Czy istnieje jakiś powód, dla którego nie powinno się puszczać na pastwisko jednego wałacha ze stadem klaczy (6 klaczy)? Wałacha, któremu podobno zdarza się wskakiwać na klacze? Czy istnieje jakiś powód, żeby nie tworzyć takiego stada? Czy wałach może się z biegiem czasu coraz bardziej "ogierzyć", czy coś w tym stylu?
Jeśli ma do tego predyspozycje, to może w takiej konfiguracji poczuć się "panem haremu" i zacząć zachowywać agresywnie wobec innych wałachów, które byłyby w przyszłości dołączane do takiego stada. Mam taki przypadek na tapecie, do stada mogę dołączyć tylko klacze, wałachy wylatują przez płot.
Stada z samych klaczy i wałachów są bardzo powszechne. Mój obecnie jest jedynym wałachem i wychodzi z czterema klaczami. Początkowo było trochę zamieszania, ale głównie kobyły się ustawiały bo cały skład był zupełnie nowy. Obecnie jest spokój, każdy zna swoje miejsce. Kary niestety jest agresywny wobec innych wałachów i ogierów, więc tylko w takiej konfiguracji może spędzać całe dnie na dworze 🙂 Natomiast jeżeli do stada wałach + klacze dopuści się kolejnego wałacha będzie zadyma i to konkretna.
kenna, niestety w naszym przypadku skończyło się to 2 kulawymi klaczami i kulawym wałachem - dziewczyny od częstego skakania miały poobijane plecy, a chłopak się podbił. Zmieniliśmy konfigurację stada i... następny się rozogierzył. Koniec końców chodzą osobno wedle płci. Jeden ze wspomnianych wałków miał właśnie przy okazji syndrom "pana haremu". Było to bardzo uciążliwe, bo nie tylko dotkliwie pogryzł inne wałachy, ale też nie miał problemu z tym, żeby w człowieka celować z dwururki. Taki egzemplarz też może mocno rozgrzać klacze, co bywa uciążliwe.
U nas jest pół na pół prawie. Walachy czasem poogierza, na zasadzie kwikniec. Nie skaczą na klacze, nawet walach który kiedyś był czynnym ogieram 🙂 I nie ma różnicy czy do stada wpuszczony jest walach czy klacz, zawsze muszą się chwilę poganiac pokwiczec żeby ustawić kto rzadzi. Ciekawe może być że grzejace się klacze upatrzyly sobie jednego walacha i wszyskie nagle się w nim zakochują 😉 i nie jest to koń najwyższy w hierarchii. On nie czuje żadnych pociągów w ich stronę ale kobitki tak. Inne walachy nie reagują.
Mój jeden z koni zachowuje się jak ogier - kryje, zagania stado, nie atakuje, po prostu pilnuje i od czasu do czasu zagoni na inną część łąki. Generalnie nie ma problemu, ale jak klacze są w rui to potrafi dostać małpiego rozumu - obecnie grzeje się fryzka i nie daje się w ciągu dnia złapać stajennemu, dopiero pod wieczór, a i mi ostatnio wyfrunął spod boksu jak go wcześniej sprowadziłam. Jak zwykle prowadziła dwa, odpiełam uwiąz pod boksem - zawsze grzecznie wtuptywał do niego, a tu się obrócił i w te pędy do panienek. No małpiego rozumu potrafi dostać. Przy takim koniu czasami rozdział baby-chłopy się przydaje. Wielkogłowy akurat w pracy zachowuje się poprawnie, ale znam wałachy, co i na jeździe były skupione na "kryć, kryć, kryć klacze!", a po przestawieniu do stada wałachów stawały się lepiej jezdnymi końmi. No i akurat wielkogłowy też raczej nie krzywdzi, posmyrać kobitki posmyra, ogólnie jest koniem dominującym, ale straszy więcej niż atakuje. Wręcz zdarza mu się rozstawić po katach dwie tłuczące się klacze - wpada między nie i rozgania je. Korzysta z tego, że jest duży - do tego potrafi się z"napompować" i wyglądać na 2x takiego, co zwykle wystarcza, lecz są konie, które zachowują się po prostu agresywne. Mój drugi wałach ma totalnie gdzieś, czy chodzi z kobyłami, czy wałachami, czy ogierem - bo kiedyś i ogierowi robił za towarzysza, jak go jego stado wałachów tłukło. On to taki typ sieroty, zawsze na końcu hierarchi, więc problemu nie ma niezależnie od składu stada. Znałam też klacz, która, hmm "lubiła ten sport". Grzała się niemal cały rok, a jak się dwa wałki potłukły o nią, to trzeciego na siebie wpuściła. Była srokata, z białym grzbietem, non stop w śladach kopyt. Po rozdzieleniu stada na wałachy i kobyły uspokoiła się nieco, a i wałachy mniej się tłukły.
O źle dopasowanym siodle .. Ja mam z kolei takie pytanie, co to znaczy, jak na liscie startowej kon jest zaznaczony na zolto?
nie byłabym taka pewna takiej odpowiedzi. Zależy o jakich plamach dokładnie mówimy, łopatki konia pracują, możliwe że ślady są bardziej widoczne. Musiałabyś iść do wątku o dopasowywaniu siodeł, ale na podstawie plam to i tak trochę wróżenie z fusów. Ja przerabiam znowu motyw dopasowania siodła i naprawdę, na zdjęciach coś wygląda super a dobrze i tak nie jest.
otarłam kłąb koniowi- co na to polecacie- oczywiście to siodło odłożone, ale czy można inne-już dopasowane- zrobiłam głupotę jeżdżąc w złym siodle przez to, że nie miałam innego a byłam przekonana, że jest całkiem ok... myliłam się i mam tego efekty, teraz mamy siodło dobrze dopasowane, które nie obetrze... mogę je wsadzać? i co polecacie by otarcie znikało?
diołem, nie wiem jak mocna jest ta rana, ale według mnie najlepszy na rany jest żel propolisowy. U nas wszelkie otarcia od popręgu i inne draśniącia bardzo szybko się po nim goją.
Diołem, z każdym założeniem siodla będzie się zrywał strup i robila rana od nowa. Ja polecam sudocrem na obtarcia i koniecznie odstawienie siodla. Na oklep można spróbować, jeśli tez nie będziesz swoim ciałem odnawiać rany.
Sonika Na wygojoną ale jeszcze łysą ranę stosowałam maść z witaminą A. A na szybkie gojenie niezastąpiony jest propolis.
Co do siodłania obtartego na kłębie konia to chyba jedynym siodłem, które w takiej sytuacji da się założyć jest... kulbaka🙂 W każdym innym przypadku lepiej odpuścić siodłanie na czas zagojenia bo w innym razie będzie się w nieskończoność goić i rozdrapywć.