Ktoś pewnie chodziło o to, że do czerwonego fraczka ubiera się buty z brązowymi wyłogami 🙂 ale wg przepisów czy zwyczajowo? Bo w ujeżdżeniu wg przepisów jest tak jak napisałam.
Nie wiem,czy to dobry wątek,ale mam nietypowy problem. 🙄 Czy spotkał się ktoś z przypadkiem konia,który nie lubi wyjazdów w teren? 🤔wirek: Rok temu jeździłam w teren,co drugi dzień,w pojedynkę i mój koń zachowywał się bardzo poprawnie. W tym roku nie mogę wyjechać poza teren stajni. 🙄 Obojętnie,czy chcę pojechać sama,czy w większej grupie - koń za każdym razem zaczyna szaleć, brykać, stawać dęba,strzelać z zadu. Jest po prostu niebezpieczny. Nie wiem dlaczego tak się zachowuje, na co dzień podczas pracy i w obejściu nie mam z nim żadnych problemów. Co ciekawe jak idę z nim na spacer w ręku,to zachowuje się bardzo grzecznie,jak widzi mnie obok,ale na nim w teren już pojechać się nie da. Do tej pory takie wyjazdy traktowałam jako formę relaksu, nagrody za udane treningi i wszystko było w porządku,ale od pewnego czasu koń jak tylko widzi,że wychodzi w teren dostaje szalu. Podpowie mi ktoś,co może być tego przyczyną? Można z tym jakoś walczyć? 🤔wirek:
Moonica mówisz cały czas o jednym koniu? Nic się nie stało od tamtego czasu? Może wystraszył się czegoś? Może robaki? Wszystko co zmieniło się od tamtej pory może być przyczyną. Spróbujcie powoli wyprowadzac w ręce z jezdzcem na grzbiecie. Jezeli w ręce się da. Ciężko cokolwiek lepszego podpowiedzieć nie znając przypadku. Nie wiem jaki koń ma temperament, jakie warunki, ile pracuje- nie chce zrobić jeszcze gorszej krzywdy.
Sonika, mówię cały czas o jednym koniu. W zeszłym roku często jeździłam w teren i zazwyczaj sama bo nikt ze stajni nie chciał jeździć w tereny. Koń czasami się czegoś przestraszył,ale to po pierwsze normalne,a po drugie nie był w tym wszystkim niebezpieczny. Ogólnie jest to 7 latek, pracuje regularnie pod siodłem lub na lonży, raz w tygodniu jakieś skoki bo amatorsko jeździmy zawody skokowe. Jest w bardzo dobrej kondycji, dobrze odżywiany. Podczas codziennych jazd jest grzeczny, posłuszny, lubi współpracować z jeźdźcem, nie stwarza żadnych problemów. Niestety jak tylko wyjdę z nim poza teren stajni,na pobliską łąkę od razu wpada jakby w panikę, nie chce iść tylko buntuje się,a jak uda mi się przejechać kawałek drogi,to i tak capluje, uskutecznia jakieś chody boczne,a w pewnym momencie po prostu wyrywa dzikim galopem i to jest bardzo niebezpieczne. Nie pomaga czarna wodza bo i tego próbowałam. Na wiosnę miałam taka sytuację,że pojechałam na nim w teren i spadłam,a on wrócił sam do stajni. Z nim było wszystko ok,gorzej ze mną. Czy to może mieć wpływ? On wtedy przestraszył się sarny,która nagle dosłownie przebiegła nam przed nosem, odskoczył w bok, ja upadłam,a on pogalopował do stajni. Tam zajęła się nim koleżanka bo ja już o własnych siłach nie dotarłam do stajni. Czy ten mój upadek może kojarzyć mu się jakoś nieprzyjemnie,mimo że to mi wtedy coś się stało,a nie jemu? 🤔wirek:
Moonica, obawiam się, że ten twój upadek kojarzy mu się przyjemnie 🙂, że sobie błyskiem wrócił do stajni bez jeźdźca i uparcie próbuje powtórzyć korzystny manewr.
