Jolanta, kopyciak - dziękuję za opinie! Mam pytanie, jakie macie baterie? Bo zastanawiam się nad 55 AH i zdaje się 80 czy 90 AH. Pewnie, że lepiej kupić większą, ale w chwili obecnej bardziej na rękę byłaby mi ta 55 AH. Jak długo by wytrzymała? Konie byłyby przez miesiąc lub może dwa 24h/dobę, a pozniej na poł doby pod pastuchem.
Cztery kupy? No to były tam na oko ze trzy, cztery godziny 😀iabeł:
Rzeczywiście , nie były tam więcj. To kwatera, którą udostępniłam dopiero chyba pod koniec maja. Niestety zaczęły atakowac gzy, więc nie chodziły.
Też zastanawiałam się nad zebraniem- ale jak pisałam, nie miałam co z nim zrobić.
Poza tym, w to lato sporadycznie zbierałam kupy , nawet z części , gdzie pasły się najwięcej. Ale konie głównie przestały pod wiatą i tam nauczyły się załatwiać. Kupa na kupie- więcej niż ze stajni po nocy. Może to zwyczaj" męski", bo u mnie kupy jedna na drugiej - ogier zawsze swoją kładzie na wierzchu. I często załatwiają się przy oborniku.
A na mocz przeprowadziłam odwodnienie w wiacie.
Generalnie, skoro konie mało na trawie i mało sprzątane, więc uznałam, że nie zarobaczą się od tego siana bardziej niż zwykle. Odrobaczam i tak 4 razy w roku.
Też zbieram siano z pastwisk już od wieli wielu lat. Na pastwisku pasą sie zarówno konie jak i bydło. Większość kup końskich zbieram i zużywam w gospodarstwie jako nawóz naturalny - pola mam sporo więc rozrzucać jest gdzie. Ale też sporo zostaje - bo w okresach intensywnej pracy nie mam czasu na zbieranie. Ale konie i tak zawsze robią na skrajach pastwiska. Przed zimą te miejsca posypuje wapnem hydratyzowanym - co 3 lata sypie całe pastwisko - wiec robale nie mają szans przeżycia. Nigdy w życiu nie miałam problemu z robakami.
Jednak na pastwisku siano przerzucam ręcznie grabkami - jest dużo lepsze jak po maszynowym, gdzie czasem sie pół ziemi zagarnie zgrabiarką i zbierze prasą. Ale jest tego za dużo by wszystko robic ręcznie.
ps . a tak w ogóle jesienią, aż do zimy konie pasą sie na trawach tylko kośnych przeznaczonych w sezonie na siano, kupy zostają na zime i też nigdy nic się nie działo.
Tomek _Jmożesz jaśniej bo nie wiem o co Ci chodzi. No jak nigdy nie miałam przez ponad 20 lat no to nic na wyrost nie jest, a czy będe miała - zobaczymy. Póki co nie narzekam.
A na wyrost to mógłbyś napisać gdybym napisała - nie mam, abo nie będe miała - wiec naprawde nie wiem co miałeś na myśli.
Tak jak mówiłam siano na pastwisku robie ręcznie - nie ma w nim ziemi jak po maszynach i w 100% wiem, że nie trafi mi sie w sianie padły kret czy mysz - co się przy zbiorach mechanicznych zdarza.
A siana z pastwisk często mam dużo bo zwyczajnie zwierzaki tego nie wyjedzą, a ja nie zwyczajna jestem wyrzucać czy palić "chleb" choćby koński. Bo niektórzy ludzie i tego nie mają.
Jolu, ostrzegam, Tomek ma zawsze rację. A jeśli nie ma racji, to patrz punkt pierwszy 😉
Co do robienia kup po brzegach pastwiska - na naszej sprzątanej łące właśnie takie coś zauważyłam - konie mają 4 kible na środku czterech ścian. Praktycznie nie zdarza się, żeby któryś "nawalił poza kuwetą". W tych miejscach oczywiście nie jedzą (o ile pamiętam, Tomek twierdzi, że nie ma to związku z zasraniem trawy w tym rejonie, tylko z gatunkami roślin?..), trawa/koniczyna jest ogromna i ciemnozielona. Na sąsiednim, niesprzątanym pastwisku, kupy są na całym terenie. Ciekawe, prawda? Czy ktoś próbował urządzić koniom kuwetę? 🙂
Trochę OT, ale związane z powyższym: zauważyłam też, że codzienne wybieranie kup z boksu i zostawianie pod ścianą pół metra bez słomy powoduje, że moja kobyła robi kupy praktycznie wyłącznie tam. Sprząta się to bajecznie łatwo i koń ma czysto. Szkoda tylko, że stajenni nie potrafią codziennie wybrać kup i odsunąć słomę od ściany, a nie zawsze mogę być w stajni codziennie.
