milusia trzymaj się!! Dobrze że tylko tak się skończyło, noga zdrutowana i będzie ok 😉 bez gipsu, to już w ogóle jest "dobrze".
Bywa jednak czasem upartym koniem, kiedy czegoś się od niego wymaga więcej a on akurat ma wtedy inny pomysł.
Nie piszę tego konkretnie do Ciebie bo sytuacji nie znam absolutnie, ale w większości wina za takie zachowanie leży po stronie właściciela konia. Bo nie wymagają więcej/odpuszczają gdy czują że konik ma "inny pomysł" czy nie ma ochoty i później gdy wsiada ktoś kto wymaga pojawiają się problemy. Miałam średnią przyjemność jeździć na takich 2 koniach, które w momencie jakiś wymagań rozpoczęły bunty.
Mój koń też tego próbował zimą. Trenerka raz wsiadła i chciała żeby Gruby się ustawił, ale wyżej i nie oszukiwał tylko krzywiąc samą głowę. W życiu nie widziałam mojego konia tak zachowującego się. Próbował stanąć dęba, włączył wsteczny i całą długość hali cofał się, później zamiast do przodu zaczął chodzić tylko w bok. Robił dosłownie wszystko byle nie odpuścić. Walczył w stępie dobre 10 min, był mokry jak szmata, po czym stwierdził że jednak nie wygra i wciągu kilku sekund ustawił się i ruszył do przodu. Ale dobrze ze wtedy nikt mu nie odpuścił, bo pewnie do dziś wychodziłyby skutki.
Milusia trzymaj się :kwiatek: Szybkiego powrotu do zdrowia! Mnie moja Ruda tak urządziła 6 lat temu- tylko ja się nie ewakuowałam, przewróciłyśmy się razem i przygniotła mi kłodą moją noge- też piszczel tyle że z odłamkami.
Nie piszę tego konkretnie do Ciebie bo sytuacji nie znam absolutnie, ale w większości wina za takie zachowanie leży po stronie właściciela konia. Bo nie wymagają więcej/odpuszczają gdy czują że konik ma "inny pomysł" czy nie ma ochoty i później gdy wsiada ktoś kto wymaga pojawiają się problemy. Miałam średnią przyjemność jeździć na takich 2 koniach, które w momencie jakiś wymagań rozpoczęły bunty.
w 100% popieram!!! Kumpela nie radziła sobie z koniem i poprosiła mnie żebym ja wsiadła pierwsza po jakiejś tam przerwie tego konia. Na początku wszystko fajnie, ale koń albo uciekał do środka albo na zewnątrz, więc mocno ją trzymałam w łydkach. Jak się okazało koń dostawał łydke tylko do zakłusowania i zagalopowania, a tak łydka nie pracowała bo koń dość do przodu. W efekcie małego wnerwa koń przeszedł do galopu, poszły barany i na końcu ja poleciałam przez płot na głowe i miałam oko podbite 😂
ja tylko na sekunde wpadlam, zeby napisac ze zyjemy i mamy sie dobrze: Gilek, Duszek, Amnestria i ja. konie taplaja sie w wodzie i caly dzien wcinaja trawe. brakuje nam tylko odrobiny sanszajnu...
Milusia trzymaj sie cieplutko i wracaj do zdrowia :kwiatek: Doskonale wiem co czujesz i moge z pelna odpowiedzialnoscia powiedziec, ze zobaczysz jak szybko Ci ten czas zleci! Ani sie obejrzysz jak wrocisz do jazdy, do roboty i zycia na dwoch nogach. A teraz odpoczywaj, czytaj ksiazki, slowem- rob to na co nigdy nie ma czasu ani sil.
dziekuje przeogromnie WSZYSTKIM za kciuki-te re-voltowe czynia cuda wiec pewnie szybko sie pozbieram 🙂-oby 😜 co do calej sytuacji to w sumie xxagaxx trafila w samo sedno i tristia raczej wie, ze ,,troszke" rozpuscila ,,misia" 😉 Bunty w stylu targanie mna, ciaganie i wozenie byly wczesniej, ale deba nie stawal, wydawalo sie ze juz w zasadzie wszystko przejechane, fajnie pracowal na obie strony, dostal jabluszko w nagrode, podjechalam kawalek i zatrzymalam go zeby zsiasc i nagle to 😲 🤔 Chyba oboje bylismy tak samo zdezorientowani, alkazar zupelnie nie panowal nad swoim cialem w tym debowaniu-stad moja ewakuacja, mysle, ze sluszna bo pewnie skonczyloby sie to gorzej. Ale absolutnie nie mam ani zalu do tristii ani do Gabiego 😉 Bywa, to ryzyko wpisane w ta zabawe, ale jednego mnie nauczyla ta sytuacja-koniec wsiadania na cudze konie, bo wlasciciel sobie nie radzi.Moge pomoc z ziemi, ale ryzykowac juz nie bede.Jestem matka 2 dzieci, a ta sytuacja mi uswiadomila, ze jednak nie jestem niezniszczalna 😉
A to zonk. Alkazara też bym nie podejrzewała. Toż on tak poczciwie wygląda. No nic, chociaż tyle, że to noga, a nie kręgosłup. ano właśnie, revoltowe kciuki czynią cuda 🙂
kujka, Widzę, że ten deszcz ze Śląska przyleciał do Warszawy. Oby was tam nie zalało!
