Oj jak przykro 🙁 Szukam wątku, żeby się dowiedzieć co Czesio porabiał ciekwego przez weekend, a tu tytuł zmieniony niepokojąco i taka przykra wiadomość 😕 Miałam nadzieję, że maluch da redę. Szkoda. Trzymaj się Hypnotize, tak wiele dla niego zrobiłaś :przytul:
Pomozcie mi i powiedzcie czym karmic piskle jaskolki?? Czy w Poznaniu lub okolicy jest ewentualnie jakies miejsce gdzie moglabym ja oddac? Jak o nia dbac?? Potrzebuje wszelkich informacji, gdyz jedna taka sierotka trafila wlasnie do mnie do domu 🙁
Przede wszystkim te ptaki są owadożerne, a tego teraz od groma, o ile masz jak łapać. W zoologicznych (niektórych) też coś możesz kupić. Ja swego czasu miałam wróbla i na muchach, komarach go wykarmiłam. Dostawał też i chleb, nic mu nie było. Nie umiałam poić to go namaczałam, co prawda nadmiar powoduje rozwolnienie i trzeba z tym uważać.
katija takich kup nie chciałabyś widzieć ani czuć. Słowo "rozwolnienie" nie należy odczytywać dosłownie. Ptaki też potrafią strzelać jeszcze rzadszymi "pociskami" niż mają.
Jechaliśmy dziś na działkę, a tu sobie gołąb zapierdziela (żółwim tempem) ulicą, z przeciwka samochód go pyknął i wleciał nam między koła i też go haczyliśmy. Kazałam mężowi się zatrzymać co uczynił po kilometrze, zawróciliśmy , jakaś babka się zatrzymała już , ale podchodziła go jak zgniłe jajo. Akurat się ruch zrobił, więc machałam rękami i nogami żeby się zatrzymali, bo gołąb przede mną spierdzielił na środek ulicy. Złapałam drania i chciałam go w rów wsadzić, potem wynieść kawałek dalej, aż doszłam pod czyjś dom, zagadałam z facetem tam i powiedział, że sąsiad ma gołębie. Zaniosłam mu. Gościu obejrzał go i powiedział, że jest zdrowy fizycznie, tylko ogłuszony. No i se go wziął.
Aż zapomniałam , że nie lubię tych sraczy z tego wszystkiego.
Mnie też ostatnio sie przydarzyło, że zza zakrętu wyłaniam się moim Golfem-Gustawem, a tam o zgrozo, po asfalcie spaceruje taki obsraniec. Nie było czasu na zahamowanie wiec starałam sie wziąć gadzinę między koła. Przejechałam w strasznym szoku, mój TŻ zaczął się wydzierać po mnie ubliżając mojej jakże zacnej osobie od idiotek, ale ja tylko spojrzałam w lusterko wsteczne i po jednosekundowej analizie sytuacji uznałam, że obesrańcowi nic się nie stało. Ot musiał być w szoku. Po jakichś 500 metrach mój wspaniały TŻ kazał mi zawrócić. Ptaszyska nie było. Uznał że to było dalej. Dojechałam do końca ulicy i nadal nie ma. Staram się wytłumaczyć, że obrzydliwiec najnormalniej w świecie otrzepał się i wzbił w powietrzną otchłań. Jednak mój małż uważał, że połamałam mu skrzydła, ba, zabiłam! Jestem jeżdżącą zapuszkowaną morderczynią! No cóż mi biednej pozostało, zatrzymałam się i badałam rowy wzdłuż jezdni. Mój kochany małżonek jednak nie przyswoił sobie mego tłumaczenia, że pierzasty potworek na pewno żyje, ma się całkiem dobrze, siedzi na jakejś gałęzi bądź drucie i śmieje się z nas, że chodzimy i go szukamy. Nie! Na pewno zabrał go ktoś by zdjąć mu obrączkę, bo to był na pewno gołąb pocztowy. Taaa. Oczywiście. W ciągu kilkudziesięciu sekund zmaterializował się ktoś na odludziu, by zdjąć obrączkę ofierze jakże strasznego czynu. Ehhh musialam to z siebie wyrzucić 😁
Mój ojciec jakiś czas temu przyniósł do domu związanego żyłką ptaka. Wpadł do rynny z drugim ptakiem, ten drugi niestety nie przeżył. Ptak okazał się jężykiem i na szczęście znalazłam namiar do wolontariuszki, której go zwiozłam. I jak się okazało miała już 15 ptaków u siebie 🙂
Potrzebuję porady (albo odesłania "pod adres", gdzie poradę znajdę)... Mam w stajni kilka gniazd jaskółek (dopiero 2. czy 3. sezon), w tym roku młode z jednego wyfrunęły do boksu poniżej i... od kilku dni nie wybierają się nigdzie dalej (najwyraźniej latać na dobrą sprawę nie umieją). Na szczęście siedzą zbite we 4 w grupkę na słomie przy samej ścianie, więc ich kobyła nie zdeptała... Ale nie mam pewności, czy dorosłe jaskółki jeszcze się nimi zajmują (dorosłe ptaki coraz rzadziej w ostatnich dniach wlatują do stajni). Co jest nie tak? Co powinnam zrobić?
