Forum towarzyskie »

Wszystko o wspinaniu: skałki, taternictwo, sprzęt, topo, ludzie, kursy etc.

smarcik, to przybywaj 😉

magda, amnestia jest teraz w Tatrach, wiec zda Ci relacje co do warunków, ale podejrzewam, ze raków już nie potrzeba. Tydzień temu chodziłam w Alpach na 2,5k I śnieg był zupełnie miękki. Chociaż nie mam pojęcia, jak to w Tatrach wygląda, gdzie łażą dzikie tłumy... Za to na pewno zawsze i wszędzie przydają się kije trekingowe, wchodząc np na jakieś pole śnieżna, warto mieć dwie dodatkowe "nogi".
Mniej ludzi jest zazwyczaj w Tatrach Słowackich. Ja już chyba nie umiałabym chodzić po szlakach, gdzie tłumy większe niż w supermarkecie...
W Tatrach byłam raz w życiu, w liceum na wycieczce szkolnej, szliśmy wtedy na Mały Kościelec. W związku z tym raczej muszę połazikować, oswoić się z górami, zobaczyć z czym to się je a potem może pomyślę o łażeniu poza tłumnymi szlakami 😉
Kije jakieś najtańsze wystarczą na taki wypad? Muszę ciąć koszty, choć nie chcę wywalać kasy w błoto.
Wystarczą, fajnie by było, żeby się składały, by w razie czego przyczepić je do plecaka. Ale składają się teraz już chyba wszystkie. Im lepsze tym lżejsze, ale na taką wycieczkę to już pewnie nie będzie miało takiego dużego znaczenia. 
najtańsze czy najdroższe, w tym przypadku nie ma wielkiej różnicy... Też planuję tatry w lipcu 🙂 . Jest pięknie, ale rzeczywiście trzeba wybierać mniej uczęszczane trasy plus wychodzić bardzo wcześnie, wtedy ewentualnie wracając będzie się mijać turystówi, którzy dopiero w południe się ruszyli 😉

właśnie-chodzę z kijami wszędzie i zastanawiam się do jakiego momentu ma to sens, np na kamieniach przy podejściu na kościelec własnie. Nawet nie wiem, czy dobrze z nimi chodzę hehe 😁
Kiedy jedziesz? Ja od 11.07 rano będę, powrót 15.07 wieczorem.
Między najtańszymi a najdroższymi jest ogromna różnica w jakości (miałam kiedyś tanie i cóż, między Spokey a karbonowymi Leki jest jednak przepaść  😉 ), choć do połażenia raz w roku może nie ma sensu inwestować.
Ja też teraz chodzę wszędzie z kijkami, szczególnie je lubie schodząc w dół, bo ratują moje słabe kolana. A do góry, cóż. chyba są ok do momentu, kiedy nie trzeba łapać się rękoma skały, wtedy warto mieć łapki wolne 🙂
dla mnie kije teraz to podstawa jakiegokolwiek wyjscia w gory, naprawde. Bardzo odciazaja plecy a dla mnie to  bardzo wazne. Duzo dluzej jestem "swieza" z kijkami i najzwyczajniej w swiecie mniej sie mecze, szczegolnie pod gorke 😀

W Lidlu maja calkiem niezle kijki i w bardzo dobrych cenach, ale to trzeba przypolowac kiedy. Nie dawalabym za duzo za kijki zreszta, bo juz mi sie jedne drogie, z amortyzacja itd, wygiely, wiec chyba jednak wole troche tansze i zmieniac niz plakac nad wydanymi pieniedzmi 😀

Magdullah, babo, przede wszystkim nie porownuj sie do nikogo i rob to wylacznie dla przyjemnosci. Nic nikomu, w tym przede wszystkim sobie, nie musisz udowadniac. Nie do wszystkiego jestesmy stworzeni, ale nie zmienia to faktu ze mozna czerpac z tego przyjemnosc 🙂
No i mysle ze dobrze by Ci zrobilo pocwiczenie porzadne odpadania. Tez sie strasznie balam, i w ogole mialam obnizone zaufanie do liny ale jak poodpadalam, powisialam, zobaczylam ze nie ma jak spasc do ostatnio az bylam w szoku, bo smignelam mega wysoka skale bez strachu 🙂 To przyjdzie z czasem na pewno zreszta.
Ćwiczyłam ostatnio odpadanie (choć instruktor mi wmawia że na wędce odpadaniem tego nazwać nie można) - na dość luźnej linie szłam, jak tylko pomyślałam, że zaczynam się bać, że odpadnę, to sobie zeskakiwałam na trochę. Nie boję się tego, wiszenia też nie. Ale nadal miewam jakieś durne blokady 😉 Z dołem póki co mnie nie uczy wchodzić.
Wypad jutrzejszy odwołany ze względu na prognozy deszczowe 🙁 szkoda. Ale ma być za 2-3tyg. drugie podejście - mam nadzieję, że będę mogła jechać. Jutro za to się umówiłam na ściankę - będę po każdym wejściu robić podsumowanie 5 plusów wejścia nawet jeśli to będzie tylko złapanie jakiegoś banalnego chwytu  😁 Będzie dobrze - mimo wczorajszych humorów, dziś mam wielką ochotę iść na wspin.
Witojcie!

