Forum konie »

Kłus ćwiczebny...

wg mnie i moich doświadczeń lepiej znaleźć konia bardziej wybijającego w chodzie niz nasz docelowy i pomęczenie się na nim, wtedy docelowy po przesiadce robi się wygodny 😉


No to już wszystko zależy od determinacji i talentu jeźdźca. Bo jeśli zabraknie jednego, albo drugiego, to efekt będzie odwrotny.
Ja na przykład w ubiegłym roku zaliczyłam mega niefajny upadek z konia, po którym wylądowałam na 3 miesiące w gipsie. Został mi potem odruch jazdy w stylu "na embriona" - siedziałam skulona, nie mogłam przekonać się do tego, żeby pewnie i prosto usiąść (ja dodatkowo jestem garbata, więc mi z natury nie łatwo). Zaczęłam moją ambitniejszą zabawę w naprawianie odruchów bezwarunkowych ma mega elektryczny, wielkookim i szybkim jak błyskawica pięciolatku. Jakoś nie chciało zadziałać - dopiero jak pojeździłam trochę na pewnym profesorze, to udało mi się osiągnąć efekt. Nie zawsze zatem stopniowanie skali trudności w górę i potem w dół będzie ok.
ale ten wybijający koń też ma swój biedny kręgosłup, który, przez czas walki jeźdźca z samym sobą, będzie najzwyczajniej w świecie cierpiał.
Quanta
Zaczęłam moją ambitniejszą zabawę w naprawianie odruchów bezwarunkowych ma mega elektryczny, wielkookim i szybkim jak błyskawica pięciolatku. Jakoś nie chciało zadziałać -
Po ciezkich upadkach, cos w psyche zostaje, co utrudnia rozluznienie. I u Ciebie mogła nie byc to kwestia samozaparcia, wadliwosci metody, a braku rozluznienia psychicznego (przekładającego się na fizyczne spiecia)- którego objawy potęgował wypłosz pod Tobą. Moze faktycznie jazda na twardo noszacym koniu cos by dała, ale przy zrównowazonym wierzchowcu.
(( Przerabiałam temat jazd po wypadkach i jazd na  megaelektrycznych , wielkookich, szybkich koniach ( w tym moja) - to nie jest najlepsze polączenie.))


escada
Faktycznie ważne jest samozaparcia. A z drugiej strony patrząc, to na obszerniejszym ruchu teoretycznie łatwiej jest zrozumieć specyfikę kolejno następujacych po sobie faz ruchu.

EDYCJA :
BUSCH  😉
Racja koń pewnie cierpi. A nawet wiecej - bo zacznie się mocniej usztywniac, a w związku z tym jeżdziec tez, to koń jeszcze mocniej. Błędne koło.
Ale pocieszam, ze w druga strone też działa takie koło: jak sie rozlużnisz, to koń po chwili też, to Ci sie pomoze jeszcze mocniej rozluznic,...

Jesli na miękko noszacym koniu ktos się nie stara, bo "da sie to zniesć", jezdzi tak latami, (często nie zdając sobie z tego sprawy), to jest to lepsze ...niż gdy ktoś inny w krótkim czasie nauczy się  jak prawidłowo wysiedzeć na innym koniu, gdy jego twardy ruch go zmusi i bedzie dobrze nadążał za ruchem juz całe zycie?

Wiekszosci z nas zalezy na koniach i ich dobrze, w świecie jaki mamy.
Bo tak w ogóle wiele (wiekszość?) koni cierpi pod siodłem, więc większość osób nie powinna na nich jezdzic (w tym i ja). Tylko choroba, jak się tu nauczyc jezdzic, nie jezdząc?  😁
Oczywiscie  😉 🙂
Czasami też jest tak że im bardziej chcemy tym bardziej nam nie wychodzi. Nieraz krótka przerwa może zdziałać cuda 🙂
Ale pocieszam, ze w druga strone też działa takie koło: jak sie rozlużnisz, to koń po chwili też, to Ci sie pomoze jeszcze mocniej rozluznic,...
No tak, tylko strasznie ciężko jest się rozluźnić na sztywnym koniu.
Ja nie umiem. To koń musi w jakiś sposób to zapoczątkować, albo przynajmniej puścić w tym samym momencie co ja.
ćwiczenie wykonuje się stojąc na ziemi w rozkroku, z nogami ugiętymi w kolanach

