Ja i tak uważam, że dzieci z rodzicami/dziadkami są jednymi z najmniej myślących osób. Jeżdżę u znajomego, w przydomowej, totalnie prywatnej stajni, a i tak co jakiś czas włażą tacy nieproszeni goście. Rozumiem, żeby się zapytali, ale nie, od razu z łapami do koni. Raz przyszedł dziadziuś z wnuczkami. Małe może miały po 7 lat, zostawił je w stajni a sam poszedł się wypytywać. Dzieciaki oczywiście od razu do koni i pomiziać, pomiziać. Traf chciał, że jak prawie wszystkie konie tam to miśki i pieszczochy to wybrały akurat kobyłę, która dość nierówno pod sufitem miała i 10 ludzi jej się podoba, a 11 już nie. Dzieciaki naprawdę miały szczęście, że nic im się nie stało.
Z psami też są ciekawe scysje. Znów ta sama stajnia, wbiega pies, ja na koniu. Właścicielka gdzieś tam idzie, więc krzyknęłam, żeby psa zabrała, na co ona, że pies jest łagodny. Gorzej, że pies coraz bardziej agresywnie do konia podbiega i zęby szczerzy. W końcu na któryś mój okrzyk pani włazi na ujeżdżalnię i zaczyna koniowi za zadem latać, żeby psa odgonić, bo ten wrócić do niej nie chce, a dalej do konia startuje. Ja na to, że koń możne kopnąć, jeśli ktoś mu tak za zadem chodzi, na co pani wzięła smycz i zamierzając rzucić nią w psa, rzuciła tak, że wylądowała znienacka tuż za koniem. O.o
Dla mnie to nie pojęte, żeby się tak pchać do nieznajomego zwierzaka. Czy to konia, czy psa. Mnie nie przychodzi do głowy głaskać każdego psa na ulicy, tak samo, jak nie mieści mi się w głowie tulenie nieznajomego konia, o którym nic nie wiem, albo bieganie przy tylnych nogach. Bo chyba, że konie mogą kopać to każdy wie.
Alveaner też nie jeden raz miałam sytuacje że pies atakował konia na którym jechałam, lub jakiś dzieciak leciał żeby pogłaskać konika na pastwisku podbiegając od zadu ... Koń to duże zwierzę które nawet przez przypadek może zrobić krzywdę, obowiązkiem jeźdźca jest nie dopuszczać do takiej sytuacji a jeżeli już do niej dojdzie to powinien zrobić wszystko aby jak najszybciej sprawę załagodzić tak aby nikomu nie stała się krzywda, od tego jest jeździec aby myśleć a jak nie potrafi to nie powinien mieć do czynienia z końmi. Świadome pozwolenie koniowi na atak to to samo co danie małpie brzytwy, prędzej czy później efekt będzie taki sam.
U mnie teren stajni jest ogrodzony siatką + bramy suwane, które nigdy nie są zamknięte na klucz, ale wiedzą o tym tylko ludzie ze stajni 😉 I to jest dobre. Jedyny mankament, to to, że część padoków jest poza ogrodzeniem, ale jeszcze nigdy się nie zdarzyło żeby ktoś wlazł sobie do stada. Ja też miałam niedawno przygodę z psem, który wleciał do mnie na czworobok. Widziałam jak obok idzie grupka dziewuch, które drą się na psa, żeby wrócił, ale ten miał je gdzieś i latał za zadem mojego konia, próbował łapać go za ogon. Zaczęłam krzyczeć, żeby zabrały psa, bo koń go kopnie. Dopiero jak kucyk trzepnął nogą w ziemię, to jedna dziewczyna wpełzła i zaczęła odganiać wilczura.
okwiat- kask w częsciach wielu, czy jednej powinno się wymieniać po każdym upadku na głowe- tak mówią producenci. oczywiscie prawie nikt tego nie robi, bo nawet jesli na glowe spada naz na 4 lata, a kask wydaje sie cały to szkoda kasy.
Nie mogę patrzeć też jak ktoś lonżując konia obwiązuje się w pasie bądź rękę lonżą (a niestety znam takie przypadki 😲 )Jednym słowem głupota niektórych nie zna granic.