Już magdzie zdałam relację via fejs.

Warunki w Tatrach na szlakach spoko. Poza szlakami - zimowe. Myśmy mieli i grad, i śnieg, zamiecie, oblodzenia wszystko. Potrzebny cały sprzet zimowy (raki, czekany, etc.). Co ktoś chciał robić coś ambitniejszego (np grań Mięguszowieckich) i wpisywał się w książkę wyjść to potem czytaliśmy, ze same wycofy były. Bo mimo sprzętu - nie do przejścia.

My planowaliśmy Rysy, ale warunki arcyciężkie... Raki nie trzymały śniegu + praktycznie niemożliwe hamowanie czekanem. Zresztą w przeciągu paru dni było kilka akcji ratowniczych i ze 2 czy 3 wypadki śmiertelne. Inna sprawa, że ludzie zamiast iść rysą szli grzędą... Ewidentnie nie wiedzieli o czymś takim jak warianty wejść zimowych. No, ale mamy przecież czerwiec nie? 😵

My standardowo zeszliśmy ze szlaków. Na szlakach byliśmy jedynie "dojściowo". Pierwszy dzień lajtowo: Wrota Chałubińskiego i granią do Szpiglasa.
Drugi dzień (dużo gorsze warunki, opady śniegu, kiepska widoczność): grań Ciemniak-Opalone-Miedziane. Niestety nie polecam wychodzenia na takie granie bez znajomości topo. Ja kiedyś tę grań mocno obserwowałam, ale przyznaję AŻ TAKICH trudności się nie spodziewałam.
Dość dodać, że wspinałam się na ŻYWCA (!!!) nad przepaścią w stronę doliny Pięciu Stawów.
Ta grań jest mocno niestabilna jeśli chodzi o skałę - to widać nawet po żlebach. Kruszyzna, piargi, etc. Co znalazłam chwyt to zostawał mi w ręce. Dwukrotnie zawisłam na samych rękach, bo spod nóg wyleciały mi kamienie. Przyznaję, że przynajmniej 3 razy myślałam, ze zginę.

Zeszliśmy z grani chcąc ominąć te pierdzielone turnie, ale okazało się, ze trawersowanie zbocza wcale dużo łatwiejsze nie jest. We mgle 😎
Chcieliśmy dojść do Szpiglasowej Przełęczy, ale stromizny jakie napotykaliśmy zdecydowanie uniemożliwiały podejście. Plus zaczęło dochodzić zmęczenie, strach (ja miałam nawet jeden atak paniki). Zdecydowaliśmy się na wycof. Żlebem. Jakimkolwiek. Nie wiem czy znacie zasadę, że żlebami raczej się nie schodzi... Jak będę mieć fotę to pokażę Wam czy zeszliśmy.

Byłam przekonana, że w tym żlebie też się zabijemy. Bałam się też ze natrafimy na coś w stylu Drege'a czyli łagodnie-łagodnie, a potem JEB! komin...
Udało się zejść na szczęście. Ja jestem jedynie poobijana, dłonie mam poździerane do krwi, ale żyjemy. Od znajomych wspinaczy usłyszałam, ze jestem wariatka, bo tam są drogi V-kowe i więcej. No, a potem usłyszałam, że żałują, że ich ze mną nie było, bo by się tam chętnie pobawili hehe

Ostatniego dnia zrobiliśmy grań od drugiej strony. Pogoda jeśli chodzi o opady była gorsza, skała śliska. Ale widoczność lepsza. I już wiemy jak trzeba trawersować to zbocze, żeby zrobić całą grań. Okazało się, że byliśmy baaaardzo blisko. Tylko we mgle nie mogliśmy ocenić czy da się tamtędy wyleźć.

Jedna lajtowa fotka z okolic Opalonego
O mój buddo najdroższy, amnestria! Miałam ciary jak czytałam  😲
Zdjęcie też swoje zrobiło, choć przepiękne!

Ja się raduję, bom znowóż wybywam na wakacje do Hiszpanii. Tym razem w centrum, na wysokości 1500m
w Sierra de Gredos, na szybkiego: http://www.spain.info/pl/reportajes/las_colosales_cumbres_de_la_sierra_de_gredos.html

Cieszę się jak głupia, bo w górach byłam RAZ. Teraz sobie odbiję  😅
amnestria, ty uważaj na siebie... bo tu już nie pierwszy raz czytam o twoich przeżyciach ekstremalnych...