Z tych obserwacji wynikły przemyślenia: psa się da nauczyć "czystości", kota też, z końmi nawet nie próbujemy. A przecież głupsze nie są 🙂
Wracając z dygresji: ze względu na tę ciemnozieloną trawę i inne "niedojady", których konie nie ruszają, mam wątpliwości, czy chciałabym robić siano z pastwiska. Bo to, co zostaje, to jest to, czego konie nie chciały zjeść - czy to ze względu na gatunek roślin (zostawiają pojedyncze kępy niejadalnych dla siebie roslinek), czy ze względu na zaburzoną zawartość "chemiczną" (podejrzewam, że te ciemnozielone potwory zawierają dużo za dużo azotu na przykład) - czy na pewno chcemy skarmiać koniom to, czego z własnej woli jeść nie chcą?.. Pomijając już nawet robale... Jak uda mi się wynegocjować z właścicielem pensjonatu dokoszenie tej łączki, to poproszę również o wywiezienie skoszonego na gnojownik... Uważacie to za marnotrawstwo (nomen omen)?
Oczywiście inna sytuacja jest, kiedy łąka jest ogromna, chodzi po niej niewiele zwierząt i zostaje też dużo "jadalnego" - wtedy i z "zakupaniem"/robalami problem jest pewnie mniejszy. Szczególnie jeśli skład stadka jest niezmienny - wierzę, że można mieć robaczki pod kontrolą. To tak jak z jednym-dwójką dzieci w domu i grupą w przedszkolu 😉
Co do robienia kup po brzegach pastwiska - na naszej sprzątanej łące właśnie takie coś zauważyłam - konie mają 4 kible na środku czterech ścian. Praktycznie nie zdarza się, żeby któryś "nawalił poza kuwetą". W tych miejscach oczywiście nie jedzą [...], trawa/koniczyna jest ogromna i ciemnozielona. Na sąsiednim, niesprzątanym pastwisku, kupy są na całym terenie. Ciekawe, prawda? Czy ktoś próbował urządzić koniom kuwetę? 🙂 Mi się chyba trafiały mało uporządkowane egzemplarze, bo na sprzątanych wybiegach (dość licha trawa) zostawiały kupy w więcej niż kilku miejscach. Może nie totalnie losowo, ale nie aż tak od tego daleko... Pamiętam też jakiś duży, niesprzątany z kup wybieg, gdzie konie miały bardzo określoną kuwetę. Z wysoką trawą, a jakże.
Z tych obserwacji wynikły przemyślenia: psa się da nauczyć "czystości", kota też, z końmi nawet nie próbujemy. A przecież głupsze nie są 🙂 Konia też się da. Jednej kucyczce wyklikano "trening czystości". Była szkolona na konia-przewodnika dla osoby niewidomej i trochę byłoby niewyjściowo, gdyby zostawiała bobki według swojego uznania, na poczcie, w urzędzie, w samochodzie. Szczegółów nie znam.
Jolu, ostrzegam, Tomek ma zawsze rację. A jeśli nie ma racji, to patrz punkt pierwszy 😉
Nie pozostaje mi nic innego jak wziąć sobie tę przestrogę do serca 😎
Dea może Cie zaskocze, bo dla mnie to już zwykła codzienność. 😉 Otóż mam pastwisk 4 , wypasam na nich dwa gatunki zwierząt w liczbie 2 + 2 , końskie kupy zbieram czesto, ale nie zawsze mam czas, wiec sporo też zostaje , konie robią zazwyczaj w kilku miejscach - mają te swoje "kuwety" zawsze w tych samych miejscach co roku - wiec nawet jak zbieram to wiem gdzie iść wiec nie musze sie nachodzić. Zdarza sie, że pastwiska nie kosze na siano bo zwierzaki wyjedza, ale wiadomo niedojady w końskich WC zostają i trawa jest dokładnie taka jak mówisz - wielka, mocno zielona i roślina sporo grubsza - jednym słowem dorodna - tego konie nie ruszają, wiec zachodze sobie z kosą, wykaszam na pokosy i wrzucam na pojazd typu wózek jednoosiowy napędzany siłą mięsni ludzkich 😁 , żeby przewieźć w miejsce gdzie się to będzie suszyc. I tak - zauważyłam już to dość dawno ( zreszta trudno nie zauważyc :hihi🙂 - co robią konie? podchodza do tego wózka i co nałoże widełki to one się tym zajadają jakby nigdy nic, a głodne nie są bo trawy na pastwisku jeszcze sporo. Gdyby ten wózek z trawa zostawić to by zjadły wszystko - bo one nawet nie wybierają tylko jedzą po kolei.