a ja wyobraziłam sobie siedzenie tyłkiem na podłodze i podskakiwanie w rytm muzyki...  😎 🤣
Moona
Niestety koń zazwyczaj rozluznia się dopiero jakiś czas po nas.
Na rozluznienie się mocno pomagaja cwiczenia na ziemi i w siodle przed jazdą-przez to łatwiej rozlużnic konia..
Mi osobiście jeszcze bardzo pomaga coś co jest bardzo wazne, a niedoceniane: oddychanie. Często skupiam się na głębokim, miarowym oddechu. Automatycznie głębiej siedzę i lużniej. Przestaje się miotać, usztywniać- po kilkudziedięciu sekundach, koń też rozlużnia się czasem parska. (- ekspertem nie jestem, a wiele mnie nauczyła moja elektryczna wielkooka bestia- oddychanie jest wyjątkowo ważne na takich koniach ).
tak, samozaparcie najważniejsze 🙂

ja teraz kiedy wsiadam na wygodnego konia to siedze, ale nie umiem się odnaleźć, ciężej mi znaleźć rytm, niż na wybijającym na którym bez rytmu sie nie usiedzi 😉 wg mnie najfajniejsze są konie z dużą 'amplitudą' ruchu, obszernym chodem, ale miękkie, płynne. nie wiem jak o inaczej wyjaśnić 😉
Ja bardzo długo nie mogłam porządnie wsiąść w ćwiczebny, wychodziło mi tylko na bardzo miękkich koniach. Pomogło jeżdżenie pół roku z rewelacyjną instruktorką, na stosunkowo wybijającym koniu - dużo ćwiczeń na woltach, zebranego równego kłusa, no i jej ciągłe przypominanie "noga w dół", które wciskało mnie w siodło. Efekt był taki, że siedziałam idealnie. Byłam w stanie wysiedzieć wszystko, było mi wygodnie, rewelacyjnie czułam konia. Potem półroczna przerwa bez instruktora, przerwa w jeździe wogóle... wsiadłam z powrotem na konia i na pierwszej jeździe siedziałam jak przyklejona, a później było już tylko gorzej  🤔 teraz jeżdżąc staram się przypominać sobie w myślach jej rady i wywody i powolutku, powolutku wracam do stanu sprzed przerwy  🏇
Ja też pamiętam jak trener stał i co dwie sekundy było : "noga w dół, kolano w dół, udo w dół", i tak w kółko,aż w końcu puściłam tą nogę i się udało i przestałam marudzić "ale ja już bardziej nie mogę" -  bo okazało się że mogę 🙂

Teraz jeżdżę sama i jest ciężko, tym gorzej że na wszystkich innych koniach siedzę, a na moim jest najgorzej.
a ja wam powiem.. jestem po złamaniu kręgsłupa w wypadku samochodowym, jak po tym wypadku wróciłam do jazdy nie było szans na rozluźnienie.. rąbałam po siodłe jak młotek kowala o podkowe. oczywiście kręgosłup też od razu znowu to poczuł i teraz dylemat albo usiąde w siodło i przestne go katować albo odpuszczam jazde bo chociaż chodzić bym chciała ;/ wiec od rau wzięłam nie byle jakiego trenera 7 dni w tyg..

i cud.. p trener przypięła mnie do siodła - na początku ból że aż ciemno przed oczami miałam. 3 mce trningów po 1,5 h przypięta, mięśnie odpusciły. całkowicie się rozluźniłam od czubka głowy po koniec palców u stóp.
problem zaczynał sie na nowo po włożeniu nogi w strzemie, ale po mcu przypięcia w strzemionach i to ustąpiło. bez przypięcia było mi b dobrze, stabilnie. ale było to naprawde kilka miechów męczarni. trzeba pamiętć że przypiąć sie trzeba umieć! mnie p trener tak przypinała że w każdym momecie kiedy poczułam jakieś zagrożenie jedno pociagniecie i już byłam wolna. po drugie przypiętym jeździ sie na suchym, nie śliskim podłożu. nigdy w deszcz ani po trawie tak nie jechałam. po trzecie zawsze jeździłam z p trener czyli drugą osobą.
na własną ręke nie polecam
Moona

