Tak to bywa z marzeniami. Z innej beczki. Przychodziła do mnie dziewczynka do pracy. Na początku z mamą, potem już sama. Przynosiła ranne ptaszki a ja je uleczałam. I mówiła, że chce być taka jak ja, co pomaga zwierzątkom. Dziś to jedna z bardziej znanych pań doktor weterynarii w mieście. I jest dziesięć razy lepsza niż ja zawodowo. Mnie to dziecko, co ledwie wystawało ponad klamkę bardzo wzruszało. Szanowałam jej marzenia i bardzo mnie motywowały. I instruktor jazdy konnej też mógłby czerpać radość z pracy czasami. I na pewno czerpie. Tylko to są sytuacje wyjątkowe.
pewnie ze czerpie chociaz dzieci co pracuja na marzenia coraz mniej, coraz wiecej takich to co uwazaja ze szkolkowe mega cierpliwe i pomagajace zwierzaki sa glupie, a jak swojego bedzie miala to wszystkim pokaze a jak nie to znaczy ze tez glupi
a nie widziałeś nigdy "kałbojów" w kapeluszach w średnim wieku?
ja mam w domu takiego "kałboja" w średnim wieku 😂 i ... on nie ma aspiracji, żeby poprawnie, dobrze, skutecznie. Jakieś ciągi, bzdety, piruety, pierdety. On chce założyć kapelutek i pojechać stępem do lasu, przywiązać konia i zebrać grzyby, a w drodze powrotnej zaparkować pod sklepem i kupić piwo. kiedyś jeszcze jojczał, że on by na rajd pojechał, spał w namiocie koło konia, żarł żołędzie i pił wódkę... I... Wcale nie uważam, żeby to było złe! typowa zabawa i for fun. A wiesz co ci kałboje [s]najczęściej[/s] często robią jak już tą wódkę wypiją? Stwierdzają, że tak w sumie to przecież umieją jeździć i ruszają galopem po asfalcie do sklepu po następną wódkę, dębują przed sklepem i ogólnie robią jeden wielki "fun", bardzo not funny dla konia. 😀 (Sorry za offa.)
Tania, akurat ty chyba wiesz, jak dużo zależy od "na kogo się trafi". Jakich ludzi się weźmie za wzorzec. Jeździectwo bez dobrego wzorca, bez światłego mentora zawsze będzie kiepskie. Czy sport, czy rekreacja. Dlatego pisałam, że zacząć należy od znalezienia miejsca i ludzi(!). Choć znam wyjątki. Dziewczynę, która rzuciła szkołę i pracowała... w rzeźni. Żeby utrzymywać "grubasa". Samotnego. W stajence "u chłopa". Na oklep skakała 140. Na "zimnioku". Imponowała zacięciem i "dobrą ręką do koni". Talent taki. Chyba wrodzony. Przeniosła się z koniem na stanowisko "koniuszego" do stajni AKJ. Tu spotkała wielu dobrych instruktorów (to były czasy, gdy uprawnienia instruktora dawało radę wywalczyć z 15 osób ROCZNIE - na całą Polskę). Potem wyszła za mąż. Miała x koni, startowała. Pamiętam ją w futrze i cennej biżuterii, z psami na smyczach. Taka historia "kopciuszka". Równie częsta jak ta w baśni 🙁.
Inna "dostała zajawki" na wakacjach. Oprowadzanki to było mało. Na własnych sińcach się uczyła, bo instruktaż na jaki mogła liczyć to była żenada. Więc ojciec wymyślił, że kupi konia. Ogiera, a jakże (dobrze, że starszego). I 13-latka została "ubrana" w konia, a wkrótce - w dwa źrebaki - synków. Ojciec (laik przecież) dostrzegł jednak, że coś jest nie tak. Młoda trafiła do klubu. Błyskawicznie zrobiła II klasę sportową (pół roku od pierwszych skoków, wtedy II robiło się na styl). Dziś ma własną stajnię i rosnące grono pensjonariuszy i podopiecznych.
