Dodo, wiesz, mam mieszane uczucia. Kiedyś w góry jeździli wybrańcy, zapaleńcy, którzy musieli stanąć na głowie, żeby taką wyprawę móc zorganizować. Dzięki temu trafiali tam tylko najlepsi. Nie było przypadków. Teraz każdy, w wystarczająco zasobnym kontem, może pojechać gdziekolwiek. Nurkowanie na egipskich rafach już dawno przestało ich zadowalać. Czy można w takiej sytuacji osądzać kogokolwiek? Kim w sumie był Cichy? Liderem wyprawy? No chyba nie, skoro jego autorytet nie zatrzymał Krawczyńskiego przed pójściem na szczyt. Idziesz w góry ze wspinaczkowym guru, ale możesz liczyć tylko na siebie. Masz poczucie bezpieczeństwa, a jesteś sam. Cóż, to takie nasze specyficzne pojmowanie demokracji. Chcemy poczucia bezpieczeństwa, ale bez oddania odrobiny z naszej wolności wyboru...
Wydarzył się wypadek, zginął człowiek, ale czy można tu szukać winnego? Ja bym się nie odważyła. Facet sam ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Tyle. Niezależnie od tego, jaki niesmak budzi sytuacja po jego zaginięciu.
Mnie przeraziły te zdjęcia z Mont E. Te zwłoki. Truchło, mięso... znieczulica... Mam w d. trupa, mam namiot 5m dalej. Zero refleksji...
Ponoć w ogóle M.E. To jedna wielka śmieciarnia... Tony śmieci po obozach itd. Teraz fakt - kasa i sie wymaga i idzie... kupuje sie wejście w góry, kupuje się rejs jachtem w extremalnych warunkach, czy inne rzeczy... za kasę. Często ze średnim przygotowaniem.
Generalnie brak zasad... robię co mi sie podoba. Bo tak. Szef nie jest szefem, bo przecież uczestnik "wie lepiej"
O tu... 8 ton śmieci... Ale bardziej mnie zaskoczył wpis w ramce. Jednego dnia w jakaś sobotę szczyt zdobyło 150 osób!!! Kurde, toż to deptak Krupówki... Po przeczytaniu tego dziwie ze ze ludzie tam jeszcze jeżdżą.... Żadna rewelacja, nic wyjątkowego skoro idzie sie w kolejce jak na Giewont...
Msze święte w intencji Tomka Kowalskiego i Macieja Berberki odbędą się w kościele ojców Dominikanów na al. Niepodległości w Poznaniu w dniach: 20.03.2013 (środa) o godz. 17😲0 oraz 19.05.2013 (niedziela) o godz. 19😲0.
Spotkanie prasowe z uczestnikami wyprawy zimowej PZA na Broad Peak Uczestnicy wyprawy zimowej PZA na Broad Peak przyjadą do Warszawy 19.03 i będą do dyspozycji mediów o godzinie 11 w Centrum Olimpijskim w Warszawie przy ulicy Wybrzeże Gdyńskie 4.
Celem spotkania będzie przedstawienie faktów z pierwszego w historii zimowego zdobycia Broad Peak, z przebiegu ataku szczytowego z dnia 5.03 i śmiertelnego wypadku dwójki himalaistów Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. Będzie możliwość zadania pytań kierownikowi Krzysztofowi Wielickiemu oraz zdobywcom Adamowi Bieleckiemu i Arturowi Małkowi.
Dodo a skad w ogole takie wnioski - znieczulica, mam w d.?? Bo mi sie wydaje ze mocno Cie ponioslo. Bylas? Rozmawialas z kims kto byl, widzial i ma taka opinie? To ze ciala leza w drodze na szczyt - tak po prostu jest. Mija sie je, rozbija obok obozy - nie ma innego wyjscia. Kwiaty maja ze soba nosic albo krzyze wbijac zeby innym wydawalo sie ze sa refleksyjni?
Wielki szacunek dla himalaistów, to co robią to jest coś nieprawdopodobnego. Mam wrażenie, że porównanie tego do maratonów to nieporozumienie. Smutno było słuchać o tym, jak Tomek wyglądał ok przed szczytem, a potem musiało go nagle załamanie złapać.