To było chyba kiedyś w Księdze Rekordów Darwina - kobita obwiązała lonżę wokół swojego pasa i tak lonżowała konia. Nagle koń się spłoszył, przewrócił kobitę i ciągnął ją za sobą jak szmacianą lalkę. Widok "czegoś goniącego go na sznurku" jeszcze bardziej go płoszył. Ojciec kobity, gdy zobaczył sytuację, zaczął strzelać i wypuścił psy (nie wiem, co on sobie myślał, że koń się nagle zatrzyma? 🤔wirek🙂 Koń pobiegł gdzieś do lasu i tam się zatrzymał, a kobita umarła.
Ja i tak uważam, że dzieci z rodzicami/dziadkami są jednymi z najmniej myślących osób. Jeżdżę u znajomego, w przydomowej, totalnie prywatnej stajni, a
Może kiedyś gdzieś już to pisałam, pracując na stajni miałam przypadek gdzie gość otworzył boks i posadził 2 letnie dziecko na nie ujeżdżonego kucyka który jeszcze chwile i by rozniósł boks. Zwrócenie uwagi, było obrazą majestatu i uznaniem że mamy niebezpieczne konie. No tak, zapomniałam że 2 letni kucyk podczas posiłku musi stać na baczność bo tatuś chce wysadzić swoją córeczkę na kucysia. Ostatnio koleżanka mówiła że ludzie zapytali czy mogą wejść do stajni pooglądać konie, ta nie zastanawiając się długo odpowiedziała że tak. Gdy weszła na stajnie zobaczyć co robią, zobaczyła że właśnie jeden z koni kończy jeść ciastko z kremem. 😉
Tak sobie myślę, że wypowiadają się osoby mające "straszliwe" konie w obcowaniu z dziećmi 😉 A może te konie nie znają dzieci i są zestresowane nimi? Albo konie są źle wychowane? Może inaczej jest , gdy właściciele stajni mają własne dzieci i one są od najmłodszych lat przyzwyczajone do koni, a one do nich. Ja tam widziałam 3-latka prowadzącego na uwiązie dorosłego dużego konia, który szedł za dzieckiem pokornie . To samo dziecko gramoliło się do leżącego konia i ten ani drgnął. Widziałam dzieci 6- 7 letnie jeżdżące na oklep na kucyku, stające na jego grzbiecie- i koń jak zaczarowany stał spokojnie, mimo że znajdowali się w stadzie luzem łażących dużych koni - ale te dzieci też chowały się razem z końmi.
Choć moje nie mają z dziećmi do czynienie często , ale i tak są potulne i obchodzą się z nimi nad wyraz delikatnie. Są wręcz zafascynowane dziećmi - zwłaszcza duży wałach. Ale i za kucem ogierkiem szła dziewczynka 6-letnia i pacała go po zadzie szczotką do czyszczenia. A on tylko grzecznie próbował się oddalać krok za kroczkiem. I tak przemierzyli cały ogród - bez żadnych ekscesów 🙂
guli chyba przedewszystkim chodzi o to, że każdy koń, nawet najspokojniejszy może wpaść w panikę, albo zachować sie nie ostrożnie. Po co ryzykowac zdrowie dziecka brakiem pomyślunku i ostrożności? To tak samo jak z dużymi psami. Nawet przy najłagodniejszym baranku dziecko powinno być pod okiem własciciela psa bo nawet mocniejsze machnięcie ogonem może skończyć sie rozbita główką. Inna sprawą jest to, że nie każdy koń nadaje się do obcowania z dziećmi i "odwiedzacze" powinni to respektować.
Bo wiesz, ja nigdy nie zapomnę widoku mojej przyjaciółki płaczącej nad swoją córką. Dziewczynka od kołyski przyzwyczajona do koni, koń też spokojny, obyty z dziećmi... a chwila nieuwagi, a skończyło się na porządnym kopniaku w brzuch. Dziecko leżało w szpitalu kilka dobrych tygodni. Świadek stwierdził, że siła uderzenia była tak duża, że dziewczynka "poleciała" jak mała laleczka.