Mówicie: nie każdy myśli o sporcie. Owszem. Problemy są dwa. Że dzieci nie chcą poprzestać na tym, co już mają. Chcą więcej. Niekoniecznie jest to zachłanność - raczej zdrowa chęć rozwoju. Chcą Osiągać coraz więcej. Blokada rozwoju boli. Bardzo. Może i pożyteczna lekcja życia 🤔, ale... Drugi to taki, że na porządne szkolenie dziś można liczyć wyłącznie w sporcie (lub korzystając z pomocy sportowców). Nie to, że zawsze, ale jest szansa. NIE MA - po prostu nie ma - DOBRYCH środowisk rekreacyjnych. Może są - ale wyjątki totalne. Ja nie znam. Ba! Nie znałam i nie znam Żadnego miejsca, gdzie bym dziecko wysłała na obóz, z gwarancją, że nie nauczą głupot i że będzie bezpiecznie. Może są takie miejsca, ale nie mają renomy pozwalającej je znaleźć i zidentyfikować.
tez uwazam ze nie ma, a jak jest to ekonomicznie jest "zjadane" przez te ktore robia masowke
poczytajcie kacik instruktora - ile jest osob ktore placza ze chcialyby, staraja sie i nic - bo szef pokazuje rachunek ekonomiczny i albo odchodza z pracy bo maja dosc fuszerki, czesto jeszcze kosztem koni albo zaciskaja zeby i odstawiaja bo za cos zyc trzeba choc rownie duzo albo i wiecej po prostu nie ma pojecia co robi :/
za biedni jako spoleczenstwo jestesmy na porzadne jezdziectwo - tak zeby porzadny instruktor, porzadnie zarabiajacy na porzadnym koniu mogl porzadnie przekazac podstawy
uwielbiam to słowo "gdyby". "Gdyby babacia miała wąsy byłaby dziadkiem" Puki co nie ma takich stajni i nie wierzę aby szybko powstały. Srednia (sredna daje myslny obraz) zarobków w Pl to 4200zł brutto czyli na rękę ok 3000zł (ciekawe ile ludzi ma tą średną) za to trzeba często opłącic szkołe (swietlice i inne) utrzymac mieszkanie (czasem opłącic ratę kredytu) i ..ogólne mało wesoło. Ikarina "zejdz na ziemie" nie każdego w PL stać na konia a już napewno nie każdego rodzica stac na konia , treningi itp itd.
Oj, kochana, a myślisz, że za granicą jest tanio i różowo? Na pełen hotel dla konia w Anglii nigdy by mnie nie było stac. Ludzie zapominają, że owszem, tutaj zarabia się w funtach, ale również wydaje się w funtach - i pełen hotel kosztowałby mnie dokładnie tyle samo, ile zarabiam. Spora większośc znajomych posiada konie właśnie tylko i wyłącznie dlatego, że jest możliwośc trzymania konia na zasadzie "zrób to sam", nie daliby rady utrzymywac hotelu w wersji full.
Tania,ushia, często jest tak, że człowiek (dziecko) im bardziej czegoś nie może miec, tym bardziej tego chce - taka nasza natura. Zdarza się tak, że jak ktoś już osiągnie swój cel, to nie ma już do czego dążyc, cały zapał gaśnie i szuka się kolejnego celu.
często jest tak, że człowiek (dziecko) im bardziej czegoś nie może miec, tym bardziej tego chce - taka nasza natura. Zdarza się tak, że jak ktoś już osiągnie swój cel, to nie ma już do czego dążyc, cały zapał gaśnie i szuka się kolejnego celu.
