aokt Często trafiają im się na sprzedaż fajne, ładne, zdolne konie od Holendrów i Niemców, Warto dodać, że nie mają swoich, a w sprzedaży tylko pośredniczą.
Myślę, że wielu hodowców na forum się ze mną zgodzi, że mamy mnóstwo dobrych koni dużo lepszych niż odpady z powyższych miejsc. Skoro konie są fajne i utalentowane to czemu tam nie ma na nich popytu - bo za takie pieniądze mają dużo lepsze wierzchowce, a my dopłacamy za pośrednictwo ściągnięcia koni które są przeciętne.
Ludziska w naszych hodowlach jest mnóstwo dobrych koni z polskimi i zagranicznymi rodowodami, które biegają po PASTWISKACH a nie wychodzą dzień przed przyjazdem potencjalnego kupca, a potem wow jak ten koń się rusza.
Za 15 tysiaków, można dobrego i zdrowego konia wybrać.
Piszę bo sama się kiedyś zachłysnęłam pochodzeniem konia.
Nie chcę aby ten post był potraktowany jako reklama, bo nie o to chodzi! Pracuję w holenderskiej stadninie, mieszczącej się w Polsce. Konie tu mieszkające albo się tu urodziły, albo przyjechały na odchów, wszystkie mają papiery KWPN, nie powiem żeby to były zachodnie odpady, lecz generowanie kosztów. Holender nieznający się na koniach, mimo to właściciel dobrych rodowodowo koni woli wysłać je do Polski, bo tu utrzymanie jest znacznie tańsze niż u nich, a potem jeżeli taki 2,3,4 latek ładnie wygląda, dobrze skacze, dobrze się rusza, zostaje albo sprzedany tu, albo wraca do Holandii i tak naprawdę właściciel nie do końca zdaje sobie sprawę, ze za stanówkę klaczy i odchów źrebaka zapłacił znacznie więcej, niż cena, którą chce za daną sztukę po trzech latach. Mamy całe mnóstwo surowych 3 latków na sprzedaż w cenie około 10tys. a wszyscy Polacy od razu myślą , że to zachodni odpad. Dodatkowo nie zgodzę się jeszcze z jedną opinią panującą w tym wątku. Miewamy KWPNy 4,5,6,7 letnie nieujeżdżone, nikt nie poświęca im czasu na zajazdkę, ponieważ są prywatne, właściciel jednego konika nie chce za dużo płacić w Holandii za pensjonat, więc wysyła konia do stadniny w PL, tutaj możemy konia sprzedać za ustaloną cenę lub zwyczajnie zostawić a właściciel co miesiąc płaci za pensjonat. Choć zdaję sobie sprawę, że lepiej byłoby właścicielowi takiego prywatnego konia ,sprzedać go jako ujeżdżonego,facet nie ma ochoty pakować w konia więcej kasy niż minimum nakazuje, to jest generowanie kosztów po holendersku.
kiara, a po co ten nieznający się Holender hoduje te konie a potem sprzedaje je za cenę nie pokrywającą kosztów wytworzenia? Tak z ciekawości się pytam i powiedzmy, że domniemam jaka będzie odpowiedź.
Jest takie powiedzenie, że "Holendrzy to Żydzi Europy", bardzo przedsiębiorczy ludzie, którzy nie robią nic, na czym nie można zarobić.
kiara, Szkoła NAUKI jazdy konnej?! 🤔 Jak już, to "szkoła jazdy konnej". Kto tam wcisnął słowo "nauka"? :wysmiewacz22: "Stadnina" to też raczej za dużo powiedziane. Stadnina, to Janów Podlaski, Michałów, czy Golejewko... A strona na galopuje.pl to najlepsza antyreklama z możliwych.
zaraz, zaraz - chca mniej placic za konie, to dlaczego placa prawie 2000 euro, by przewiezc konia na drugi koniec Europy? Podejrzewam, ze w Holandii tyle kosztuje rok hotelu. I dlaczego kupuja, jak nie chca placic za utrzymanie? Posiadaja konie po to, aby nic z nimi nie robic? I potem sprzedaja po cenach nizszych, niz gdyby zaplacili za kupno mlodziaka i jego transport do innego kraju? Ktos tutaj cos kreci.,
kiara, Ale czego mam szukać? Spojrzałam na stronę z Twojego podpisu i tyle. "Szkoła nauki jazdy" mówi sama za siebie. A co do stadniny - nie szukałam, tylko po prostu wątpię żeby faktycznie była stadniną.
