Forum konie »

Jak przekonać rodziców do kupna konia ?

Na temat dla odmiany 😉
Sposoby na rodziców są.
Zawsze trzeba rozważyć cel, któremu ma służyć koń. Po co on? Konkretnie. Bo jeśli "do ogródka" i "żeby patrzeć" to parka szetlandów. Albo falabelle. Jeśli do przydomówki i 'żeby mieć" to można staruszka przygarnąć. I tu - głupia sprawa - rodzice się mogą nie zgodzić, przewidując, że bez możliwości jazdy dziecku szybko opadnie motywacja i zostaną z kłopotem.

Więc jednak jazda na koniu? Jaka? Jaki rodzaj, styl? Jakie są aktualne umiejętności a jakie - pożądane? Jaki koń do tego odpowiedni? Gdzie będzie trzymany? Bo, głupia sprawa znowu, żeby jeździć to minimum - trzeba mieć GDZIE. PO CZYM (plac, dobre i bezpieczne drogi w terenie).
Są przypadki na forum nabycia konia "a zobaczy się", ale ich wyniki należy raczej przypisać determinacji właścicielek niż zdrowemu rozsądkowi (i ponoszą tego konsekwencje).
A zdrowy rozsądek - rzecz w przekonywaniu rodziców nieoceniona.

Stworzyć plan. Biznes-inaczej-plan: "ile mogę stracić" 😁 Zyski też oszacować. Niematerialne raczej.

Generalnie przekonywanie rodziców do kupna pierwszego konia do przydomówki dla jeździeckiego "newbie" jest bez sensu: bo albo rodzice rozsądni - to się nie zgodzą, albo - głupi, a to dobrze nie wróży.

Jeśli nie do przydomówki, to trzeba zacząć od znalezienie miejsca ew. pobytu konia i własnego szkolenia. Dobrego, sensownego miejsca. Pełnego pomocnych ludzi (odpłatnie i towarzysko). Zacząć tam jeździć, szkolić się. Wciągnąć rodziców w rolę. W rolę towarzysza/opiekuna/luzaka/kierowcy/menedżera młodego jeźdźca. W roli bywalca stajni. Gdy złapią bakcyla - już są "nasi". Jeśli ich stać - kupią konia. Najdalej po drugich, trzecich zawodach, gdy zobaczą, że koń wypożyczany/dzierżawiony - ogranicza możliwości dziecka.

Pisałam już, że do naszej stajni przybył nowy, fajny koń. Dla nastolatki (gimbaza). Wystaje z boksu piękny siwy łeb w nowiutkim różowym kantarze. A wczoraj - wczoraj wybrali się po przyczepkę. Wyszukaną z trudem, używaną, daleko. Ruszyli. Ojciec pyta: a na pewno w niedzielę tam czynne? Dziewczyna sprawdza - no nie. Smutek. No nic, to kiedy indziej, choć podjedziemy pod moją pracę, mam tam coś załatwić. Podjeżdżają. A tam... na parkingu stoi przyczepka nówka, z siodlarnią. Już "chwilę temu" kupiona. Znaczy - jest sposób, żeby przekonać rodziców. Zapewne świadectwo szkolne też tu miało coś do powiedzenia.
OT
Dodofon, mnie poraża jak rodzice przychodzą z awanturą, że 3 letnie dziecko powinno więcej jeździć na lonży zamiast chodzić na spacery i się bawić z końmi, ponieważ nie robi takich postępów jakie rodzice by chcieli, żeby robiło.
Za końmi idą olbrzymie pieniądze więc każdy chce skrócić maksymalnie czas szkolenia oczekując maksymalnych efektów żeby poczynić wielkie oszczędności. Czyli tzw ,efektywne szkolenie. W interesie trenerów jest żeby szkolić a nie wyszkolić i tak w koło Macieju. 🤣 Jedni chcą szybko przesadnie szybko drudzy maksymalnie powoli  🤣
Smok10, twoja wiedza o treningu jest zaiste porażająca.
No ale to szczera prawda że wiele trenerów szkoli celowo tak,że coś co zajmuje przy efektywnym treningu miesiąc trwa pół roku,każdy wolałby zainkasować 6 x więcej,anizeli w miesiąc nauczyć.Bolesne i prawdziwe,a widoczne na każdym rogu.No chyba że także nie potrafią przekazać wiedzy albo jej nie mają.
Smok10, twoja wiedza o treningu jest zaiste porażająca.


