No jedyne, z czego póki co miałabym zrezygnować to te jajka- ale jak widać zdania są podzielone. Zawsze jadłam dużo jajek i nigdy nie miałam z tym problemów. Bo inne rzeczy to energetyki i słodycze, a tu już odrzuciłam. I kanapki, które bardzo lubię- a ograniczam do 1 raza dziennie. Wędlin nie kupuję i nie lubię. Z mięsa praktycznie tylko pierś z kurczaka i mięso "zupne". Masła używam tyle, co cieniuteńko polecieć po kanapce. Cukier z 2-2,5 łyżek do jednej lub w ogóle. Jeśli sałatki mogę jeść codziennie na kolację- to nie będzie w nich węglowodanów. Czekam na ten moment za 3-4 miesiące, kiedy będę mogła sobie zjeść raz na kilka dni batona czy garść chipsów 😍
Zen z tymi ćwiczeniami jest tak, że idąc na siłownię mam właśnie ok. godziny na wszystko. Czy mogę zrobić tak, że przez pierwsze 15-20 minut działam na bieżni(tak, jak pisałam- 4 minuty marszu, 2 minuty biegu), potem seria ćwiczeń i potem znów 20 minut bieżni? Tak będzie ok? Czy jednak wyrabiać całą godzinę na bieżni? Obawiam się, że monotonia mnie mocno zniechęci.
Incognito nie, błagam, tylko nie spacery 🙇 NIENAWIDZĘ spacerować... takie łażenie bez sensu po parku doprowadza mnie do szewskiej pasji 😵 Młoda zasypia raz, góra dwa dziennie, wtedy zazwyczaj sprzątam lub gotuję. Ale spróbuję wygospodarować trochę czasu i porobić sobie np. 10 minutowe treningi cardio z Mel B.
CzarownicaSa, nie musisz znajdować sobie innego miejsca, po prostu zaciśnij zęby, zrób co masz zrobić, a później kiedy osiągniesz swój cel podniesiesz liczbę kalorii. Zobaczysz nawyki same wejdę w krew.
Czarownica narazie "myślisz" o diecie, wymyślasz, kontrolujesz, cały czas mózg pracuje, buntuje sie za miesiac-dwa ZAPOMNISZ o "diecie" bo wejdzie Ci w krew jak zjesz paczkę czipsów - po prostu przez dwa dni weźmiesz i zaciśniesz pasa - zjesz mniej i bardziej racjonalnie po prostu jedz rozsądnie - bez spinania się
JARA nie uciekam, jeśli to chodzi 😉 Po prostu muszę się bardziej kontrolować i przestać Wam tutaj marudzić. Bo mniemam, że to jest już meeeega wnerwiające 😡
Dodofon mam nadzieję, że tak będzie. Już wchodzi mi w nawyk kupowanie warzyw i dodawanie ich wszędzie. Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie łatwiej...
Dzięki dziewczyny :kwiatek: Przepraszam za to ciągłe marudzenie... obiecuję się poprawić! 🤬 Nie dałabym sobie rady z tym sama...
Ćwiczenie z dzieckiem... taaa Ostatnio miałam gówniarza na głowie. Pomógł dopiero donośny huk na ojca "zabierz to stąd!!!". Kupiłam sobie parówki sojowe, bo tęsknię za normalnymi 😁 i bleeeeeeeeee
CzarownicaSa, nie idź na siłownię na ćwiczenia, jak bieżnia monotonna, to kliknij w niej program 'fat burn', trwa 60 min, biegasz i maszerujesz na zmianę, bieżnia sama ustawia. Ale jak czujesz, że będzie monotonnie, to idź na dwór biegać, nawet wokół bloku. Ale ma być godzina. I owszem, ćwiczenia siłowe i aeroby SĄ uciążliwe, myślisz, że ja sobie biegam godzinę dla jakiejś wyżeszj przyjemności? Nie. Po 15 minutach zawsze myślę, co ja właściwie odpierd* i co ja w ogóle tu robię. Ale to mija, myślę o moim celu, jestem zdeterminowana i uparta i cisnę dalej. A na siłowych ćwiczeniach?Pot się ze mnie leje, mam mokrą, za przeproszeniem, dupę jakbym się zlała, ale wiem, czego chcę i wiem, że to, czego chcę, nie jest łatwe do osiągnięcia. Ba, nie jest osiągalne dla każdego, więc patrzę sobie w oczy w lustrze i wiem, że będzie tak, jak JA chcę. I robię swoje. I zawsze jestem szczęśliwa i dumna z siebie, że wytrwałam.