jeśli nie masz swojego auta i przyczepy to w jedną stronę zapłacisz ok 2 tyśków ale zł. chodzi o to, że koń którego wskazała aokt nie jest wart 18tys zł, w holandii byłby o połowę tańszy- zwłaszcza, że jest średni. Za takie pieniądze można kupić konia w polsce od hodowcy i równie dobrym (jak nie lepszym rodowodem polskim lub zagranicznym) więc po co przepłacać u handlarza, którego jedynym celem jest przywieźć konia i drożej sprzedać. Nie mam nic przeciwko handlarzom, bo to dobry interes a skoro jest popyt to i handlarze się mnożą. tylko trzeba inwestować z głową.
Po prostu dziwię się jak można kupić dobrego konia od osoby, która nie ma pojęcia o danej dyscyplinie tylko ściąga konie i dokleja polski opis. Wcześniejsze wypowiedzi forumowiczów którzy mają większe doświadczenie w obrocie końmi mówi sama za siebie. Kupno konia to duży wydatek więc trzeba rozsądnie pomyśleć- nie dawać się na gatki typu- ktoś już chce go kupić. Ja zawsze w takiej sytuacji odwracałam się na pięcie i mówiłam to proszę sprzedać tamtej osobie.Czasem był telefon za parę dni, że tamten kupiec się rozmyślił i czy nie jestem jeszcze zainteresowana, czasem nawet cena była mniejsza o 2 a nawet 3 tysiące- ale jest tyle hodowców i koni, że naprawdę jest w czym wybierać i już w takie miejsce nie wracałam. Zostaje kwestia wiedzy- czy umiemy ocenić czy dany koń posiada pożądane cechy , jeśli nie to można poprosić kogoś o pomoc. doradcy coraz rzadziej są przekupni bo pomoc przy kupnie konia zaczyna być dobrym interesem i promowanie swoim nazwiskiem konia który się nie sprawdził to strata klientów.
Nie wiem czy to odpowiedni wątek na to pytanie ale jednak zaryzykuję 😉 Chciałabym się dowiedzieć od osób mających własne konie czy kiedykolwiek żałowały zakupu? Nie chodzi mi o to, że konkretny koń nie spełnił Waszych oczekiwań pod względem umiejętności, zdrowia czy predyspozycji. Raczej mam na myśli sytuację, w której okazało się, że jednak lepiej było wstrzymać się z decyzją nabycia własnego ogona, trochę odsunąć ją w czasie albo w ogóle jej nie podejmować? Może ktoś z Was z perspektywy czasu doszedł do wniosku, że jazda na cudzych koniach jednak ma więcej zalet i drugi raz na kupno by się nie zdecydował?
vanille, nie sądzę, aby ktoś kto miał własnego był kiedykolwiek w pełni usatysfakcjonowany jazdą wyłącznie na cudzych, jeśli już - to raczej rozbrat z jeździectwem/z końmi - zależy. A żałuje się, pewnie, co chwilę 😀, szczególnie podliczając konto 😀iabeł:. Zupełnie niefajnie jest, gdy życie robi nagły zwrot i nieoczekiwanie kopie w d* - ale przed tym nie da się zabezpieczyć na 100%, nawet potężne fortuny potrafią zniknąć raz-dwa, i ludzie nie są nieśmiertelni 🙁. Nie ma gwarancji - ale jest - Przygoda. Jeszcze wydaje mi się, że "w temacie koni" nie tyle jest ważny "pewny" stan konta (choć nie od rzeczy) co grono ludzi, na których możesz liczyć w razie W, jak zawsze gdy chodzi o istoty żywe.
Absolutnie nie- konia kupiłam w ciemno, mając w tym czasie do jazdy 5 innych o kilka poziomów wyżej w umiejętnosciach, więc był mi ten własny koń po nic nie potrzebny. Ale nie załuje, co swoje to swoje. Dla mnie jest to zupełnie inny komfort, ze nikt mi tego konia z dnia na dzien nie odbierze, choc z drugiej strony czasem nie moge spac myśląc o stanie konta (nie ze 'skąpstwa' tylko czy dam rade). Więc kwestie finansową radze przeanalizowac.