Moja wiedza o treningu czy o intencjach. Bo chyba rozmawiamy o zupełnie czymś innym  🤔 Wiadomo że trening wymaga lat pracy ,ale spotkałem się z takim naginaniem w wykonaniu  trenerów ( nawet dobrze znanych ) że to woła o pomstę do nieba . Przez lata uczą cię anglezowania , pierwsze zagalopowanie po roku albo i dłużej. Nawet gadać się nie chce .

Dobry prawnik nie załatwia sprawy od ręki .  😉 Ciągnie sprawę latami pomimo że można by ją zakończyć w miarę szybko . Tylko po co . Jak wystawiła byś olbrzymi rachunek za jedną usługę to pomimo że załatwiła byś sprawę to klient byłby niezadowolony. Zaraz by powiedział ,to ile on bierze za godzinę ??? 😤 A tak 10 x tyle płacisz przez 3 lata i wszyscy są zadowoleni Klient bo w końcu po zaciekłej wieloletniej walce udało się wygrać , nie płacze bo zapłacił uczciwie za wiele lat pracy i walki jak lew w imieniu klienta i Adwokat bo miał źródło utrzymania przez wiele lat.
Smok10, nie mogę odmówić ci racji.
Ale uparcie przypomina mi się skecz o Świętej Rodzinie.
Kumpel mówi do Św. Józefa: "Wiesz... Józek, ja cię szanuję... Więc mówisz, że twoja żona ma dziecko, tak? I jest... dziewicą, tak? Nie no... ja cię , stary szanuję" 🤣

Takiego kto ma trenera, jakiego sobie znalazł. A ty chyba specjalista od doradzania, kogo szukać 😀
Rozmawiamy ogólnie ,a nie konkretnie czy personalnie. 😉 Chodzi o trendy w pracy ,ale nie o generalizowanie że wszyscy tacy.  😉
Smok10, ale Ty to piszesz odnośnie mojego posta?
Tak podsumowując:
- jeśli dziecko planuje karierę sportową to trzeba o tym pomyśleć na etapie kupna konia, zaplanować wydatki na dobry sprzęt i szkolenie i czas na towarzyszenie w rozwoju? To już całkiem inny kaliber przedsięwzięcia. Terenowy tuptuś w pobliskiej stajence jakoś jest do ogarnięcia, ale sport to już poważniejsza decyzja. Dziecko powinno sobie najpierw samo to wszystko przemyśleć.
Nie , to tylko tak ogólnie  😉 Raczej polemika z Halo  😀