Jestem tego pewny, w głębi duszy o tym wiem, że gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się. Mimo świata który, kocha i rani nas dzień w dzień, gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się.
Co do śmieci - tam zostaje masa sprzętu, masa śmieci i wszystkiego. Ludzie nie są w stanie tego znieść w dół. Niestety. To jest ciągła walka na śmierć i życie. Mam mieszane odczucia co do tego, ale nie da się, zwyczajnie się nie da inaczej.
To ze ciala leza w drodze na szczyt - tak po prostu jest. Mija sie je, rozbija obok obozy - nie ma innego wyjscia. Kwiaty maja ze soba nosic albo krzyze wbijac zeby innym wydawalo sie ze sa refleksyjni?
Nie, pochować w najbliższej szczelinie, lub chociaż obłożyć głazami. Zamiast robić zdjęcia/filmy i wklejać do netu... częśc alpinistów tak robi - ale wyprawy komercyjne niestety nie... A Everest to aktualnie przede wszystkim komercja jednak.
Wytłumaczcie mi proszę, bo wlaśnie słyszałam krótki wywiad w radio: dlaczego to podejście na szczyt tak wolno idzie? Jeden z nich wypowiadał się, że wyszedł z obozu 4 i chciał podejść do góry i zrobienie 30 kroków zajęło mu 30 minut.
Na takiej wysokości praktycznie nie ma czym oddychać. Powietrze jest bardzo rozrzedzone. Jest mało tlenu.
O, znalazłam "Pierwszą reakcją organizmu na spadek ilości tlenu w powietrzu jest wzrost liczby oddechów na minutę (norma to 14-20/min). Ma to już miejsce od wysokości 2000m. Z tego powodu wraz ze wzrostem wysokości pogarsza się wysycenie tlenem krwi. Dochodzi wtedy do zmian w funkcjonowaniu układu oddechowego, układu krążenia, układu nerwowego i mięśniowego oraz w funkcjach regulacji wewnętrznej homeostazy i wydzielania wewnętrznego. Wówczas nie tylko intensywność wysiłku, ale głównie warunki, w jakich się on odbywa, wpływają na procesy metaboliczne organizmu i efektywność zużywanej energii przez ustrój alpinisty.Pierwsze różnice wysokości, pokonywane na wstępnych odcinkach podejścia, wiążą się z przebudową wydolności tlenowej organizmu. Dochodzi wówczas do zwiększenia częstości i głębokości wykonywanych oddechów, wzrasta także częstość akcji serca i ciśnienie tętnicze krwi. Wzrost częstości skurczów serca dochodzi często nawet do 200 uderzeń na minutę. Wysiłek jest realizowany na granicy albo powyżej granicy progu wydolności przemian tlenowo/beztlenowych. Zdolność do wykonywania intensywnego wysiłku i ilość wykonywanej pracy mięśniowej w takich warunkach gwałtownie maleje. System homeostazy organizmu pobudza mechanizmy kompensujące zmieniające się warunki zewnętrzne, które adaptują organizm do wysiłku w warunkach o obniżonej zawartości tlenu. W celu umożliwienia organizmowi uzyskania równowagi energetycznej i warunków wyrównania metabolicznego, należy organizować przerwy na aklimatyzację. Organizm wykorzystuje je na produkcję zwiększonej liczby erytrocytów, które są zdolne do przenoszenia większej ilości tlenu. Dzięki temu na postojach obserwuje się „wyrównanie” częstości oddechów oraz częstości akcji serca."
i jescze " Większą ilość krwinek czerwonych we krwi oznacza możliwość transportu większej ilości tlenu. Nowe czerwone krwinki pojawiają się dopiero po około czterech dniach przebywania na większej wysokości. "
Ponadto co napisała buyaka warto wspomnieć, że na tych wysokościach nie idzie się spokojnie pod górkę, jak na Morskie Oko... Tam często jest pionowa ściana, czy grań. Jeden mały błąd i się leci... Poza tym często trzeba ustawiać poręczówki. Torować drogę w śniegu na wypłaszczeniach... Do tego deficyt tlenowy, wychłodzenie organizmu, brak energii (organizm nie przyswaja pokarmów, człowiek nie jest głodny, ale i nie ma energii) Także sam brak tlenu to tylko jedna z przyczyn trudności przy zdobywaniu wysokich gór - zwłaszcza zimą...
a akurat do pytania JARY, to te 30 metrów od namiotu tyczyło się poranka po zdobyciu szczytu i zejściu do bazy Artura Małka (ok. 2.20 w nocy), który o świcie chciał rozejrzeć się za Maćkiem.