halo, to też bardzo możliwe. 😀 Tylko dziwi mnie,że nawet z innymi końmi nie chce pójść na spacer tylko wariuje i innym koniom też się takie zachowanie udziela i zwykłe rekreanty nagle zaczynają szaleć w lesie, czy na łące. 🙂 A podczas codziennych treningów koń jest chętny do pracy,żywy,wesoły,ale bezpieczny,zaś podczas wyjazdów w teren mam wrażenie,że siedzę na niezajeżdżonym trzylatku. 🙂
Moonica, Szczerze? Nie sądzę, żeby tamten upadek mógłby źle kojarzyć. Nie jeździ w tereny = nieprzyzwyczajony, pewnie go wszystko "grzeje", tyle ciekawych rzeczy wokół. Dobrze odżywiony = ma energię i siłę do działania. Widzi przestrzeń = pogalopowałby.... 😉 Jedyne co można zrobić, to to przejeździć. Moim zdaniem. Jak nie Ty, to może jakaś dobrze jeżdżąca koleżanka? A z kimś w tereny nie da rady? Może jednak ktoś się zgodzi? 🙂
Akurat mam świeży przykład terenowy ze swojego "ogródka" - mój koń - stateczny, dorosły - niedawno pierwszy raz w życiu zobaczył ogromne ścierniska (niektóre jeszcze z balami słomy), pierwszy raz był na naprawdę wielkiej przestrzeni i cały teren chodził "nagrzany", prychający, caplujący i zapewne marzył o wykorzystaniu tejże przestrzeni 😉 (czemu dał upust przy galopie - kontrolowanym, okej, ale rozpoczynającym się wspaniałym, soczystym brykaniem. edit: aha, koń jeest trochę "gorącokrwisty", ale też bez cudów, ani to arab, ani to folblut i na co dzień jest do rany przyłóż - grzeczny pod siodłem, nawet się trochę snujący ostatnio. ).
Ja mam pytanie, moze nieco głupie, ale tak ostatnio poruszony był tu temat dziegcia, że jest be, fe, brzydki i nie działa, bo owszem, nie dopuszcza bakterii tlenowych, ale stwarza raj beztenowym. I moje pytanie jest takie - to jakim cudem nie raz nim koniu strzałki wyleczyłam? Trafiłam na uprzejme bakterie tlenowe, czy po prostu przez to, że powstała warstwa izolująca wilgoć, gnój czy błoto (mój koń nigdy nie stał w tragicznych warunkach, no ale w kupe w boksie przecież zdaża mu się wdepnąć), która zapobiegała temu, że kopyto było narażone na przebywanie w warunkach, gdzie te bakterie chętnie się mnożą, to się nie pogłębiało? Czy gdybym nie smarowała efekt byłby taki sam - w sensie samo by się wyleczyło, zarosło 🤔 Bo przyznam się szczerze, że ja zostałam na gnijące strzałki nauczona metody "zasyp siarczanem, na to wata i dziegieć" lub "przepłucz denaturatem na to dziegieć i koreczek w waty" i takową stosowałam za każdym razem. I działało. Pare razy zrobiłam i spokój, ładnie się goiło, zarastało. No i czemu działało, jak nie powinno? 😁 To sprawka pomocy siarczanu, denaturatu czy waty? Co do teorii, że nie działało, tylko uspokiło sytuację na chwilę - jeden mój koń miał problem z podgniwaniem raz na +/- 2 lata, drugi w ogóle nie miał z tym problemu, z innymi miałam krótszą styczność, więc nie jestem w stanie jej zaprzeczyć ani potwierdzić. Prosze się nie śmiać, tylko po prostu powiedzieć, czy jestem zacofaną nieświadomą sadystką, czy nie, bo zgłupiałam już 😉