Jaskółka nie wystartuje z ziemi. Najpierw musi skądś zaskoczyć i dopiero może lecieć, dlatego one tylko siedzą, bo nawet jakby próbowały się wzbić to nie odfrunął. Z tego samego powodu rodzice ich nie karmią, bo nie mogą usiąść obok nich. Najlepiej chyba wsadzić je do gniazda. Ja jak znajdowałam jaskółki lub jerzyki to zazwyczaj wystarczyło postawić je na płot lub podrzucić do góry i odlatywala, aczkolwiek jeśli to młode i nie umieją latać to lepiej niech same zadecydują kiedy należy to zrobić, bo podrzucone mogłyby upaść i coś sobie zrobić. Aczkolwiek pisze na zasadzie co ja bym zrobiła, a nie co jest słuszne, bo takiej pewności mieć nie mogę. Może napisz priv do Tanii? Ona powinna pomóc
axo ja robię tak samo jak TheWunia, jak jakaś spadnie to wołam męża [ma 2 metry wzrostu plus krzesło i sięga do gniazd 😁 ] żeby dał jaskółkę do gniazda, a one najzwyczajniej w świecie ładują się do reszty towarzystwa, po prostu pierwszy lot im się nie udał 😉 Najgorsze jest to że miałam trzy gniazda, a teraz mam 10 😤
nie wiedziałam o istnieniu tego tematu, wiec przenoszę się tu z wątku o ptakach. Wychowaliśmy już szpaki, wilgę, srokę, wróble. Nigdy nie udało się nam uratować jaskółki ;/
przedwczoraj o 14 znalazlam na podwórku lezacego na plecach dzięcioła. napojony i wypuszczony wieczorem. nie wiem czy wpadł w okno i go ogłuszyło, czy pokonało go 38st w cieniu.
wczoraj tata przywiózł z Lublina tego pana. Leżał przy wyjściu ze szpitala i był dziobany przez wronę i wyglądał na mocno poturbowanego. Akurat w tym miejscu jest stado jerzyków. Dzisiaj rano był już bardziej ruchliwy, mam nadzieję, że niedługo uda się go wypuscic 🙂
Mamy w lecznicy podlota sikorki. Jedyne kłopoty z nim to: - nastarczyć jedzenia - wytrzymać wrzaski, że głodny - spór czy ma na imię Matylda (nasza asystentka tak mówi) czy Sikor (tak mówię ja) Ogólnie to rośnie w oczach, niczego się nie boi i wpyla ile waży. 😅
Ostatnio w wiacie znalazłam chyba wróble piskle. uczyły się latać i wpadło toto przez dziurę ( pewnie przysiadł na brzegu i z ciekawości zajrzał i wpadł). Pies już był zwarty i gotowy żeby go zjeść, bałam się go postawić na płocie, czy dachu bo przy upadku byłby zjedzony. Wsadzilam w zboże za ogrodzeniem. Widziałam, że rodzice je znaleźli, ale nie wiem co dalej 🙁
TheWunia, Ircia, dziękuję za rady! Gniazdo bardzo wysoko, więc zaryzykowaliśmy i urządziliśmy młodym jaskółkom Przyspieszony Wieczorowy Kurs Latania ;] Jedna pofrunęła od razu, dwie trzeba było jeszcze raz podnieść z ziemi, a jedną... wydobyć z rynny (chyba miała kłopoty ze sterownością :] ). Ale ostatecznie wszystkie 4 poleciały i krążyły i krążyły nad stajnią i po okolicy, nie wiem, gdzie w końcu wylądowały, ale mam nadzieję, że już sobie poradzą.
To i ja się pochwalę. W tym roku dwa uratowane gniazda piskląt.
W tym roku "ofiarą" padła ogrodzeniowa, pusta w środku rurka, w której po każdym deszczu zbiera się woda i pisklęta się topią. Oczywiście rokrocznie jakieś ptaszydło tam sobie wlaśnie mości. Udało się osłonić przed deszczem i wstawić małą drabinkę, ale ptaki ją notorycznie rozbieraly. W końcu upór zwyciężył i zaakceptowały te innowacje, więc zero utopionych 🙂
Drugie gniazdko, w altanie przerobionej na drewutnię, w okiennicy (przechodzi przez nią na ukos deska bo to drewniana okiennica, w rogu tej deski ptak uwił gniazdo, znaleźliśmy je już pełne piskląt. I pisklęta notorycznie z tego gniazdka wypadaly. Pewnie byśmy nie zauważyli, gdyby nie nagłe zainteresowanie kotów. Udało się podeprzeć nieco to gniazdo by nie rozwalało się przy każdym podmuchu wiatru, zamknąć kotom dostęp, jednak ptaszki i tak wciąż szlajały się po podłodze. Wszystkie udało się uchronić i odleciały w siną dal, ale co mąż się ich naszukał pod drewnem to jego, a co śmieszniejsze, rodzice piskląt siedzieli po jakimś czasie w oknie, obserwując te jego zmagania z całkowitym spokojem, po czym podlatywaly nakarmić swoje młode i leciały polować z powrotem.