Długa jest ta konferencja, ale powinien to być materiał obowiązkowy dla wszystkich, którzy rzucają oskarżenia, pytają: dlaczego nie szli razem? dlaczego nie wrócili po chłopaków? itd. Skręca mnie już, jak czytam takie komentarze. Niektórych "mądrych" dziennikarzy trzeba by było wysłać chociaż na 6 tyś metrów, może by co nieco zrozumieli.
Informacje z konferencji prasowej (materiały) ' Wyprawa zimowa PZA na Broad Peak (8047 m) 2012/13 Informacja prasowa 19marca 2013 Wyprawa odbyła się w ramach programu sportowego „Polski Himalaizm Zimowy 2010 – 2015”. Wszystkie informacje o programie znajdują się na stronie www.polskihimalaizmzimowy.pl, a szczególnie w zakładce „informacje prasowe”. Wyprawa dokonała pierwszego w historii zimowego wejścia na szczyt Broad Peak 8047 m w Karakorum, Pakistan w dniu 5 marca 2013 roku. Do ataku na szczyt zespól himalaistów w składzie Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek wyruszył z obozu IV na wys. 7400 m o świcie 5 marca (godz. 5:15). Na decyzję o godzinie wyjścia wpływ miały bardzo dobre panujące warunki i równie dobra prognoza pogody na najbliższe doby oraz klasyczna zasada mówiąca o tym, że zimą do ataku w nocy się nie wychodzi. Istotne było również to, że poprzedniego dnia himalaiści dotarli do obozu IV późno (wprost z obozu II) i potrzebowali odpowiednią ilość godzin na odpoczynek. W drodze na szczyt pokonano trzy szczeliny, z których najtrudniejszą ubezpieczono liną poręczową. Do przełęczy drogę prowadzili na zmianę Adam Bielecki i Maciej Berbeka. Na przełęcz i grań, na wys. około 7900 m himalaiści weszli o 12:30 w kolejności Bielecki, Berbeka, a potem razem Małek i Kowalski. Himalaistów było czterech, ale z założenia wspinali się oni w dwóch zespołach: Bielecki-Małek, Berbeka-Kowalski. Od przełęczy w górę, z powodu trudności do przedwierzchołka Rocky Summit (8027 m) szli związani liną w dwóch osobnych zespołach. Pierwszy wspinał się zespół Bielecki-Małek. Od przełęczy osiągniętej o 12:30 do zdobycia szczytu przez pierwszego alpinistę minęło więcej czasu niż zakładał pierwotny plan ataku szczytowego. Było to spowodowane nieprzewidzianymi trudnościami technicznymi przed przedwierzchołkiem Rocky Summit, które jak się okazało latem nie występują. Na przedwierzchołku Rocky Summit 8027 m wspinacze byli ok. godziny 16.00. Stąd Zarówno Adam Bielecki jak i Maciej Berbeka łączyli się z bazą, z kierownikiem Krzysztofem Wielickim. Podjęli decyzję o kontynuowaniu ataku. Na szczycie stanęli (czasy zweryfikowane, wcześniej podawano inne): -Adam Bielecki o godz. 17:20 -Artur Małek o godz. 17:50 -Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski o godz. 18😲0 Czwórka himalaistów rozłączyła się już w drodze na szczyt i pomiędzy pierwszym a ostatnim zdobywcą było 40 minut różnicy. Himalaiści schodzili ze szczytu kolejno, zaraz po jego zdobyciu, bez oczekiwania na pozostałych. Oczekiwanie w warunkach zimowych na tej wysokości nie jest możliwe – grozi wychłodzeniem, hipotermią i innymi następstwami zdrowotnymi. Czekanie powiększałoby niebezpieczeństwo dla całego zespołu. W drodze na szczyt żaden ze wspinaczy nie zgłaszał oznak słabości. Również cofnięcie się pod górę, po wolniejszych towarzyszy w warunkach zimy na wysokości, po kilkunastogodzinnym ataku szczytowym, jest bardzo trudne i niezwykle ryzykowne. Mimo wydawałoby się późnej pory i wejścia na szczyt przez pierwszego zdobywcę (cel wyprawy osiągnięty - szczyt zdobyty), atak kontynuowano, choć w imię zasady „trzymania się razem” mógłby zostać przerwany. Himalaiści mieli prawo do takiej decyzji – obiektywnie warunki i prognoza były bowiem wyjątkowo