Choc znam tez osoby, które posprzedawały konie, pozamykały stajnie argumentujac ze najlepiej jednak na cudzych- nie ma presji wydatków.
Często jest tak, że człowiek dokonując jakiegoś zakupu ma po zakupie wątpliwości, czy to był dobry zakup. To zjawisko ma swoją nazwę, ale zapomniałam jak to się nazywa. Co do koni, na pewno często się pojawią sytuacje, że człowiek będzie żałował, że konia kupił, bo np. koń zachoruje, albo sytuacja zawodowa się pogorszy, albo coś innego. Niestety koń kosztuje cały czas niezależnie od naszej sytuacji. Każdą inną rzecz można odłożyć i poczekać na lepsze czasy. Z koniem nie da się tak zrobić i pewnie każdemu się zdarzy żałować że ma konia, co nie jest zjawiskiem złym, bo to normlane że człowiek wątpi. Ważne czy umie sobie z tym poradzić i konia dalej utrzymuje, czy go sprzedaje, bo problemy go przerosną.
Około 3 miesiące po kupnie pojawiło się uczucie, że zrobiłam źle. Wtedy żałowałam, że nie poczekałam i nie nabyłam zupełnie innego konia. Jednakże wiele zależy od samego podejścia, a ja je zmieniłam i tak w chwili obecnej nie zamieniłabym tego konia na żadnego innego, pomimo że potrafi podnieść mi ciśnienie.
Żałowałam kiedyś że kupiłam konia - tego konkretnego, nie że w ogóle. Potem kupiłam innego. Czasem jest bardzo ciężko ale nigdy nie żałowałam, że mam Rudego Konia. W sumie nigdy też nie myślałam co by było gdyby. Czasem się z mężem śmiejemy,że rata za mój nowy samochód stoi w stajni. Ale to w ramach żartu w sumie - nigdy nie przekładałam konia na coś, czego nie mam czy mieć nie mogę. Ale ja to dziwna jestem. 😉
epk czemu żałowałaś kupna tego pierwszego konia? Co Ci w nim nie do końca odpowiadało? W związku z kupnem drugiego konia pierwszego sprzedałaś czy mimo wszystko sobie zostawiłaś?
Być a jak było u Ciebie? Co wyszło po tych 3 miesiącach, że pojawiło się jednak to niezadowolenie?
Evson właśnie to o czym wspomniałaś miałam na myśli. Pomijając już kwestię finansową i to, czy ten konkretny koń odpowiada nam charakterem i umiejętnościami - chodzi mi o proporcje zalet do wad. Czy nie lepiej wozić się na cudzych koniach, ewentualnie współdzierżawić? Mamy ochotę - idziemy do stajni, nie mamy - nie idziemy. Nie ma w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia i poczucia zaniedbywania obowiązku. Poza tym czerpie się jedynie przyjemność z jazdy i przebywania z koniem a wszelkie kwestie 'weterynaryjno-kowalskie', sprzętowe itp itd spoczywają na innej głowie. No i jeśli ktoś ma jednak jakieś ambicje sportowe może co jakiś czas konia zmienić na takiego, który ma większe predyspozycje do sportu bądź już posiadane umiejętności. A może ktoś z Was miał po kupnie taki moment przerażenia pt "co ja zrobiłam/em?'. Może ktoś z Was bał się, że nie poradzi sobie z własnym koniem (w kontekście posiadanej wiedzy i umiejętności, nie finansów)?
EDIT: Mam też na myśli taką sytuację: (Zaczerpnięte z towarzyskich, 'Koniec z jeździectwem'😉: 'moje jeździectwo też podupada... jak pojadę do stajni to nawet nie mam ochoty na spacer po lesie. wyczyszczę porządnie konia, wymiziam i wracam do domu. od jakiegoś czasu moje życie stało się strasznie intensywne, mam nowe hobby, związane z nim weekendowe wyjazdy, nowych, wspaniałych znajomych i choć wstydzę się tego sama przed sobą to mój ukochany koń stał się trochę kulą u nogi 😡'
vanille, pierwszego sprzedałam. Na dwa mnie stać nie było. Gdyby było to poszedł by sobie łazić po padoku, ale tak nie dało rady. Niezgodność charakterów. 4-letni ogier kupiony przez nic nie umiejącą osobę. No dobra, wiedziałam jak mniej więcej utrzymać się na koniu w 3 chodach. I tyle. Jak się konia kupuje bez rozumu to się kończy tak a nie inaczej.