Następnie za dzień dwa ladują na innym pastwisku i na to wracają powiedzmy po dwóch tygodniach, gdzie na środku pastwiska jest trawa taka w miare do wypasania 15 - 20 cm , a w miejscu gdzie były niedojady czyli gdzie konie mają swoje "kuwety" ma uz dobre pół metra. I co konie robią? Najpierw penetruja tą trawe półmetrową, ale nie do gołej ziemi - zazwyczaj zostaje z 10 cm i już więcej się tam nie pasą, aż do następnego wykoszenia i odrośniecia.
Tak to mniej więcej wygląda.
Może juz mniej do tematu, myślę, że nie ma co popadać w paranoje 😀iabeł: , bo przecież w końcu zarówno owies, marchew czy trawa na siano rosną na oborniku, faktem jest ,że jest on przyorany, ale on w ziemi jest - musi być bo przecież na czymś ta roślina urosnąć musi. Choćby taki ziemniak przez 4-5 miesiecy rośnie sobie obok gówienka a ludzie później go jedzą i sie wręcz zachwycają smakiem. 😉
ze względu na tę ciemnozieloną trawę i inne "niedojady", których konie nie ruszają, mam wątpliwości, czy chciałabym robić siano z pastwiska. Bo to, co zostaje, to jest to, czego konie nie chciały zjeść - czy to ze względu na gatunek roślin (zostawiają pojedyncze kępy niejadalnych dla siebie roslinek), czy ze względu na zaburzoną zawartość "chemiczną" (podejrzewam, że te ciemnozielone potwory zawierają dużo za dużo azotu na przykład) - czy na pewno chcemy skarmiać koniom to, czego z własnej woli jeść nie chcą?.. Pomijając już nawet robale... Jak uda mi się wynegocjować z właścicielem pensjonatu dokoszenie tej łączki, to poproszę również o wywiezienie skoszonego na gnojownik... Uważacie to za marnotrawstwo (nomen omen)?
U mnie oczywiscie tez sa naprawde duże kępy ciemnozielonej trawy , wyrosłej na końskich kupach, której konie nie ruszaja. Tak jak nie jedzą z miejsc, gdzie duzo jaskrów.
Ale ląki które koszę, na wiosnę są całe żółte od jaskrów. 🙂
I te ususzone jaskry wcinają konie bez żadnej szkody dla siebie 🙂
Może wyjaśnię. Z części pastwiska , które najbardziej jest wybiegiem, bo tam konie najchętniej przebywają ( wiata i drzewa) siana nie robie, bo tych zostawionych kęp niejadalnych nie ma aż tak dużo i przede wszystkim nie jest wysoka. Najwięcej jest ostów i innych chwastów, które są koszone spalinówka i wyrzucane na obornik.
Ale siano z jaskrami i wyrosłe na kupach jest smakowite jak najbardziej - przynajmniej dla koni 🙂
Freddie, Guli w którymś temacie mówiła, że jej konie zjadają śliwki z pastwiska i z tego co można było wyczytać - nic koniom nie jest. Może się tu szerzej wypowie
Moje konie wcinają śliwki węgierki aż się im uszy trzęsą i też nic im nie dolega ale zapobiegliwie nie będę puszczać ich już w rejon śliwy. śliwki sa smaczniejsze od jabłka i marchewki i wcinają je z pestkami tylko jeden rodzynek umiejętnie wypluwa pestki
Otoz o malo co nie stracilam przed dwoma godzinami konia. Wszystko przez zamkniecie pastwiska, czyli powszechnie uzywana sprezyne.
Gdy weszlam na padok kobyly, zauwazylam, ze cos jest nie tak. Sprezyna rozciagnieta od wejsca az do przeciwleglej sciany, miedzy drzewem a metalowym pasnikiem. A obok stoi kobyla z kwadratowymi oczami. W pierwszym momencie myslalam, ze wygrodzili jej padok na taki 10-cio metrowy, zapinajac sprezyne do plotu. Podeszlam blizej i dopiero zauwazylam, ze sprezyna jest w ogonie!!