I tu jest miejsce na sport i cel ... Olimpiada ! I w ten sposób można do końca życia dążyć do celu . 🤣
Anglia i Polska są drogie w Niemczech są podobne ceny pensjonatów do tych np ,w Warszawie ,ale zarobki wyższe , dlatego tylu Niemców jeździ konno. 😉
Myślę że nie ma recepty jak przekonać rodziców ,bo może jeszcze o ile finanse pozwalają to do samego konia pewno wielu by się przekonało ale już do poświęcania czsu nie bardzo . Poza tym ,wielu nie chce poświęcić swojego wolnego czasu. Zamiast koni ,wolą Motory ,Łódki ,Samoloty, narty , etc. 😉
Ja mam 16 lat, od zawsze pragnę mieć konia, ba! W ogóle móc z nimi obcować... Jednak wiem jaki to jest drogi sport, więc nawet nie proszę. Mimo, że to kocham to wiem, że teraz muszę poczekać jeszcze kilka lat zanim będę mogła jeździć. Teraz niby jeżdżę, jednak tylko max 10 razy na rok w wakacje, po całorocznym zbieraniu pieniędzy... Mam nadzieję, że jakoś wytrwam 😉
Poczułam pilną potrzebę napisania, że jeśli naprawdę warto na coś wydawać pieniądze - to na autentyczną i trwałą radość dziecka. To jest bezcenne. I niczym nie da się się zastąpić. Gdy twoje dziecko całym/całą sobą komunikuje, że właśnie trafiło na swoją tęczę. Wcale się nie dziwię rodzicom, namiętnie kupującym dzieciom różne gadżety. Nie zawsze chodzi o "żeby się odczepiło". Częściej - o tę frajdę uszczęśliwienia dziecka. A nic chyba nie uszczęśliwia tak (młodego człowieka ogarniętego tą pasją) jak WŁASNY koń. Rodzice, którzy podjęli tę decyzję chyba znają to uczucie. Nieporównane. Z pewnością warte "zawieszenia na kołku" zasady: "będziesz cenić tylko wtedy, gdy sam się dochrapiesz". Po to zostaliśmy wyposażeni w zdolność obdarzania - żeby trafnym DAREM wywoływać radość. Żeby móc zafundować szczęście ukochanej istocie.
to prawda Halo uwielbiałam i uwielbiam uśmiech rozradowanego dziecka trafnym prezentem. Jednak nigdy tym prezentem nie może być zwierzę. No poza wyjątkiem, jesli jest to autentyczna pasja dziecka i jego największe marzenie oraz znam na tyle swoje dziecko ,że jestem pewna ,że mu się to nie znudzi. Dziecko musi wiedzieć ,że zwierze to nie tylko przyjemnośc ale przede wszystkim obowiązek. Może nie trafiony przykład , bo nie dotyczy koni ale...ileż psich bied lata przed wakacjami ot tak porzucone, wyrzucone z samochodu bo przecież idą wakacje a psiak przeszkadza. Mieszkam w sumie niedaleko Warszawy ,wiec widze te nieszczęścia co roku, co roku po "letnikach" zostaje masa bezdomnych zwierząt.
Są sposoby sprawdzenia trwałości pasji. Ponadto - psa sprzedać trudno. Konia można. Gdyby jednak się znudził. Koniowi zmiana właściciela (na innego sensownego) nie szkodzi. Rybek też nie można kupić, gdy dziecko marzy o akwarium?
A ile głodujących dzieci biega po Afryce. 😤 Kurde ,nie na samych zwierzętach świat się kończy. Kocham zwierzęta i one ( tak myślę ) kochają mnie ,ale wiem że są ludzie którzy na każdym punkcie mają pier..ca. Są odpowiedzialne fajne dzieciaki które zasługują na to żeby mieć własne zwierze pod opieka i robią to 100 razy lepiej niż dorośli. Pewne cechy ( jak np : odpowiedzialność ) się ma od 5 letniego dziecka , których nieraz nie nabywa się do końca życia . Więcej wiary w ludzi i we własne dzieci . 😤
P.S Halo - Przepięknie to napisałaś . Masz dar do pisania sercem ,a nie rozumem . 😉