Jeśli koniecznie chcesz ćwiczyć, to tak: pierwsze 10 min. na biezni to nie są ćwiczenia aerobowe, tylko zwykłą rozgrzewka. Wiec rozgrzewasz się do ćwiczeń właściwych, jeśli chcesz utrzymać spalanie tłuszczu PO ćwiczeniach, to bieżnia 40 min PO ćwiczeniach. Nie ma innej drogi. Dlatego też proponowałam to, co powyżej.
Ja uwielbiam chodzić na siłownię 😍 w życiu nie sądziłam, że to napiszę!
A tu wsparcie dietetyczne mojego męża. Na moje oko samo śniadanie 2000 kalorii. I ja się pytam: GDZIE TU JEST SPRAWIEDLIWOŚĆ SPOŁECZNA, MORALNA I W OGÓLE JAKAKOLWIEK!
Czarownica-wychodzi na to, że białko czerpiesz głównie z jajek to tez nie dobrze...a ryby? Jesz, lubisz? W ogóle nie chodzisz z dzieckiem na spacer? Myślę, że spacer może mieć sens taki jak i bieganie-biegniesz i idziesz na spacer żeby schudnąć, poprawić krążenie, kondycję 😉 Jak się chce to sens się znajdzie. Nie możesz być stale na "NIE" 😉 Mnie np. bieganie samej nudzi, wole z kimś, nie mam z kim, więc wybrałam rower jakoś mnie nie nudzi nawet w samotności. Co do spacerów to myślę, że dobrą alternatywa jest jakaś koleżanka najlepiej taka, która też siedzi z dziecię w domu i możecie razem chodzić na spacer z dziećmi zamiast np. spotkać się w domu i pic kawę 😉 Ale jest jedno, "ale" przede wszystkim trzeba chcieć, bo jak się nie chce to i tak nic z tego nie będzie niestety.
Zen bieżnia mnie nie nudzi, bo widzę na wyświetlaczu te zmieniające się cyferki, lecące kalorie i czas- to mnie nigdy nie nudzi 😁 PRzez ten tydzień spróbuję zrobić te 10 minut rozgrzewki na bieżni, potem serię brzuszków na piłce, kilka ćwiczeń(tak, żeby się w 10 minutach zamknąć) i resztę już na bieżni- ile czas pozwoli.
Incognito jajka mam zazwyczaj tylko na śniadanie, do sałatki zamiast tuńczyka czasem dodaję pół jajka. A tak mam jeszcze kefiry, serki wiejskie i ryby 🙂 A z dzieckiem zamiast spacerować bez celu wolę rozłożyć kocyk na podwórku i się pobawić. Spacery zaliczamy, jak idziemy na zakupy- wtedy zazwyczaj leci godzina na świeżym powietrzu, a zakupy robię codziennie lub co drugi dzień. No spacerować nie będę, to jest chyba ta jedna rzecz, przy której się nie ugnę- no nie lubię i koniec.
Incognito nie, błagam, tylko nie spacery 🙇 NIENAWIDZĘ spacerować... takie łażenie bez sensu po parku doprowadza mnie do szewskiej pasji 😵 Młoda zasypia raz, góra dwa dziennie, wtedy zazwyczaj sprzątam lub gotuję. Ale spróbuję wygospodarować trochę czasu i porobić sobie np. 10 minutowe treningi cardio z Mel B.
Czy jednak wyrabiać całą godzinę na bieżni? Obawiam się, że monotonia mnie mocno zniechęci.
Wydaje mi się, że najpierw musisz się naprawdę na siebie wściec i CHCIEĆ. Bo mam wrażenie, że co Ci ktoś nie zaproponuje, to od razu jest 'beee' Czy Ty przypadkiem nie myślisz teraz w ten sposób? :
Dodo, ja też nie. Ani tej z dżemem. To nie ma nic wspólnego z owocami, tona cukru i zgniłe papkowate kawałki czegoś, co w teorii sobie radośnie na drzewku rosło. Ohyda.