Swoją drogą - gdzie zaczyna się rozpieszczanie konia? Nie chcę tutaj "pić" do Tristii, tylko akurat temat się wkręcił i może by tak ogólnie w ramach "ciekawej teoretycznej dyskusji na temat".
Sankaritarina, ja bym tego nawet nie nazwała rozpieszczaniem, tylko nie wymaganiem. Ja też sobie czasem myślę jaki mój koń jest idealny, wspaniały i nigdy-nie-buntujący-się, co po części jest prawdą, bo niewiele takich współpracujących koni jak on widziałam, ale czasem zaliczam niezły szok, jak nagle coś więcej od niego chcę i diabeł w niego wstępuje. Czyli, póki za wiele nie wymagam i jest miło i spokojnie, to anioł. Ale im dłużej tak nie wymagam, tym potem gorszy efekt powrotu do roboty. Jednym słowem, wg mnie trzeba regularnie czegoś od konia chcieć, żeby nauczył się roboty, systematycznej roboty 🙂
Dzisiaj się czegoś nauczyłam - Dzionek nabrał kondycji i nie może stać 2 dni pod rząd. Jeździłam dzisiaj na tykającej bombie zegarowej. Z jednej strony przełożyło się to na płoszenie się wszystkiego, wywożenie mnie w galopie i konieczność hamowania na woltach, ale z drugiej... Jakie kłusy trzaskał 😀! Cały nafukany, z wysokim przodem... no miodzio 🙂 No i sukces - pierwszy raz wyszło mi ustępowanie od łydki w kłusie 🙂 Tylko od prawej łydki wprawdzie, ale cieszyłam się jak dziecko 🙂
kujka, sanszajn nadchodzi, u nas już jest - u was najpóźniej jutro też będzie 🙂 Jak się macie? Napisz co tam u was i jak tam się Duchu ujeżdża 🙂
No właśnie, to mnie cieszy najbardziej! Mam nadzieję, że to nie będzie jednorazowe odsłonienie słoneczka (tfu tfu tfu) 😉 A co do ustępowań: to super że Dziony uczy się czegoś nowego 🙂 Swoją drogą, na rozpieszczanie zawsze może liczyć z mojej strony - zawsze, jak przechodzę, coś ode mnie wyłudza, chociaż pomizianie, a ja głupia jakoś tak... nie umiem nie ulec 😀
kodusiowata, jesteś już drugą osobą, która mi coś takiego mówi 😀 Że nie może koło niego przejść spokojnie 🙂 Co za Dzion no! Powodzenia w lonżonowanku w weekend, mam nadzieję, że będzie grzeczny 🙂
milusia szybkiego powrotu do zdrowia! Ale się załatwiłaś... A mówią, że sport to zdrowie 😁 Pamiętam, jak się kiedyś z Czekoladowym wywaliliśmy na zawodach, zleciał tak że swoje nogi miał na moich. Cud, że wstałdopiero jak sama wstałam 🤔wirek:
Myślę, że mam podobny problem ze swoim "miśkiem" - nigdy tak na prawdę nie wymagałam od niego niczego więcej. Jak ćwiczymy przejścia, zatrzymania, mam problem ze stój - jest cofanie, chodzenie bokiem, aż w końcu próby mini "dąbków" a właściwie to takie straszenie z kłębu. Sama właściwie nie wiem, co wtedy robić i po prostu pozwalam iść do przodu, bo on jest ciągnący i nie lubi stać (kiedy jest w trybie "praca", co u niego znaczy "biegnijmy" 😉 ). Całe szczęście od jakiegoś czasu mamy cotygodniowe konsultacje i jak tylko problem wystąpi w trakcie takiej jazdy, mam nadzieję uzyskać pomoc, bo do tej pory działo się to zawsze, jak jeździłam sama. A co do strachu przed skokami, też jestem cykorem i boję się wielu rzeczy, ale dzięki wspomnianym wyżej jazdom z kimś z dołu co tydzień próbujemy czegoś nowego. Ostatnio jeździliśmy koniczynkę (drągi ułożone w krzyż i przejeżdżanie ich kręcąc po każdym woltę - wychodzi taki kwiatek). Oczywiście przed próbą w galopie byłam skichana ze strachu, bo przecież drąg mnie zje, Egon wybije się na niego z 18 metrów, spadnę i umrę 😀 Ale jestem taką osobą, że jeśli ktoś mnie do niczego nie zmusza, a wysuwa propozycję, która nie jest z kosmosu, to po przemyśleniu sprawy chętnie spróbuję. Więc przejechałam najpierw pojedynczy drąg w galopie na duuuużej wolcie, kilka