Moonica znam takiego konia, zachowuje się w terenie bardzo podobnie do tego, którego opisujesz. W pojedynkę wyjechać na tej kobyle w teren to już można być pewnym, że po krótkim czasie od wyjazdu koń wróci do domu sam. Na placu, do rany przyłóż, grzeczna i spokojna. I tak jest już od zawsze, nie wiem czy był ktoś kto na niej pojechał i wrócił normalnie, bez przygód. Chyba taki typ 😉
keirashara ja coś czuję, że to jest nowa "moda" taka jak była niedawno z "czosnek jest szkodliwy"... Ktoś coś powiedział i się rozprzestrzenia gorzej niż zaraza 😉 Ludzie od wieków używają dziegcia i było ok... 😉 Ja również stosuje dziegieć i nieraz pomógł mi w walce o zdrowe kopyta 🙂 zasada jedna, że faktycznie na porządnie zgnitą strzałkę się nie nakłada, bo robi to raj dla tych bakterii. Ale tak samo jak ty stosuję go wtedy jako "plaster" dla wacika z siarczanem 🙂 i profilaktycznie dziegciuje kopyta jak są zdrowe. Znam dużo osób, które używają go bezpośrednio na gnijące strzałki i też leczy. Więc całą tą osłonkę pod tytułem "dziegieć jest fuj" traktuję z przymrużeniem oka.
Sankaritarina, ale w zeszłym roku praktycznie 4 razy w tygodniu ten koń chodził w tereny i nic się nie działo. Wtedy to był typ konia,który nie chciał galopować i był taki jakby znudzony życiem. Przez zimę odpoczął, przytył 100kg i jakby mi ktoś konia podmienił. Podczas jazdy na placu jest grzeczny,ale żywy,a kiedyś to był typowy muł do rekreacji. od czasu kiedy odpoczął i zobaczył jaką ma w sobie moc nie ma możliwości pojechać w teren. halo, tak próbowałam już takiej metody. Po jeździe, nawet po skokach i z innymi końmi robiliśmy wyjazd w teren. Za każdym razem jest to samo - wariacje, dzikie galopy,skakanie na boki,stawanie dęba,caplowanie. On nawet pół minuty nie idzie spokojnie. Jego nic w tym terenie nie ciekawi tylko zachowuje się jakby go zaraz coś miało zjeść. :P Kiedyś był inny, na wszystko uważnie przyglądał, potrafił się zatrzymać i obserwować coś,co go zaciekawiło,z kolei teraz leci przed siebie jak wariat,nie patrzy na nic, jest jakby w jakimś amoku i jest przy tym niebezpieczny. 🙄
Moonica, skoro, jak piszesz, nie da sie tych buntow przejechac, to dalabym sobie spokoj z terenami na jakis czas. Przerwa wam nie zaszkodzi, a niewykluczone, ze po dluzszym odpoczynku kon sie nieco zresetuje. Jazda na otartej przestrzeni na rozhisteryzowanym, debujacym i ponoszacym koniu nie jest ani bezpieczna, ani przyjemna (zarowno dla jezdzca, jak i dla konia).
Moonica, wiesz, gdyby od tego zależało życie (tylko konno można wezwać lekarza na czas np.) to byś pojechała. Mocno w łydkach, z kontrolą zadu, jak trzeba to ustępowaniem czy łopatką, nie pomagając dosiadem w caplowaniu itd. Ale że dziś nie takie czasy, to może odpuść? Jeszcze pytanie kontrolne: a gdy sam idzie na stęp po jeździe to też? Kiedyś przy kłopotach "terenowych" (koń sam iść nie chciał, z innymi końmi się denerwował, zajawki były dość spektakularne) użyłam... psa. Z psem chodził elegancko, jak z przewodnikiem. Tylko pies musi być szczególny, z takich co tylko przypadkiem matury nie pisały 🙂. No i żadnej gwarancji, że podziała. Akurat podziałało.