Dwa dni po kryzysie wymęczyłam szósteczkę. Z pierdyliardem bloków, ale poszła. I to lepiej niż V+ w tym samym miejscu (znaczna część tych dróg to rzeźba, która sprawia mi tam trudności).
Wiem, wiem... ale uzależniłam się od adrenaliny i zwykłe górołażenie mnie nudzi. Ale to ryzyko, które podjęliśmy faktycznie było duże. Obiecuję poprawę 😉

A propos kijów - najważniejsze, żeby były teleskopowe i miały takie jakby klipsy, a nie były rozkręcane. Ja mam te drugie i to jest straszne badziewie. Kijek potrafi się złożyć w nieodpowiednim momencie. Swoją drogą PZA nie zaleca używania kijów, jeśli nie ma do tego wskazań (np. zdrowotnych). Przenosząc ciężar na ręce, nie rozwijamy mięśni nóg, które są potrzebne w górach. Jeśli z kijami - to zimą.

Rul, kijki na trasie typu wejście/zejście na Kościelec to nie jest najlepszy pomysł 😉 Lepiej mieć wolne ręce. Natomiast kije są genialne przy płytach, na trawkach czy piargach.



Swoją drogą, wyszło mi, że został mi ostatni odcinek (najkrótszy, ale i najtrudniejszy 😀iabeł🙂 i będę miała zrobioną CAŁĄ grań Tatr Wysokich dookoła Doliny Pięciu Stawów Polskich. Czyli Orla Perć (zrobiona w obie strony), Walentkowy-Szpiglas-Wrota Ch., Szpiglas-Opalone. Została tylko część Walentkowy-Świnica, ale tam jest trudny wspin, więc nie jestem jeszcze gotowa 🙂
magda-planowałam koniec lipca, ale i tak zależy to od sesji 🙂
amnestria-na żywca, w takim sensie, że dłonie by nie wytrzymały i giniesz spadając 🤔 ?
Z tym kościelcem to wiem, po prostu do pewnego momentu zastanawiałam się czy to ja coś źle robię czy rzeczywiście logiczniej będzie schować kije. Przy zejściach owszem odciążają, ale mam wrażenie, że bezpieczniej i łatwiej jest bez.
Rul, na żywca = bez asekuracji. Miałam linkę, kości, taśmy, trochę ekspresów. Zastanawiałam się nad zbudowaniem stanowiska zjazdowego albo chociaż auto. Ale skała się kruszyła w rękach i nie bardzo miałam o co się zaczepiać. Uznałam, że jak zbuduję stanowisko, zawisnę całym ciężarem na skale to prędzej odpadnę niż jak szybko spróbuję stamtąd uciec, chwytając się wszystkiego, co jest pod ręką. Trawki, innych kamieni etc. Bezpiecznie czułam się tylko, jak w granicie udawało mi się rysy znaleźć, bo wiedziałam, że to mnie trzyma.
Nie wiem, jak sobie poradziłam. Nie chciałabym jednak tego powtarzać... No i nie chcę nawet mówić, ile lawin kamienistych ze znajomymi zrzuciliśmy. Ciągle coś leciało.


Lepiej schować kije i w trudniejszych miejscach ZAWSZE odwracać się przodem do ściany. Masz wtedy opcję przytrzymania się rękami, lepszego balansowania ciałem czy zwykłego chamskiego przywarcia do skały 🙂
Amnestria, szczerze? Wiem ze sie nie obrazisz, wiec napisze, ze to co zrobiliscie to szczyt glupoty. Adrenalina adrenalina, ale rozsadek powinien byc w gorach na pierwszym miejscu. Moim zdaniem stworzyliscie kompletnie nieodpowiedzialna ekipe. Cale szczescie, ze nic sie nie stalo.
Sorry, ze tak ostro, ale nie moge inaczej.
Co Ty 😉 Pewnie, że się nie obrażam. Co więcej - zgadzam się z Tobą. Nie planowaliśmy czegoś takiego i nie sądziliśmy, że wpierniczymy się w takie miejsce.
Gdyby nie pogorszenie pogody i mgły, pewnie byśmy sobie z tym na luzaku poradzili. Ale cóż, dostaliśmy niezłą szkołę...

A ludzie, którzy ze mną byli to... himalaiści. Więc jak widać, nie doceniliśmy tej grani. I nam się oberwało.