sprzyjające. Temperatura wynosiła od minus 29 do minus 35 (w nocy), było prawie bezwietrznie, całkowicie bezchmurnie, przy pełnej, niezakłóconej widoczności.W tak, jak na zimę, doskonałych warunkach do wspinaczki, szanse powodzenia były ogromne. Niestety, po zdobyciu szczytu u Tomasza Kowalskiego nastąpiłonajprawdopodobniej gwałtowne, niepoprzedzone żadnymi objawami wyczerpanie energetyczne i szybkie zmiany patologiczne związane z wysokością i niską temperaturą. Nie był w stanie schodzić. Normalnie godzinny odcinek drogi do przełęczy zajął mu 12 godzin, gdzie przypuszczalnie pozostał. Z Tomkiem parokrotnie została nawiązana łączność radiowa. Z Maciejem Berbeką od momentu zdobycia szczytu nie było żadnej łączności. Maciej i Tomasz nie schodzili razem, nie jest też jasne, czy choć przez moment przebywali obok siebie. Maciej schodził pierwszy, na odległość wzroku od Tomasza, parę razy był przez niego widziany. Również w przypadku Macieja Berbeki można przypuszczać, iż doszło doskrajnego wyczerpania energetycznego, w wyniku którego mógł on przy tak dużych trudnościach technicznych wpaść do szczeliny lub spaść w przepaść (w dniu 6 marca w godzinach porannych po ekstremalnie trudnej nocy spędzonej bez jakiegokolwiek sprzętu biwakowego na wysokości około 7700 m, gdzie był widziany ostatni raz). Adam Bielecki powrócił ze szczytu do obozu IV o godzinie 22:10 (czas zweryfikowany, wcześniej podawano inną porę), a Artur Małek o 2😲0nad ranem. Oboje w czasie zejścia nie łączyli się radiotelefonicznie z powodów technicznych (przestawienie się częstotliwości w radiu Adama, trudności z uruchomieniem radia przez Artura). Po odpoczynku, jeszcze tej samej nocy Adam Bielecki wyszedł z namiotu w górę naprzeciw Arturowi Małkowi i pozostałym schodzącym. Zdołał wspiąć się w górę zaledwie kilkadziesiąt metrów i musiał zawrócić z powodu wyczerpania fizycznego po zdobyciu szczytu. Rano Artur Małek, po odpoczynku, także podjął próbę wyjścia na poszukiwania pozostałej dwójki. Wyposażony w płyny w termosie itp. wyszedł w górę, w stronę przełęczy. Zdołał wspiąć się zaledwie kilkadziesiątmetrów i podobnie jak Adam Bielecki z powodu ogólnej słabości zszedł do obozu IV. W dniu 6 marca wspinacz pakistański Karim Hayat wyszedł z obozu II w celu zlustrowaniastoków pod przełęczą i kontynuacji poszukiwań. Doszedł aż do szczelin na wysokości około 7700 m. Pomimo bardzo dobrej widoczności nie dostrzegł żadnych śladów Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. Następnego dnia Kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki uznał szanse na przeżycie dwójki zaginionych po spędzeniu dwóch nocy bez sprzętu biwakowego w ekstremalnie trudnychwarunkach za zerowe. Wyprawę zakończono 8 marca po południu. Po symbolicznym pożegnaniu i modlitwie za zmarłych rozpoczęto zejście w doliny. Kwestie medyczne zostały opisane osobno w formie opinii dra n. med. Roberta Szymczaka - specjalisty medycyny ratunkowej i wysokogórskiej, członka komisji medycznej PZA i wybitnego himalaisty. Szanse użycia helikopterów lub innych środków wspomagających poszukiwania (satelitarny lokalizator GPS) opisano w osobnym materiale dostępnym na stronie programu Polski Himalaizm Zimowy. Powyższy materiał ma charakter informacyjny, natomiast szczegółowymi analizami i ostateczną oceną całej wyprawy zajmie się specjalna komisja Polskiego Związku Alpinizmu. Kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki AdamBielecki –uczestnik Artur Małek –uczestnik Artur Hajzer –koordynator krajowy, kierownik programu PHZ 2010-2015
Przepraszam za post pod postem, ale dużo informacji, mam nadzieję, że wiele wyjaśnią.