To teraz rozumem 😀iabeł: Przekonywać rodziców do kupna konia nie należy. Co może zrobić "chcące" dziecko? Wykazać trwałość pasji i w miarę sensowne jej ukierunkowanie. Znaleźć miejsce i ludzi, którzy rozwieją obawy rodziców. Przypominać, że bardzo chce i będzie chciało nadal. Wskazać istotne wartości, z którymi wiąże się "koniarstwo". Dlaczego nie należy przekonywać? Bo to bez sensu. Gdy rodziców nie stać - tylko się ich dręczy. Gdy stać - to jest kilka opcji. Rodzice znają swoje dziecko - i właśnie dlatego nie kupią 😀iabeł: (albo kupią - ale wtedy nie trzeba będzie zbytnio przekonywać). Rodzice nie znają swojego dziecka - wtedy każda opcja zła. Rodzice znają i doceniają dziecko, ale są skąpi/wygodniccy - to nawet gdy kupią, obrzydzą życie. Skręca mnie, ilekroć słyszę "koń nie może być prezentem". Bo co? Jak nie znasz dziecka - pewnie, nie kupuj. I tak jego miłości nie kupisz. Znasz? Boisz się, że się rozmyśli? CZEGO się boisz? Czy nie tego, że "to kłopot" (który spadnie na twoją głowę)? Nic tak nie cieszy dziecka jak DAR w postaci ukochanego zwierzęcia. A ten dar powinien także obejmować troskę i wsparcie dorosłych w opiece. Wychodzi mi, że wcale nie dlatego rodzice nie chcą przyjąć do domu psa dla dziecka, że to "nieodpowiedzialne i szkoda dla zwierzęcia". Bo jak wiadomo - psy potrzebują domów i kochających RODZIN. Dlatego nie chcą uszczęśliwić dziecka, że: "Pies brudzi, śliną kapie, trzeba go karmić, wyprowadzać, leczyć, czesać, kudły roznosi i szkodniki, może pogryźć cenną kanapę". Przy takim podejściu to rodzice są dziecinni. Nie chcą się podjąć OPIEKI, która to zdolność cechuje dojrzałego człowieka - zdolność do odpowiedzialnej opieki. Zatem, młody człowieku - nie przekonuj rodziców. Bo albo wszyscy jesteście mądrzy - i wtedy zgodnie podejmiecie dobrą decyzję, albo ktoś w układzie jest głupi - a wtedy konia żal.
Du.a - Znowu napisałaś co ci serce dyktuje ,a na dodatek naraziłaś się wszelkiej maści dewotkom które uważają że jedynie one mają legitymację i namaszczenie od boga by opiekować się swoim koffanym qnisiem ,a taki bachor na pewno zrobi mu krzywdę , bo nie czytał Horsemaszipa i Silwrsanda bo przecież jeszcze czytać nie umie . Ale cóż , ja tylko powiem że piszesz szczerą prawdę 😉
Mocno powiedziane Halo ale zapewne jest w tym wiele racji. Ja pisze ,że nie powinno robić się prezentów ze zwierzaków bo mnie łatwo tak powiedzieć. Dlaczego? Bo mój dom zawsze był i jest pełen zwierząt.I nigdy nie oddałam psa, kota (akwarium też mamy), zawsze były u mnie do końca swoich dni. Co do kupna konia dziecku, hm może i macie wiele racji nie wiem. Na szczęście nie musze się już nad tym zastanawiać moja córa to dorosła kobieta , sama dziś ma dwa konie. Po wypadku musze (ale robie to z chęcią) pomagać jej i opiekuje się jej konmi. Może cale nasze życie by się zmieniło gdybyśmy wcześniej mieli konie lub gdyby córka je miała Nie wiem ale moja córka po prostu nigdy mnie o konie nie prosila, rozważam wiec wszystko teoretycznie. Być może pod wpływem jej prośby,jej staran kupiłabym jej konia. Trudno mi gdybac. Smok "przeginasz" ,nikt nie ma monopolu na jedyną racje. A dzieci potrafią wspaniale zając się zwierzakami.
Z tym "prezentem" to jest dwojaka historia - dziecko przecież sobie samo konia nie kupi, bo to duża inwestycja a potem duże koszty utrzymania, które spadają na rodziców. Jeśli koń jest efektem długotrwałej pasji i starań to moim zdaniem nie jest prezentem, tylko kolejnym etapem w rozwoju tej pasji. "Prezentem" jest wtedy, kiedy dziecko polubi konie, pojeździ i rodzice albo sami wymyślą "chodź, kupimy konika" albo dziecko wymęczy "bo chcę" - i to jest chyba przypadek, o którym pisze Faza. W takim znaczeniu koń ani żadne inne zwierze faktycznie nie powinny być prezentem.