Tania ,wystarczy na początek , max wydatki wynikające z rekreacyjnego posiadania konia X 10  ,a potem jeszcze troszkę .  😉
1. Koń to zdecydowanie dużo mniej kwestia kasy a dużo bardziej czasu. Jeżeli już kogoś stać na to żeby kupić sobie czy dziecku konia to wydatek pieniężny gdzieś tam się zmieści w budżecie natomiast stale będzie problem czasu aby koniem należycie się zająć.  Przed kupnem konia dobrze jest sobie skalkulować ile czasu można będzie dla konia przeznaczyć.
2. W dyskusji zakłada się, że konia, z definicji, kupujemy do sportu. A przecież w olbrzymiej ilości przypadków konia kupuje się dla rekreacji. Wtedy „sportowe” argumenty za kupnem konia nie działają.
3. Co do argumentów „sportowych”: jazda konna na całe szczęście to nie pływanie, tenis czy gra na fortepianie gdzie dzieciak ledwo wyrośnie z pieluch już musi pracować jak stachanowiec. Jazda konna to sport, który równie dobrze można zacząć uprawiać w wieku postprodukcyjnym dla wielu innych sportów.  Rodzice o tym nie wiedzą ?
4. Jeśli już jakiś rodzic, laik, dla zaspokojenia własnych ambicji kupi dziecku konia i zafunduje treningi „sportowe” to najczęściej kończy się na pośpiesznym przechodzeniu do skoków. Dzieciak jeszcze nie odrobił połowy końskiego alfabetu ale przecież ma jeździć sportowo więc musi skakać, skakać, skakać. Że traci równowagę przy każdym przejściu, galopując pupskiem wali w siodło, nie potrafi wyjechać zakrętu ? No ale przecież skacze ! Zasługa w tym trenerów ? A jakże. I rodziców, którzy dumnie obserwują skoki. Taki polski sporcik jeździecki. Ale w zasadzie, cóż w tym bardzo złego póki koniowi krzywda się nie dzieje ?
5. Małolat, który uczy się jeździć (czyli jakieś pierwsze min. 2-3 lata regularnej jazdy tydzień w tydzień) powinien spróbować jazdy na wielu różnych koniach. Będą i te mułowate do pchania i te brykające, ciągnące, płochliwe. Z kłusem wybijającym i wygodniutkie. Lepsze na prawo i lepsze na lewo. Z charakterem i z charakterkiem przeróżnym. Wszystko po to aby właśnie poznać konie, nauczyć się jeździć i uniknąć syndromu jeźdźca jednego konia. Własny koń: tak. Ale jako kolejny etap po masie „dupogodzin” na wielu koniach, a nie zamiast nich.
6. Koń, który trafi w ręce małolaty – zaznaczam, że nie zawsze ale statystycznie bardzo często - ma „przechlapane”:
a. Dziecko – a nastolatek też jest dzieckiem - samo wymaga opieki i wielu rzeczy po prostu nie zauważy
b. Jeśli małolata jeździ bez dozoru a chce poszaleć to hulaj dusza piekła nie ma. Galop po 3 minutach stępa ? Dlaczego, nie. Stęp po jeździe do wyschnięcia konia ? A kto by tam miał cierpliwość. Konia, po jakimś czasie intensywnej eksploatacji, sprzedaje się, bo się np. znudził, komuś kto nie zauważy, że trzeszczki poszły, stawy skrzypią i co tam jeszcze.