mój koń generalnie lubi wszystko - psy, koty, dzieci (przykladem jest synek Zen 😉 ), ALE jest wielki, silny i entuzjastyczny. I z tego pwodu, w życiu nie pozwoliłabym żadnemu dziecku cokolwiek przy nim robić. Już samo pieszczotliwe szturchnięcie głową mogłoby dziecko uszkodzić, nie mówiąc już o nagłym wybuchu radości, które nauczyły mnie być uważnym, chociaż jestem pewna, że nigdy nie zrobiłby mi nic specjalnie. Dlatego też puszczanie dzieci czy psów luzem po stajni uważam za wyjątkowo nieodpowiedzialne, bo nawet niechcący coś zawsze stać się może, a ja nie chcę mieć nikogo na sumieniu
Wypadek może zdarzyć się wszędzie i każdemu - nie koniecznie z udziałem koni. Dziecko , o którym pisałam już ma 8-9 lat i nie tylko potrafi wyczyścić konia, łącznie z kopytami, ale i znakomicie radzi sobie w siodle 🙂 Ale w siodle z tatą przebywał pewnie odkąd potrafił siedzieć 😀
I mimo, ze stado ok kilkunastu koni, to nigdy nie przytrafiło mu się nic złego od koni. Uważam, że większosć ( o ile nie wszystkie) koni doskonale zdają sobie sprawę z odmienności dorosłych od dzieci. To samo dotyczy innych gatunków. Gdy szczeniaczki jamniczki zaczęły rozłazić się po trawie , to oczywiście zafascynowały je końskie kopyta- bo konia w całości nie były w stanie zobaczyć 🤣 Byłam mocno zestresowana, ale okazało się, że konie zdają sobie sprawę z ich wieku i poruszają się nad wyraz ostrożnie. A bywało, że szczeniaczek ciągnął kuca za szczotki w tylnych nogach, bo taka fajna zabawa 🤔
I kuc, który trafia bardzo celnie jak musi- stał spokojniutko , albo oddalał się jak tylko zobaczył malucha.
Moja koleżanka sama była świadkiem jak jej cudowny ogr rozpłaszczył swym śląskim kopytem 6-tygodniowego cudownego kociaczka. SPECJALNIE. Zrobił na niego atak, jak robi na inne koty. Na małego puchatego kociaczka - wg ciebie powinien być delikatny, bo rozpoznaje, że to kocie dziecko 🤣. Jakoś to nie działa - koty przed nim czy małe czy duże trzeba chować...
Koń to koń - nigdy nie wiadomo jak się zachowa w danym momencie...
Guli - i właśnie przez takie podejście uważam że osoby mające do czynienia z końmi potrafią być bardziej nieodpowiedzialne niż osoby które się na tym nie znają. Koń to jest tylko zwierzę, zazwyczaj duże i silne a nie maszyna/ komputer którą można zaprogramować i której zachowanie będzie w 100% przewidywalne. Nawet najspokojniejszy koń może po prostu dziecka nie zauważyć i przez przypadek zrobić krzywdę to po pierwsze a po drugie taki dzieciak którego rodzice nauczą podchodzenia do konia od zadu, z obcym koniem może zrobić to samo, tylko że obcy koń może nie być tak tolerancyjny. Moja kobyła jest agresywna, taką już ją kupiłam, jej źrebaka od małego uczę co wolno a co nie, mogę go wszędzie dotknąć, kobyły nie, ale to nie zmienia faktu że jak go czyściłam i siadła mu mucha na zadzie to tak trzepnął nogą że miesiąc miałam siniaka na udzie, a chciał tylko odgonić muchę.
Guli, nie kwestionuje tego, że zwierzęta odróżniają dorosłych od dzieci, ale tu nie w tym problem - wystraszony czy zdenerwowany koń, nie patrzy specjalnie kto się przy nim znajduje - jemu to wtedy obojętne - i nawet nie chcąc zrobić krzywdy specjalnie, to jednak masa, a dziecko zawsze będzie bardziej poszkodowane niż dorosły. W niedzielę będąc na spacerze z koniem w ręku, on nagle się spłoszył ni stąd ni zowąd, choć to oaza spokoju w obejściu... pech chciał, że akurat odskakując uderzył mnie kopytem w nogę... ot, życie...
