uzgodniliśmy,że Frigg wraca do nas i będzie do wakacji. Jeśli się uda to pójdzie do dzierżawy do jej hodowczyni (która mieszka 5 min ode mnie i o konie dba lepiej niż o siebie- nic im nigdy nie brakuje-świetne siano,ogromne pastwiska,kowal i weterynarz na czas),a jeśli będzie miała za dużo koni to do mojej koleżanki,która jako nieliczna nie siodła na zadzie,interesuje się tym czego się używa za granicą i jest otwarta na nowości (a nie-,,tylko metody islandzkie są słuszne"-jako ciekawostkę mogę powiedzieć,że Islandczykom długo zajęło przyjęcie ziemniaków w tym kraju,bo uważali,że ich nie chcą,bo to nie jest warzywo islandzkie-co było głupotą,bo ziemniak praktycznie wszędzie wyrośnie i z jednego masz 20,ale nie,bo nie islandzkie). Póki mi został rok w liceum to dam jakoś radę,a potem pójdę na studia i zobaczę,ale chcę by chociaż przez pierwszy rok była u kogoś. Do tego teraz mam już własny samochód,a wcześniej musiałam dojeżdżać autobusami (+dojść na piechotę kawałek,a na Islandi jak wieje to tak naprawdę 😀 +100 km na godzinę),a rodzice mi za bardzo dawać nie chcieli ,,bo śmierdzi".
a ja tutaj czegoś nie rozumiem... przecież nie od wczoraj wiadomo, że ekuss idzie na studia, tak? A jeszcze nie tak dawno temu miał być kupowany drugi koń, "dla taty", a już naprawdę całkiem niedawno frigg miała być zaźrebiana, teraz nagle sprzedaż z powodów, które przecież nie wynikły nagle?
Nieprawda (że wspomnę o paście do zębów, to jeszcze d przejścia i... parasolu w d* 😀iabeł: - tu gorzej). Np. ekuss może wywieźć konia z Islandii ale nie może z nim wrócić. Każdy wybór jest dobry, jeśli jest nasz własny, oparty na całości oglądu świata i siebie.
dla mnie też nie jest wytłumaczeniem brak czasu czy kasy.
wystarczy powiedzieć szczerze: już nie chcę.
miałam zagrożoną ciążę i tatuśka, który nas zostawił, permanentny brak pieniędzy, 12 koni, gospodarstwo w trakcie gruntownych remontów, wiele innych zwierząt. fundacja zbierała miesięcznie 300zł, więc zwierzyniec był utrzymywany niemal wyłącznie moją pracą. ciężko nadal bywa, ale to jest moja droga w życiu.
utrzymanie konia można odpracować. można znaleźć współdzierżawcę. można wiele.
jeśli się nie chce, to nie da się nic. tylko po co ściemniać? stara już jestem, dlatego miałam niejedną okazję się nauczyć - grunt to być szczerym wobec siebie i innych. ciągle uczę się mówić, że coś mi nie pasuje, ale to naprawdę poprawia jakość życia 🙂 mniej czasu tracimy na wymyślanie wytłumaczeń na okrętkę! a że niektórzy tego nie zaakceptują z przyklaskiem? cóż, lajf is brutal
a ja tutaj czegoś nie rozumiem... przecież nie od wczoraj wiadomo, że ekuss idzie na studia, tak? A jeszcze nie tak dawno temu miał być kupowany drugi koń, "dla taty", a już naprawdę całkiem niedawno frigg miała być zaźrebiana, teraz nagle sprzedaż z powodów, które przecież nie wynikły nagle?
Ja miałam nie iść właśnie na studia tylko za rok zacząć pracę. Chciałam kupić drugiego konia-miałam taki okres przez bodajże 2 miesiące po czym stwierdziłam,że to już skrajna głupota. Frigg miała być zaźrebiona właśnie ze względu na brak czasu (byłaby wtedy przez większość roku na pastwisku),ale zapomniałam,że mi się zrobią 2 konie i to już będzie większy problem...
Ostatnio myślałam nad zakupem konia - mojego nowego konia, mojego prywatnego, własnego, nie do szkółki ani dla córki, takiego tylko na którym ja będę mogła jeździć, pięknego karego ogiera z długą grzywą, do ujeżdżenia, który będzie umiał ciągi i piaff. A potem pomyślałam - Kurczę, i co ja z nim zrobię? Ledwo wyrabiam z pracą, szkółka ciągle stoi i muszę jej pilnować, moja córka sama też się nie upilnuje, 15 koni też. Na konia wsiądę ze trzy razy w tygodniu, a że musiałby to być ogier, bo tak sobie ubzdurałam, to i tak źrebiąt nie planuję, tylko by się napalał na kobyłki, a rezultatu by nie było. I tak moje marzenia o rączym ogierze przerodziły się w zakup miniaturki miniaturki szetlanda - kosiarki 😀
Jak uważacie: Jaka może być rozsądna cena za kuca/małego konia, który ma być tylko spokojnym, posłusznym człapakiem? Bo może ja nie jestem obiektywna...? Może być nastoletnim NN-em, byle spokojnym, poruszającym się niespiesznie w 3 chodach, zdatnym do sporadycznych oprowadzanek, czy lonży. Nic poza tym. Czy ja zwariowałam, uważając że 4-5 tys. za takiego kuca/małego konia to za dużo?
Miałam kucyka, który spełniałby Twoje wymagania. Sprzedałam za 600 zł. Był po ogierze walijskim, około 110 cm w kłębie. Spokojny, pojętny, a dzieciaki mogłyby zagłaskać go na śmierć. Także ja za kucyka nie dałabym 4/5 tys. z całą pewnością. Mam kontakt z obecną jego właścicielką i pisze o nim w samych superlatywach. Może trzeba szukać okazji, uzbrajając się w cierpliwość?
[quote author=Julie link=topic=1647.msg1778791#msg1778791 date=1368878161] Wszystko się da, jak się bardzo chce.
Nieprawda (że wspomnę o paście do zębów [...] [/quote] Nie rozumiem co masz na myśli z pastą do zębów. Ale ok, racja. Powinnam napisać "wszystko się da jakoś rozwiązać". Jakoś nie do końca ten parasol otworzyć...? 😁
Ponowię pytanie: Ile może kosztować spokojny kuc-człapak?
Być., No kurde, czemu nie masz jeszcze jednego?! 👿 (To nie do końca moje wymagania, ja tylko próbuję pomóc w znalezieniu. Bardziej 140 w kłębie jest poszukiwane.)