Ja mojego konia dostałam mając 15 lat. Zajmowałam się nim od źrebaka, jeździłam od początku, jednocześnie jeżdżąc na innych koniach i startując na nich w zawodach - były to bardzo dobre konie na których mogłam dużo osiągnąć w sporcie. Do tego codzienne prace w stajni - pomoc przy oborniku, wyprowadzanie na wybieg, grabienie podwórka, ścielenie, karmienie itp. Pewnego dnia właścicielka zadzwoniła i powiedziała "znalazłam fajną klacz, właściciel nie może się już nią zajmować a ja nie mam pieniędzy, bierzesz Expo?" - mama poszła do bankomatu, wypłaciła pieniądze i pojechałyśmy, to było naturalne, że skoro poświęcam cały swój czas i całą pasję wkładam w konie, to ten ukochany będzie mój. ALE: moi rodzice oboje jeżdżą konno, mama jest instruktorem. Wiadomo było, że jeśli nie poradzę sobie z młodziakiem, to mama wsiądzie i mi pomoże. Jak będzie dużo nauki w szkole to tata konia wylonżuje. Reasumując - ważne jest, żeby rodzice mieli świadomość, że dziecko czasem może potrzebować pomocy i np jakąś zaufaną osobę (trenera?), na którą mogą liczyć. Bo są przypadki, kiedy "konik jest ładny" a po zakupie jednak okazuje się, że jest też trudny, a potem płacz i zgrzytanie zębów 😉
Jest tu kwestia, na która wskażę ponownie, że jeśli nastolatka dostanie kotka czy pieska, a COKOLWIEK w jej życiu się zmieni, np z czasem pozna kogoś, wyjedzie na studia, zmienią się jej możliwości dysponowania czasem, to pieska czy kotka weźmie pod pachę i może zabrać wszędzie. Konia - nie. I sądzę że tutaj leży największy problem. Wykazać wytrwałość - tak. Ale rok współopieki nad koniem koleżanki... Dziewczyna która pisała, że zajmuje się innymi zwierzętami ma silne podstawy by uznawać, że potrafiłaby się zająć i koniem. Ale to najczęściej za mało. Załóżmy że koń na własnym terenie miałby "jedzenie za darmo". Ale przecież suplementów i leków, środków pielęgnacyjnych, kowala, weterynarza, sprzętu, stajni, nie będzie miał za darmo, i zanim określimy, czy jacyś rodzice powinni, należałoby ...zajrzeć im w kieszeń. My tego zrobić nie możemy. Tutaj ludzie wyliczają, że opieka nad koniem "u siebie" to od 150 do 250zł miesięcznie. W przypadku w którym nie pojawią się problemy oczywiście, a te pojawić się mogą. Nie znamy powodów tych rodziców, a jeśli zwierząt na terenie faktycznie jest dużo, mogą mieć obawy, że kolejne, a bardzo wymagające, może po prostu "przeciążyć system". Z drugiej strony zastanawia mnie to, co pisze halo, o obdarowywaniu i "dochrapywaniu się". W końcu jest tutaj niejeden przykład osoby, która w wieku lat nastu dostała konia, i wyszło to na dobre i koniowi i tej osobie, a trzeba przyznać że takie "dochrapywanie się" wszystkiego od początku w życiu, prowadzi wyłącznie do braku radości z osiągnięć, bo człowiek prędzej czy później musi zdać sobie sprawę, że spełnienie marzenia to żadne szczęście, ale naturalna konsekwencja jego poświęcenia. Nie wspominając już o kompleksach jakie budzi to na całe życie.