razy. Jak moje zwierze przestało się ekscytować koniecznością skakania tego, przestało go zauważać, a ja stwierdziłam, że nie trzeba do tego w ogóle robić półsiadu, ani wcale wypatrywać i odliczać odległości do tego drąga, ba.. .można jechać tak, jakby go w ogóle nie było - strach zupełnie minął. Oczywiście koniczynka przejechana i to wcale nie drągi na niej okazały się trudne, a mikroskopijność wolt. Ostatnio próbuję wpleść w jazdę, zupełnie znienacka, mały krzyżaczek, dosłownie taki na najniższej możliwej wysokości. Z kłusa. Koń robi małego hopa, po czym przykładowo przechodzę do stępa, robię kawałek ustępowania, przeplatam to kłusem po drążkach i jak znów czuję się w miarę pewnie, to jadę krzyżaczek. Po paru jazdach krzyżaczek będzie dla mnie chlebem powszednim i sobie go podniosę, albo zrobię mini stacjonatę. Bo takie hopy są w sumie trochę fajne, a i dla konia to jakieś urozmaicenie 🙂
kenna, nie, z tamtej wywrotki nie miałam 😉 chyba, że o czymśnie wiem 😁 ale to są sekundy lecące jak minuty, i tysiąć myśli przez głowę, w stylu "skończę na wóżku jak po mnie wstanie" 😁 jednak trafiłam na madrego konia 😎
milusia - o kurcze, bardzo niefajnie 🙁 3maj sie mocno ! (dla pocieszenia dodam, ze tez dzisiaj wyszlam ze szpitala 😉 ) I na konia tez dlugo nie wsiade, chociaz z innych wzgledow niz Ty.
Macie na pewno w dużej mierze rację, że z winy jeźdźca bierze się większość niesubordynacji, ale w naszym przypadku nie widzę abym Gąbiego przesadnie rozpieszczała. Gdy czuję, że koń się nie słucha, próbuję przekonać go, że ja mam rację, czasem jednak nie udaje się samemu rozwiązać problemu (za małe umiejętności, trudna szybka ocena sytuacji i zbyt wolna reakcja) a jeszcze częściej sprytny zwierzak umie zamydlić oczy i oszukać w różny sprytny sposób jeźdźca, a ten, myśląc że wygrał, nieświadomie pokazuje koniowi swoją słabość i koło się zamyka.
Często zatracam przyjemność z jazdy, gubię poczucie duchowej bliskości z koniem a dupogodziny przypominają bardziej jazdę na rowerze. Czasem nawet miejsce relaksu zastępuje frustracja. Własny koń był niegdyś snem a byle przejażdżka na jakiejkolwiek chabecie- euforią. Teraz zaciskam zęby i wkładam nogę w strzemię (w rękę bat), żeby w końcu "to przejechać". Gdy pada deszcz, mam wymówkę, że nie pojechałam do stajni. To nienormalne... .
Tristia nie przejmuj się, przecież to mija. Z tego co zdążyłam zauważyć folbluty są dość zawzięte (posiadam 😁 ) i często jest je ciężko przełamać... Ale przecież w końcu to przechodzi, prawda? Ja jeszcze niedawno dość często miałam takie momenty że na własnym koniu czułam się źle, ba często na cudzych lepiej mi się jeździło ale mojego własnego nie zamieniłabym na żadnego innego 🙂 Trzymam kciuki żeby przeszedł Wam kryzys :kwiatek:
Tristia-ja bym powiedziala, ze to nawet bardzo nienormalne....Nie mialam pojecia, ze jest az tak zle 🙄 Moim zdaniem nic nie trzeba przejezdzac(nie znosze tego okreslenia), tylko trzeba zdefiniowac swoje jezdziectwo, co sie chce od konia ile sie ma dla niego czasu i adekwatnie do tego wymagac.Ty sie troche chyba tu pogubilas.To ma byc przede wszystkim frajda i na prawde nie kazdy musi startowac w zawodach i co jazde robic postepy.Frajda moga byc wluczegi po lesie, bujanie sie po placu bez wiekszych wymagan, zabawa z ziemi czy spacery w reku, ale trzeba wiedziec czego sie tak na prawde chce 😉
Zu, Milusia- Może trochę przesadnie to zobrazowałam 😂 Na pewno mi przejdzie 🏇 Czasem tylko odnoszę wrażenie, że pewnych (prostych rzeczy) nie nauczę się nigdy 😉
Angeel, ło matko, co się stało? Trzymaj się dzielnie!
