zabeczka17, JA tu "przyszłam"??? Chyba mnie "przywołano". Doskonale wiem, że "im" to nie po drodze. A mnie nie po drodze, że "im" to nie po drodze. Na szczęście nie ma obowiązku akceptacji(!) wszystkiego.
smarcik, To ciekawie z językiem. U mnie teoretycznie będzie wymagany angielski na poziomie B1 i B2, ale skoro jest B1 to obstawiam, że będzie niezła zabawa na miejscu z niektórymi wykładowcami i uniwerkiem 😁 A jadę do Split w Chorwacji 😉
Chorwacja, super 💘 Zamierzamy z kolegą wybrać się w przyszły weekend do Paklenicy na wspin, w końcu od nas to "tylko" 750 km 😁 Może akurat trafisz na bardziej anglojęzycznych wykładowców 😉 Chociaż już nie raz spotkałam się z problemem prowadzenia wykładów w ojczystym języku 😉 Kiedy jedziesz?
Całkiem z innej beczki: jadę autem a przejazd zastawiony samochodem z taką przyczepką. Macham do pana, a on.... złapał za burtę i przyczepkę przesunął! O dobre pół metra! Kurczę! Sprawdzałam. To waży 400 kilo! I pan mówi: ja, ze wsi, my tam wyrobieni do roboty. 😵 Nie ogarniam-ile siły może mieć taki ktoś. 😲
Moj Konrad to spokojnie szarpnieciem umie podniesc takie 100-150kg kowadlo 😉 a z kumplem to i 300kg dzwigna. Chlopy sa naprawde silne jak trzeba 😉
Ja tak przez okno patrzyłam jak taki chudy pan ładował gruz na ciężarówkę. 😵 Szur, szur. Ciach ciach. I wielką górę sobie wrzucił. Ja bym zdechła po trzecim ruchu.
Te chlopy gdzies tam po wsiach naprawde maja jakies magiczne moce. Kiedys moj tato wpakowal auto jednym kolem do rowu (to byla nexia). Nie szlo wyjechac bo sie oparla o krawedz rowu podwoziem. Przyszlo dwoch panow z sasiedztwa i podnioslo przod auta recami!
Dużo zależy od podejścia, psychicznego nastawienia. Naprawdę. Sprawdziłam na sobie. Jak nie było kogo o pomoc prosić to tez potrafiłam tony drewna w metrowkach przeważać, kamienie nosić, gruz usuwać. Ale jak tylko mam na horyzoncie potencjalnego nosiciela to od razu siły mnie opuszczają 🙂
Bardzo dużo zależy od podejścia. Tak z innej beczki trochę - mój tata wsiadł na konia bez problemu, jakby to robił od zawsze. Z ziemi, na nieobniżonych strzemionach 🙂 A ja kaleczę wsiadanie bardzo, może dlatego, że jestem nastawiona na drabinkę? 👀
smarcik, Na semestr letni (jakoś od 22 lutego będę na miejscu). Akademik mam w trakcie załatwiania, ale jak się uda to prawie obok portu będę mieszkać. Morze, plażę, no aż sama sobie zazdroszczę. 😁
Jak ogarnęłaś te wszystkie dokumenty i formalności? Nie ogarniam 😁
Z tymi przyczepkami to jest tak, że najtrudniej jest ruszyć. A jak się już ruszy, to samo jedzie i już jest łatwo. A ruszyć można albo szarpnięciem, albo metodą - rozbujać 😁
Z tymi przyczepkami to jest tak, że najtrudniej jest ruszyć. A jak się już ruszy, to samo jedzie i już jest łatwo. A ruszyć można albo szarpnięciem, albo metodą - rozbujać 😁
Przesunął w bok jak dobrze zrozumiałam. Przeciągnąć taką to mogę na jednym palcu 😁
Ja nie ogarniam czemu ludzie się dziwią 🤔wirek: to jest wioska, czyli zapiernicz bez ograniczeń czasowych . Jak ja niosę worek 50kg. to jest dla mnie codzienność. Jak kupuję marchew w mieście i w jednej ręce mam 20 kg. i w drugiej 20 kg. to dopiero ludzie patrzą 😲 Ludzie na wiosce mają więcej siły, bo więcej robią.
