i believe i can fly1 skoro tak twierdzisz, no to powodzenia z tym "misiem"... 😉
U mnie dzisiaj bardzo udany trening, choć ostatnio włącza mi się jakiś dziesiąty zmysł pseudowkkwisty i zapierdzielamy z kobyłą trochę jednak za szybko jak na halowe warunki... 😁 Czas się ogarnąć, bo coraz więcej ludzi na hali, coraz łatwiej o wypadek. Swobodne galopady, czy to na parkurze, czy tylko po długich ścianach hali, będą musiały poczekać do wiosny... 😉
A poza tym, dziś jest szczególna data - 12.12... Gdyby Muskat był wciąż mój, mijałoby dziś równe 4 lata od jego kupna.
Wtedy, 12.12.2009 roku, zyskałam wspaniałego Przyjaciela i chyba nie będzie wstydem przyznać, że czasami bardzo za nim tęsknię. Brakuje mi konia, którego już tak dobrze znałam, i który był w pewnym sensie odbiciem mnie. Dzwoniłam dziś do jego aktualnych właścicieli, cieszę się, że przebywa w dobrym miejscu, gdzie jest otoczony opieką i miłością 🙂 Usłyszałam przez telefon, że dostaje na zimę jakieś mega dobre suplementy (takie, które ja tylko mogłam pooglądać na półkach 😀), żeby pozostał w formie, przede wszystkim z kopytami, a poza tym ma chwilkę wolnego od pracy i swoich opiekunów widzi wieczorami, gdy przyjeżdżają do niego, tylko po to, żeby go wyczyścić i pobyć z nim 😀 Poza tym całe dnie spędza na pastwiskach, obrośnięty jak niedźwiedź i szczęśliwy 🙂
Tak bardzo się cieszę, że ma tych kochających ludzi i chociaż dzisiaj, akurat dzisiaj, kręci mi się w oku łza, myślę, że ta historia doczekała się świetnego happy end'u... 😉
A na koniec postu jedna wspomnieniowa fotka. Gdy go odwiedzę (już niedługo!) pojawi się coś nowego 😉