zapewne masz rację, ale dla mnie byłby to problem bardziej psychiczny niż fizyczny. Nie czułabym się komfortowo przywiązana do siodła, więc bym się nie rozluźniła. Wolę iść na lonżę, bez strzemion i wodzy. Trening należy dopasować również do charakteru jeźdzca. Jeśli zdejmuję za ciasną bluzkę i się w niej zaplączę, to prędzej ją podrę niż poczekam aż ktoś mi pomoże zdjąć.
Nie wiem, czy wiesz o co mi chodzi.  😉
budynio - z całym szacunkiem ale po złamaniu kręgosłupa nie dałabym choćby ze zdrowego rozsądku robić ze sobą czegoś, co powodowałoby ból niemal do omdlenia.. i to przez trzy miesiące ciurkiem!

to już dla mnie skrajna lekkomyślość i nieszanowanie swojego zdrowia - także ze strony trenera

jakbym była tam na miejscu i to widziała to i Tobie i trenerowi tylko  🤦 🤬

wogóle przyszło Ci do głowy do czego mogłaś doprowadzić?
Dokładnie. tak jak pisze k_cian.
Tu natretnie jeszcze raz polece babkę Sally Swift z jej książkami. Ona miała bardzo powazne problemy z własnym kręgosłupem- dlatego nauczyła się wielu najlepszych technik, cwiczeń, metod, kontroli ciała, umiejętności stosowania "ekonomicznych" ruchów itp. Wszystko opanowała sama, przełożyła na jazde konna i uczy innych. Też jest zdania, ze praca do bólu to zła praca (szczególnie ww stanach pourazowych).
Ja też miewałam kłopoty z kregosłupem a  teraz nie mam bólów po jeżdzie (ewentualnie czuję przyjemne zmęczenie pleców, mięśni ). Babeczka jest genialna w takich przypadkach.
budynio - mój brat w piątej klasie podstawówki miał pęknięty kręgosłup, po wyleczeniu coś tam biegał i kopał w piłke a później  miał problem z normalnym chodzeniem, co skończyło się kilkoma zabiegami laserowymi (już nie mówie nawet ile tp kosztowało) oraz przerwanym rokiem maturalnym - na prawde warto dbać o zdrowie..  🙄
Rozumiem kate_

To chyba trochę jak pierwsze galopy bez trzymania na lonży - pada pytanie "a czego ja mam się trzymać" - niby wszystko tak samo, a nagle znika to złudne poczucie bezpieczeństwa, jakie daje wodza w łapce 😉

Myślę, że opanowany koń i wyrozumiała osoba z dołu mogliby bardzo pomóc w przezwyciężeniu podświadomego lęku/dyskomfortu jeźdźca związanego z przywiązaniem go. Zdaję sobie sprawę, że nie na każdego to podziała, ale skoro można osiągnąć taki rezultat... Ja bym spróbowała 😉
Mam nadzieję, że lonża bez strzemion da takie same efekty.  🙂
k_cian nie dodałam tylko że moj kręgosłup był pod stała opieką i kontrolą ortopesyczną. uwierzcie że nie zrobiłabym sobie krzywdy do końca życia, wiedząc już co oznacza być miesiącami przykutym do łoża i modląc sie o poruszenie stopą. pojawiła sie szansa do normalnego powrotu na koński grzbiet więc złapałam ją za nogi.
twu twu nadal jestem pod ortopedyczną kontrolą, wszystkie badania ok, kregoslup żadko boli.


_kate ja wiem, nie twierdze że Ty jesteś ale ja jestem choleryczką i też nie zdejmowałabym tej bluzki 😉 rozerwałabym na srzępy . ja miałam przypięcie na udzie tak że jak podciągnełam pasek do góry sprzączka puszczała i nie raz to wypróbowałam 😉 ale to nie w ramach namawiania - tylko ciekawostki.
oczywiście że kłus bez strzemion daje efekty wielu ludzi na tym się wyćwiczyło. w moim przypadku to nie wchodziło w gre, przypięcie powodowało że cała podążałam za wyjątkowo miekkim koniem a nie udeżałam kręgoslupem o siodło jak działo sie przy każdym podejściu do ćwiczebnego czy zagalopowania.
w jaki sposób się przypinałaś  👀 Bo czytam i czytam i myślę- że mogło by to dac ciekawy efekt 🙂
To ja jeszcze wrócę do tego przypinania.