A potem przeczytamy o 6-letniej dziewczynce, która chciała szczotką w zad innego konia pacnąć, tylko że ten koń zareagował inaczej i na pacnięcie oddał. Ręce opadają, jak się czyta takie rzeczy 🙁 I jak tu od laików wymagać ostrożności, skoro ludzie mający konie pozwalają na takie zachowania?
A ja mam problem z tym, że u mnie w stajni osoby, które jeżdzą regularnie w szkółce nie mogą sobie do głowy wbić żeby tych biednych koni nie zaczepiać i nie wygłaskiwac jak im siano czy owies dają. I nie widza, że konie ze złości kopią i robią sobie krzywdę, że zaczynają łapczywie jeść - prawdziwi miłośnicy "konisiów"- bo jak się konisia pogłaszcze to to głaskanko jest mu 1000 razy bardziej potrzebne do szczęścia niż spokój przy jedzeniu...
I jeszcze przejeżdżanie obok idącego konia autem bez zachowania odpowiedniej odległości i prędkości. Piłki lądujące na padoku i 4 latki wbiegające po nie pieknie podsumował kiedyś mój mąż. Przyszedł kiedyś pan i grał z synem na trawniku przed padokiem w piłkę. Robił to ostentacyjnie i co chwilę ta piłka lądowała na padoku i wysyłał po nią syna. Tak po 15 minutach (obserwowaliśmy z pewnej odłegłości) stało się dla nas jasne, że gościu w swojej głupocie robi to celowo - nie wiem po co do dziś - żeby się popisać, że mu wszystko wolno (bo oczywiście auto też zaparkował niezbyt wygodnie dla ludzi w ośrodku - bo mu wolno!). Najpierw kilkakrotnie kilka przechodzacych osób kulturalnie poprosiło- "Prosze uważać". Proszę nie wchodzić do koni. Więc jak za którymś razem piłka wpadła (a konie się spłoszyły) to mój maż podszedł i powiedział coś w stylu: " proszę Pana - jak temu koniowi przez Pana piłkę włos z głowy spadnie albo jak ten biedny koń kopnie w to dzicko i coś sobie w kopyto niedaj boże zrobi to obawiam się, że nawet jak Pan sprzeda swoje BMW tak tu ekspozycyjnie zaparkowane, to nie starczy Panu na zapłącenie nam za tego konia."... - poskutkowało.
Dziecko , o którym pisałam już ma 8-9 lat i nie tylko potrafi wyczyścić konia, łącznie z kopytami, ale i znakomicie radzi sobie w siodle 🙂 Ale w siodle z tatą przebywał pewnie odkąd potrafił siedzieć 😀
I mimo, ze stado ok kilkunastu koni, to nigdy nie przytrafiło mu się nic złego od koni.
Guli, czy to ten sam zestaw ojciec-dziecko, którego zdjęcie kiedyś wklejałaś: ojciec skakał z maleńkim dzieckiem siedzącym (a właściwie trzymanym) z przodu?
ja jeszcze tak w sprawie najazdu na christine. naprawde uwazacie, ze jesli cos sie stanie po KILKUKROTNYM OSTRZEZENIU/ zwroceniu uwagi, zwlaszcza na prywatnym terenie to jest to wina jezdzca? ja wukupilam sobie oc, wlasnie dla tego, ze ludzie nie rozumieja i nie slysza co sie do nich mowi. kilkukrotnie powtarzalam dziabnietemu panu, zeby nie lapa mi sie za wodze i oglowie. moj kon jest niezwykle spokojny i opanowany, ale pan- wkurzyc go musial tym wiszeniem mu na glowie, i dostal z przedniej nogi. lekko, nic sie nie stalo, pan sie bardziej wystraszyl niz uszkodzil. ale przeciez tej sytuacji mozna bylo uniknac. ostatnio bylam na jakims festynie czy turnieju rycerskim. w pewnym momencie dostalam lekkiej histeri, bo zobaczylam, ze jestem z kazdej strony, w ktora kon moze sie spoloszyc, obstawiona wozkami i dziecmi na rekach. w dodatku duza czesc dzieci, zachecana przez rodzicow, ale bez pytania mnie, karmi konia trawa. wyjechalam stamtad czym predzej. ale mozna jednak normalnie, bo wczesniej podeszla do mnie mloda para z dosc malym dzieckiem i PYTAJA: czy mozna konia poglaskac i zrobic zdjecie- mozna, ale prosze stanac w tym miejscu.ok. a czy mozna podejsc z dzieckiem? mozna, ale prosze wziac dziecko na rece, i uwazac, bo kon jest spokojny, ale tu jest halas, gwar i moze sie wystraszyc. oczywiscie. zrobili jak powiedzialam i wszyscy byli zadowoleni. czyli, ze sie da, tylko wystarczy chciec.