Po tym okresie wyszło szydło z worka. Klacz o charakterze bardzo dominującym. I z początku mnie to przerosło, co zaowocowało myślą o sprzedaży konia. Później usiadłam na spokojnie, porozmawiałam z jedną osobą, a ta przyjechała do mnie i oceniła jak ja z koniem pracuje. Reasumując: miałam wziąć się w garść. Zrobiłam sobie miesiąc przerwy z jakąkolwiek pracą z tą klaczą, jedynie dawałam jeść, czyściłam, pooglądałam i szłam do domu. Następnie zaczęłam już ambitnie i z petardą w tyłku (dosłownie). Teraz nie zamieniłabym tego konia na żadnego innego. Nadal jest dominująca, ale w stosunku do ludzi, których nie zna. Widać pracę jaką w nią włożyłam, bo śmiem twierdzić, że nie ma rzeczy, której dla mnie by nie zrobiła. 😉
vanille strach jest na pewno, jest normalny. Ja przez pierwszy tydzien prawie nie spałam ze zmartwien, tymbardziej ze od razu po przyjezdzie kon konkretnie narozrabiał w stajni. Z tym ze u mnie po tylu latach jezdzenia jest juz inne podejscie. Nie liczyłam ze po kupnie konia moje życie zmieni się o 180* stanę się chodzącą radością 😉 Tak na prawde nic się nie zmienia, oprócz wydatków- i dla mnie komfortu psychicznego ze wkładam energie i nie idzie w eter, jak jak w przypadku dzierzawionych koni. Ja juz mam za sobą ok 10 zmian stajni, szukanie koni na odpowiednim poziomie tez nie jest łatwe, zakładajac ze nie chcemy wracac do szkółki, ciągła niepewnosc ze ktos konia spod tyłka zabierze. Co do zabiegów, kowala, weta... Ja akurat bardzo lubie 'dłubac' przy własnym koniu, zajmowac sie nim, czyscic, smarowac, karmic itd. Myslałam ze problemem dla mnie bedzie zaakceptowanie jakichs przerw w jeździe (kontuzja czy tak jak teraz- kastracja) ale przyjemnie się rozczarowałam- nie mam z tym problemu, opieka nad koniem sprawia mi nawet wieksza radosc niz jazda na nim 😉
A no i kwestia nowego hobby, innego zycia. Konia zawsze mozna sprzedac 😉 Chyba ze traktujemy zwierze jako niesprzedawalne (przyjaciel etc). U mnie po kilku razach rzucania jeździectwa- bo nie trafiałam na odpowiednich ludzi albo konie- swoj kon w jakims-tam stopniu gwarantuje mi stałosc.
mi w ciągu tylu lat może 1-2 dni się zdarzyły gorsze, ale konia mam od 2 latka, przeszliśmy jego chorobę, co nauczyło nas masę cierpliwości, jest trudny i wielki dla mnie, nigdy też nie będzie "sportowcem" to poza tymi 2 dniami załamania, czy kupić innego a tego dać na łąki - nigdy nie żałowałam, tego konia kupowałam kiedy oczywiście kupować konia nie miałam, po prostu go zobaczyłam i koniec
ostatnio szwagier zażartował, że ma kupca na Maxia do bryczki a ma innego dla mnie 😀 powiedziałam że nawet 4 bańki nie wchodzą w grę i inny także 😁
Jak 1 dzień nie jadę do stajni, żebyśmy odpoczęli od siebie to już mnie nosi i tak - pisze jak wariatka, bo ten dzień był właśnie wczoraj i już nie mogę się doczekać, kiedy dzisiaj go zobaczę i pojeżdżę 🙂 może nie jest doskonały, ale dla mnie najlepszy i najwspanialszy, nie chciałabym innego konia , ten zawsze będzie wyjątkowy , na innych też jeżdżę, ale to nie to samo, ale dla mnie to konie to wielka pasja, z końmi mam do czynienia 25 lat, nie znam życia bez nich wokół, to jest jak narkotyk
maxowa , piękne to co piszesz 🙂 Tak samo mam z moim rudym, jestem od niego uzależniona na całej linii i choć nie jest wybitny nie wyobrażam sobie mieć innego 🙂
vanille, Apropo sytuacji z cytatu. Tak sie zdarza, priorytety sie zmieniają z czasem, i to bywa ze dość drastycznie.