c. Taki świeżo upieczony właściciel, jako opiekun konia, niewiele umie. Nawet jeśli wcześniej latami jeździł. Dorosły – w zależności od IQ i charakteru – łatwiej zda sobie sprawę z rozmiaru swojej niewiedzy i szybciej będzie wiedział gdzie i jak jej szukać. A nastolatek przecież sam już zjadł wszelkie rozumy, kto, co mu będzie dyktować co ma robić !!!! (wystarczy sobie poczytać niektóre małolatowe dyskusje na re-volcie żeby poznać takie smaczki). Zapomina się, że koń to nie pluszak ale żywe stworzenie wymagające opieki.
7. Wszyscy, którzy już mają konie wiedzą, że powiedzenie „zdrowy jak koń” można sobie włożyć między bajki. Koń choruje, koń ma kontuzje, z koniem coś się dzieje. Małolat i jego rodzice bez pojęcia o koniach ?
8. Rodzice dysponujący odpowiednimi finansami mają niełatwe zadanie rozróżnienia gdzie i kiedy warto dzieciakowi nieba przychylić (np. kupując konia) a gdzie pozwolić aby dzieciak sam do czegoś w życiu doszedł. Muszą uczciwie sobie powiedzieć co robą dla dziecka tylko dlatego, żeby udkuć się za swoje niespełnione ambicje a co robią rzeczywiście dla dziecka. Coś co się do dostaje za darmo ma zupełnie inny smak niż coś co się zdobyło „własnym ręcami”. Chodzi o satysfakcję z własnych osiągnięć, budowę zaufania do samego siebie, umiejętność snucia marzeń, przekuwania ich na plany i samodzielnej realizacji tych planów. Bezcenne.
9. Rodzicom, którzy nie jeżdżą konno: stanowczo odradzam. A ci, którzy jeżdżą w razie potrzeby – czytaj: kiedy koń się znudzi – sami będą mieli i radochę i troskę z posiadania konia. Scenariusz, że dzieciak z konia wyrasta jest niestety bardzo powszechny.
Kurczę, jakby tak sobie wziąc ten wątek do serca, to wygląda na to, że kupno konia przypomina przygotowywanie się, jak na wojnę  🙄 Nie zapominajcie - są różni ludzie, różne sytuacje, różne okoliczności. Ja nie byłam jakoś wielce bogata, a miałam konia, jeździłam zawody, mój koń miał fizjoterapeutów, szmery, bajery - i dawałam radę. Zależy, jaki system ktoś sobie ustali, jak to zaplanuje, w jakim środowisku się obraca i ilu ma dobrych znajomych, chcących pomóc.
Ja pisałam wcześniej - dobre relacje z innymi ludźmi to chyba podstawa do bycia bardziej ekonomicznym - jedziemy zawody? Zapytajmy się w stajni, czy ktoś inny się wybiera, wspólnie zamówimy bukmankę i podzielimy się kosztami pół na pół. Zdarzało mi się znajomym rozdawac derki, ochraniacze, bo mi zbrzydły, a były jeszcze w bdb stanie i mogły komu innemu służyc. Sama też dostawałam jakieś suplementy, szczotki, kostki siana "w podzięce", tak więc ciągle to jakoś szło. W skali roku na pewno zaoszczędziłam w ten sposób sporo kasy, a i moi znajomi też na tym zyskali 😉