katija - tylko że Ty byłaś w pełni świadoma zagrożenia i starałaś się jak najszybciej ewakuować z miejsca, gdzie mogło by dojść do nieszczęścia a nie pozwoliłaś koniowi na zwiększenie tego zagrożenia, o to przede wszystkim chodzi. Nie ma znaczenia czy jest to teren prywatny czy nie, chyba że teren jest tak zabezpieczony że osoba niepowołana nie ma możliwości wejść na ten teren. Jeżeli jest możliwość wejścia bez problemu to w przypadku np. ataku psa (lub w tym wypadku konia) odpowiada właściciel bo nie zabezpieczył odpowiednio terenu. Czy gdybyś poszła w odwiedziny do innej stajni i tam pogryzł by Ciebie pies to czy nie domagałabyś się odszkodowania od właściciela psa który nie zadbał w tym momencie o bezpieczeństwo?
Teraz przyszło mi jeszcze do głowy, co by było w sytuacji gdyby pies zacząłby się bronić i uszkodziłby stawy pęcinowe konia? Dalej to by było takie zabawne?
Wiem że wielu groźnym sytuacjom można zapobiec, ale to wymaga myślenia po obydwu stronach.
Guli, to co opisujesz jest głupotą totalną. Owszem, tak koń może i jest misiasty, może jest uważny, może lubi dzieci, ale może się też zdarzyć sytuacja, w której spanikuje i nie patrząc na nic niechcący takiemu dziecku zrobi krzywdę.n Albo gorzej, zdarzy się, że dziecko odwiedzi inną stajnię, spróbuje zrobić to samo i zonk, bo konik okaże się nie przyzwyczajony do dzieci i sprzeda kopa. Doprawdy cudowne zachowania to w dziecku wykształca. To po prostu niebezpieczne i piramidalnie głupie.
guli, zgadzam się z poprzednikami, że Twoja postawa jest skrajnie nieodpowiedzialna. Jako koniarz chyba wiesz, że koń to żywe, ogromne i z natury płochliwe zwierze. To nie komputer, nawet "idealny" koń może sprawić niespodziankę, często bez takiego zamiaru.
Mój koń ma wyjątkowo złoty charakter, jest przyjazny, kochany, misiowaty i celowo nie skrzywdziłby nawet muchy. Raz zdarzyło mu się nadepnąć mi na nogę, wbijając ostrego hacela w mój duży palec - zapewniam Cię, że to bolało. Raz spłoszył się i o mało nie staranował pani stojącej obok. Raz znokautował mnie z główki - miał złe zamiary, ale jedynie wobec upierdliwego gza. Raz rozdeptał króliczka na padoku - był młody, chciał się zaprzyjaźnić i pobawić, a tu pech! Niechcący musiał go nadepnąć i zrobić z niego miazgę. Dlatego kiedy stadko kociaków zadomowiło się kiedyś u niego w boksie, to je stamtąd zabrałam, żeby nie kusić losu. I nigdy, przenigdy nie zostawiłabym małego dziecka samego z dużyk koniem bez opieki osoby dorosłej.
Strasznie się cieszę, że nigdy nie spotkałam się z opisywanym przez was zachowaniem rodziców z dziećmi. Sama mam w rodzinie dwójkę maluchów (oboje po 3 lata) Bratanek zakochany w koniach po uszy, był raz u nas na pokazie, siostrzenica też lubi koniki chociaż nie tak bardzo. Ani brat, ani siostra nie zbliżą się do żadnego konia jeśli nie będzie mnie obok i jeśli dokładnie nie powiem co można zrobić a czego nie. Po stajni często pałętają się dorośli z dzieciakami, ale zawsze grzecznie pytają czy można pooglądać, dotknąć i tak dalej. Do koni na pastwisku nawet się nie próbują zbliżać.