MyBay trafiłaś w sedno. I właśnie tego myślenia nie umiem się jeszcze pozbyć. Ale mam nadzieję, że to z czasem minie.
I plączę się w zeznaniach 😂 No nie umiem napisać, o co mi chodzi. Bieżnię samą w sobie lubię, jak już napisałam, tylko takie godzinne bieganie bez przerwy mnie nudzi. Ale jeśli zrobię sobie parę ćwiczeń w międzyczasie to będzie ok. Nie wiem, czy dobrze to opisałam 🤔wirek:
Ja tam wolałam nutellę jeść łyzeczką 😁 (to jeszcze za czasów liceum :hihi🙂 .
A ja dziś już na diecie od dietetyczki. Na razie mam rozpiskę na ten tydzień. Dziś zaczęłam od kromki chleba bezglutenowego z sałatą, łyżką oleju lnianiego, pomidorem i tuńczykiem, teraz czekam na barszcz czerwony, który mi się gotuje w kuchni 💃 ale najbardziej nie mogę się doczekać na podwieczorek - jogurt nat z malinami i migdałami 😍
Ja bym kajzerkę z nutellą czasem wciągnęła 😁 Właśnie, pokemon, te topy sportowe adidasa, które rano wklejałaś, bardzo kiepsko trzymają biust.
CzarownicaSa, brzuch się sam robi tak naprawdę. Mówię Ci co ja bym zrobiła, ale widzę, że masz inną wizję. Określ czego chcesz precyzyjnie, bo odnoszę po raz kolejny wrażenie, że ja swoje, a Ty swoje.
Zen z jednej strony pasuje mi to, co mam teraz na siłce- 10 minut rozgrzewki, potem fajne, ciekawe ćwiczenia, a potem jeszcze 20 minut na bieżni. Chciałabym jakoś dodać do tego rowerek i orbitrek. Taki zestaw jest dla mnie fajny, ciekawy i pobudza mnie do działania. A z drugiej wiem, że Ty radzisz mi chyba lepiej. I chciałabym to jakoś pogodzić, ale tak się chyba nie da. I stoję przed dylematem- fajniej czy lepiej?
Czarownica-ok jeżeli sa kefiry, serek wiejski itp. to ok 😉 bo myślałam, że same jajka😉 Hm zakupy codziennie lub co drugi dzień z godzinnym spacerem na dobra sprawę to nie jest źle, więc jakiś ruch jest, a nie tak, że cały dzień siedzisz w domu, a wszystkie czynności, które wykonujesz sa stacjonarne 😉
Czarownica, moje rozwiązanie nie ma służyć na wieki, ma posłużyć na poprawę toku rozumowania, zobaczysz efekty na wadze, nabierzesz zaufania to tego procesu. Potem sobie zmienisz proporcje- 1, 2 razy w tygodniu siłownia z całym dobrem inwentarza w postaci ćwiczeń na każdą partię ciała, a w pozostałe dni znowu aeroby, które wykonasz sobie spokojnie bieganiem 'w domu' lub orbitrekiem na siłowni.
Ja chyba cię Czarownico rozumiem, bo też mam rozterki jeść smacznie i nie chudnąć, czy zdrowo i chudnąć. Przez to bardzo ciężko jest utrzymać dietę. Jakbym choć trochę bardziej się pilnowała, to bym pewnie już ładnie schudła. Jeżdżę dużo rowerem, sylwetka mi się poprawiła, ale... na śniadanie truskawki z bitą śmietaną i cukrem, na obiad pizza... (za) często jakieś piwko wieczorem... nie ma bata, trzeba coś z tym zrobić, to może zacznę jeździć szybciej? tylko że powinnam w tym celu dołożyć jakieś wypady na podjazdy i jogę albo i basen. A tu dziś np wolne i sił brak 🙂 Z drugiej strony wiem, że po jakimś czasie wyszukujesz nowe smaki, stare się robią mało atrakcyjne. Trudno jest się przemęczyć, ale chyba warto... Mi po poprzedniej próbie odchudzania została niechęć do czipsów - alleluja! OD tamtej pory zjadłam je ze 2-3 razy i mnie nie ciągnie 😀 Od jutra wrócę do liczenia. Dziś to już nie ma sensu totalnie bo by mi wyszło chyba 5000kalorii 😂
Czarownica, a może właśnie stwierdzisz, że to w ogóle nie Twoja bajka i nie chcesz na ten moment jeszcze niczego zmieniać. W tym też nie ma niczego złego.