I zaczelo sie rodeo. Moja kobylka to oaza spokoju. Ale nie tym razem. Nie stawala na glos, byla w jakims amoku, zerwala lancuch na drugie pastwisko, przewrocila sie. Lancuch sie wplatal w sprezyne. Sprezyne w tylnie nogi. Akurat byl na miejscu weterynarz Henklewski. Wyjmowal sprzet z auta i nie zamknal bramy od ogrodzenia stajni.
Kobyla wybiegla z padoku, taranujac doktora, zahaczajac o niego sprezyna. Wtedy zdal sobie sprawe, ze na pewno przetnie sobie sciegna. Byl autentycznie blady. Mysle, ze jak my wszyscy.
Quincy namierzyla od razu wyjscie na zewntarz, chociaz byla tam raz jedyny. Wcale nie wbiegla do stajni. Pomknela jakims niekontrolowanym cwalem prosto w strone ulicy... A raczej glownej drogi na przejscie graniczne w Zgorzelcu.
Nie zatrzymala sie przy koniach, przy kolejnych pastwiskach. Sprezyna wciaz zaplatana w ogonie i w nogach. Nie wiem po jakim czasie, ale na pewno dluzszym, stanela na chwile. Bala sie ludzi, uciekala od nas, nie chciala podejsc. Ale tacie sie udalo, wzial szczypce i z trudem obcial sprezyne. Zostal do zlapania tylko "goly" kon, bez zadnego kantara na glowie, a do glownej drogi nie dalej jak 50 metrow.
W koncu nam sie udalo. Zlapalam ja za szyje, doktor przybiegl z kantarem. Mialam tak zesztywniale rece ze strachu, ze ledwo go zalozylam.
W stajni pod okiem fachowca ogledziny. Nie wiem jakim cudem, ale sciegna w porzadku! Jedynie obtarcia na tylenj nodze, jeden przod zakrwawiony.
Wlasnie wyjezdzam znow do stajni, by sprawdzic, zy wszystko ok, czy nie ma objawow kolkowych. Mam nadzieje, ze skonczy sie tylko na utracie ogona i powierzchownej ranie.
Ostatnio podobna sytuacja ze sprężyna była w jednej ze stajni w Lublinie tylko ze kobyle dopiero znaleźli na jakimś osiedlu między blokami pokonując parę ulic. No i kobyłka trochę gorzej z tego wyszła. :/ Tez wplątała jej się w ogon sprężyna i zaczęła uciekać przewracając się przy tym. Wyszła z tego mocno poobijana i z ranami . Stała potem cały tydzień w boksie nie wychodząc bo musiała do siebie dojść.
oj tak, jak cos sie wplacze koniowi w tylne nogi to juz dramat... Karolass, brawo za odwage, przy takim szalejacym koniu to wszystko sie moze stac... amok... bylam kiedys swiadkiem podobnej sytuacji i tez bylam sztwyna ze strachu....
Przestrzegam tez przed pastuchem elektrycznym na polach, gospodarze czesto jak likwiduja pastuch to zostawiaja czesc splatanego drutu w trawie, jak sie kon w to placze... brrr.....
Ja u siebie mam ogrodzenie typu "pastuch", marzy mi się drewniane, ale niestety.. kasiura. Kiedyś wydawało mi się, że sprężyna jest praktyczna, szczególnie przy wprowadzaniu/wyprowadzaniu koni z/na pastwisko. W zeszłym roku zakupiłam i po miesiącu nie było już żadnej. To koń popchnął drugiego, ogon się wplątał, pociągnął sprężynę i już była 5 m drutem, nie sprężyną, to coś innego wykombinowały. Ja na wejściach daję tylko dodatkowo np. taśmę parcianą (jak lonża), dla lepszej widoczności.
Ja jako bramki używam liny z drucikami w oplocie - z Pomelac . Mam dwie róznej długości - mają grubszą plastikową rączkę, zahacza się o tasmę - i tyle 🙂
Tomku, niewątpliwie po dłuższym czasie zachodzą zmiany w składzie gatunkowym, ale nie to jest praprzyczyną niejedzenia tej ciemnozielonej trawki. Patrzę sobie na nasze pastwisko dosyć regularnie i widzę te same gatunki - koniczynę i kilka traw - w odległości metra, jedna jasnozielona, mniej wyrośnięta, wygryziona do ziemi, druga ciemnozielona, "jak po Czernobylu", bujna i nietknięta zębem końskim. Takie same kwiatki mają, więc ten sam gatunek trawy. A jednak nie jedzą.