Raz tylko przed pokazem widziałam grupę ludzi która widząc niespokojnego, dębująco - cofającego konia wlazła mu centralnie za zad 😵. Jakaś taka beztroska rodzinka się zebrała. Później równie beztrosko wspinali się na gnojownik bo to była jedyna droga żeby nie zostać stratowanym.
[quote author=Ala_WR link=topic=5596.msg727661#msg727661 date=1286281962] Guli - i właśnie przez takie podejście uważam że osoby mające do czynienia z końmi potrafią być bardziej nieodpowiedzialne niż osoby które się na tym nie znają. [/quote]
Wiesz kto czyni więcej szkody w stosunkach końsko-ludzkich? Ci, którzy kreują konia jako nieobliczalne i niebezpieczne zwierzę. I ten mit pokutuje przez wiele pokoleń powodując niewłaściwe zachowania ludzi wobec koni i w odpowiedzi na to j reakcje końskie.
Koń to owszem duże i silne zwierzę , ale psy bywają znacznie bardziej niebezpieczne. A jednak normalni właściciele psów nie mają z nimi problemów a psy chowają się razem z dziećmi.
A powoływanie , że dziecko zginęło w wypadku z koniem, to juz zwykła hipokryzja - ile dzieci ginie w wypadkach samochodowych? A przecież same nie prowadzą 🙄
Ktoś przytomny pytał, czy te przypadki , o których pisałam to kwestia przyzwyczajenie. Nie tylko. To wzajemne uczenie się , przy czym nauka dziecka nie jest puszczona na żywioł 🤔 To rodzic uczy dziecko jak zachowywać się przy koniu, bo przecież oczywistym jest , że nie każdy koń do takiej nauki nadaje się. Znajomość zachowań, psychiki koni powoduje, że wypadków unika się - nie straszenie ludzi końmi, bo strach jest fatalnym doradcą w różnych sytuacjach.
Nie bardzo rozumiem takiego oburzenia na to, o czym piszę 😲 Znam osobiście takie pozytywne przypadki, a nie znam żadnego ze złym zakończeniem. Czy to oznacza, że nie mogę wypowiadać się w tym temacie? 🙄 Naprawdę przedziwne to wszystko.
Co do szczeniaka o którym pisałam. Zapomniałam napisać, że kuc jest wojownikiem, atakuje każdego obcego psa, swoje ustawił już dawno, ale od czasu do czasu przypomina im, kto rządzi. Zaden z moich dorosłych psów nie odważyłby się pociągnać go za szczotki- ale szczeniak zrobił to bez żadnych konsekwencji, bo był dzieckiem. Ale i tak dorosła psica, która panicznie boi się grzmotów , czy wystrzałów w takich sytuacjach chroni się u koni siadając w kąciku boksu - to wszystko jest bardziej złozone niż większość ludzi sądzi. Do ludzkich dzieci moje konie nie podchodzą bliżej niż metr, a dorosłego potrafią obszukać pyskiem.
Co do tego, że niechcący koń stratuje z całą pewnością dziecko. Widziałam wielokrotnie , jak szef-kuc ( 200 kg)leżał swobodnie i beztrosko na środku wspólnego boksu bez najmniejszej obawy o swoje życie , a Kuba ważący ok 500 kg poruszał się obok niego " na paluszkach". Kuc doskonale wiedział, że jest bezpieczny w swojej beztrosce a z całą pewnością ma bardzo silny instynkt samozachowawczy jak każdy z prymitywnej rasy.
a później czyta się nagłówek w gazecie "Pies, przyjaciel całej rodziny, zagryzł dziecko"... To jest tylko zwierzę, mało tego, pewnie to co teraz napiszę będzie dla niektórych niezłym szokiem (dla mnie tak było), w stadzie tylko czołowa suka ma prawo mieć szczeniaki, jeżeli inna suka ma to szczeniaki zostaną zagryzione przez stado (bezbronne małe szczeniaczki). Nie mam tutaj na myśli dzikich psów, tylko normalne hodowle w których psy są bardzo dobrze traktowane i kochane.