Dodam jeszcze (tylko proszę akurat o nieocenianie tej części), że zdecydowaliśmy wspólnie, że nie będziemy wzywać TOPRu.
haha, to by byla plama na honorze dla Himalaisty zginac w Tatrach  🤣
cóż, góry uczą pokory. wszystkich - i mnie szczypiora, i ludków, którzy na tę grań poszli w ramach jakiegoś tam treningu, tym razem przed Śnieżną Panterą.
a, że pogoda potrafi zmieniać się DRASTYCZNIE - to właśnie tego doświadczyliśmy 😉
amnestia, życie Ci niemiłe? Zgadzam się w 200% z przedmówcą!  🤬

Polecam poczytać/pooglądać filmy z Kurtyką - jak sam mówi, jest "największym tchórzem". Ale dziwnym trafem to właśnie ten "tchórz" wciąż żyje i ma się dobrze, podczas gdy Kukuczka, Rutkiewicz itd zostali w górach na zawsze...
Dziewczyny - ja to wszystko wiem 😉 A wypowiedzi Kurtyki czytałam nie raz, nie dwa 😉

Ale stało się. Byliśmy na tej grani i dostaliśmy w d*. Duch Gór był wyjątkowo łaskawy, stąd mimo, że na sobotę też mieliśmy ambitne plany - zrezygnowaliśmy z nich.
Poza tym, my nawet wtedy, w piątek, robiliśmy wycof (bo uznaliśmy, że trasa, warunki etc. nas przerosły). To, że wycof okazał się jeszcze gorszy niż samo przejście to już inna sprawa...


Ale po raz kolejny dodam, że zgadzam się z Wami :kwiatek:
No!  🤣 Juz dobrze 🙂 Cieszymy sie ze zyjesz 😀
amenstria-a tak z ciekawości, za każdym razem bawicie się w pozwolenie od TPN?
Nigdy - zmieniły się przepisy i jeśli wychodzisz ze szpejem jesteś traktowana jako taternik.
I wtedy chodzisz gdzie chcesz i jak chcesz. Te zasady nie dotyczą jednak rezerwatów ścisłych (np. Żółta Turnia), gdzie nie wolno się zapuszczać nawet taternikom
Dziewczeta 😉 Ma ktoras z was moze koszulke Icebreaker z welny merino? Mam jeden longsleeve innej firmy i jestem zachwycona, bardzo cieply, a przy tym przewiewny. Te koszulki Icebreakera sa ponoc swietne na parodniowe wedrowki, ponoc nie smierdza jak sie czlowiek spoci 😉
Ja mam 🙂 Jak dla mnie to śmierdzi 😀iabeł: Ale schnie super szybko i w sumie jak się jej da dzień odpoczynku (niekoniecznie prania) i przewietrzy to zapach się ulatnia.
Cieplutka i milutka, i fajnie dopasowana (mam na długi rękaw)
podobno merino z decathlonu tez nie jest złe, jakiś czas temu była promocja. Na lato to to się nada, czy za ciepłe 🙂 ?

kolano boli od samego patrzenia 😁
Dziewczyny co sądzicie o "wyprawach" komercyjnych? W cudzysłowie bo nie chodzi mi o Himalaje a o Mont Blanc  😉 Raczej byłam przeciwna takim rozwiązaniom ale teraz tak sobie myślę, że jeszcze dużo czasu upłynie zanim będę miała odpowiedni sprzęt i umiejętności żeby wybrać się samodzielnie - pod opieką instruktora zawsze łatwiej. Marzy mi się taka góra od dawna  😉

Np tu znalazłam taką możliwość: http://www.centrumsportowgorskich.pl/wyprawy-gorskie/wyprawa-na-mont-blanc przyznam, że spodziewałam się wyższej ceny  😉
co prawda wyprawy te były lżejsze, ale: moja matka była na zorganizowanych na Kilimandżaro, Annapurna i jeszcze gdzieś w himalajach. Wg niej jeśli nie ma się porządnej i doświadczonej ekipy nie ma co się pchać samemu, lepiej zapłacić za coś pewnego i bezpiecznego, ogólnie poleca, chociaż tak jak Ty przez zawsze unikała jak mogła zorganizowanych wyjazdów, wypraw itp 🙂
Wadą jest na pewno ograniczony czas. Trafisz na złą pogodę, to nie wejdziesz, bo nie poczeka grupa - sztywno ustalony termin. No i grupa dostosowuje się do najsłabszej osoby, więc jak źle trafisz... to słabo 🙂

Waham się czy nie skoczyć w lipcu jednak w sokoliki zamiast w Tatry  👀
No tylko sprawdźcie dobrze z kim chcecie jechać... ostatnio afera goni aferę
ABSOLUTNIE nie należy jechać na tzw. wyprawy partnerskie!

Polecam poczytać:
http://www.taternictwo.com.pl/Download/EXTRA/W_gory_z_Fachowcem.htm
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się