No właśnie z Antczakiem zawsze był i jest ten problem tak samo jak i z Kujawskim. A że obu cenię jako orto i zależało mi konkretnie na nich to się siedziało i czekało jak na zbawienie. Mąż mi nie uwierzył, że jest północ a do mnie właśnie wet przyjechał i o 1:30 skończyliśmy badać 😅 warto było czekać w tamtym przypadku ale tak sobie myślę, że teraz już by mi się nie chciało 🙃 szybciej obróciłabym do Buku z przyczepą niż doczekała się na wizytę 🤣
Totalnie mnie nie dziwi ze ortopeda nie siedzi i na wypadek gdyby ktorys jego klient chcial kiedys zazrebic kobyle nie rozkminia które z mozliwych setek konskich schorzen może sie dziedziczyc na potomstwo. To czy klacz sie nadaje do hodowli weryfikuje w pewnym stopniu związek a dalej juz hodowca. Nie weterynarz.
ogurek, Ale kowala nikt raczej nie woła, żeby zobaczył w jakim stanie są nogi klaczy i czy można ją zaźrebić? A tu po to wet został do klaczy wezwany. Już pomijając tą lipcówkę (!!!), to ta klacz żyje w bólu, chodzi, czasem nawet przebiegnie kilka kroków, ale generalnie jest kaleką. Na prawdę to materiał ma matkę?
Dla mnie świadoma produkcja takich koni na handel, niczym się nie różni od "cziłałek" z olx 😕
edit. dopiero otworzyłam fotkę, sorki, nie załapałam o czym był Twój wpis, myślałam że o ocenie nóg. Mocno mnie dziś ta informacja poruszyła.
zembria, ludzie będą rozmnażać takie klacze tak dlugo, jak długo rynek nie bedzie preferował potomstwa klaczy, które albo same były sprawdzone w sporcie albo ich bliska rodzina była sprawdzona w sporcie. A uwierz mi, nikt o takie rzeczy nie pyta. Ważne że modnej maści i po modnym ogierze.
Natomiast to, co ludzie rozmnazaja nie jest odpowiedzialnością weterynarza, który do nich przyjezdza. Ja wiem ze wygodniej jest zapchnać na kogoś, ale oceny klaczy, oceny zrebiat - tego się trzeba jako hodowca nauczyć. Zwiazki organizują kursy np z oceny liniowej, wystarczy się zainteresować
ogurek, Tak, dopiero potem, dopisałam edit, zanim pojawił się Twój drugi post, ale pewnie poszły prawie równocześnie. karolina_, Tu właściciele to laicy, long story short, jedna osoba ich nakręciła na zakup paru klaczy po sporcie, bo będą im robić źrebaczki i trzepać kasę na tym 🤦 Nie znają się, wezwali weta żeby się wypowiedział. No i się wypowiedział... 🤦
zembria, to raczej trzeba bylo wezwac doswiadczonego hodowce, nie weta. I to przed zakupem, bo to jest kwestia do powaznego przemyslenia i to patrzac na indywidualna klacz i sytuacje właścicieli. Dziedziczenie wielu chorob, w tym DSLD i lipcowki nie jest proste, to są wielogenowe choroby i jeszcze jest wpływ środowiska. To jest wszystko tak słabo zbadane, że jeśli klacz chodziła wysokie konkursy a kontuzja to wynik np wypadku to ja sama nie wiem czy bym ją wykluczala z hodowli na bazie lipcowki. Co innego klacz co ledwo doszła do 120 bo była co półtorej roku kulawa. Jak nie wyjdzie zrebaczek to koniec końców hodowca musi wziąć na klatę, wiec to oni musza zdecydować.
karolina_, Dla mnie świadome rozmnażanie koni kalekich, chorych to patola i pseudohodowla identyczna jak te "pieskowe", które przytoczyłam wcześniej. Co do dziedziczenia lipcówki, to jest dziedziczna, tak samo jak rao i to wiadomo już od lat. Mnie to dziś serio ruszyło mocno. Sama miałam konia z DSLD i przez tą chorobę go straciłam. Jego matka i młodsza siostra miały takie same zadnie nogi. Mam konia z RAO i parę lat temu byłam bardzo bliska podjęcia decyzji o jego uśpieniu, bo było z nim serio źle. Jak ktoś świadomie skazuje konia na takie życie, bo za młodu może coś poskacze i będzie "prestiż na dzielni" i zarobimy kaskę, a jak się rozsypie to już nie nasze zmartwienie, to jest zwyczajne skurwysyństwo. Bo to jest świadome sprzedawanie komuś konia z wadami i to nie takimi kosmetycznymi. I gadanie że matkę się schowa, żeby nie było nóg widać i nie powie nic o lipcówce... na chamówa tyle 🙄
Co do dziedziczenia lipcówki, to jest dziedziczna, tak samo jak rao i to wiadomo już od lat.
zembria, chciałabym żeby to było takie czarno białe. Dla lipcowki odziedziczalnosc w zależności od badania różni się 10-krotnie, od 8% do 80% (https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/vde.13168). RAO też jest poligenetyczne i ogromny wpływ ma srodowisko. To nie jest tak, że matka/ojciec ma to potomstwo tez na pewno będzie mieć.