Też znam konie przy których dziecko może zrobić wszystko, wieki temu jeździłam w Tabunie, był tam koń o imieniu Gwasz, można było dziecko spokojnie z nim zostawić i nic się by nie stało, kilka boksów dalej stał Sakar, jakby dziecko tam weszło to już by nie wyszło żywe. Każdy koń jest inny.
Koń to duże zwierze które MOŻE być nieobliczalne i niebezpieczne i nie widzę w tym stwierdzeniu nic złego. Takie podejście uczy ostrożności a nie agresji.
czworka moich dzieci wychowuje sie z konmi duzymi, zrebakami, niektore przychodzac do stajni sa walniete w dekiel... i co mam im zabronic zblizania sie do stajni?
staram sie uczyc je zachowania przy koniach, konie tez sie szybko przywyczajaja ze sa dzieci, jakies male ludki, ktore nie robia im krzywdy
mam kilka koni przy ktorych dzieci moga przebywac blisko,a jednego miska takiego ze nawet czterolatki moga czyscic kopyta. ale nie do wszystkich moga podchodzic blisko i to dzieci tez wiedza.
powiedzcie co z szesciolatkami, ktore jezdza konno, dziesieciolatkami ktore juz trenuja...
poza tym po to maja rodzicow zeby ich oswajali z nowymi sytuacjami, z nowymi zwierzetami.
Bardziej boje sie o dzieci jak mam w domu nowego psa, ktory jest juz duzy i z dziecmi nie mial do czynienia. Tak bylo jak wzielam ponad roczna suke ON trzy lata temu. Teraz mam jeszcze jednego psa, ktory ma szesc miesiecy i jest w domu. Bardziej sie boje tez jak mam wszystkie dzieci w samochodzie i gdzies jade, bo przy zachowaniu niektorych spieszacych sie wszedzie kierowcow nie wiem czy dowioze dzieci bezpiecznie do celu.
A konie i dzieci coz.. na szczescie na tyle wychowane i pod opieka, ze moge spac spokojnie.Guli, to co opisujesz jest głupotą totalną. Owszem, tak koń może i jest misiasty, może jest uważny, może lubi dzieci, ale może się też zdarzyć sytuacja, w której spanikuje i nie patrząc na nic niechcący takiemu dziecku zrobi krzywdę.n Albo gorzej, zdarzy się, że dziecko odwiedzi inną stajnię, spróbuje zrobić to samo i zonk, bo konik okaże się nie przyzwyczajony do dzieci i sprzeda kopa. Doprawdy cudowne zachowania to w dziecku wykształca. To po prostu niebezpieczne i piramidalnie głupie.
czy dziecko samo moze odwiedzic inna stajnie? co na to instruktorzy rekreacji, gdzie jezdza, czyszcza konie i siodlaja nawet male dzieciaki? czy ty wogole masz dzieci?
czasem mam wrazenie ze najwiecej do powiedzenia maja osoby, ktore dzieci widza w autobusie, albo u sasiadow.
chyba porównanie do psów nie jest tutaj najlepsze, to dwie różne natury, z końmi trzeba uważać głównie ze względu na ich masę, bo mogą choćby niechcący zrobić krzywde i na to trzeba dzieci uczulać, żeby zachowywały ostrożność guli - twoja opowiesć o szczeniaczkach wydaje mi się z lekka dziecinna, naprawdę w to wierzysz? miałam kiedyś głuchego psa, zazwyczaj bywało tak, że mój stary koń, gdy pies stanął mu na drodze po prostu przesuwał go pyskiem, zeby przejść...ale kiedy się spłoszył nie był juz taki troskliwy i trzeba była na psa uważać i nauczyc go, że ma schodzić koniowi z drogi
[quote author=Złota link=topic=5596.msg728464#msg728464 date=1286349426] czasem mam wrazenie ze najwiecej do powiedzenia maja osoby, ktore dzieci widza w autobusie, albo u sasiadow. [/quote]
Albo te, które wolałyby, żeby cudze dzieci nie klepały ich koni po zadach, nawet za przyzwoleniem rodziców. Bo nie każdy koń jest do tego przywyczajony. I nie chodzi tylko o sytuacje w stajniach. Przecież przebywamy często z końmi poza nimi.