Mała rada dla tych, którzy będą próbowali ratować takie biedule: Uważajcie w nocy, to że nam nie jest zimno, nie znaczy że pisklętom również, zdarza się właśnie że spadek temperatury o parę stopni sprawi, że pisklak zaśnie i się nie obudzi. U owadożernych, patrzcie dokładnie którą stroną podajecie małym ptakom owady, lepiej podawać łbem do dołu, ja dodatkowo musząc podać osowate usuwam kolec jadowy. I nie dawajcie ryżu :/
Tania czy to możliwe ze widziałam puchacza w "zwykłym" lesie? ( stary i gęsty ale bardzo czesto uczeszczany przez ludzi i poprzecinany siecią autostrad) To była ogromna sowa, ale rozpiętość skrzydeł raczej nie sięgała 2 m. Była przepiękna, stałam zatkana jeszze długo po tym jak odleciala 🙂
kajpo, wprawdzie nie wiem co to za sowa była, ale jakiś czas temu mieszkała w parku (!) pomiedzy dwoma osiedlami i ruchliwej drodze (Tania, park miedzy Tysiaclecia a Oswiecenia, przy Bora-Komorowskiego 😉)
dostalam przez nia zawalu, bo leciala za mna i uslyszalam dopiero jak "klasnela" skrzydlami tuz za moja glowa 😵 - zaszczycila mine jednym spojrzeniem, obleciała dookoła i udała sie dalej w noc
swoja droga myslalam ze one lataja bezszelestnie, a ta jak robila wymach to na dole skrzydla jej sie stykaly i klaskala 😉
Ja tylko z takim pytankiem - Jak rozpoznajecie ze pisklę jaskółki jest gotowe do wypuszczenia na wolność? Wytargałam z paszczy kota pisklę które wypadło z gniazda, ptaszyna jest spora, ma 14g, ładnie opierzona (choć ogonek jeszcze krótki) Wciąga jedzenia za 10, pije grzecznie, ogólnie żywotna bardzo. Co nieco już podfruwa więc myślę ze niedługo będzie na siłach. Tylko właśnie, jak to rozpoznać by zaraz znów nie wylądowała w kociej paszczy?
A nie masz możliwości podrzucić jej do (lub w pobliże) tego gniazda, z którego wypadła? Wtedy chyba mogłabyś być najspokojniejsza, gdyby dołączyła do reszty młodych i "usamodzielniła się" razem z nimi... Tak czy inaczej mam nadzieję, że ktoś bardziej doświadczony coś doradzi.
Te moje 4 jaskółki, które "nauczyliśmy latać", wróciły do stajni następnego popołudnia (prawie po dobie), usadowiły się w zbitej gromadce na belce niedaleko "gniazda rodzinnego", zaczęły wrzeszczeć i otwierać dzioby, a rodzice zabrali się z powrotem do karmienia 😉 Młode co jakiś czas wylatują sobie na zewnątrz, ale wracają szybko "do mamusi na obiadek" :P
No ale, jak wytargała z paszczy kota, to w sumie nie ma pewności, z którego gniazda wypadł? Chyba, że była świadkiem całego zajścia. Jak to jest z pisklakami "obcymi" tego samego gatunku, ale innych rodziców? Tyle się mówi, żeby nie wkładać rąk do gniazda, bo rodzice czując obcy zapach porzucą maluchy, więc czy zaakceptują nie swoje dziecko?
Bischa, tak tylko napisałam, gdyby akurat Sayu wiedziała na pewno, skąd wypadło pisklę i miała możliwość je oddać (np. ja wiedziałam, skąd wyleciały te "moje", a kiedy koczowały na słomie w ostatniej chwili zamknęłam boks przed nosem własnego kota, więc wyobraziłam sobie podobną sytuację - ale oczywiście wiem, że mogło być zupełnie inaczej). Rodzice jaskółek najwyraźniej nie mają nic przeciwko własnym dzieciom, które były trzymane w ręku przez ludzi; z obcymi młodymi - nie mam pojęcia.
Niestety, gniazda w okolicy zdarzenia mam 4, z którego jest maluch? Niestety nie mam pojęcia. Nie dam rady też wsadzić jej do gniazda bo najniższe jest na wysokości około 6 metrów 🙁 Zostawienie jej na belce niedaleko też odpada, mój podły kocur wdrapie się wszędzie.
Sayu jeśli ptaszydło dobrze się czuje, mówisz że prawie dorosło, je i pije, to może lepiej nie ryzykować zwracania go naturze przedwcześnie. Proponuję jakąś dużą klatkę stawianą na dworze, żeby ptaszek mógł zatęsknić do wolności, to szybciej nabierze motywacji do latania.