Trener powiedział mi, że to może mi bardzo pomóc, bla bla, ale że to bolesne ćwiczenie i że prawdopodobnie będzie bolało.
Trochę mnie tym wystraszył oczywiście, dlatego byłam zaskoczona że nic nie bolało. Oczywiście gdzieś tam mięśnie puszczały, ale był to ból porównywalny do tego przy rozciąganiu, zanim wszystko puści.

To też zależy jak mocno zostaniemy przywiązani. Na początek lżej, potem mocniej. A  mnie akurat nic nie bolało nawet w mocnym przypięciu, dość szybko się rozluźniłam.

Piszę to, bo ten ból że aż ciemno przed oczami  brzmi strasznie. A to chyba zależy od konkretnego przypadku, tego boli mniej, innego bardziej.

Budynio - gratuluję samozaparcia swoją drogą
ból porównywalny do tego przy rozciąganiu, zanim wszystko puści

jak coś przy rozciąganiu puści to już nie jest za dobrze  😁
budynio - to już pół biedy 😉 ale ból to reakcja obronna organizmu, która ma mu dać znać że coś się dzieje źle w którymś miejscu, jeśli boli niemal do omdlenia - BARDZO źle i raczej w tym momencie należałoby przerwać to co powoduje aż taką bolesność - tym bardziej jak pisałaś jeździłaś bez tego i było ok

na wszelkiego typu rehabilitacjach ruchowych nie przekracza się też granic bólu - tyle ile możesz, nie zaś do omdlenia..

to jakby robić szpagat nigdy wcześniej tego nie robiąc - robiłabyś dalej mimo iż boli aż tak bardzo? ja dałabym szansę wygoić się wszystkiemu i stopniowo - klasyczną drogą - uczyć się na nowo, krok za krokiem jeździć w pełnym siadzie - ba, po rehabilitacjach które ja miałam wciąż uczę się odnaleźć prawidłowo na koniu i wciąż walczę o to by siedzieć, nie wiem czy mi się to uda ale wiem że nie przywiązałabym się, to nie jest tego warte..

ps. z ciekawości, czy ortopeda wiedział że regularnie od 3 miesięcy przywiązujesz się do siodła w czasie jazdy i że jest to aż tak bolesne że niemal tracisz przytomność?
z tą przytomnością to lekka przesada, ale ciemno, mroczki przed oczami na początku.
tak wioedział sam zabronił mi walić tyłkiem o siodło.
ból był spowodowany tak mocnym napięciem mięśni, obijanie sie o siodło również.
gdzieś na początku tego roku miałam okazję jeździć na dobrze zrobionym, dorosłym koniu i chwyciłam się tej okazji z całej siły. zaczęłam ćwiczyć kłus ćwiczebny, nigdy mnie nic nie bolało w trakcie, czasem miałam tylko zakwasy na drugi dzień. zaczęłam od wolnego tempa, ze strzemionami, w którym od początku siedziałam jak przyklejona, jak tylko czułam że tracę kontrolę nad sobą- zaczynałam anglezować. potem wydłużałam tylko czas i tempo, w końcu kłus wysiadywany stał się dla mnie prostszy od anglezowanego, siedziałam ładnie nawet w kłusie mocno dodanym. czułam też dużo większą kontrolę nad koniem i lepiej go czułam w wysiadywanym. aaa, ten koń nie był ani specjalnie miękki cz twardy, taki średniak  😉

potem ten koń został sprzedany i przesiadłam się na młodziaka- z oczywistych względów nie jeżdżę kłusem wysiadywanym. niedawno dołączył dorosły koń ale też nie mogę na nim jeździć ćwiczebnym bo znowuż ma słabe mięśnie grzbietu (świeżo w pracę wdrażany) i nerwowo reaguje nawet na galop w pełnym siadzie. w obu przypadkach jak mam jakiś naprawdę duży problem z przepchnięciem przez wędzidło, buncikiem, spłoszeniem czy czymś takim- niemal odruchowo siadam w kłusie w siodło bo z tej pozycji od razu mi jest łatwiej koniem powodować. jednak mimo to trochę się obawiam, że jak teraz by mi ktoś kazał wysiadywanym jechać, to bym nie podołała  😡  . myślicie, że mogłam już się oduczyć tego luzu w wysiadywanym kłusie?