Co do jeżdżenia na cudzych koniach i swoich. To zależy tylko od tego ile będziesz miala szczęścia przedewszystkim, chęci, czasu i finansów. Nie ma sztywniej reguły co jest lepsze i niestety nikt ci nie da na to konkretnej odpowiedzi.
Kupując konia narażasz sie na ryzyko na zaprzestanie jakiegokolwiek rozwoju sportowego jeździeckiego (bo po tygodniu złamie nogę i będziesz sie cackać z tym długo, podejmując po drodze wiele ciężkich decyzji). Albo sie okaże ze wytrenujecie z niczego na poziom ogólnopolski, szybciej i sprawniej niż latami szukanie kolejnych koni do dzierżawy/jazdy zeby sie jakos rozwinąć.
Ja zdecydowanie lepiej się czuję się z własnym, zupełnie inne wrażenia, przygody, natomiast po 2-óch latach, patrząc już rozsądniej, widzę, że kupiłam konia zupełnie nie dla mnie. Jest za trudny, pardon, ja zbyt mało na niego umiem. Rozważam chwilami zamianę, sprzedaż, ale zaraz mi to przechodzi. Najlepszym rozwiązaniem byłoby dla mnie kupno drugiego, do spokojnej jazdy, ale na to na razie nie mogę sobie pozwolić. Moja rada jest więc taka, żeby brać konia na miesiąc próbny, jeśli jest taka możliwość, zastanowić się 5 razy i w ogóle nie słuchać serducha. Wiem, że koń kupowany 'sercem' może być najcudowniejszy na świecie, ale to jednak większa loteria niż zimny osąd i kalkulacja zanim się kopytnego nabędzie.
epk no niestety czasem i tak się zdarza. Człowiek coś zrobi pod wpływem chwili, zanim zdąży pomyśleć i potem żałuje. Dobrze, że jednak poradziłaś sobie z tą sytuacją i potem już na zimno to przekalkulowałaś. Na innych forach często pojawiają się wątki, z których ewidentnie wynika, że właściciel i autor postu (z prośbą o rady) jednocześnie nie radzi sobie z własnym koniem. Mimo to upiera się przy jego zatrzymaniu, bo się już zdążył przywiązać. Sentyment rozumiem, ale z drugiej strony czasem trzeba wziąć pod uwagę to co dla nas i konia jest najlepsze i umieć swój błąd naprawić. Choć decyzja o sprzedaży na pewno do łatwych nie należy.
Być fajnie, że udało Ci się jednak mimo wszystko z klaczą dogadać. Dobrze, że miałaś osobę, która poobserwowała Cię z boku i potrafiła ocenić, że masz wystarczająco siły i umiejętności, żeby sobie z koniem poradzić. Na pewno czułaś dużą satysfakcję kiedy pomimo początkowych kłopotów nie poddałaś się i udało Ci się nad koniem zapanować.
Evson trafna uwaga. Rzeczywiście inaczej jest, kiedy człowiek wie, że ta fortuna, którą właśnie regularnie każdego miesiąca wydaje idzie na coś własnego a zupełnie inaczej, kiedy podobnie duże pieniądze ładuje się w obcego konia... Ja też muszę powiedzieć, że ma takie dni kiedy zupełnie nie chce mi się wsiadać i większą radość sprawia mi wyszorowanie koni, karmienie, pojenie czy gapienie się na to co wyprawiają na padoku 🏇
maxowa nawet nie wiesz jak Cię rozumiem. Mój staż jeździecki jest żałosny w porównaniu do Twojego ale mimo to nie wyobrażam sobie życia bez koni. Dla mnie jest to najlepszy 'uspokajacz', nic wcześniej nie dawało mi też tyle radości. Na początku swojej przygody miałam parcie, żeby jeździć jak najwięcej. Obecnie pomagam w pewnej stajni, zwykle przez 2 dni w tygodniu. Czasem nawet nie chce mi się wsiadać, wolę puścić konie na padok, walnąć się obok na kocu i czytać/uczyć się mogąc w każdej chwili na nie popatrzeć 🙂
Arimona żeby było jasne - ja żadnych ambicji sportowych nie mam, po prostu tak sobie dumam 😀 Mój poziom jeździecki nie nadawałby się nawet na zawody towarzyskie 😁 Mimo to w tym co piszesz widzę sporo racji. Na pewno też mając własnego konia człowiek zna go na wylot, słabe i mocne strony, wie nad czym trzeba pracować. Konsekwencja działania faktycznie może takiego konia wywindować kilka poziomów do góry i na pewno satysfakcja jeźdźca jest większa, bo wie, że to JEGO praca i czas dały taki rezultat.