Natomiast ogolnie no, jak ktoś musi matkę chowac to wypada sie zastanowic czy warto ja rozmnażać. Generalnie jeśli ktoś nie jest gotowy wziąć na klatę że urodzi mu się klon matki, to znaczy ze to nie jest matka do hodowli.
Popelnie post pod postem zanim ktoś mi zarzuci nie tylko na priv, że promuje rozmnażanie chorych koni. w druga strone tez to dziala - w przypadku osteochondrozy, RAO, czy lipcówki nie ma gwarancji, ze zdrowa matka/ojciec da potomstwo bez tej przypadłości. Taka gwarancja jest natomiast przy WFFS - rodzice nie będący nosicielami nie dadzą chorego potomstwa. Jest to związane ze sposobem dziedziczenia tych chorób. Odnosząc to do chorób ludzi, osteochondroza jest jak np. miażdżyca czy niektóre nowotwory, a wffs jak mukowiscydoza - w pierwszym przypadku dziedziczy się skłonności, w drugim chorobę.
Szkoda, że grupa na FB prowadzona przez melechowicz umarla, tam co jakiś czas wypływały merytoryczne dyskusje tego typu. A temat jest ważny, też dla oceny ryzyka z jakim wiąże się hodowla, nawet przy ścisłym doborze matki.
karolina_, ja już od dwóch różnych weterynarzy usłyszałam, że nie ma dowodów na to, że rao jest wprost dziedziczne. I że za dużo jest dodatkowych czynników, żeby się dało określić rzetelnie 🤔.
epk, Ja mam odwrotne informacje, że jest bardzo przekazywane, ale nie zawsze objawy się ujawnią. Warunki utrzymania są tu bardzo ważne, do tego kwestia nasilenia objawów. To samo z lipcówką, jeden koń się będzie wycierał i rozdrapywał do krwi przez większość roku, a drugiemu 2-3 w sezonie wyskoczą większe niż standardowo bąble 🤷 co nie znaczy, że chory nie jest.
Jeśli chodzi o astmę to jako takich dowodów nie ma ale są dane, gdzie potomstwo rodziców z astmą dawało duży odsetek chorych osobników (u ludzi też tak jest). Astma już jest przeciwwskazaniem do rozmnażania takiej klaczy. Ale bardzo dużo ludzi tego nie rozumie, że celem hodowli jest polepszanie tych koni a nie hurra róbmy źrebaka. Kulawa? Zaźrebić! Astma? Zaźrebić! Sarkoidy? Zaźrebić! Walnięta na głowę? Zaźrebić!
cytrynaa, dalej to jest dziedziczenie skłonności nie astmy jako takiej. W ramach dowodu anegdotycznego - znam klacz lat zaawansowane naście, najstarsze potomstwo tez juz lat naście. Klacz ma astmę (jak wyszła astma to miała juz potomstwo), żadne z potomstwa nie ma. Miała za młodu tak "rewelacyjne" warunki że niemiecka inspekcja wet parę już lat po przyjeździe tej klaczy do Polski zamknęła hodowle z której pochodzi. Mimo że konie z tej hodowli chodziły w sporcie itp. Potomstwo tej klaczy odchowane w kilku różnych stajniach w Polsce w normalnych warunkach totalnie nie jest oddechowe. Także środowisko ma tu ogromny wpływ.
Ok, znaczy się w momencie krycia/inseminacji było ok. Ale jeśli klacz ma pełne objawy i musi co roku dostawać steryd żeby funkcjonować to jak to ma działać z tym 100 kilo w środku?
cytrynaa, a ktoś serio kryje takie full objawowe kobyly na etapie corocznego sterydu? Ja bym sie bala ze nie donosi. Ta klacz o której mowie byla max ma etapie inhalacji sterydem wziewnym jak pylil jej alergen, którego w okolicy stajni było dużo.
PS. Wykres z badań dokładnie pokazuje to co wyżej pisałam, mozna mieć konia z rao po zdrowych rodzicach i konia bez rao po chorych. Ale ryzyko jest dziedziczne. Z osteochondroza jest to samo, ale związki nie wymagają całkiem czystych rtg i czesto w ogole nie wiemy co ogier ma w zdjeciach.
czesto w ogole nie wiemy co ogier ma w zdjeciach.
Zdjęcia robi się przed uznaniem, a klinik z artroskopem na zachodzie jak grzybów po deszczu ...
Przypadek? 🤔
Moja Byśka pokazała DSLD w wieku 19 lat. Jej syn dawno pod siodłem chodził. Lipcówka u niej wyszła dopiero po puszczeniu na wielie łąki nad rzeką - w wieku jakoś 20 lat... Dożyła prawie 25go roku nijak nie żyjąc w bólu. Tylko z łąk zabrałam, bo się tam nie odnalazła. Zabrał ją skręt okrężnicy.