A co do pakowania dzieci w sport - wkurza mnie, że brakuje elementu zabawy dla dzieci - w sensie, że jeżeli organizuje się coś dla kucyków, to jest to coś stricte sportowego, wciąż mało jest organizowanych spotkań dla dzieci, które po prostu mają na celu danie dzieciom dobrej zabawy. Ośmiolatek to powinien się bawic w przebieranki, czesac grzywę, trochę sobie tam jeździc i patrzec na uśmiechniętą twarz tatusia, który wciąż powtarza, że jest super i dobrze mu idzie. Wciąż mi brakuje takich kucykowych "obozów", gdzie dziecko dostanie rozetkę za zrobienie slalomu na koniu i wrzucenie jabłka do wiaderka. A tak - rodzice wrzucają dzieci w wyścig szczurów, cokolwiek dziecko nie zrobi, to nigdy nie jest wystarczająco dobrze, 8-10 latek jest poddawany presji gorszej, niż niejeden czterdziestolatek w wymagającej pracy - dla mnie to jakaś tragedia.
Moim zdaniem, jeżeli rodzice kupują małemu dziecku kuca z wizją wyjazdu na pokazy i zawody, powinni się rozejrzec, jaka jest atmosfera w ich regionie, czy jest zdrowa rywalizacja, dużo zabawy, dzieci chętne do współpracy i przyjaźni, czy na odwrót - chorzy rodzice spełniający jakieś tam swoje dziwne ambicje, dużo presji, wyścig szczurów i dzieci patrzące na innych z góry.
ikarina, ale nie miałaś tego konia w Polsce, tutaj stosunek wydatków do zarobków jest trochę inny.
Strzyga, No, oczywiście, ale też nie byłam milionerką, żeby jeździc po zawodach, jak to wiele osób zakłada. W UK faktycznie przy minimalnej płacy można "dac radę" utrzymac konia. No i - jest tam mnóstwo stajni "zrób to sam", gdzie miesiąc wynajmu boksu kosztuje grosze, w Polsce wciąż brakuje takich stajni. Myślę, że gdyby założono w PL więcej ośrodków w takim systemie, to dużo więcej osób pozwoliłoby sobie na konia.
uwielbiam to słowo "gdyby". "Gdyby babacia miała wąsy byłaby dziadkiem"
Puki co nie ma takich stajni i nie wierzę aby szybko powstały. Srednia (sredna daje myslny obraz) zarobków w Pl to 4200zł brutto czyli na rękę ok 3000zł (ciekawe ile ludzi ma tą średną) za to trzeba często opłącic szkołe (swietlice i inne) utrzymac mieszkanie (czasem opłącic ratę kredytu) i ..ogólne mało wesoło.
Ikarina "zejdz na ziemie" nie każdego w PL stać na konia a już napewno nie każdego rodzica stac na konia , treningi itp itd.
Z innej beczki, lekko OT. Z tego co tu czytam, są tabuny instruktorów. Takich po tych wstępnych kursach, czy jak się one zwą.
I nauka solidnego ABC powinna być tania i dostępna. Może pies jest pogrzebany w słabym ich wyszkoleniu? Pies- czyli to nieporadne "jeździectwo", jakie tu się widuje na zdjęciach/filmach?
Przypominam sobie własnego trenera z dzieciństwa. Mieliśmy go prawie za Boga. A jego nauki były marne i ekstremalnie niebezpieczne.
Teraz jest inaczej? Ci nauczyciela podstaw więcej umieją?
Dla tego jeździectwo nie jest dla wszystkich .  😉 Kiedyś . Już teraz można to opowiadać ,jako bajkę ,dawno , dawno temu dzieci zaczynały przygodę ze sportem od kuców i od ujeżdżenia. Najpierw podstawy ppotem ujeżdżenie ,a dopiero potem skoki i WKKW. Wystarczy sobie porównać wyniki z Olimpiad Młodzieży z dawnych lat na kucach i dużych koniach.  Wyniki na styl z 3 dni i 4 przejazdów czołówki to poniżej 10 punktów ,czyli średnio ok poniżej 2 pkt za styl od 5 sędziów. Co zaowocowało faktem że pierwsza dziesiątka Olimpiady Młodzieży dostawała od PZJ w nagrodę 2 licencję sportową . 😉 Wystarczy ten system porównać z tym co było i będzie odpowiedź . 😉 Dzieci startowały w Ujeżdżeniu ,skokach i WKKW .
Tania, wystarczy zajrzeć do wątków interpretacyjnych. Z jednej stajni do drugiej, z deszczu pod rynnę.
Tania, wystarczy zajrzeć do wątków interpretacyjnych. Z jednej stajni do drugiej, z deszczu pod rynnę.