emptyline dzięki za tą opinię i szczerość. Na forum jakoś długo nie jestem ale z Twoich postów nigdy bym nie pomyślała, że masz z Całusem jakikolwiek problem - wyglądacie na zgraną parkę 🙂
vanille, ja widzę np że mogłam jeszcze chwilkę poczekać na lepszy moment w życiu w sensie stabilniejszego zatrudnienia i kasy, ale nie żałuję, bo tyle ile posiadanie mojego zwierza mimo przeciwności mi dało psychicznie jest bezcenne 🙂 koń też zweryfikował mój bezwartościowy związek i chwała mu za to... no itd itp... plusy są tak wielkie że markują minusy 🙂
zresztą nie ma nic piękniejszego niż po pracy pojechać do stajni się zresetować... a po weekendzie czuję się jak po urlopie 🙂
zawsze się gdyba, a co by było 🙂 ale i tak nic cudowniejszego nie mogło mnie spotkać niż Burgi, jest cudowny 🙂 pewnie bym żałowała jak by się okazało, że nie dość że kupiłam surowego to jeszcze takiego z którym sobie nie radzę, ale jak na mój poziom jeździectwa jest koniem idealnym i do towarzystwa i dla przyjemności i do sportu 🙂
dodam tylko, w temacie rozważań "kiedy pora" się przesiąść z obcego na własnego: nie ma nigdy "dobrego" momentu, bo zawsze może być lepszy, ale zależy czego oczekujesz, co chcesz osiągnąć, umiejętnie dopasować konia pod swoje umiejętności, tak abyś nawet jeżdżąc bez nikogo z ziemi się go nie bała i sobie z nim radziła - bo to są najczęstsze ogniska zapalne późniejszych problemów i narowów
maxowa ja mam tak samo - jeden dzień bez konia to jest męczarnia... Mam Jaskra już 7 lat, tata mi go kupił jako ledwo odsadka... Totalna głupota - ja, nastolatka, praktycznie nic nie umiejąca i roczny ogierek - brzmi jak te głupoty, które wypisują quniarki 🙂 Ale cudem nam się udało 🙂 Podkreślam cudem! Czekałam 2 lata żeby na niego wsiąść... ale było warto... Jaskier wyrósł na wspaniałego i grzecznego konia. I mogę z dumą stwierdzić, że sama go tak wychowa łam... I chociaż podejrzewam, ze na pewno pod lepszym jeźdźcem mógłby więcej osiągnąć, to myślę, że jest ze mną szczęśliwy,, klepiąc LLLki i latając po padokach całymi dniami 🙂 Zresztą ,słyszałam już, że koń petarda, tylko jeździec d..... 😉 Słyszę też, że z doświadczonym koniem więcej bym się nauczyła.. ale ja bym mojego Jaskra nie zamieniła absolutnie na nic! Nawet na Mistrza Świata 😉
aokt, to nie tak, że siedzę sobie za klawiaturką i marudzę - koń rzecz gustu, szczególnie jak się widzi taki typ ruchu pierwszy raz, to czasem zapiera dech w piersiach. U mnie w stajni jest koń o podobnej akcji chodów, robi niesamowite wrażenie, ale jest bardzo, bardzo wymagający do jazdy. Na tuigpaardach kwpn nie jeździ się wcale, a koń z taaaaaką akcją nóg powinien być przecież idealny do dresury 😉
kwpn i bwp wywodzą się z koni pociągowych; jak patrzę w rodowód mojego to oczy przecieram, bo już chyba 3-4 pokolenia wstecz są traktory a nie konie