I opinia lekarska
Gdańsk, 2013.03.17 Opinia lekarska dotycząca przyczyn śmierci w warunkach wysokogórskich. Czynniki środowiskowe, które ograniczają przetrwanie człowieka w warunkach wysokogórskich, to obniżający się wraz z wysokością poziom tlenu oraz spadek temperatury otoczenia. Organizm człowieka może w ciągu kilku tygodni zaaklimatyzować się w pełni jedyniedo wysokości 5500 –6000 m n.p.m. Pobyt powyżej 6000 m, oprócz zmian aklimatyzacyjnych, powoduje powolne wyniszczanie organizmu objawiające się spadkiem masy mięśniowej, obniżeniem wydolności fizycznej oraz zaburzeniami funkcji poznawczych. Z tego względu podczas wypraw na ośmiotysięczniki czas akcji górskiej powyżej 6000 m ogranicza się do minimum. Średnio oznacza to cztery do sześciu kilkudniowych wyjść z bazy znajdującej się na wysokości około 5000 m w celu założenia wyższych obozów. Spędzenie nocy na wysokości powyżej 7000 m n.p.m. (około 1000 m poniżej szczytu), podczas ostatniego przed atakiem wyjścia powyżej bazy, oznacza osiągnięcie wystarczającej aklimatyzacji do ataku szczytowego. Atak szczytowy trwa kilka dni, podczas których alpiniści pokonują drogę z bazy do kolejnych, coraz wyższych obozów, po to by ostatecznie stanąć i zejść ze szczytu. Każdy dzień ataku szczytowego to od kilku do kilkunastu godzin wyczerpującego wysiłku fizycznego. Biorąc pod uwagę negatywny wpływ niedotlenienia na wchłanianie przez przewód pokarmowy substancji odżywczych, oraz trudności z uzyskaniem odpowiedniej ilości wody, alpiniści podczas kolejnych dni ataku szczytowego są coraz bardziej wyczerpani energetycznie i odwodnieni. Kulminacją ataku jest dzień, a w rzeczywistości około 24 godzin, wejścia na szczyt, w którym alpiniści przekraczają wysokość 8000 m. Wysokość powyżej 8000 m to strefa śmierci. Na takiej wysokości procesy wyniszczające organizm człowieka znacząco przeważają nad procesami aklimatyzacyjnymi. Zawartość tlenu powyżej 8000 m n.p.m. stanowi jedynie jedną trzecią wartości z poziomu morza, a temperatura powietrza spada 20-30 stopni poniżej zera. Pobyt w strefie śmierci powinien być możliwie najkrótszy z uwagi na znaczne niebezpieczeństwo wystąpienia chorób wysokogórskich (wysokogórski obrzęk płuc, wysokogórski obrzęk mózgu) oraz wychłodzenia. Długotrwały atak szczytowy prowadzi do krańcowego zmęczenia i wyczerpania zasobów energetycznych organizmu. Himalaista, który staje na szczycie ośmiotysięcznym jest krańcowo wyczerpany, ma znacznie obniżoną wydolność fizyczną, zaburzone funkcje poznawcze oraz obniżony krytycyzm utrudniający prawidłową ocenę sytuacji. Pozostałe po wejściu na szczyt zasoby energetyczne organizmu pozwalają większości himalaistów podczas zejścia jedynie na walkę o własne przetrwanie. Na podstawie danych naukowych stwierdzono, iż spośród himalaistów, którzy zginęli po przekroczeniu wysokości 8000 m podczas wspinaczki na Everest, 35% miało objawy choroby wysokogórskiej, 6% dodatkowo objawy wychłodzenia, 36% zginęło w wyniku urazu, a 29% uznano za zaginionych. Głównymi