Tak. Na tej podstawie to napisałam. Bywają filmiki, gdzie widać nauczyciela. I on nie reaguje na bardzo elementarne błędy.
Widać to też czasem w pytaniach/komentarzach na forum. Pochodzących od osób, już (jak piszą) jeżdżących. Wiele wypowiedzi można skwitować tylko żartami, bo nie wiadomo jak inaczej to zrobić.
Kiedy jeszcze nie miałam konia, odwiedziłam kilka stajni rekreacyjnych. Było tak: na środku placu stała panna z końskim ogonkiem, w powykręcanych butach, brudnym ubraniu i nieporadnie prowadziła jazdę według schematu. Konie albo półdzikie albo uśpione. Ale panna zachowywała się zawsze jak ..... no nie wiem jak to opisać.... jak pijany sierżant? Brutalnie, niegrzecznie i żenująco niekompetentnie. Może tak trafiłam, może miałam pecha. Nie wiem. Jednak, jako rodzic uznałabym, że wydawanie kasy na taką "naukę" nie ma sensu.
Instruktor powinien wziąć udział w przekonaniu rodzica.
Nie wiem czy ktoś z was pamięta jak kiedyś wyglądał konkurs licencyjny . 3 przejazdy do 3,5 pkt karnego . Zaczynało się od stępa ,zakłusowanie ,zagalopowanie wolta i wyjeżdżało się na przeszkody ,w połowie parkuru wolta. i po pokananiu parkuru 3 -cia wolta i przejście do kłusa. Oceniane było wszystko ,wolty i przejścia też . 😉 Trzeba było naprawdę umieć jeżdzić żeby zdać egzamin na 3 licencję . 🙄
tiaa ..tylko mało którego rodzica stać było na takie terningi dla dziecka. Moich rodziców nie było stac, a za wywalenie gnoju z boksu przez cały tydzien podzwalano mi wsiąsc raz w tygodniu na konia. Instruktor? Trener? Nie miałam ich , nie mielsmy na to kasy.
O poziomie wyszkolenia świadczy także to że obecnie III klasę sportową w kat.A można dostać mając srebrną odznakę i nie wymagają żadnego kompletu przejazdów do tego (tak mi się wydaje,że na 99% tak teraz jest) A II klasę można zrobić  wyjeżdżąjąc P-tki,a kiedyś było to albo 6 N na ogólnopolskich powyżej chyba 65 czy 64 %,zaś w C - 3 przejazdy na ZO powyżej 60%.
Przykro mi,ale nie jestem zwolennikiem tego,dla mnie II klasa która uprawnia już do GP nie powinna być zdobywana na czworoboku takiej niskiej klasy jak P.
Wiem,dlaczego PZJ to zrobił-było bardzo mało osób z II klasą,dlatego też zrobili ją dożywotnio-zdobywasz i masz.Dla mnie to było akurat fajne,bo zrobiłam dwójkę 3 lata temu i potem miałam przerwę w startach,która jeszcze chwilę trwa.
Tak samo wymóg kwalifikacji do startu na MP- 60% dwa razy w konkursie standardowym na ZO,który dwa lata temu został odpuszczony,bo MP byłyby mało licznie obsadzone.
Dla mnie to na klasę sportową powinno się solidnie napracować,a nie ludzie de facto rozpoczynajacy przygodę ze sportem w P mogą mieć dwójkę,nie jadąc takich konkursów jak C,które wymaga już konkretnych umiejętności.
no to żeśmy ładnie zeszli z tematu.
Nie tak dawno rozmawialiśmy z Tuch o tym ,że może i zrobiłam bład. Gdyby moja córka miała wczesniej konia.........pytanie tylko czy Ona chciala i czy warto uszczęsliwiac dzieciaka gdy ono tego nie pragnie? A moze i pragnie tylko komunikacja miedzy rodzicami a dzieckiem jest marna. Może trzeba czasem ukierunkowywac dzieci, pomóc im znaleśc to coś co ich zainteresuje? Tylko czy od razu kupowac konia , a może najwpierw nauka , pzoniej dzierżawa a dopiero gdy widzimy że to jest to, można kupić konia. Sama już nie wiem, zgłupiłam słuchając i czytając. Tymbardziej ,że poziom szkolenia jest taki a nie inny i rzadko kiedy mozna trafić na dobrego instruktora czy trenera.
Co do 3-ki w skokach ,to też te kryteria zostały mocno obniżone 1-den przejazd z wynikiem 3,5 pkt,ale już na 2-kę trzeba przejechać 8 n-ek na czysto a 1 - kę zdobywa się dopiero po przejechaniu 4-ech konkursów 140cm z wynikiem 0-pkt na Zawodach Ogólnopolskich rangi min 2*. Jest duży przeskok między 3 -ką a 2-ką o 1-ce nie wspomnę . 😉 Ogólnie poziom wyszkolenia spadł po obniżeniu kryteriów ale też i ludzie wydają mniej pieniędzy na szkolenie. Ludzie nie mają już takiej kasy jak kiedyś .