no i jak dla mnie robienie czegoś pomimo bólu to postępowanie nie fair względem swojego ciała, tak samo jakby zmuszać się do rzygania po każdym posiłku czy coś takiego. barbarzyństwo 🍴

ból był spowodowany tak mocnym napięciem mięśni, obijanie sie o siodło również.



no tak, dokładnie to samo było źródłem moich problemów i ludzie z którymi mi przyszło pracować zabronili mi robić cokolwiek na siłę - ze względu właśnie na przykórcze i napięcia nie tylko mięśni - przede wszystkim więzadeł

wszystko likwidowaliśmy systematycznie, po kolei a nie na zasadzie łamania kołem i siłowego zmuszenia ciała do poddania się

to nie jest dla mnie rozsądna droga.. no ale jeśli wam nie zaszkodziło to nie ma co już się rozwodzić na ten temat

koniec już 🚫

odnośnie metod na poprawienie dosiadu i rozluźnienie się, polecam także lekturę książki równowaga w ruchu oraz film o podobnym tytule - poświęcony pracy nad dosiadem i równowagą

Ja na ostatniej jeździe przekonałam się, jak wszelkie zbędne napięcia wpływają na regularność i łatwość i poprawność jazdy ćwiczebnym.
W pewnym momencie jazdy było mi strasznie niewygodnie. Starałam się być rozluźniona ciałem, oddychać, nie zaciskać zębów. A tu nic. Okazało się, że miałam napiętą i zaciśniętą rękę, w której trzymałam bat. Jak tylko go odłożyłam, poczułam niebywałą ulgę i od razu łatwiej mi i konicy było się wyluzować 🙂 Tego dnia było bardzo zimno i jeździłam w grubaśnych rękawiczkach przez które niewiele czułam (+ skostniałe palce) i odruchowo zaciskałam rękę żeby utrzymać owy bacior.
I coraz mocniej mnie takie sytuacje przekonują, że zanim zaczniemy czegoś wymagać od konia, najpierw skupmy się na sobie, poznajmy jak najlepiej swoje mięśnie, kontrolujmy ich napięcie itd.
witam. Ja z pytaniem do ekspertów. Jeżdzić uczyłam się już dość dawno temu i z tego co pamiętam kazano mi wypiąć kuper do tyłu i "ruszać" biodrami przód tył w rytm kłusa no i takim sposobem da sie nawet wysiedzieć kłus tylko że amortyzacja odbywa się poziomo ( biodra przód-tył) a oglądając dobrych jeżdzców dresarzowych mam wrażenie że oni amortyzują wstrząsy bardziej pionowo - siedzą w jednym miejscu ale jak by góra-dół a nie lata im tyłek od tylnego do przedniego łęku. Może mi to ktoś wytłumaczyć tak z grubsza?
DaliaSoto - po Twoim opisie wnioskuję, że problemem są zbyt luźne mięśnie brzucha. W kłusie wysiadywanym muszą być napięte - nie jakoś na kamień i do utraty tchu, ale ze zbyt luźnymi, falującymi mięśniami brzucha nie dasz rady amortyzować ruchu bez bujania się plecami. Podobnie mięśnie pleców - w dobrym kłusie wysiadywanym wykonują pracę, zwłaszcza te otwierające klatkę piersiową. Dużo łatwiej jest jechać w kłusie ćwiczebnym tak, by mieć swobodę oddziaływania, kiedy rośniemy w górę i nie kulimy plecków. Dalia - proponuję popróbować jechać wysiadywanym kłusem pamiętając, że mięśnie odpowiadające za postawę mają być napięte i nie pozwalać na falowanie plecami - jednocześnie przy puszczonej, ciągnącej się w dół z biodra nodze. Przy pierwszych próbach możesz mieć wrażenie odbijania się od siodła, ale wraz z wyćwiczeniem mięśni i uzyskaniem rozluźnienia powinno być lepiej. Tylko pamiętaj, że to nie może być latanie koniowi po grzbiecie, czy łupanie mu w plecy w takt ruchu, bardziej zmiana nacisku tyłka na siodło.