Moja mama kupila konia naszej trojce na spole... Nawet karnety sie nie oplacaly, jak kazda chciala jezdzic. Tylko 15 lat temu trzymalismy konia w pensjonacie za 250 zl miesiecznie🙂
Ponia, jesteś świetnym przykładem, że 12stolatka z własnym koniem/końmi to dobry wybór, ba! nawet świetny 😁 Niestety jesteś jedną z niewielu, tak mi się wydaje. Mogę się założyć, że nie mówiłaś mając lat 12, że chcesz swojego konia, bo masz juz AŻ 12 lat 😁 U nas na pomorzu jest bardzo dużo osób w tym wieku, które mają konie 😉 Większość świetnie się opiekuje się swoimi rumakami 😉 🏇 Chodzą do szkoły, mają czerwone paski, konno jeżdżą czasami lepiej od dorosłych osób, a że na pomorzu mało stajni, to czasami jedyną możliwością na rozwój jeździecki jest dzierżawa, albo własny koń. Czasami wiek jest naprawdę mało istotny. I wiem , że jest dużo dzieciaków, które niedorosły, ale jest też wiele takich, które znają się na jeździe, koniach, chorobach i wszystkich innych sprawach 😉
Myślę, że jeśli dziecko musi przekonywać rodziców, to może w większości przypadków oznaczać, że jednak rodzice wiedzą, że dziecko nie jest do końca przygotowane na własnego rumaka.
Przecież to rodzic najlepiej zna swoje dziecko, a jeśli ma możliwości finansowe, to dla własnego widzimisię nie odmówi dziecku realizacji jego pasji. Przynajmniej tacy są rodzice, których ja znam.
patiusia999, Ja się jeszcze przeczytałam dokładniej to co napisałaś i plan z kupnem młodego konia przed wakacjami i sprzedaż po wakacjach to już w ogóle totalny absurd. Wiesz, że ceny koni przed wakacjami rosną, a po wakacjach drastycznie spadają? Nie ma szans kupić i sprzedać za tyle samo, tylko za dużo mniej. Twoi rodzice by na tym dużo stracili. Pomijam, że pod domem nie masz na pewno warunków na trzymania konia. Ogrodzenia, boks, słoma, owies... siano od pana Janka załatwiłaś, ale to kropla w morzu potrzeb. Pomijam, że koń trzymany w pojedynkę jest bardzo nieszczęśliwy. No i pomijam, że nie masz zielonego pojęcia o szkoleniu koni. Miałaś kiedykolwiek do czynienia z młodym koniem? W sensie wyszkoliłaś sama, od początku do końca?
Namawiaj rodziców na fajny obóz jeździecki, albo dzierżawę konia, a nie kupno.
tak miałam styczność z młodym trudnym ogierkiem,razem z koleżanką ułożyłyśmy go od podstaw,ogierek był od klaczy Pana Janka. co do miejsca kupna itd. knika kupiła bym w okresie zimowym, jak wiadomo wtedy ceny drastycznie spadają wszyscy chcą się pozbyć kłopotu i miałam na myśli kupno np. dwulatka pożądne jego ułożenie itd. sprzedanie w przyszłym sezonie. stajnie mam moja koleżanka ma jednego konia trzyma go samego z kozą mieszka 5 domów ode mnie mam swoje pole siano też bym miała no i kumpla dla konika mojego również. mimo, że mam te 16 lat ... to nie zmienia faktu,że nie mam jakiejs tam wiedzy przez te 6 lat spędzonych u Pana Janka naprawdę wiele się nauczyłam, aktualnie plany co do mojej przyszłości się zmieniły i to nie troszkę tylko mega zaczepiście szalenie;-; przeniosłam się do Biol chemu ...ale wiem,że z koniem bym podołała p.s przepraszam,że odpowiadam tak późno ale zapomniałam o tym wątku. plus ostatnio miałam 2 godzinną rozmowę z tatą o koniu i dalej niz nie wskórałam ...rodzice nic nie mają do mojej pasji ale nie pomagają mi jej realizować aktualnie nie mam gdzie jeździć jestem w zastoju ;-;
Kurde, skąd się bierze pomysł na układanie koni w wieku 16 lat ? Czy ja jestem jakaś opóźniona ? Może zamiast jeździć z moim na te wszystkie szkolenia i wydawać na trenera sama powinnam go układać 🤣 a potem oczywiście z zyskiem sprzedać
Cholibka, a ja mam więcej niż dwa razy szesnaście lat i wciąż dopiero się uczę układać konie. Może powinnam się wybrać na szkolenie do pana Janka?
Skoro tak szybko zleciało 6 lat nabywania wiedzy, to jaki problem poczekać kolejne sześć i kupić konia będąc bardziej na swoim, a nie stawiać na pomoc rodziców?