magda, no wiesz co?! 🤬 Wracaj tu do nas 🙂
A ja znowu schudłam, wiecie co, jak zaraz nie ruszę tyłka na siłownię, to zniknę wraz z moimi mięśniami 🤔
Od jutra. Jak się nie wpiszę to możecie mnie zgnębić na pw 😉 Ale mam pozytyw - brzuch mi spadł i nie jest taki sterczący, waga nie rośnie (choć to nieco ciężko ocenić bez wagi 😀 ) a kondycja jako taka jest. Plus nieco przyzwyczajeń mi się ostało. Idę poprzeglądać tabele ile owoców od jutra mi wolno będzie jeść 😉
Ojjaaaa cieee... Nutella. 😍 W l.o. często wciągałam banana z nutellą... 😍 Uwielbiam, ale nawet jak bym mogła i tak bym nie zjadła, bo okropnie mnie po niej zęby bolą. 😁
zen na siłkę marsz!
Ja porobiłam zdjęcia, zważyłam się (dziś na wadze 72,5 kg - leję na wagę 😤 ) i pomierzyłam. Na zdjęciach sprzed miesiąca różnice są minimalne, ale cm prezentują się tak (od 11 maja ubyło):
uznając, że waga na dziś 72,5kg to ubył mi niecały kilogram łydka: -0,5cm biodra: -3cm brzuch: -3cm talia: -2cm biust: -2cm bez zmian: ramię i udo (myślałam, że ruszyły bo mam 63 cm, ale na poprzednich pomiarach mam też wpisane 63 cm, więc coś musiało mi się pomylić 😁 ).
Czyli tak od początku odchudzania ubyło mi w cm: łydka: -2cm udo: -3cm biodra: -8cm brzuch: -7cm talia: -9cm biust: -8cm ramię: -2cm
Zen spróbuję. Jeśli naprawdę będzie mnie to męczyć, to zrezygnuję i wrócę do biegów przeplatanych treningami. Ale spróbować muszę 😉 Już robiłam kilka podejść do biegania, przez 2 tygodnie wychodziłam codziennie wieczorem pobiegać. Z początkowych 2 minut ciągłego biegu doszłam w końcu do 20 ciągiem... a potem zrezygnowałam. Bo zwyczajnie nie sprawiało mi to ani przyjemności i nudziło. I tak chyba ze 3 razy było :/ Dlatego nie jestem tak pozytywnie nastawiona na tę zmianę. Ale spróbuję, bo przy poprzednich próbach nie trzymałam diety. A może teraz będzie inaczej, jak zobaczę efekty w lustrze? Kto wie.
Magda oj ja bardzo długo łudziłam się, że będę mogła jeść co chcę, a ćwicząc to spalę 😉 Ale szybko przekonałam się, że tak się nie da 😁
edit: a zakup wagi łazienkowej wcale nie był dobry. Wczoraj wieczorem miałam 62,8 a dziś rano 63,7 🤣 Nie ogarniam 😁 Może ja w nocy lunatykuję do lodówki? 👀
Ja też ważę się rano i wieczorem. Ale waga mi strasznie lata, od 1-1,5kg 🤔wirek:
Super- K. podwędził mi serek wiejski 😵 I nie mam co zjeść na II sniadanie :/ No nic, pozostają mi kanapki z białym serem :/ W ogóle przywiózł mi wczoraj od teściów ze 2kg białego sera. Wiejskiego. Robionego przez jego babcię. I co ja mam z tym zrobić? 😵 Sama mogę go jeść w malutkich ilościach, ser długo stać nie może, moje dziecię też go dużo nie zje, K. w ogóle go nie lubi... już obdarowałam sąsiadów i lokatorkę, a i tak mnóstwo zostało...
Dodo, ja też nie. Ani tej z dżemem. To nie ma nic wspólnego z owocami, tona cukru i zgniłe papkowate kawałki czegoś, co w teorii sobie radośnie na drzewku rosło. Ohyda.
A skąd wiesz co to za dżem 😉 Może to "hendmejd" mojej mamy na przykład.
A kajzerka z nutellą jest numerem pierwszym co zjem potem 🍴