Ja również polecam krótkie nawroty raczej wolnego kłusa ze stępa - w stępie najłatwiej upilnować sobie długiego, wyciągniętego dosiadu w rozluźnieniu i potem spróbować to przenieść na kłus ćwiczebny.
Zakładam, że skoro skakałaś L-P  to znaczy, że wiesz i rozumiesz co to znaczy mieć konia "na kontakcie" "na wędzidle" "zamkniętego w pomocach".
Czyli bezwarunkowo kontrolujesz to w jakim tempie/rytmie porusza się koń.
Zakładam też, że rozróżniasz co znaczy zganaszownie, zabranie, ciężar na przodzie i na tyle...
Tak zakładam, ale właśnie tu, w czymś tak pozornie prostym chowa się mały kruczek.
Czasem aż głupio mówić o czymś tak oczywistym, ale wiele razy spotkałam się z sytuacją, w której nie jest to dograne w 100%.
Diabeł tkwi w szczegółach  😀iabeł:

Kłus ćwiczebny,tak w ogóle, to jest niewygodny 🙂
Ani dla jeźdźca, ani dla konia.
Chyba że:
a) Koń jest ogólnie bardzo "miękki" i mało podrzuca grzbietem. Tak się dzieje czasem nawet u kompletnie niewyszkolonych koni, które powłóczą nogami po ziemi i są uwalone na przód.
b) Koń (nawet twardy) jest pod koniec jazdy rozgrzany i rozluźniony, przenosi ciężar na tył i wtedy jego grzbiet zaczyna sprężynować i jest wygodniejszy, sam dla siebie i dla jeźdźca.

Ważny jest moment rozpoczęcia kłusa ćwiczebnego.
Jeśli zaczniesz na siłę rzeźbić kłus ćwiczebny na samym początku jazdy, na twardym koniu, to nie będzie fajnie i tylko się obydwoje przez to usztywnicie.


Polecam ćwiczenie, które wydaje się pozornie śmieszne i proste:

1. Wjedź na 20m koło, stępem, odchyl się ciut bardziej do tyłu niż normalnie, full kontakt, przekątne pomoce, żywy stęp, do przodu, zewnętrzna wodza na kontakcie.
2. Upewnij się że koń jest rozgrzany i rozluźniony. Czyli najlepiej na sam koniec jazdy.
3. Upewnij się, że koń reaguje na popędzające i zwalniające działanie dosiadem (skróć i dodaj stęp, kilka razy samym dosiadem w stępie).
4. Oderwij uda od siodła. W bok,  nie do przodu. Oderwij, puść, oderwij, puść, porozciągaj przywodziciele najmocniej jak możesz.
Noga od kolana w dół jest nieważna przy tym ćwiczeniu (w sensie czy pięta jest w dół czy nie). Ważne są biodra i uda, zwróć uwagę na to jak się poruszają w momencie gdy prosisz konia o wyciągnięcie stępa, złap nawet wewnętrzną ręką swoje biodro i poczuj jak się rusza.
5. Przejścia kłus-stęp-kłus-stęp samym dosiadem. Popychaj i zatrzymuj siodło biodrami.
Oczywiście najważniejszą pomocą jest łydka, ale skup się na biodrach. Pilnuj , żeby przylegać jak największą powierzchnią pupy do siodła, nawet odchylać się przesadnie do tyłu.

A tak w ogóle, to to jest fajny filmik:


Ja raz spróbowałam przywiązania puśliskiem do siodła (na lonży z trenerem). I efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania.
Po ok. półgodzinnej sesji (może 20 minutach) byłam rozluźniona jak nigdy, i mogłam spokojnie wysiedzieć wszystko, nawet mocne wyciągnięcia.
Poczułam jak to jest jak się naprawdę siedzi.  Polecam


no właśnie, coś w tym jest! pamiętam jak jakieś 8 lat temu jedna instruktorka wykorzystała ten patent na mnie. pojeździłam tak na lonży, ale szczerze mówiąc zupełnie nie wierzyłam w efekty tej metody. po odpięciu mnie, siedziałam jak przyklejona, w dodatku zupełnie rozluźniona. koń odpuścił natychmiast, spuścił głowę i wreszcie był zadowolony z tego mojego wysiadywania. niezwykła rzecz. tylko raz miałam taka lekcję. chętnie bym to powtórzyła, bo po 3 latach mega sporadycznych jazd, mam problem z przełamywaniem w kręgosłupie. dziwna rzecz, bo mnie wydaje się, że siedzę luźno i głęboko, a instruktor, że wychodzę poza ruch konia i zadek ucieka mi do tyłu. i nie bardzo wiem jak ten błąd wyplenić  🤔 
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się