Faza- Pisałem już że jeździectwo jako sport ,treningi ,zawody jest nie dla wszystkich. To bardzo drogi sport. Dlatego na 400 000 jeżdżących osób nie wiem czy zebrało by się 2000 jeżdżących zawody i ze 300 osób jeżdżących  sportowo . Skala już mówi sama za siebie . 😉

P.S Dziecko musi być zdeterminowane i bardzo chcieć , wtedy warto pomagać . Na siłę ,to już ambicja rodziców . Nie warto bo raczej nic z tego nie będzie . 😉

Teraz jest inaczej? Ci nauczyciela podstaw więcej umieją?

wrecz przeciwnie
na porzadku dziennym sa kursy "instruktorskie" organizowane przez firme krzak, gdzie jedynym kryterium przyjecia i zdania jest wniesienie oplaty
90% poczatkujacych w szkolkach od pierwszego wsiadania jest uczonych ZLE
notorycznie instruktorzy ograniczaja sie do zastepowego step klus galop do domu
a jak nie to np "ucza" elementow na koniu ktory nie jest nauczony takich podstaw jak robocze ustawienie
nikt nie uczy ludzi szacunku do konia, jazda konna zostala spauperyzowana z poziomu elegancki ale wymagajacy sport-pasja do wynajem konia na godziny lekko latwo i przyjemnie

stad tez niski poziom wiedzy ogolnojezdzieckiej i wsrod jezdzacych i ich rodzicow
Ushia- no widzisz. I teraz: kupić konia, wstawić w pensjonat i korzystać z rad (za kasę) takiego instruktora....
Chyba lepiej zakup odłożyć do czasu zdobycia porządnego ABC ? Albo oddać dziecko i konia w dobre ręce?
problem w zdobyciu dobrego ABC u takich instruktorow

ale to inny watek 😉
Coś mi się przypomniało. Jako dziecko ( 3-4 klasa podstawówki) byłam długo chora. I Ojciec siedział dużo przy moim łóżku i starał się podnosić mnie na duchu. I roztoczył taką wizję: w wakacje, kupujemy dwa konie na targu (sic!) i siodła i jeździmy sobie razem po roztoczańskim lesie a potem konie sobie stoją do kolejnych wakacji. Taką bajkę mi w sumie opowiadał. I ja o tym marzyłam bez końca. I wierzyłam święcie, że to możliwe. A on był gotów wszystko obiecać, byle się chore dziecko jakoś ucieszyło. I potem, już pierwsza lekcja na koniu mną wstrząsnęła. Bo ciężko, bo trudno, boli, strasznawo.
Może pisujące tu dzieci też tak marzą tylko?
spora czesc na pewno tak
mialam kiedys taka dziewczynke - w stajni gdzie pracowalam byla zasada ze nie przyjmujemy dzieci ponizej 12rz
i to dziecko caly rok przychodzilo pod stajnie ubrane w kask, bryczesy, gumficerki i rekawiczki
i tupalo nogami kiedy te 12 lat miec bedzie i wreszcie wsiadzie
i mizialo konie i ogladalo jazdy
w koncu wsiadlo
po czym wczepilo sie zebami niemalze w grzywe bo kon taki duzy i jeszcze sie rusza
i nigdy sie porzadnie jezdzic nie nauczyla, chcociaz konia oczywiscie miec chciala
teraz nie jezdzi, zamiast tego robi sobie sweet focie na fcb
i slusznie rodzice nie kupili - bo okazalo sie ze jazda konna byla zajawka na dwa-trzy lata i to bez zaciecia

a ludzi ktorym wydawalo sie ze jazda jest latwa to nie zlicze
dziewczynek ktore jak hormony ruszyly stracily serce dla konisiow tez
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się