objawami jakie przejawiali himalaiści niezależnie od przyczyny śmierci były: krańcowe zmęczenie (36%), zaburzenia świadomości lub śpiączka (22%), zaburzenia równowagi (13%), zaburzenia oddechu (5%), oraz nudności i wymioty (3%). W analizowanej grupie himalaistów 73% zginęło podczas zejścia (56% po zdobyciu szczytu, 17 % po rezygnacji z wejścia na wierzchołek i rozpoczęciu schodzenia), 10 % w drodze na szczyt, 5% w ostatnim obozie, a na temat pozostałych 13 % brak jest danych. Procentowa ilość himalaistów jaka ginie podczas zejścia z ośmiotysięcznika zależy od jego wysokości oraz trudności technicznych, i tak: 0.5% himalaistów ginie w zejściu z Cho-Oyu, 7.4% z Annapurny, 8% z Everestu, a aż 19% ginie w trakcie zejścia ze szczytu K2. Podsumowując, głównymi przyczynami śmierci himalaistów, którzy przekroczyli podczas wspinaczki wysokość 8000 m są zaburzenia świadomości związane z wysokogórskim obrzękiem mózgu oraz krańcowe zmęczenie. Prawdopodobieństwo śmierci podczas zejścia ze szczytu wzrasta wraz z wysokością i trudnościami technicznymi zdobywanego szczytu. Bibliografia: 1. British Medical Journal-Christmas 2008: Sport; Paul G Firth i inni; Mortality on Mount Everest, 1921-2006: descriptive study. 2. The Journal of Experimental Biology 204, 3115-3119 (2001); Raymond B. Huey i inni; Limits to human performance: elevated risks on high mountains 3. High Altitude Medicine and Physiology; J.B. West, R.B. Schoene, J.S. Milledge; HodderArnold 2007. 4. www.medeverest.pl 5. 100 Porad Gór Dr n. med. Robert Szymczak, specjalista medycyny ratunkowej
Wspomnieli, że podczas jednej rozmowy z Kowalskim chcieli, żeby przekazał odbiornik Berbece, ale uzyskali odpowiedź, że "Maciek nie chce w ogóle gadać". Na pytanie, czy kopią jamę, odpowiedział, że siedzą na głazie. Pytanie, czy Berbeka ruszył na dół, jak Kowalski zmarł (bo widziano go w okolicach przełęczy), czy Kowalski nie chciał przyznać, że został sam. Tego się nie dowiemy. Jedno jest pocieszające, że jeszcze z tydzień-dwa i media zapomną, aż do przyszłego roku.
Doczytałam relację. Kowalski ani razu nie poprosił o pomoc, nie był świadomo tego, co się z nim dzieje i najprawdopodobniej jego mózg "wytworzył" obraz Berbeki obok. Smutne...
[quote author=Lanka_Cathar link=topic=90952.msg1721038#msg1721038 date=1363728699] . Smutne... [/quote] szczesliwe. nie chce sobie wyobrazac, co czuje czlowiek, doswiadczony wspinacz, ktory wie, ze umrze, ze nie da rady zejsc. co czuje czlowiek, ktory wie, ze nie moze pomoc koledze, ze zostanie z nim i umra obaj, albo go zostawi i moze przezyje. nie chce sobie tego wyobrazac i uwazam, ze brak swiadomosci w takich momentach to blogoslawienstwo. to nie moja pasja. ale obejrzalam filmy i rozumiem... wiem co ich tam ciagnie, trzyma, kaze isc i spadac. wiem, ze najlepsza smierc dla nich, to taka. wiem jakiej ja bym chciala (o ile tak o smierci da sie mowic?). szanuje pasje, szanuje ciezka prace. oskarzanie teraz kogokolwiek... bardzo brzydkie i nie na miejscu.