Lov, jak tam rudzian się ujeżdża?
Tristia, chyba większość tak ma czasem... Ja też miałam kryzys, a nawet już ze 3 (raz do roku mi wychodzi 😉 ), taki że koń mógłby nie istnieć. Zmuszałam się, żeby pojechać 2 razy w tygodniu do stajni i chętnie dawałam innym pod tyłek. A potem to mijało i dostawałam mega kopa motywacyjnego. Tak samo z siebie przychodziło, czasem z jakiegoś powodu czasami z powietrza po prostu. Teraz mam właśnie ten wielki wyż i mogłabym 2 razy dziennie jeździć do stajni, ale już poznałam ten proces - wiem, że kryzys znów będzie i trudno, koń nie umrze jak pochodzi po padoku a ja pojadę do lasu albo pokręcę się w kółko po placu. Chociaż nigdy nie było tak, że czułam się na Dzionku jak na rowerze. Może za dużo i za mocno chcesz? Może poczekaj na lepszy czas na rozwój przez duże R, a teraz ciesz się tym co jest? Nie wiem jak często jesteś w stajni, ale wiem z doświadczenia - jeżdżąc nieregularnie po prostu NIE DA się pójść do przodu i wypracować trwałe zmiany. No nie da się i już, dlatego nawet nie ma co próbować i się frustrować. Nie daj się 🙂
Dzionka- Od ponad tygodnia jeżdżę codziennie, wcześniej tylko weekendowo. Na pewno za szybko chciałabym rezultaty, tylko wydaje mi się, że przecież ja tak niewiele chcę. Jazda na sznurkach itp fajnie odprężają, ale w taki sposób nie pójdzie się dalej, stąd moje zniechęcenie by jeźdźic aby jeździć. Dziś mnie jakiś taki nastrój naszedł. Damy radę 😉
Dzionka, a bardzo dobrze, dziękujemy 🙂 śmiga sobie lotne, a dzisiaj jakoś tak sam z siebie odpuścił. Ten koń mnie zadziwia, trenera też, tym bardziej, że przecież jeździmy 'byle szedł do przodu', a dzisiaj taki pięknie poskładany był 😍 naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy nie podrobili mu daty urodzenia w papierach 😁 od przyszłęgo tygodnia opuszczamy halę, podejrzewam, że będzie bez problemu. No i lotne w galopie 😎
Tristia, z autopsji wiem, że tego się nie da 'przejeździć'. Końskie fochy nie miną ot tak, pod wpływem czasu. PRzede wszystkim potrzebujecie pomocy z ziemi. I wydaje mi się też, że to nie powinno dziać się na zasadzie 'wsiąść, pokazać mu, kto tu rządzi i przetrwać", tylko raczej skupić się na współpracy jeźdźca i konia. Moim zdaniem to nie koń ma się Ciebie słuchać, tylko macie razem współpracować- jak równy z równym. Ale to tylko moje zdanie 😉
Tristia, wiesz co, jeśli jest tak jak piszesz - że wcześniej mało jeździłaś a teraz wzięłaś konia do roboty - no cóż, nie ma się co dziwić, że koń się buntuje, szczególnie jak ma do tego predyspozycje. Tylko to trzeba szybko spacyfikować (nie mówię, że siłą). Koń ma wiedzieć, że jak praca to praca i już. I to zarówno na ziemi jak i w siodle. I tu nie ma dyskusji że raz tak a raz tak. Ty decydujesz kiedy co i jak robicie.
Muszę wam coś napisać, co właśnie umieram ze śmiechu 😀 😀 Mój chłopak ostatnio robił fotki na moim treningu i słuchał co treneiro mówi. No i przed chwilą mówię mu, że nie wiem jakąś kieckę założyć na wesele w ten weekend. -On: Zrób tak jak twój trener ci radził - wejdź na voltę jak masz jakiś problem i spytaj. -Ja: coo? Mój trener nie czyta volty, coś ty! -On: no jak nie, pamiętam jak powiedział, że jak masz problem przed skokiem czy jakiś inny, to wejdź na voltę... Hahahaha, oczywiście trenerowi chodziło o zrobienie wolty przed skokiem jak coś nie gra, a nie o voltę tudzież re-voltę😀 Sorry, rozpisałam się, ale dwuznaczność tego tekstu mnie rozwaliła 😀