[quote=Tomek_J]Konie ich nie lubią m.in. z uwagi na dużą koncentrację białka.[/quote]
No i pewnie o to chodzi - te egzemplarze (niekoniecznie gatunki) roślinek mają czegoś więcej, może białka albo azotu pod inną postacią, to zmienia smak. Żadnej magii tu nie trzeba. Człowiek też przenawożonej, gorzkiej, ciemnozielonej sałaty nie będzie chętnie jadł.
Mimo wszystkich zalet, gdybym miała nawozić pastwiska u siebie, to wolałabym zrobić z sąsiadem zamianę na krowie placki... no, ale jak ktoś prawie konia straci z powodu robaków, to ma prawo być przewrażliwiony, prawda? 😉
u nas jest przy wybiegu mirabelka, dwa lata temu było jeszcze więcej drzewek. Konie polują na spadające owoce, jedzą z chęcią i nic im nie jest.
Akurat moje mirabelek nie lubią .
Ale generalnie jedzą wszystko co jest im dostępne, lub uda im się kraść 🤔 Namiętnie próbują zerwać winogrona, pędy, liście ,owoce , pędy i liście malin. Głów kwitnący na wiosnę też bardzo lubią- gałęzie razem z kwiatami. Zniszczyły mi przepiękne pnącze o ogromnych liściach- kokornak :/
Sliwki chrupią, ale czasem leżą gołe pestki. Ogórki zielone wcinają aż miło. arbuzy , inne owoce , warzywa z naszego klimatu. Bananów nie jedzą, ani melonów.
To wszystko nie jest w ogromnych ilościach- tyle ile potrzebują. Za to nie dostają żadnych witamin , innych suplementów dodatkowo. Mają uschnięte albo podgniłe pokrzywy , zajadają się ostem w sianie, ze świeżego zrywają tylko kwiaty. Często zmieniają sobie dietę - bo zmienia się roślinność w trakcie roku. 🙂
Nigdy wiecej zadnych sprezyn 😵 Taaak... Jeszcze na "starej volcie" o tym samym pisałam. Błogosławiłam wtedy, że koniowi odczulałam nogi na wszelkie owijanie linami, linkami. Bo nie spanikował totalnie (przebiegł kilkanaście metrów na podwórko, dał się złapać, czekał, drżąc, aż przyjdzie stajenny ze sprzętem tnącym) - a miał prawo. Tzn. myślę, że i tak prawo miał. Skończyło się na otarciu futerka. Zgadzam się z wielkim nie dla sprężyn przy bramkach. Zdecydowanie taśma + rączka, bez sprężyn, nawet jak naciąganie trudniejsze.
bardzo fajnym rozwiazaniem sa takie elastyczne linki z wplecionym drutem i raczka. guli chyba o tym pisala. niestety widzialam to za granica, nie wiem czy to jest u nas do dostania.
Hej, mam pytanie co do baterii zasilającej elektryzator. Skąd będę wiedzieć, że już się wyczerpała ? 😉 Wolałabym nie przyjśc pewnego dnia do stajni i zobaczyć, że pastuch nie chodził. Czy są jakieś sposoby sprawdzenia, że bateria się wyczerpuje? Jakiś pomiar napięcia? (chyba jest przyrząd służący do tego?)
bardzo fajnym rozwiazaniem sa takie elastyczne linki z wplecionym drutem i raczka. guli chyba o tym pisala. niestety widzialam to za granica, nie wiem czy to jest u nas do dostania.
Są do dostania w firmie Pomelac. Dokładnie elastyczne linki - bramki z wplecionym drutem.
Mam takie dwie - jedna 1,5 m i druga 3 metrowa. Rozciągają się na dłuższe , są doskonale widoczne dla koni. I naprawdę bezpieczne dla konia, jako bramki bardzo łatwe w otwieraniu . Ja nawet rabatkę z różami tak odgrodziłam i choć nie ma tam prądu, to konie w tym roku róż mi nie zjadły 😀 Kuc kiedyś zapoznał się pyszczkowo z taką liną pod prądem i od tamtej pory darzy ją ogromnym szacunkiem. Odróżniają rodzaje ogrodzeń z łatwością. Sznurek zwykły sizalowy jest ogrodzeniem umownym, znaczy z nudów można go poprzegryzać , ale zdeptać kopytami. Taśma pastucha jest wysłuchiwana, czy płynie prąd. Lina jest ogrodzeniem nie do przejścia 🙂