Dziewczyny, mam dylemat. Już, już miałam zapraszać do siebie któregoś Pana Pasowacza czy Panią Pasowacz, ale.... wydarzyła się dosłownie na dniach całkiem fajna okazja siodłowa, siodełko jest u mnie i dzisiaj zostało przypasowane do konia no i... zonk. Nie wiem co powiedzieć. Sprawa wygląda w następujący sposób:
siodło jest siodłem skokowym, wydaje mi się, że leży na koniu w równowadze. Wsadziłam je na kłąb, przesunęłam do momentu kiedy "samo osiadło", sprawdziłam położenie względem łopatki - sukces! Nie haczy! Pomiędzy przedni łęk mieści się 2,5-3 palce, poduszki po obu stronach przylegają swobodnie, "ciągnąc" ręką od brzucha w górę jestem w stanie delikatnie, bez napotkania oporów po drodze wsunąć rękę pod poduszki, siodło nie buja się -> naciskałam na przód - siedzi grzecznie w miejscu, naciskam na tył.... no i właśnie. Siodełko nie zrobiło takiego "ziuuu" do tyłu tak, że przedni łęk się podniósł, nie, ale.... niemniej jednak, poduszki przy tylnim łęku odstają i to dużo. Może to być po prostu kwestia wypełnienia? Czy jakaś cienka podkładka z korekcją tyłu może "wypełnić" to miejsce na tyle, by siodło nie narobiło szkód? Może ten "typ tak ma"? Mam aktualnie dwa kentaury w stajni - przy jednym w ten sposób poduszki nie odstają, ale podejrzewam je o bycie za ciasnym, a w tym kentaurze właśnie w ten sposób poduchy odstają.
Wklejam zdjęcia, może ktoś zauważy coś, czego ja nie widzę.
To jest koń i jego grzbiet:


Koń z siodłem:

Siodło:

Lewa strona:

Prawa strona:

No i nieszczęsne poduchy...



Po każdej stronie odstaje tyle samo, siodło wygląda mi na równe.