halo, obojętnie czy idzie sam,czy z innym koniem, odwala mu korba po prostu. Mnie to dziwi bo tak jak wspominałam w zeszłe wakacje tereny były dla nas przyjemnością i mogłam sama jeździć na długie spacery,czy galopy bo był super grzeczny. A teraz jak wyjdzie na otwartą przestrzeń,to jakiś wariat się w nim odzywa. Na zawodach jest grzeczny,a przecież to też dla niego zmiana otoczenia. No nic, chyba muszę dać sobie spokój z terenami. 🙄
Moonica jasne, że upadek mógł być jakimś bodźcem dla was. Raz udało mu się wrócić dzikim galopem to teraz próbuje znowu. Przytyl, znaczy nabrał siły i mięśni pewnie też. Chce wykorzystać taką moc. A dzikie wygalopowanie na scierniskach? Potem też jest tak napalony? Nasz jeden właśnie tak został wychowany. Dostał tzw wypierdziel i galopowal w kółko aż z konia cieklo. Potem był grzeczniutki i teraz jest świetny koń terenowy. Tylko możesz to zrobić jeśli on idzie za innym koniem. Bo jeśli czujesz, że przy galopie po prostu pobiegnie do stajni, mając cie daleko gdzieś i zostawiając inne konie to odpuść bo może stać się tragedia. Fajnie jakby siadł na nim ktoś z mocną psychika i doświadczeniem. Ktoś kto ma dużo siły i w razie głupich pomysłów konia po prostu na chama zatrzyma go w miejscu. Brutalny sposób, ale na końskiego cwaniaka może być skuteczne. On pod siodlem teraz po prostu się napala, udało raz się oswobodzic i robić co chciał, więc czemu nie próbowac. Są to moje spostrzeżenia, czy zadziałaja na konkretnego zwierzaka nie wiem.
Moonica, ale to było w zeszłym roku 🙂 Sama mówiłaś, że przez zimę w ogóle w tereny nie chodził = zatem kilka miesięcy koń chodził jedynie na ujeżdżalni, terenów nie widział w ogóle. Ujeżdżalnie (i hale) konie "zamykają". Konie chodzą sobie w miejscu, które znają, wykonują pewien codzienny "schemat" i generalnie nic "zaskakującego" im się tam nie przytrafia. Wiadomo, że to też nie tak, że każdy dzień wygląda tak samo, bo pewnie jednego dnia jesteście sami, drugiego dnia jakiś inny koń, trzeciego dnia jakiś, nie wiem, pies wam przebiegnie obok ujeżdżalni (no chyba, że naprawdę każdy dzień wygląda tak samo). A w terenie? Same bodźce. Zapachy, otoczenie, dużo się "dzieje"... Btw, jak duży jest padok, na który koń wychodzi?
Ja polecam znaleźć sposób bezpieczny dla was obu.... I na pewno nie próbować kopać się z koniem "na chama", ani go ciorać po ściernisku aż będzie z niego ciekło.... Tzn, wygalopować można, ale żeby to ręce i nogi miało - no i pod kimś, kto się nie boi. Może faktycznie pospaceruj z nim w ręce? Może faktycznie niech Ciebie ktoś weźmie? Albo po jeździe pospaceruj z nim w ręce?
Jeżeli koń w ręku idzie grzecznie i jest spokojny, to może spróbować chodzić z nim osiodłanym na spacer w ręku i wsiadać gdzieś w trasie? Na początek na krótko, tylko na stępa, potem jak będzie dobrze, to na coraz dłużej.