Byśkowy syn dziś ma lat 20. Zady skątowane bardzo dobrze, ścięgna sprawdzane co jakiś czas nie wykazują objawów choroby. Lipcówkowo - wrażliwy na ugryzienia, ale bez typowych lipcówkowych dramatów. Ot większe bąble, czasem wytarty ogon (grzywa nigdy)... Gdyby u Byśki nie wyszła lipcówka, nazwałabym to po prostu wrażliwością na ugryzienia... Gdyby był ogierem lub klaczą z licką hodowlaną, pewnie bym rozmnożyła zanim u jego matki wyszło DSLD... także ten...
A wet badający przydatność hodowlaną zrobił zapewnie usg aby sprawdzić czy z macicą wszystko w pprządki i tyle. Lipcówki w zimnym maju nie widać. Jak kobyła po sporcie - zady mogą być pokontuzyjne... Nie słyszałam aby ktoś robił pełen TUV przed kryciem...
_Gaga, Nie robił usg macicy, bo nie do tego został wezwany. Usg ściegien też nie robił. Popatrzył i orzekł. Kobyła już jest mocno wytarta, grzywa, ogon, do tego został o tym poinformowany.
Tu właśnie to jest problem, że wiele koni objawy ma późno, lub mało wyrażone. A w zasadzie to na całe szczęście dla nich. Jednak nie wiadomo jak bardzo sieknie potomka, może się w wieku 5 lat udusić, a może dożyć starości z okresowym kaszlem tylko. Jednak ryzyko jest nie warte tego. Tu jest podejacie takie, że przecież to na handel bedzie to kto inny się będzie potem martwił.
Z ciekawości, badałaś Byśkę, czy to faktycznie było DSLD?
Tu jest podejacie takie, że przecież to na handel bedzie to kto inny się będzie potem martwił.
zembria, serio? To by było raczej dziwne podejscie, powiedzialabym ze strzal w kolano. Poza właścicielem to hodowca jest jedyną osobą, która ma interes w tym, żeby koń funkcjonował jak najdłużej i osiagal sukcesy.
ogurek na pewno nie przypadek i są pewnie takie kliniki, co małe odłamki wyciągają bez śladu a koń potem idzie korung jako czysty.
zembria, 2 niezależnych ortopedów robiło usg i na tej podstawie Byśkę diagnozowali... Zady rzeczywiście wyprostowały się od prawidłowo skątowanych do prawie całkiem prostych. Kulawizny na początku nietypowe - raz kulawa raz nie (koń, który nie kulał nawet z urwaną nogą). Lekkie ciastowate obrzęki zadów przechodzące po ruchu ale nie do suchej nogi... W obrazie USG widoczna degeneracja włókien kolagenowych w ścięgnach. Klacz po odstawieniu od siodła, krótkim leczeniu p.bólowo p.zapalnym i czasowo podawanym czarcim pazurze - biegała czysto, chociaż akcja zadu była żadna (koń z ruchem naturalnie od zadu) i chętnie. Oczywiście już sama na łące... Kulawizny nie wracały ale nogi były proste. Poszukam, może mam jakieś zdjęcia z tego okresu, na których widać o czym piszę.
Innych badań poza usg nie było sensu robić staremu koniowi, który zapracował sobie na emeryturę.
Potrzebuje znaleźć ortopedę, który dojechałby w okolice Łodzi, zrobił badanie, RTG i rzetelnie ocenił stan konia trzeszczkowego i zaplanował dalsze postępowanie.
Poza ekipą od Szpotańskiego.
_Gaga, Ok, bo myślałam że może robiłaś badania. Ja się niedawno dowiedziałam że to trzeba wycinek mięśnia pobrać, z łopatki, albo kłębu, pewna nie jestem, bo nie drążyłam. U mnie diagnostyka była podobna, a potem objawy pojawiły się u matki i młodszej siostry więc już mieliśmy pewność. Mój koń był wielki, 184cm więc siły działające na ścięgna proporcjonalnie większe. Zaczął chorować jako 10 latek i przez pierwsze 4 lata w sumie bardzo fajnie sobie radził, łaził bezstajennie stadem rządził, ja nawet za zgodą weta jeszcze okazjonalnie jeździłam w tereny z nim dosyć długo. Nigdy nie ważyłam wiecej niż 49 kg, a koń ogromny więc wet stwierdził, że to żadne obciążenie, a koń uwielbiał chodzić w teren. Jedyne co to on wybierał tempo, jak chciał galopować to sobie galopował, jak nie chciał to nie. Za pasażera robiłam. Jednak potem posypało się to lawinowo, peciny siadły jeszcze bardziej, zaczeły dochodzić do ziemi w ruchu, zaczeło go mocniej boleć. Kiedy już leki nie dawały poprawy na dłużej niż ją dawały, to musiałam go uśpić.
Najgorszy dzień moim życiu.