Nie ogarniam jak można ukraść komuś w nocy rower spod drzwi do mieszkania. Osiedle zamknięte, dwa domofony. Inne rowery na klatce jak stały tak stoją, ktoś musiał sobie upatrzeć i wiedzieć po co przyszedł... 👿 👿 👿
No bo wiecie, jak wyglądają osiedla chronione? Szukałam mieszkania w tym roku, więc sobie trochę pooglądałam. Monitoring, który tylko na bieżąco pokazuje, co się dzieje na osiedlu (pokazuje podpitemu śpiącemu dziadkowi w budce) i "concierge" - zwykle po 60tce, wątły pan z wąsem, cuchnący piwkiem schowanym pod stołem. Komu i w czym taka "ochrona" pomoże? U mojego brata na chronionym osiedlu też obrabiali mieszkania w biały dzień.
Akurat u nas ochrona jest super, wszystko można z nimi dogadać, zdecydowanie nie są to podpite dziadki, naprawdę sumiennie robią obchody po osiedlu itd. U nas to chyba kwestia dzielnicy - jakiś czas temu była akcja, że parkingów na całej ulicy zakosili felgi z samochodów - tego swoją drogą też nie ogarniam.
U mojego brata też wygląda, że są sumienni - tylko co z tego, skoro ludziom złodzieje wynoszą komputery w biały dzień z mieszkań? Jak bym płaciła za mieszkanie i czynsz tyle co on, to bym jednak chciała ochrony skutecznej, a nie miłej i pomocnej :/ Zraziłam się strasznie do tzw. osiedli strzeżonych.
Najgorsze jest taki uczucie, że śpisz sobie beztrosko,a ktoś cię okrada. No kurcze rower stał przypięty pod drzwiami. Dosłownie pod drzwiami. Wychodzę rano do pracy i zonk.
Z tymi monitoringami... Nawet jak są nagrania i zdjęcia to i tak szanse marne. U nas w pracy jak rąbnęli iphone z recepcji to mimo zdjęć i nagrań sprawcy z monitoringu z każdej możliwej strony gościa nie zidentyfikowali.
U mojego brata też wygląda, że są sumienni - tylko co z tego, skoro ludziom złodzieje wynoszą komputery w biały dzień z mieszkań? Jak bym płaciła za mieszkanie i czynsz tyle co on, to bym jednak chciała ochrony skutecznej, a nie miłej i pomocnej :/ Zraziłam się strasznie do tzw. osiedli strzeżonych. Dzionka, o przepraszam, na tym osiedlu czułam się bardzo obserwowana 😁.
A idzcie mi z ta ochrona! Nie chce jej, jak kiedykolwiek bedzie okazja, zeby osiedle otworzyc i pozbyc sie ochroniarzy - o! pardon, portierow! - to zamierzam glosowac za! Nawet ja przez pierwszy miesiac sie tam czulam obserwowana 😂
Wlasnie z powodu kradziezy ze "strzezonych osiedli" uwazam placenie za taka obsluge za kompletnie pozbawiona sensu. Poza tym jestem przeciwnikiem zamykania miasta i mieszkancow za kratami i wysokimi plotami. Nigdy wiecej strzezonego osiedla.