Dziękuję wszystkim za cenne rady i wskazówki :kwiatek: Spróbuję na razie chodzić z nim w ręce bo zawsze wypad w teren kojarzy mi się z relaksem i chciałabym żeby mój koń czerpał z tego przyjemność. Jeśli się uda,to spróbuję na niego wsiąść żeby ktoś mnie oprowadzał i może metodą małych kroczków uda się go uspokoić w tym terenie. 🙂
keishara - od dziegciu kopyto nie odpadnie jeżeli pomaziasz powierzchowne uszkodzenia / nadgnicia jezeli do tego na spod opatrunku dajesz siarczan i dopychasz wata to faktycznie niewiele ma stycznosci z kopytem jako takim aczkolwiek leczniczo nie bardzo podziala, chociaz nawet ma jakies tam wlasciwosci odkazajace
mega słabe jest "zapobiegawcze" dziegciowanie strzałek, co niektórzy dalej uprawiają, nie bacząc na fakt, że strzałka ma być miękka i elastyczna
ale najwiekszych problemow dziegiec moze narobic, jezeli zakazenie (bo gnicie strzalek jest zakazeniem, bakteryjnym i/lub grzybiczym) siega glebiej w kopyto wtedy niestety zdarza sie, ze z wierzchu dziegiec pieknie zasuszy i utwardzi kopytko - a w środku zakażenie hula jak to mój kowal określił - "niby cacy, a z kopyta zupa została"
podsumowujac, przy uwaznym i umiarkowanym stosowaniu powinno byc ok i w przypadku drobiazgow, nie faktycznie powaznych stanow
jak zawsze wybor nalezy do wlasciciela konia aczkolwiek dla mnie jest troche jak wybor miedzy chlebem zagniatanym z pajeczyna a celowana antybiotykoterapia 😉
keirashara, wszyscy stosuja i u wszystkich działa 😉 * jak rivanol i szare mydlo co tez sa be, po przeciez mozna kupic cos nowego, drogiego i marki akurat topowej
u nas - na takie mocno zgniłe się miesza dziegiec z siarczanem i taką papke naklada + ew watka (namoczona) jak głebokie dziury
xequus - no właśnie też upartrywałam w tym mody horse_art - z metodą z papką też się spotkałam ushia - dzięki za bardziej obszerną odpowiedź 😉 . Poważnego stanu bym nie zatkała dziegciem, bo to jak zamykanie ropiejacej rany... wiem, że za gnicie odpowiada zakażenie. Tak samo nie smaruje profilaktycznie, bo to jak profilaktycznie ćpać tabletki na kaszel. Do poważnych stanów też po prostu staram się nie doprowadzić 🙂 Druga obserwacja moja też jest taka, że przestrzeni ostatnich kilku lat rynek maści na strzałki się rozrósł, a jeszcze nie słyszałam od nikogo takiej, co działa 😉 Stąd też moja dociekliwość, czy ten dziegieć nie jest taki be z racji... kampani reklamowej? I jakie ma faktycznie właściwości. Jeszcze raz dzięki za odpowiedź :kwiatek:
Na gnijące strzałki wypróbowałam: dziegieć siarczan, wata, dziegieć jodyna, wata woda z jodyną, wata gencjana wodna, wata gencjana spirytusowa, wata CTC, wata Efekt był jak przy pudrowaniu syfa, coś tam to dawało, ale szału nie było.
Przełom pojawił się po zastosowaniu pasty siarczanowej Black Horse, w której skuteczność całkowicie nie wierzyłam. Stwierdziłam jednak, że za te 4 dychy mogę zaryzykować.
Przekonał mnie także fajny skład (mam szmyrgla na punkcie składów kosmetyków dla ludzi 🙂 ). Mamy tu krótki skład (czyli super). A w składzie: działające osłonowo: wazelinę (emolient), olej lniany i mineralny- uelastyczniają tkankę, tworzą warstwę ochronną, substancje czynne: olejek herbaciany (antybakteryjny, odkażający, także na zwykłe ludzkie pryszcze) i kwas salicylowy (przeciwzapalny, przeciwbakteryjny, przeciwgrzybiczy, przyspiesza gojenie, zmniejsza stan zapalny, również na ludzki trądzik, blizny i przebarwienia).
Polecam 🙂
edit: Mogłam ten skład zwyczajnie spróbować skopiować i samodzielnie to zmiksować, tak jak robię dla siebie. Niemniej u siebie wiem czy coś mnie piecze, drażni, boli, koń mi tego nie powie, więc postawiłam na sprawdzone proporcje i jestem zadowolona.