kujka, serio macie takie problemy? Moi rodzice mieszkają w Wawie na strzeżonym osiedlu i wad większych (poza zgłaszaniem do ochrony danych swoich jak wjeżdżam 😉) to ja nie widzę. Za to mnóstwo zalet. Nie ma wszędzie pozastawianych przejazdów - samochodów jest zdecydowanie mniej bo nie parkują wszyscy z okolicznych bloków. Jest czysto - na ławkach pod blokami nie wysiadują dziwni ludzie z piwem czy innymi napojami jak to dzieje się np. u mnie. Między blokami jest piękny plac zabaw dla dzieci i skwer z pergolą i altanką. Wszystko w stanie idealnym od lat. Dzieci bez problemu puszczane na całym tym skwerku bo wiadomo, że nie jeździ tam żaden samochód dookoła ani nie mają możliwości wybiegnięcia na ulicę. Nie bardzo da się tam wejść z przypadku bo nie wpuszczają bez podania nazwiska i numeru mieszkania do którego się idzie. Jest spokój. Widzę mnóstwo zalet, o których nawet nie mam jak marzyć u mnie - głównie ze względu na dostęp osób, których wolałabym jednak nie spotykać. Ostatnio mieliśmy jakiegoś agresywnego żula który biegał i walił do drzwi - nie wyobrażam sobie wyjść z mieszkania wtedy. I to niestety nie jest nic dziwnego. Znajoma (z innego osiedla na szczęście) opowiadała mi, że będą mieli zaraz wojnę pod drzwiami, bo dzień wcześniej była to dziś będzie rewanż. Tak raz w tygodniu leją im się na klatce - z nożami itp. Policja to już nawet nie chce przyjeżdżać. Marzę o zamkniętym osiedlu, żebym mogła się czuć bezpiecznie idąc wyrzucać śmieci wieczorem. Takie wiesz, bzdurne.
Bo to chyba jeszcze zależy od tego, jaki jest poziom zamknięcia. Znajomi mieszkają na dość sporym, zamkniętym osiedlu. Połowicznie zamkniętym. Pięknie zagospodarowany teren, faktycznie czysty i dzieci mogą ganiać. Na wjeździe budka i "ochrona". Ja bym powiedziała, że to nawet portier nie jest. No... dróżnik taki - od otwierania szlabanu. Bo, nawet nie sprawdza kto wjeżdża. Podjeżdża samochód - szlaban w górę. I tyle. Z drugiej strony osiedla jest taki szlaban na pilota 😂 Chyba taniej wychodzi. Poza tym 2 furtki. Nie są w żaden sposób zamknięte.
Na drugim końcu miasta jest takie małe strzeżone osiedle. I tam faktycznie - brama, ochrona i sprawdzanie kto wchodzi. Jedyną opcją "niestrzeżonego" wejścia na teren tego osiedla, to przez płot. Złodziej oczywiście znajdzie drogę, ale już tak łatwo nie ma.
U nas za to jest ogrodzony jeden blok. Furtka na zamek, brama na pilota. 12 mieszkań, 2 klatki. Wszyscy się znają. Nic nie ginie.
epk, a ochrona wymaga pokazania dowodu? Sprawdza czy nazwisko lokatora zgadza się z numerem? Jak dla mnie ochrona niewiele da jeśli złodziej sobie mieszkanie upatrzył. Nazwisko swoje można zmyślić, fałszywe dokumenty to nie jest jakiś duży problem, nazwisko lokatora można poznać dostarczają pizzę chociażby. Oczywiście, że włamanie trudniejsze ale nie niemożliwe.
abre, tak, spisuje moje dane i sprawdza na liście czy nazwisko zgadza się z numerem mieszkania. Jak mnie ktoś jeszcze nie zna to potrafią zadzwonić do ojca, żeby spytać czy faktycznie na kogoś czeka. Co akurat mnie wkurza, bo raz mi o mało co świąteczną niespodziankę dla rodziców skaszanili 😉. Na tyle dobrze znają samochody, że kiedyś jak wjechałam z pilotem ojca to przyleciał za mną jeden z pytaniem skąd mam pilota. Nie wiem od czego to zależy.
Myślę, że nigdy nie ma dostatecznego zabezpieczenia. Ale serio mnie mniej przeraża okradzenie mieszkania niż menele / dresy włóczące się koło mojego bloku i dobijające mi się do drzwi, bo mogą i nawet domofon ich nie zatrzyma, bo zepsuty. I do furii doprowadzają mnie wieczni ulotkowcy - znajdujący zawsze sposób na to, by wejść do bramy mimo miejsca na ulotki przed bramą pod daszkiem. Bo jak nie otworzę, to dzwonią do następnego i kłamią, że poczta albo coś.
Zapięciem, takim z grubym łańcuchem w środku. Nie pamiętam firmy, ale kupowałam jedno z droższych. Na pewno nie była to linka, którą można przeciąć byle czym. Po zapięciu też ani śladu. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał.